Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Numerkoza stosowana

O tym, że Internet stał się dla nas skarbnicą wiedzy, nikogo nie muszę przekonywać. Zwłaszcza w czasie okołomaturalnym, gdy w akcie najwyższej desperacji na potęgę wyszukuje się streszczenia obowiązkowych lektur, bo przecież coś wiedzieć trzeba.

Kochany wujaszek Google, stara dobra ciocia Wikipedia, kuzynka Ściąga – lista jest długa. Coraz rzadziej przekopujemy się przez dalsze strony wyszukiwarek, zadowalając się wynikami z pierwszej strony. Ba, z pierwszej trójki nawet. I dlatego strasznie, ale to strasznie mnie irytuje traktowanie jak świętość tego, co napisał w swojej ofercie… sprzedawca na Allegro.

Zanim podniosą się głosy sprzeciwu lub ubolewanie nad stanem świata, w którym nie można już nikomu i niczemu ufać, pozwólcie, że cofniemy się o jakieś pół roku, w sam środek przedświątecznego rozgardiaszu. Stało się naszą studencką tradycją, że przed każdym Bożym Narodzeniem spotykamy się we trzy z moimi przyjaciółkami i urządzamy małą wigilię zanim rozjedziemy się po Dolnym i Górnym Śląsku. Zasady są proste – każda z nas przygotowuje coś na ząb, wymieniamy się prezentami, a nasi panowie mogą dołączyć do nas dopiero po dłuższym czasie. A przede wszystkim – gadamy, gadamy i gadamy. Niekoniecznie na tematy okołoświąteczne.

O czym mogą plotkować trzy historyczki przy wspólnym stole? Oczywiście, o książkach. A jak już jesteśmy przy książkach, nie może zabraknąć kwestii czytników, zwłaszcza, gdy w jednym pomieszczeniu odnajdziemy dwa Kundelki. Jeden starszy, prawie że roczny, przeżył ze mną podróż na Ukrainę i koszmar na przejściu granicznym dla pieszych, drugi – ledwo miesięczny szkrab, tak szykowny w swoim pachnącym nowością etui, jakby sam pochodził z Paryża.

Kiedy w Empiku zaczęły pojawiać się pierwsze czytniki z serii OYO, żadna z nas nie myślała, że w najbliższym czasie stać nas będzie na zakup takiego cuda (który cudem tak naprawdę nie był, ale to insza historia), a co dopiero mówić o ściągnięciu Kindle’a ze Stanów. Ceny na Allegro także nie zachęcały.

I tak minęło kilka miesięcy, gdy w łapkach A. pojawił się „czytnik”. Wielkie, ciężkie bydlę z ekranem LCD, nie spełniające dla mnie swojej funkcji, ale skoro A. się podobało, cóż mi do tego? Zresztą, o perypetiach A. z bydlęciem można by stworzyć kilka osobnych wpisów. Wystarczy, że od momentu kiedy dostałam swojego Kundelka jestem z nim praktycznie nierozłączna, gdy cielaczek A. praktycznie nie opuszczał jej pokoju, bo był po prostu nieporęczny.

Tym sposobem inni studenci (i wykładowcy, swoją drogą), zaczęli przychodzić do mnie z pytaniami odnośnie zakupu czytnika lub chociaż zwyczajnie sprawdzić czy „wygodnie się na tym czyta”. Czas leciał, raz wolniej, raz szybciej, Amazon ogłosił wydanie Paperwhite’a, pojawił się także Classic w wersji z czarną obudową i coraz częściej zaczęło się mówić o Kindle 5. Zbiegło się to w czasie z decyzją A. o zmianie czytnika i decyzją o zakupie Kundla. Przez Allegro – i oczywiście, bo jakże by inaczej, kupiła czytnik najnowszy z najnowszych, na aukcji opatrzony wielką, okrąglutką „5”. I to w promocji, bo tylko 50 złotych drożej niż za K4…

Dla tych, którzy nie są zaznajomieni z Amazonowymi czytnikami, już wyjaśniam. Najtańszym czytnikiem jest Kindle Classic (w USA określany także jako Non Touch lub Kindle NT), posiadający oprogramowanie w wersji 4. W przeciwieństwie do swoich poprzedników nie posiada slotu na karty SD ani możliwości odtwarzania plików audio. Oprócz tego mieliśmy także Kindle Touch, który miał wbudowaną większą pamięć niż Classic i możliwość odtwarzania audiobooków, o dotykowym ekranie nie mówiąc. Po premierze Paperwhite’a model ten został wycofany z regularnej sprzedaży, choć czasem się zdarza, że Amazon przywraca możliwość jego zakupu na kilka godzin lub dni. Idealnie dla Łowców Promocji. Listę „starych” modeli zamyka Kindle Keyboard, wyposażony w klawiaturę i troszeczkę większy od pozostałych czytników. Keyboard to K3. I zrobiło się zamieszanie.

