Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Historia z sieciami i paroma innymi questami - Pyrkon 2012

Gdzieś tak z miesiąc temu, nasze Koło Naukowe - Ruch Projektantów Gier - otrzymało zaproszenie od jednego z organizatorów Pyrkonu do pomocy przy organizacji Bloku Gier Komputerowych i imprez powiązanych na Pyrkonie 2012. Zakres obowiązków nie był jakiś wybitnie trudny - ot, pomoc z ustawieniem sieci, poustawianie stołów, komputerów, wgranie aktualizacji, pilnowanie prelekcji i ich czasu...

Mieliśmy też sobie ustalić grafik, przy czym nie mieliśmy być na miejscu obecni non-stop, a jedynie w określonych momentach, przy czym nawet wtedy z dużą swobodą. A nie dość to, mieliśmy dostać koszulki, zwrot wpisowego itp. Żyć, nie umierać :)

Z naszego Koła zgłosiły się dwie osoby oraz ja. Ja dodatkowo zorganizowałem sobie zespół 3 kolegów do pomocy, którym postanowiłem zarządzać odgórnie, coby zmniejszyć problemy z kwestią ustalania grafiku. Powiedziałem, że będziemy mieli pokrycie prawie 100% konwentu i tyle ;)

Bakemonogatari* i Nisemonogatari** w jednym

Piątek, 8:00

Przybyłem z dwoma swoimi "chowańcami" do budynku 14b w MTP. Oczywiście, nie patrząc nigdzie, od razu weszliśmy na trzecie piętro. Po drodze musieliśmy jednak pokonać szereg przeszkód.

Po pierwsze, aby wejść na górę, musieliśmy zejść na dół (?!), co bardzo silnie kłóciło się z naszymi wbudowanymi algorytmami poszukiwania najkrótszej ścieżki do punktu docelowego. Ale, że okna były pozamykane, wspinaczka odpadała - nie było więc innego wyjścia jak droga w dół. Następnie, stanęliśmy przed wyborem: idziemy schodami, czy windą? Winda mogła stanąć między piętrami, a nie mieliśmy telefonu do nikogo z okolicy, więc wybraliśmy schody.

Pierwszy level poszedł łatwo, żadnych przeciwników, lekkie narzekanie Staszka na naciągnięte ścięgna ;)

Drugi level... no tutaj był już problem. Piętro pozbawione było okien, lub wszystkie te okna były zasłonięte, a w korytarzu panowała ciemność idealna. Włącznika świateł w okolicy widać nie było. Po krótkiej naradzie, udało się jednak pokonać ciemność za pomocą telefonów komórkowych.

Trzeci level to już była praktycznie formalność. Przeszliśmy i siedliśmy sobie na stołach. I wtedy nas to dopadło: "Nikt nie wie, gdzie jesteśmy."

Piątek, 8:30

W końcu udało się uzyskać kontakt z naszym Organizatorem ;) I w końcu udało się ustalić, dlaczego na trzecim piętrze było tak pusto. Faktycznie, nikt się nie zorientował, że przyszliśmy tam na czas! Ale nie tylko to było problemem. Okazało się bowiem, że nie ma komputerów, które mieliśmy łączyć w sieć...

Poszukiwania komputerów trwały ok. 40 minut. Okazało się, że firma kurierska, której nazwy tu nie pomnę, nie miała wolnego pojazdu na dostarczenie 30 komputerów. Najlepsze, że nawet numeru listu przewozowego nie dostarczyli na czas, więc te komputery mogły ot tak sobie zniknąć. Ostatecznie więc, zamiast pojawić się najpóźniej o 8:00, pojawiły się dopiero ok. godziny 12:30.

W międzyczasie, udało się przygotować i skonfigurować szkielet sieci, złożony z trzech 16-portowych, niezarządzalnych switchy i dwóch punktów dostępowych, przyłączonych do dwóch, teoretycznie niezależnych, przyłączy do Internetu.

