Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Na wesoło czyli anegdoty z życia " Pana od komputerów"

Bycie programistą jest trochę jak bycie Harrym Potterem, no bo idziesz do pracy, czarujesz cały dzień i możesz o tym pogadać tylko z innymi czarodziejami

bash.org.pl

Niemal każdy z nas, ma z zanadrzu kilka ciekawych anegdot z naszego informatycznego poletka. Na różnych spotkaniach typu HotZlot czy ColdZlot wreszcie możemy opowiedzieć takie zdarzenia wiedząc, że nasi rozmówcy w lot uchwycą komizm sytuacji, co nie niestety w innym gronie może nigdy nie nastąpić. Opowieści o krnąbrnym sprzęcie, klientach czy zwykłych userach, którzy przysparzają nam mnóstwa problemów, siwych włosów i ... materiałów na anegdoty opowiadane w naszym gronie.
No, bo przyznajcie szczerze ilu z waszych znajomych zrozumie poniższy dowcip ? :D

  • W pewnej firmie jest organizowany coroczny pracowniczy bal maskowy i szef pyta, kto przyjdzie, w jakiej masce:
  • - Sekretarka:Przyjdę w masce kota,
  • - Księgowa: Pojawię się w masce królika,
  • - Kierownik: Ja będę w masce tygrysa,
  • - Dyrektor: A ja w masce lwa,
  • I zapytali informatyka w jakiej on będzie masce, na co on krótko odpowiedział:
  • 255.255.255.0

Wielu z nas spotkało się z "awariami", które czasem wynikały z bezmyślności użytkownika, który np. wyłączył listwę zasilającą/UPS czy po prostu nie podłączył komputera do zasilania i tym sposobem nie mógł uruchomić komputera. Wbrew pozorom nie są to odosobnione przypadki. Nam pozostaje czasem tylko zacisnąć zęby i zrobić swoje ... lub swoje skasować :)

  • Wewnętrzny błąd jądra" tudzież "Wąskie gardło". I tłumacz człowieku ludziom, że masz poważną pracę ...

bash.org.pl

Pewnego dość słotnego jesiennego dnia, odebrałem telefon od mojej dość dobrej klientki z prośbą by coś zrobić z nowym laptopem, bo strasznie muli i chyba ma jakiegoś wirusa bo wciąż przeglądarka startuje na stronach porno. Jakoś niespecjalnie chciało mi się ruszyć w ten dość nieprzyjemny dzień, ale zaproponowano mi dość sympatyczną kwotę, więc rad nierad szybko zapakowałem się do samochodu.
Po wejściu do klientki, dało się zauważyć, że jej mąż jest jakoś dziwnie blady i wygląda na lekko roztrzęsionego i zaskoczonego moją wizytą. Pierwszy mój ruch do demontaż dysku z notebooka, wrzucenie go do kieszeni i przeskanowanie z poziomu mojego lapka, co szybko ujawniło dość pokaźną liczbę szkodników. Pokazało też niesamowicie zapchaną partycję systemową. Po bliższym przyjrzeniu okazało się, że jest jeden ponadnormatywnie wielki katalog, nazwany WINNDOS.

Najciekawsza była jego zawartość :) Szybko domyśliłem się, dlaczego mąż klientki miał tak blade oblicze. Katalog był pełny filmów z kategorii 18+, sądząc po tytułach raczej były dość ... hmmm klasyczne. Poprosiłem klientkę o herbatę a gdy ona się oddaliła do kuchni, poinstruowałem męża, że muszę przenieść katalog na inną partycję i nawet mu go ukryję by żona nie natrafiła na film w którym występuje Ron Jeremy czy Sasha Grey. Facet od razu nabrał kolorów, westchnął głęboko i widać było, że odzyskał spokój ducha. Kolejne piętnaście minut pracy, mała optymalizacja i notebook jakoś szybko odżył i zaczął działać niemal równie szybko jak w dniu zakupu. Zmieniłem im antywirusa i ze względu na nieco roztrzęsionego pana domu powiedziałem że nie wiem skąd się wziął wirus ale poradziłem ostrożność w klikaniu w reklamy. Nie wspomniałem oczywiście, że wraz z jednym filmem, pan domu zaciągnął sobie "dodatek" i beztrosko go zainstalował bo myślał, że to link do strony z wiadomymi filmami. Dla mnie najważniejsze było, że klienci są zadowoleni i robota dobrze wykonana :)