Amazon wypuszczając na rynek nowy czytnik nie numerował kolejnych edycji, starał się mówić raczej o „generacjach”. Ale we wrześniu 2011 roku dokonał zmian w nazewnictwie marki. „Kindle trzeciej generacji” stał się Kindlem Keyboard, wersja bez klawiatury została nazwana po prostu Kindlem. A że przyroda nie znosi próżni, zmianę nazwy uznano za kolejną generację, stąd „4” przy Classicu. No dobrze, ale gdzie tu piątka?

Classic, jako jedyny, posiada dwie wersje kolorystyczne – szarą (chciałoby się powiedzieć, klasyczną) i czarną. Amazon zapowiedział zmianę dla „linii” Classic, nie udzielił jednak bliższych informacji, czego ta zmiana miała dotyczyć. Spekulacje w sieci rosły, więc gdy w sprzedaży pojawiła się czarna wersja (a szara została chwilowo wycofana), rozchodziła się jak świeże bułeczki, jako "Piątka" właśnie. Bo to ekran wyraźniejszy, obudowa w pięknym, nasyconym kolorze, i w ogóle działa szybciej. Cudo! Tylko że po euforii szybko przychodzi opamiętanie i tak było tym razem. Czytniki różniły się jedynie kolorystycznie, wersja oprogramowania była dokładnie ta sama. A różnice pomiędzy ekranami są normalne, zwykle jest to jakieś pół tonu. Zresztą, same warunki, w których zrobiono zdjęcie, mogą wpłynąć na jego jakość i nie ma w tym nic dziwnego.

Za to Kindle Paperwhite, pierwszy Amazonowy czytnik z podświetlanym ekranem, posiada oprogramowanie w wersji 5. Aktualizację do „5” otrzymali także posiadacze Kindle Touch. Jeśli mamy więc na upartego mówić o Kindle 5, ta nazwa powinna odnosić się do jednego z tych dwóch modeli. Ale tak nie jest. Z prostej przyczyny – Paperwhite i Touch stanowią w pewnym sensie marki same w sobie. O ile Classic pojawia się na rynku zwykle pod „czystą” nazwą Kindle, o pozostałych trzech czytnikach (dwa wymienione wyżej plus Keyboard) mówi się zwykle używając nazwy rodzajowej. Bo prościej, i łatwiej, i chyba też bardziej zrozumiale.

Co ma do tego moja studencka wigilia i dyskusja o czytnikach? Że w pewnym momencie przyszły „gorsze połówki” (a moja „lepsza” została w domu i pracowała nad jakimś super hipertajnym projektem pozwalającym mu podbić świat, a przynajmniej bloga DP. ;p) i zaczęła się dyskusja o wyższości Kindle’a 5 (a należącego do A.) nad moją starą, poczciwą Czwóreczką. Żeby było weselej, oba czytniki to ta sama, szara wersja Classica. Strzępiłam język chyba na próżno przez dłuższą chwilę, aby być zbijana argumentami rodzaju „chyba wiem, co kupiłam” lub „zazdrosna jesteś i tyle”. A koronnym dowodem miał być przyniesiony paragon dołączony przez sprzedawcę do zakupu, na którym jak byk widniało „Kindle 5”. Tłumaczenie zaczęło się od początku, ale tym razem największą pomocą stał się sam czytnik. Inna obudowa? Wyciągnij go z okładki, połóż ekranem do dołu i sprawdź, czym się różnią. Tak, twój ekran jest ciut jaśniejszy, ale to normalna rzecz przy E-inku. I mogę się założyć, że wersja oprogramowania jest identyczna. Ale absolutnie rozumiem, że ta piąteczka na paragonie była warta tych 50 złotych…

Tak z ciekawości spojrzałam teraz na Alledrogo… I praktycznie nic się nie zmieniło. Nadal w sprzedaży mamy Kindle 4 i Kindle 5, jedynie różnica cenowa między najtańszymi ofertami zmniejszyła się do 40 zł (choć w obu przypadkach mamy wersję szarą, a nie czarną, która miała uchodzić za K5). Z drugiej strony najtańszy Kundel 4 na Allegro (za 299 zł) to wersja refubrished. Za 350 złotych spokojnie możemy „wybierać” pomiędzy 4 a 5, także w czarnej wersji.

