r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Najdroższa kawa świata

Strona główna Aktualności

W poszukiwaniu luksusu z ciekawości zajrzałem do jednej z kawiarni popularnej sieciówki. Niecałe 20 zł za kubek? Nie, potrzebuję czegoś bardziej ekstrawaganckiego. Wujek Google też nie był pod tym względem pomocny. Jego wybór padł na Black Ivory, najdroższą kawę na świecie, produkowaną z ziaren przetrawionych i wydalonych przez słonie (swoją drogą jest coś „magicznego” w tym procesie, bo poprzednio tytuł ten dzierżyła kopi luwak, kawa z odchodów cywety). Trzeba szukać nomen omen głębiej. A może by tak zaprosić na małe espresso… szefa Apple?

Choć cenom akcji koncernu wciąż daleko jest do rekordowego poziomu z września ubiegłego roku i nie brakuje opinii, że firma traci swój innowacyjny wizerunek, w osobistym poznaniu Tima Cooka jest coś elektryzującego. Obecny szef Apple nie jest może tak widowiskową postacią, jaką był Steve Jobs, trudno jednak odmówić mu pozycji, jaką zajmuje w branży technologicznej i nie tylko. Według zestawienia magazynu TIME, Cook został uznany za jedną ze stu najbardziej wpływowych osób na świecie. Każdą premierę produktu śledzą miliony osób — w tym także antyfani, którzy dzięki temu zdobywają kolejne dowody na to, że Samsung, Nokia, LG, Sony czy HTC są lepsze.

Na chwilę jednak odłóżmy te spory na bok. Nie jestem pewien, jaką kawę popija w pracy Tim Cook, wiem natomiast, jak bardzo ceni swój wolny czas. 610 tysięcy dolarów — za tę astronomiczną kwotę szef Apple spotka się ze zwycięzcą aukcji w siedzibie firmy w Cupertino. Kurtuazyjne spotkanie potrwa maksymalnie godzinę, podczas której szef koncernu ma zabawiać towarzysza (a może towarzyszkę?) rozmową na tematy ponoć związane z firmą. A wszystko to w imię wyższych celów, bo cały dochód z aukcji zostanie przeznaczony na działalność charytatywnej organizacji Robert F. Kennedy Center for Justice and Human Rights.

r   e   k   l   a   m   a

Personalia zwycięzcy zostały utajnione i całkiem możliwe, że aukcję wygrał jakiś zblazowany multimilioner, który niekoniecznie ma ochotę oglądać samego siebie w medialnym lusterku. W każdym razie ja na swoją kolej muszę jeszcze zaczekać — obawiam się, że przy obecnej koniunkturze mógłbym zaprosić Cooka na kawę… najwcześniej za kilkadziesiąt lat. A wtedy, niestety, mogłoby już być nieco za późno.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.