r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

OKO Press: chcą patrzeć wszystkim politykom na ręce i pielęgnować dziennikarstwo śledcze w Sieci

Strona główna AktualnościINTERNET

Opozycja w Polsce ciągle szuka narzędzia, za pomocą którego udałoby się jej odwojować nieco miejsca w przestrzeni publicznej od rządzącego PiS oraz jego machiny medialnej, sprawnej zwłaszcza w Internecie. Jednym z nich ma być nowy portal OKO Press, zgłaszający ambicje do wykonywania rzetelnej, śledczej dziennikarskiej roboty.

Wyborcze zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości w wyborach do Sejmu i Senatu z października oraz kandydata PiS Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich sprzed ponad roku ma wiele przyczyn. W te gospodarcze, społeczne lub czysto polityczne wchodzić nie chcemy, bo nie jest to tematyka, którą zajmujemy się na co dzień. Ale za triumfem PiS stała też godna pochwały sprawność komunikacyjna, także w Internecie. Nie chodzi tu jedynie o aktywność samej partii i jej polityków, ale też o media, które wyrosły wokół PiS jak grzyby po deszczu.

Wiele tytułów (zarówno drukowanych, jak też internetowych) w sposób mniej lub bardziej otwarty, ale przeważnie jednoznaczny stoi po stronie pomysłów i postulatów zgłaszanych przez partię Jarosława Kaczyńskiego, m.in. portal wPolityce.pl, Niezalezna.pl, tygodniki: „W Sieci” i „Do Rzeczy”, a także dzienniki: „Gazeta Polska” i „Nasz Dziennik”. Wokół PiS obrodziło też w blogi popierające działalność tej partii politycznej, co ma też swoją ciemniejszą stronę, a mianowicie: sieciowy trolling. Tajemnicą poliszynela jest, że PR-owcy rządzącego ugrupowania nie wahają się przed użyciem licznej armii w mediach społecznościowych, która aktywnie udziela się w komentarzach pod artykułami na portalach lub forach internetowych, a także bardzo ostro atakuje przeciwników w mediach społecznościowych.

r   e   k   l   a   m   a

Rzecz jasna, oponenci PiS nie gęsi i swoje media też mieli. To tytuły o uznanej marce (np. „Gazeta Wyborcza”, „Polityka” lub „Newsweek”) i oferujące dziennikarstwo dobrej jakości. Ale proces polityczny sprzyjał Prawu i Sprawiedliwości, wspierany przez medialną sprawność stojącego za nim środowiska. Opozycja, ciągle liżąc rany po wyborczej porażce i zmianie władzy w Polsce, szuka odpowiedzi na prawicowe narzędzia medialne. Jedną z nich ma być uruchomiony niedawno portal OKO Press, prowadzony przez Fundację Kontroli Obywatelskiej OKO.

Wśród założycieli fundacji znajdziemy dziennikarzy i działaczy społecznych, którzy na scenie publicznej w Polsce stoją od wielu lat, a niektórzy działali także w opozycji demokratycznej przed 1989 r. Powołało ją grono w składzie: Helena Łuczywo, Seweryn Blumsztajn, Jacek Rakowiecki, Jan Ordyński, Piotr Pacewicz, a ten ostatni kieruje fundacją. Z kolei w radzie fundacji znajdziemy takie postaci, jak Monika Płatek, prof. Marcin Król, Jarosław Kurski („Gazeta Wyborcza”), Jerzy Baczyński (redaktor naczelny „Polityki”) i Jacek Kucharczyk.

Portal OKO Press ma ambicje stać się medium śledczym, które będzie patrzyło władzy na ręce, prowadząc dziennikarskie śledztwa. Do tego celu do projektu zaproszono świetnych polskich dziennikarzy, np. znaną z wykrycia afery SKOK-ów Biankę Mikołajewską lub wyróżnionego w 2011 r. nagrodą Grand Press za najlepszy tekst śledczy Jakuba Stachowiaka. Próbkę ich umiejętności można znaleźć tutaj. Serwis prowadzi też swego rodzaju Wikipedię, na której prostowane będą nieprawdziwe opinie polityków partii rządzącej i jej nominatów w instytucjach publicznych, a pod lupą mają się też znaleźć działacze partii opozycyjnych. Ponadto, redakcja OKO Press chce rozliczać polityków z realizacji obietnic wyborczych, a elementem służącym budowie wspólnoty użytkowników wokół portalu ma być tzw. Okopedia.