Na koniec wizyty skasowałem swoje i ruszyłem do auta, tam dopadł mnie mąż klientki, który pod pozorem wyprowadzenia psa, wyszedł za mną i wcisnął mi do kieszeni kilka banknotów z takim naprawdę od serca powiedzianym Dziękuję ...
Uśmiechnąłem się i pojechałem do domu, cały czas chichocząc na wspomnienie bladej twarzy winowajcy :)

  • (A) - czy wiesz jak skonfigurować ten model drukarki ?
  • (B) - Niestety,nie
  • (A) - No to jesteś bezużyteczny jak prawy Ctrl

bash.org.pl

Na początku lat 90-tych, pracowałem w poznańskim oddziale ZETO i jak to zwykle bywa, jako młodemu pracownikowi przypadały mi w udziale, najczęściej brudne lub mozolne zadania. A to czyszczenie spirytusem technicznym głowic, przenoszenie i katalogowanie taśm magnetycznych czy po prostu sprzątanie. Jednym słowem, czasem praca na serwerowni okazywała się dość nudna i monotonna, ale któregoś dnia, starsi pracownicy stwierdzili, że mogę przyjść na popołudniową zmianę na tzw. "wkupne". Wniosłem rano flaszkę godnego napitku i schowałem ją pod panelem podłogowym. Mieliśmy wtedy w serwerowni klimatyzację i pod podłogą biegła cała instalacja i okazywało się, że temperatura tam była zbliżona do tej, jaka zwykle panuje w lodówce. Wręcz idealne miejsce na schłodzenie hmmm... napojów wszelakich oraz śniadania ;)

Po południu zapytano mi się gdzie jest flaszka, na co odparłem, że pod podłogą, otwierają jeden panel, potem drugi i w trzecim odnajdują flaszkę.
Chwila konsternacji na twarzy mojego przełożonego, który patrzy na mnie dość zdziwiony i zadaje mi dość dziwne pytanie.
- Młody, skąd wziąłeś tą flaszkę ? Bo mi się wydaje, że Vistuli już nie produkują od dobrych paru lat ...

Okazało się że to nie moja butelka, % bowiem moja odnalazła się pod kolejnym panelem :) Jak się słusznie domyślacie, obie butelki zostały spożyte i jednogłośnie wtedy uznano, że się nadaję do tego zawodu i dam sobie radę w przyszłości :D
Ale następnego dnia jakoś dziwnym przypadkiem, wszyscy uczestnicy tej imprezy byli dość niemrawi i ciężko reagowali na ostre światło i dźwięki. Potwierdziły się słowa mojego Ojca, że Vistula jest jak broń masowego rażenia, każdego powali i każdy będzie długo ją pamiętał :D

  • Ona: Ale nie będziemy na randce gadać jak jakieś nerdy, o C++
  • Ona: po prostu na randce wolę rozmawiać na jakieś luźniejsze tematy
  • On: ok
  • On: mogą być luźniejsze
  • On: pogadamy o językach które nie są silnie typowane

bash.org.pl

Jeśli macie jakieś ciekawe anegdoty to podajcie je w komentarzy, niech nas rozweselą w te mroźne dni, gdy do wiosny i upragnionego słoneczka jeszcze tak daleko :)

PS.