Piątek, 12:30

Przybyły posiłki z Tembakanu. I komputery. I teraz się zaczęła prawdziwa jazda. Nie dość, że chłopaki musieli przynieść (tu się przydali też moi "chowańcy") i rozpakować komputery, to jeszcze trzeba było przestawić stoły, ustawić na nich te kompy, ponownie przeprowadzić całe okablowanie sieciowe i zasilające... Nie powiem, żeby mi to ułatwiali. Najchętniej to by chyba podłączyli wszystkie kompy do jednego gniazdka, nie zważając na obciążenie sieci energetycznej...

Piątek, 15:00

Ostatecznie jednak, udało się wszystko ładnie poprowadzić. Całość wyglądała nawet dość profesjonalnie, gdyby nie walające się wszędzie pudła. Cała strefa Tembakanu i turnieju LoL-a podzielona była na cztery strefy w trzech pomieszczeniach.

Pierwsze pomieszczenie było dwustrefowe. Jedna z nich składała się z komputera i kamer streamingowych oraz niezależnego punktu dostępowego tylko dla nich i stoiska Drago Entertainment z wersją pre-alpha gry Grimlands. Druga natomiast obejmowała 10 komputerów turniejowych, ustawionych w grupy po 5, drugiego punktu dostępowego i pierwszego switcha. Jako, że nie było czasu, aby skonfigurować wszystko na sztywno (stałe IP), zaryzykowaliśmy ustawić to z przydzielaniem adresów przez DHCP. Na szczęście, mały AP Netgear'a sobie z tym poradził.

Do switcha podpięta była 15 metrowa skrętka, która łączyła ten węzeł sieci z kolejnym switchem, rozprowadzającym sieć na kolejnych 10 komputerów w drugim pomieszczeniu. Ustawienie podobne jak wcześniej, tylko tutaj całość miała jeden słaby punkt. Okablowanie i urządzenia sieciowe oraz zasilające leżały na ziemi lub wisiały na kablach. Gdybym wiedział o tym wcześniej, może dałoby się coś z tym zrobić, ale cóż...

Stamtąd, kolejna, 20 metrowa skrętka, prowadziła do kolejnego pomieszczenia, z kolejnym węzłem. Ostatnie 10 komputerów. Troszkę się obawiałem, że to wszystko nie wypali, ale szczęśliwie udało się nie tylko doprowadzić wszędzie dostęp do sieci (i to bez jakichś poważnych lagów, pingi nie wskakiwały powyżej 30 ms, rzadko przekraczały 20 ms) i rozprowadzić w miarę równomiernie zasilanie.

Piątek, 15:30

Postanowiłem, że czas wrzucić coś na ząb. Wziąłem jednego z chowańców i poszliśmy do lokalnego McDonald's-a coś zjeść. Nie zdążyłem ujść połowy drogi, gdy dostałem telefon, że padła sieć streamingowa. Nagle. I nikt, zupełnie nikt nic nie podłączał.

Po 30 minutach walki z tym co ja ustawiałem, okazało się, że winnym był podpięty później router Linksys / Cisco. Ot, pokłóciły się ze sobą Netgearowy i Linksysowy serwer DHCP, bo nikt nie wpadł na to, żeby podłączając Cisco, najpierw go skonfigurować. Choć w sumie, nie było to dziwne, zważywszy, że to moim obowiązkiem było pilnować tych sieci. Na szczęście, o 16:00 problem został zażegnany, i wszystko już działało jak należy.

Piątek, 18:30

Podniosła się wielka wrzawa. Krzyk paru graczy, i nagłe bieganie gości z Tembakanu. Padły 2/3 sieci. Teoretycznie chciałem zostawić im kwestię debugowania problemu, gdyż moje 8 godzin dyżuru już było za mną, ale że wziąłem sobie za punkt honoru, żeby to wszystko działało jak należy, to zacząłem szukać problemu sam.

