r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Oracle kontra Google: nowa odsłona, tym razem z Harrym Potterem

Strona główna Aktualności

Oracle nie zamierza pogodzić się z werdyktem sędziego Williama Alsupa, który zamknął spór z Google o naruszenie patentów na Javę w Androidzie w tak bardzo niekorzystny dla korporacji Larry'ego Ellisona sposób. W grę wchodziło miliardowe odszkodowanie za nieuprawnione naruszenie 37 interfejsów programowania Javy, do których Oracle rościło sobie wyłączne prawa, nie dziwi więc, że złożyło w tej sprawie w sądzie federalnym w Waszyngtonie odwołanie.

Przypomnijmy, że Oracle utrzymywało, że wykorzystane w kodzie Androida interfejsy Javy, a w szczególności ich struktura, kolejność i uporządkowanie chronione są prawem autorskim – tymczasem sędzia Alsup uznał, że każdy ma prawo pisać własny kod służący wykonaniu tych samych funkcji czy specyfikacji metod w API Javy, o ile kod wykorzystany do zaimplementowania danej metody jest odmienny od oryginalnego. Nie ma przy tym znaczenia, że deklaracje czy nagłówki są identyczne, gdyż zduplikowanie struktury poleceń jest konieczne dla zachowania interoperacyjności.

Teraz korporacja Larry'ego Ellisona pragnie uchylenia tego wyroku, a by to uzyskać, sięga w tekście apelacji po dość specyficzną konstrukcję logiczną. Zdaniem Oracle'a nie ma różnicy między kodem oprogramowania, a treścią dzieła literackiego. Nie można traktować oprogramowania w sposób odmienny, a kwestia interoperacyjności jest bez znaczenia w odniesieniu do ochrony prawem autorskim. By to udowodnić, przytoczony zostaje zadziwiający eksperyment myślowy.

Mamy otóż hipotetyczną powieściopisarkę Annę Droid (sic!), pragnącą stworzyć bestsellerową powieść. W tym celu pani Droid bierze piąty tom przygód Harry'ego Pottera, i zaczyna przepisywać jego treść. Kopiuje słowo w słowo wszystkie nagłówki, od rozdziału 1. do 38. Następnie w każdym z 38 rozdziałów kopiuje pierwsze zdania z każdego akapitu, by później sparafrazować pozostałe. Stworzoną w ten sposób „konkurencyjną wersję” oddaje wydawcy pod tytułem Harry Potter 5.0 Anny Droid.

Zdaniem Oracle'a, Google zrobiło to samo, co pani Droid – tak jak ona skopiowało literacki bestseller, i tak samo jak ona, broni się przed zarzutem o plagiat. Czy taka strategia ma szanse przed sądem apelacyjnym? Zdaniem ekspertów z serwisu Groklaw, od początku niechętnie nastawionego do Oracle'a, analogia jest naciągana – oprogramowanie to nie powieść, zasady ochrony prawem autorskim nie są identyczne, a cały opis nie jest uczciwym ani dokładnym opisem tego, co zrobiło Google. Z drugiej strony specjalizujący się w prawie własności intelektualnej prawnik z Bostonu Ed Walsh (często komentujący takie sprawy dla Wired) twierdzi, że takie podejście ma sens – być może nazwanie autorki Ann Droid było pewną przesadą, ale jeśli Oracle chce wygrać tę sprawę, to ich strategia jest słuszna.

Google ma czas na odpowiedź do 28 marca.

r   e   k   l   a   m   a
© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.