r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Microsoft traci monopol: rynkowy udział Windows po raz pierwszy od lat spadł poniżej 90%

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Dane o popularności przeglądarek czy systemów operacyjnych, jakie podają Net Marketshare i StatCounter, dwie najbardziej znane organizacje zajmujące się badaniem rynku internetowego, zwykle są dość rozbieżne, nie tylko co do samych liczb, ale i co do trendów. Nie oznacza to jednak, że któraś z tych organizacji się myli – po prostu stosują bardzo odmienne metodyki badawcze. Gdy jednak jedna i druga zaczynają przedstawiać i liczby i trendy do siebie zbliżone, to analitycy patrzą z zaciekawieniem: znak, że zachodzi na rynku jakieś interesujące zjawisko o dużej skali.

Na coś takiego zwraca uwagę J.M. Manness, analityk z domu inwestycyjnego Seeking Alpha. Zauważył on, że po raz pierwszy od połowy lat 90, globalna popularność systemów operacyjnych z rodziny Windows spadła poniżej 90% - i to według obu wiodących organizacji badawczych. W wynikach z marca 2014, łączny wynik „okienek” (od Windows XP po Windows 8.1) wyniósł wg Net Marketshare 89,96%, a wg StatCountera 89,22%.

Trend, jaki zauważyć można w wynikach z Net Marketshare (w którym oprogramowanie Microsoftu zwykle wypada lepiej, niż w Statcounterze), pokazuje ciekawą zależność. Od wielu lat na globalnym rynku systemów operacyjnych, rok po roku Windows traci po około jednym punkcie procentowym. W tym samym czasie w zbliżonym tempie rośnie popularność Mac OS-a X. System Apple'a który na początku stulecia zainstalowany był na jedynie 2,8% komputerów podłączonych do Sieci, dziś znajduje się na 8,16% (wg Net Marketshare) i 8,34% (StatCounter) maszyn.

r   e   k   l   a   m   a

Zapytacie zapewne od razu o wyniki GNU/Linuksa. Tu między obydwoma źródłami występują większe różnice, ale z grubsza można powiedzieć, że od 2008 roku, kiedy to wolny system operacyjny miał jakieś 0,5-0,6% rynku, doszliśmy do sytuacji, w której ma on około 1,5%.

Oczywiście wyniki te długo jeszcze nie będą martwiły decydentów z Redmond, ale jeśli trend się utrzyma, to najprawdopodobniej do końca dekady Microsoft z monopolisty na rynku systemów operacyjnych stanie się po prostu dominującym graczem. Nie można zaprzeczyć, że to ma dla Microsoftu swoje dobre strony – firma Satyi Nadelli nie będzie już tak bardzo obserwowana przez regulatorów rynku, projektanci Windows będą mogli sobie pozwolić na jeszcze ściślejsze powiązanie usług internetowych ze swoim systemem.

Czy jednak Microsoft będzie potrafił w przyszłości działać jako nie-monopolista, na heterogenicznym rynku, składającym się nie tylko z Windows, ale też z OS-a X, Androida, iOS-a, Chrome OS-a czy któregoś z GNU/Linuksów? Przedsmak problemów, jakie firma z Redmond ma z taką wizją świata widać już dzisiaj, na rynku tabletów, w którym iPady i urządzenia z Androidem nie dają praktycznie szans Windows/Windows RT.

Kilka dni temu Reuters donosił, że Microsoft dysponuje gotową wersją pakietu Microsoft Office dla iPada, jednak z powodów biznesowych wstrzymuje się z jego premierą, rozdarty między dwoma pragnieniami – poszerzenia bazy użytkowników Office oraz utrzymania dominacji Windows, wiele zyskującego na swojej uprzywilejowanej pozycji w kwestii Office. Ten brak zdecydowania sporo kosztuje. Zdaniem analityków IDC, Microsoft może tracić nawet 2,5 mld dolarów rocznie wskutek unikania wydania Office na iPada (dla porównania wpływy z Office wynoszą ok. 25 mld dolarów rocznie).