Pierwsza 10-tka działała, switch jednak wskazywał na podłączenie 11 urządzeń, a powinno ich być 12 (Netgear, 10 komputerów i drugi switch). Czyli problem leżał na drugiej sali i był to problem natury fizycznej. Pobiegłem więc do drugiej sali i pytam co jest. Otrzymałem odpowiedź, że sieć po prostu nie działa. Na pytanie, czy switch działa, dostaję odpowiedź "nie świeci". To po co oni lecą do trzeciej sali, jak przecież problem jest tutaj?

Poszedłem mniej więcej do połowy stanowisk komputerowych, wyszukałem switch. Leżał na podłodze. Ciemny. Widocznie problem z prądem, chociaż komputery działały... Problem wyszedł na jaw, gdy dostałem się do wiszącej na kablach listwy, ułożonej na stosie pudełek od klawiatur. Naprawdę, wyobraźnia ludzka nie zna granic, chłopaki przeszli samych siebie. Zamiast ustawić to na stołach, za komputerami, to woleli to w taki sposób położyć. Wyszło na jaw, że listwa została kopnięta przez jednego z graczy, zasilacz ją przeważył, i przy spadaniu ze stosu kartonów, wyleciał z niej, po czym listwa odsprężynowała na kablach i wróciła na swoje miejsce. Podłączyłem wszystko z powrotem, zabezpieczyłem listwę i... nagle wszystko zadziałało. No niesamowite. Tak czy siak, ważne, że usterka była taka drobna, a nie jakaś gigantyczna, bo dało się ją szybko rozwiązać ;) Cały czas poszukiwań awarii nie przekroczył minuty, więc było nawet dobrze. Szkoda tylko, że zespół który się odłączył (tj. że to but członka ich zespołu spowodował awarię) akurat wygrywał :(

Sobota, 11:00

Następnego dnia doszła konieczność rozszerzenia sieci o kolejny komputer, odległy o 40 metrów od najbliższego punktu dostępowego. Szczęście, że udało się znaleźć taką skrętkę. Wszystko udało się przeprowadzić i podłączyć, więc w sumie nie ma co tu wiele pisać. Najzabawniejsze, że cały ten fragment sieci zaczął przez to zależeć od metrowego kabelka z ułamanymi zatrzaskami. Noszę go zawsze ze sobą na wypadek awarii i jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Jak widać, i tym razem się przydał i "uratował świat" ;)

Może Was to zaskoczy

...ale poza powyższymi problemami, wszystko działało wzorowo. Turniej LoL'a się udał, stanowisko Drago Entertainment funkcjonowało, streaming oraz komputer widowni działały pełną parą. Więc w sumie, można to nazwać pełnym sukcesem. Poza powyższym opisem, postanowiłem, że nie chce mi się kończyć dyżuru jako Gżdacz, i w ten sposób wyrobiłem ok. 27-30 godzinny super-dużyr, w trakcie którego wykonywałem sporo ciekawych questów ;) Wiecie, noszenie wody, sprawdzenie sali, przypilnowanie wykładu, itp.

Osobiście, nabrałem w trakcie Pyrkonu 2012 sporo doświadczenia. Wiem jakie błędy popełniłem przy tworzeniu tamtejszych sieci, wiem też, jak na przyszłość powinienem rozplanowywać taką infrastrukturę, szczególnie, mając ograniczony dostęp do sprzętu. Nawet złapałem się na paru złych nawykach z konfiguracji sieci domowej... Naprawdę, Pyrkon 2012 nie dość, że sam w sobie był niesamowicie udaną imprezą, z masą świetnych atrakcji, to jeszcze okazał się dla mnie doskonałą szansą samorozwoju, którą (tak mi się przynajmniej wydaje) w pełni wykorzystałem. Kto wie, może za rok nie będę już tylko Gżdaczem-Sieciowcem, ale stuprocentowym Organizatorem? :) To by było coś :D