Mamy ambicję, by zgromadzić wokół „Oka” społeczność internautów. Zapraszamy do współtworzenia „Okopedii” – kroniki Polski po wyborach 2015, państwa na zakręcie „dobrej zmiany” – czytamy w deklaracji programowej redakcji serwisu.

Cele szczytne, ale drogie w realizacji. Czy to się uda?

Na poziomie ideowym trudno nie przyklasnąć pomysłodawcom portalu OKO Press. Im więcej medialnych watchdogów w Polsce, tym lepiej. Zwłaszcza takich, które będą deptać po piętach zarówno rządzącym (co, biorąc pod uwagę grację PiS podobną do tej prezentowanej przez słonia w składzie porcelany, trudne nie będzie), jak też ich przeciwnikom. Widać jednak kilka barier, o które redakcja OKO Press może się potłuc. Pierwsza to zastosowana forma dziennikarska, czyli długie teksty (śledcze, ale też analizy, komentarze itp.). Jakością się bronią, ale sam sposób podania może utrudnić dotarcie do grupy młodszych odbiorców, dla których określenie Tl;Dr jest ważnym kryterium oceny przydatności tego, co znajdują w Sieci. Pod publikacjami na łamach portalu OKO Press znajdują się rzecz jasna odnośniki pozwalające przesłać je np. na Facebooka lub Twittera, ale widać je dopiero po dłuższej lekturze. I to również może zniechęcić młodszych bywalców internetu do tego, by częściej gościć na łamach serwisu.

Drugą barierą w rozwoju tego ambitnego projektu, znacznie poważniejszą, mogą być pieniądze. Póki co, wsparcia finansowego udzieliła Agora oraz spółka komandytowo-akcyjna POLITYKA, wydawca m.in. tygodnika „Polityka” oraz właściciel centrum analitycznego Polityka Insight, a także osoby prywatne. Jak dodaje redaktor naczelny serwisu Piotr Pacewicz w rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl:

Chcemy, żeby serwis utrzymywał się sam. Nie zamierzamy sięgać po pieniądze reklamodawców, ani specjalnych sponsorów. Stawiamy przede wszystkim na wpłaty od czytelników. W środę, w dniu startu serwisu, otrzymaliśmy kwotę, która nas bardzo pozytywnie zaskoczyła. Nie wykluczamy, że będziemy aplikować o granty przyznawane organizacjom pozarządowym.

Tyle, że taki model finansowania może pociągnąć OKO Press na dno. Dziennikarstwo śledcze jest bowiem szalenie kosztownym i czasochłonnym zajęciem. Wymaga żmudnego analizowania dokumentów i tekstów źródłowych, wielu podróży, opłacania ekspertów, a to tylko niektóre z wydatków. Dodatkowo, dziennikarz pracujący nad tekstem tego typu potrzebuje sporo czasu na opracowanie rzetelnego, sprawdzonego pod każdym kątem tekstu, aby wyeliminować ryzyko pomyłki, która może ściągnąć na redakcję lawinę pozwów sądowych o zniesławienie. Przez to autor nie pisze innych tekstów (lub pisze ich bardzo mało), które się „klikają” i pozwalają spieniężyć ruch na stronie internetowej.

To wszystko sprawia, że media śledcze (podobnie jak reportaże, zwłaszcza o sprawach międzynarodowych), to dziś dziennikarski towar luksusowy. I tylko najbogatsze redakcje starają się pielęgnować ten element rzemiosła, bo zwyczajnie je na to stać. Portal OKO Press ma tutaj ogromną pracę do wykonania, by zapewnić sobie stałe i niezależne źródła finansowania misji, którą zamierza realizować. Rzecz jasna, trzymamy kciuki za sukces, bo im więcej w Polsce niezależnych, dążących do zachowania maksymalnego poziomu obiektywności mediów, tym lepiej dla nas wszystkich. Ale rejs między rafami w postaci braków w budżecie na pewno nie będzie łatwy.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.