W tym momencie wydanie Office na iPada mogłoby pomóc (a nowy szef Microsoftu jest podobno bardziej do tego chętny, niż Steve Ballmer) – ale postawiłoby to Redmond w kłopotliwej sytuacji z marketingowego punktu widzenia. Promując swoje hybrydowe urządzenia Surface, Microsoft robił co mógł, by wmówić klientom, że iPady są w praktyce tylko zabawkami, nadającymi się co najwyżej do konsumpcji treści, podczas gdy tablet z Windows potrafi wszystko, czego można oczekiwać od komputera. Excel czy Word na zabawce do konsumpcji treści mógłby jednak poważnie zaszkodzić i tak mizernej – w porównaniu do iPada – sprzedaży Surface i innych tabletów z Windows. Co więc robić?

Gdy więc zdezorientowany gigant przestępuje z nogi na nogę, doradcy inwestycyjni otwarcie nawołują do działania. Znany analityk domu Nomura, Rick Sherlund stwierdził, że pakiet biurowy Microsoftu został pozbawiony szans wzrostu na najgorętszych platformach, sugerując, że najwyższy czas na uniezależnienie Office od Windows. Sherlund oczywiście mocy sprawczej w Redmond nie ma, ale to samo mówi też firma ValueAct Capital, której prezes, Mason Morfit, jest członkiem Rady Dyrektorów Microsoftu.

Zanim jednak do takiego uniezależnienia dojdzie, może okazać się, że Office przestanie być potrzebny. Reuters przytacza słowa Davida Levine, dyrektora inwestycyjnego z nowojorskiej firmy Artivest Holdings, który stwierdził, że w jego firmie nie korzysta się już z dokumentów Worda. Jeśli ktoś prześle mi dokument w Wordzie, mówię mu, by wrzucił go do Quipa – twierdzi Levine. Wspomniany Quip to darmowa, wygodna w użyciu aplikacja dla iOS-a i Androida, łącząca w sobie edytor tekstu i komunikator. Takich jak Quip aplikacji jest coraz więcej – a do tego dochodzą przecież Dokumenty Google, działające w każdej przeglądarce, na każdym systemie, teraz dzięki sklepowi z rozszerzeniami mogące spełniać nawet specjalistyczne potrzeby biznesowe firm.

Co gorsza dla Microsoftu, takich firm jak Artivest Holdings ma być coraz więcej... a jeśli nawet celowe unikanie Office nie stanie się w innych oficjalną polityką, to może to i tak nie mieć znaczenia. Oficjalne polityki firm coraz mniej mają kogokolwiek obchodzić. Jak podaje firma badawcza Ovum, już ponad 70% właścicieli tabletów używa ich czasem do celów zawodowych, a 57% korzysta z nich, by uzyskać dostęp do korporacyjnych sieci i danych. Firmy nie mają wyjścia – to co kiedyś było nie do pomyślenia, dziś staje się modą na przynoszenie własnego sprzętu do pracy (Bring Your Own Device). Adam Tratt, były dyrektor Microsoftu, który dziś jest szefem firmy Haiku Deck, produkującej oprogramowanie na iPada, twierdzi, że Microsoft doszedł do swojej potęgi w czasach, gdy dyrektorzy IT rozdawali karty w kwestii infrastruktury informatycznej firm. Przez ostatnie pięć lat ich kontrola odczuwalnie spadła.

Pozbawiony monopolistycznej pozycji Microsoft mógłby i dla inwestorów i dla użytkowników wyglądać bardzo atrakcyjnie, jako producent świetnego oprogramowania biznesowego na różne systemy, przynajmniej starający się przestrzegać standardów i zachowywać techniczną neutralność w kwestii platform. Czy jednak Microsoft, opisujący się sam dziś jako firma od Devices and Services („Urządzenia i Usługi”), może w ogóle siebie w takiej formie wyobrazić? Pozostaje liczyć tylko na to, że wyobraźnia i zawodowe doświadczenia Satyi Nadelli pozwolą mu dostrzec ścieżkę, której Steve Ballmer nigdy dostrzec nie chciał. Pierwszy pozytywny sygnał już mamy – podczas ostatniego CeBIT-u oficjalnie przyznano, że nowe Office dla Maka pojawi się w tym roku.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.