Zdaję sobie sprawę, że marketingowo Kindle 5 brzmi o wiele lepiej. Że mamy pociąg do rzeczy nowych, lepszych, bardziej wydajnych. Że coś takiego w nas siedzi i sprawia, że wyłączamy racjonalne myślenie. Ale byłoby chyba dobrze, gdybyśmy byli w stanie sprawdzić parametry sprzętu na innej stronie niż Allegro. Ideałem byłaby strona producenta, ale czasami na przeszkodzie stoi bariera językowa. I z jednej strony rozumiem sprzedawców, że określają sprzedawany produkt opatrzony wyższym numerkiem, bo jak inaczej, skoro sami klienci chcą kupić K5, bo gdzieś w internecie znaleźli informację, że jest to model najnowszy, najlepszy i w ogóle. Ale tak szczerze, to czekam, aż pojawi się sprzedawca, który Kindle’a Paperwhite zacznie określać jako „6” i jako jedyny dostarczać masom Polaków spragnionych słowa pisanego gorącą nowość od Amazona. Pewnie niedługo się doczekam. Jak nie ze Paperwhitem, to może jednak ze starym i poczciwym Kindle Classic

sprzęt

Komentarze

0 nowych
qasx   5 #1 07.05.2013 21:19

Dzięki za tekst, nie miałem pojęcia, że sprawa jest (przynajmniej na Allegro) do tego stopnia rozdmuchana. Kiedy zachwycony swoim Keyboardem kupowałem bratu prezent, to wziąłem po prostu Kindle ze strony Amazonu, nie bardzo się zastanawiając, której jest generacji.

Moje marzenie o Kindlu 6 to zaktualizowany Keyboard, nawet niekoniecznie ze światełkiem, tylko kolejne wersje tego cudownego urządzonka idą raczej w kierunku uproszczeń.

Autor edytował komentarz.
Frankfurterium   9 #2 07.05.2013 21:44

Można w ciemno zakładać, że następny Kundel (może nie regularna edycja, ale jakiś dodatek) będzie miał nieco większy ekran. Amazon "podkrada" wszystkie ciekawe pomysły B&N i Kobo, tylko wprowadza je w życie lepiej niż wymienione firmy. Kobo wypuściło 7-calowy model, który ponoć zebrał całkiem sporo zamówień, więc...

Ale ja bardziej wyczekuję aktualizacji softu. Po tym, jak Amazon wykupił Goodreads, tylko czekać ścisłej integracji strony i urządzenia, a może nawet jednokliknięciowego zakupu książek wprost z internetowej biblioteczki.

MinkDragon   6 #3 08.05.2013 21:47

@qasx - Brak wygodnej klawiatury w Classicu sprawił, że praktycznie nie korzystam z opcji notatek, a czasami się o takie aż prosi.

@Frankfurterium - Przypomniała mi się sytuacja z Nook Glow bodajże. Był to właśnie pierwszy czytnik z wbudowanym oświetleniem, ale niestety, nie wyszło zbyt dobrze. A Paperwhite dostaje już całkiem dobre recenzje. Z drugiej strony, chyba cały świat techniczny podobnymi "rywalizacjami" stoi, ale mogę się mylić. :) Osobiście jestem ciekawa jak szybko - i czy w ogóle - pozostałe czytniki dostaną aktualizację do wersji 5 - możliwość sprawdzenia stron z wydania papierowego bardzo by mi się przydała.

Frankfurterium   9 #4 08.05.2013 22:32

Z tymi numerami stron nie jest aż tak różowo. Dokładne numerki dostają tylko książki zakupione bezpośrednio od Amazona, i to chyba nie wszystkie. Jakiś czas temu zakupiłem u niech trzy (no, jedną dostałem w promocji...) i dwie numerów nie mają.

MinkDragon   6 #5 09.05.2013 07:09

Zdaję sobie sprawę z tego faktu. Dotrzeć do książki w języku polskim nie jest problemem - za to tematy, którymi zajmuję się w czasie studiów (nowożytna historia Japonii choćby) nie mają zbyt dużej bazy w polskiej literaturze. Stąd korzystam z prac anglojęzycznych i głównie z Amazonu ze względu na wygodę. :)