r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Oprogramowanie stanowi prawie połowę ceny auta, a jego wady miewają tragiczne skutki

Strona główna AktualnościROZRYWKA

Czasami trudno określić, czy dany samochód to jeszcze samochód, czy może bardziej pasuje do niego określenie gadżet elektroniczny. W ciągu minionego weekendu Mazda poinformowała o potrzebie aktualizacji oprogramowania samochodów, by były odporne na aktywność pewnego gatunku pająków. Kolejna bariera została przekroczona przez hybrydowo napędzaną Toyotę Prius. W lutym 1,9 miliona egzemplarzy wróciło do fabryk z powodu błędów w oprogramowaniu.

Mazda boryka się z Cheiracanthium, czyli małym, żółtym pajączkiem z zamiłowaniem do zapachu paliwa, od lat. Stworzenia tego gatunku przędą swoje sieci w szczególności w wężykach prowadzących do pochłaniacza oparów paliwa, co może zatkać obieg, spowodować nawet pęknięcie zbiornika i wyciek paliwa. Zabezpieczyć przed tym problemem ma, a jakże, oprogramowanie. Mazdy 6 z lat 2010-2012 po aktualizacji mają monitorować ciśnienie i ostrzegać kierowcę, jeśli zaistnieje ryzyko. Producent montuje już zabezpieczenia (sprężynki), które ograniczają pajączkom możliwość wejścia do przewodów, ale widocznie to nadal za mało.

Toyota również miała problem z pająkami. Ich sieci ograniczały odprowadzanie wody z klimatyzacji, przez co wilgotniały układy elektroniczne sterujące poduszkami powietrznymi i wspomaganiem kierownicy. Jednak na początku roku o Toyocie zrobiło się głośno z kilku innych powodów. Z pewnością uwagę mediów przyciąga fakt, że to właśnie Prius, wcielona w życie wizja ekologicznego samochodu przyszłości, jest w centrum uwagi. Również fakt, że błędy znajdują się w oprogramowaniu, a nie w wykonaniu części, ich montażu czy czymkolwiek „namacalnym”, może spowodować u niektórych osób (w tym u autorki tego artykułu) dysonans poznawczy. Podobnie naprawianie aut przez podłączanie do nich komputera.

r   e   k   l   a   m   a

Kiedy spojrzymy szerzej na rynek, zauważymy, że często zdarza się by samochody albo motocykle wracały po poprawki właśnie w oprogramowaniu. W 2011 roku mocno spadła reputacja Hondy po tym, jak kolejne modele były wycofywane ze sprzedaży z powodu błędów w instalacji elektrycznej i oprogramowaniu. Mowa tu o CR-V, CR-Z, Accord i Element, w których bez aktualizacji oprogramowania mogło dojść do uszkodzenia skrzyni biegów. General Motors pod koniec 2011 roku musiał wycofać kilka tysięcy sztuk Impali i LaCrosse z powodu błędów w oprogramowaniu hamulców, które mogły doprowadzić do wypadku.

Pod koniec ubiegłego roku okazało się, że oprogramowanie Volvo S60 może nie powiadomić użytkownika o niskim ciśnieniu oleju. Wcześniej ten sam producent miał problemy z samochodami, które radośnie machały wycieraczkami bez potrzeby. Do podobnych błędów przyznali się w ostatnich latach także między innymi Ford, Chrysler i Nissan.

Wpadka Toyoty zbiegła się w czasie z publikacją raportu J.D. Power Study, dotyczącego niezawodności aut. Badanie prowadzone jest od roku 1998 i opiera się na doświadczeniach właścicieli 3-letnich aut w Stanach Zjednoczonych, co oznacza, że w tym roku dane dotyczą pojazdów z rocznika 2011. Zaobserwować można wzrost liczby usterek, za które w wielu przypadkach odpowiedzialne jest, niestety, oprogramowanie. Sterowniki determinujące zachowaniem układów mechanicznych, jak skrzynia biegów, wcale nie muszą być najeżone błędami, aby zniszczyć części — wystarczy, że nie są precyzyjnie dostrojone.

Oprogramowanie, dobre czy nie, jest wliczone w koszt produkcji auta, więc i w cenę, jaką musi zapłacić przyszły właściciel. Szacuje się, że już w 2005 roku 40% ceny luksusowego auta stanowiła elektronika i praca programistów. W przypadku aut elektrycznych czy hybrydowych, aż 75% ceny. Z roku na rok, szala przechyla się bardziej w kierunku oprogramowania. Z czasem, w miarę jak tanieją podzespoły elektroniczne, będzie ich w naszych pojazdach coraz więcej, a „prawdziwe” części ograniczone zostaną do niezbędnego minimum. Oczywiście wszystko będzie tak skonstruowane, żeby byle jaki mechanik bez licencji na odpowiednie oprogramowanie nie mógł zajrzeć pod maskę.

W momencie kiedy w samochodzie wszystkim sterować będzie oprogramowanie, nic nie powstrzyma producentów przed wprowadzeniem ulubionego ostatnio modelu usługowo-abonamentowego również na drogi. Kto wie, czy w branży już nie pojawiają się pomysły na wprowadzenie abonamentu na klimatyzację albo podgrzewane fotele? A co jeśli producent wyłączy też wspomaganie kierownicy i ABS?

© dobreprogramy

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.