Słówko na koniec o samym Pyrkonie

...czy może raczej o jednej z prelekcji. Naprawdę niesamowity wykład przeprowadziła dziewczyna kryjąca się pod pseudonimem Nino. Sobota, godzina 23:00, "Koreańskie legendy" :D W życiu się tak nie uśmiałem, podobnie jak cała, pękająca w szwach, sala. Byłem pewien, że to Japończycy są dziwnym narodem, a tu taki szok. Proponuję wszystkim, aby zagłębili się w ten temat - atrakcje, takie jak latające skały, biegające kości, dziewięcio-ogoniaste listy i olbrzymy z niestrawnością, gwarantowane.

W ramach puenty, powtórzę tę z przytoczonego wyżej wykładu: "Nigdy nie oddawaj moczu na filet z dziewicy koreańskiej". I jak tu nie kochać azjatów? ^^

_______
*- jap. Bakemonogatari - eng. Gho-st-ory - pol. Duc-h-istoria (tłum. własne) - tytuł japońskiego anime opowiadającego o duchach
**- jap. Nisemonogatari - eng. Impo-st-ory - pol. O-p-odróbkach (tłum. własne) - tytuł japońskiego anime opowiadającego o podróbkach. Ze względu na dużo odniesień erotycznych, nazwana przez fanów mianem "Pornomonogatari", czego tłumaczyć chyba nie trzeba ;) 

sprzęt gry inne

Komentarze

0 nowych
Banan   10 #1 01.04.2012 16:57

Im więcej doświadczeń tym lepsza sieć czego ci życzę =)

skrzypek   12 #2 01.04.2012 19:32

Mnie tylko zastanawia słowo "Gżdacz". Pierwszy raz się z takim czymś spotykam proszę o wyjaśnienie :P

Ave5   8 #3 01.04.2012 19:47

Świetny wpis i niezła przygoda :D

NRN   9 #4 01.04.2012 20:31

Gżdacz - mały pomarańczowoskrzydły ptaszek, którego wszędzie pełno i który wszędzie lata. Pierwszy raz pojawił się w literaturze Macieja Wojtyszko w książce "Bromba i inni". Przykładowe opowiadanie znajdziecie tutaj: http://web.pertus.com.pl/~mysza/bromba/gzdacz.html (link za google.pl ;) ).

Ogólnie, Gżdacz to tradycyjna (od paru edycji) nazwa na pomocników / wolontariuszy na Polconach i Pyrkonach. Mają pomarańczowe koszulki i robią co mogą, żeby każdy z kilku tysięcy uczestników był zadowolony ;)

skrzypek   12 #5 02.04.2012 10:52

Fajnie fajnie, chociaż się nie nudziliście. Kiedyś byłem na czymś podobnym, nazywało się "lanparty" i chodziło głównie to granie w sieci, coś jak tu bez dostępu do internetu. Niestety organizacja była słaba i prawie każdy podłączał się na własna rękę :)

Obin   9 #6 02.04.2012 12:08

Ogólnie Pyrkon 2012 wyszedł bardzo fajnie, a "Koreańskie legendy" będę wspominał bardzo długo. ;)

  #7 02.04.2012 14:25

Mówisz, że chcesz zostać orgiem?:) zapraszamy na środowe spotkania Drugiej Ery! szczegóły tutaj --> http://www.drugaera.org

NRN   9 #8 02.04.2012 20:57

@Lathea, Dzięki za zaproszenie :) Niestety, fakt, że tego dnia mam zajęcia od 8 do 18:30, a następnego znowuż na 8:00 trochę uniemożliwia mi odwiedzanie Was od 20 do 22 ;) Kiedyś w końcu trzeba coś zjeść i się wyspać :) Ale spokojna głowa, na pewno będę do Was chciał przystąpić jak tylko znajdę odrobinkę czasu, na pewno też nie odmówię pojawienia się w maju :)