Nie mogłem się oprzeć cytując basha by opuścić ten cytat :) macminik by mi nie darował :D

  • <LinFan> Ściągniesz mnie z miasta bo mi auto padło!? :/ Masz linkę holowniczą ?
  • <Jacek> Muszę mieć... przecież mam Alfę.

bash.org.pl

 

internet inne

Komentarze

0 nowych
Over   9 #1 25.01.2014 19:11

Dużo prawdy jest w tym co napisałeś :)
Często lepiej winowajce ominąć w kontekście rozmowy z klientem, aby potem nie było zbędnych kłótni u danego klienta jak już skasujesz i pojedziesz do domu, Wiem coś o tym;)

Frankfurterium   10 #2 25.01.2014 19:22

U mnie w firmie programiści mają poza zdawkowymi uprzejmościami kategoryczny zakaz rozmów z odwiedzającymi nas osobami postronnymi :-|

command-dos   18 #3 25.01.2014 19:27

czyli informatyk na balu może nawiązać co najwyżej 253 znajomości ;)

2099   8 #4 25.01.2014 20:03

Ukrywanie prawdziwych winowajców- to jak tajemnica spowiedzi, powinna być cechą każdego Pana od Komputera

xxx-xxx001   4 #5 25.01.2014 20:07

A pozostałe dwie na co poszły (zakładając że zerowe poszło na "ja" informatyka)?

Ryychuu   6 #6 25.01.2014 20:29

@xxx-xxx001: 256 to adres rozgłoszeniowy, 0 to adres sieci, a 1 to informatyk, pozostałe adresy od 2-253 można przydzielić innym znajomościom ;]

Ryychuu   6 #7 25.01.2014 20:38

* 2-254

Shaki81 MODERATOR BLOGA  38 #8 25.01.2014 20:57

He he, jednak pan od komputerów to ma klawe życie :)

djDziadek   17 #9 25.01.2014 21:38

@Shaki81 - chyba, że pracuje w służbie zdrowia i ma stażystów ;)

duffee   11 #10 25.01.2014 21:54

Oj tak są ciekawe przypadki


Btw ma ktoś konto na bash i mógł by mi wyslać zaproszenie ? Dziękuję

MaXDemage   18 #11 25.01.2014 21:55

Ufff, chyba każdy z nas mógłby godzinami takie anegdoty zapodawać... nie mniej miło było poczytać.

macminik   16 #12 25.01.2014 21:57

Zdjęcie z demotów, pan używa Macintosha….klawiatura McAlly :-)

Anegdota: Pierwsza połowa lat 90-tych, napędy CD powoli pojawiają się w komputerach. Mój szef zapragnął miec w swoim PC także napęd CD. Poprosił więc mnie i kolegę o zakup i montaż. Kupiliśmy jakiegoś TEAC-a i montujemy. Oddajemy komputer, szef grzecznie dziękuje i załadował komputer do auta. Następnego dnia przychodzę do pracy, a kolega blady. Co się stało…. Dzwonił wczoraj do domu i opieprzył mnie, że napęd nie działa a my nie sprawdzaliśmy. No fakt, nie sprawdzaliśmy ale ciężko go podpiąć źle. Siedzimy jak na szpilkach, dzwoni telefon do szefa. Wkurzony lekko, wyrzucił co mu na sercu leży jakie z nas łajzy itd. Bierzemy sprzęt, wszystko działa. No więc zanosimy mu i mówimy działa, a on poprosił aby podpiąć do jego monitora bo on musi sprawdzić… wsadza płytę nie działa, tzn nie czyta. Więc patrzy na nas jak na kosmitów. Kumple lekka panika. Może płyta jest uszkodzona… wysuwa płytę a ta…. napisem do dołu. Płytę się wsadza srebrnym do dołu a nie napisem…. A to nie obojętne ???

macminik   16 #13 25.01.2014 21:57

Aha…. jeżdżę Alfą, nie dzwoń do mnie.. nie mam linki holowniczej !!!

okokok   12 #14 25.01.2014 21:57

command-dos a jeśli będzie tam jakiś router?

ariiell   12 #15 25.01.2014 22:07

Świetny wpis :) w sumie to trochę w tym prawdy może i jest, ale cóż ma uczynić biedny użytkownik, gdy sam nie wie jak rozwiązać awarię? (Nie bronię "ignorantów", którzy nie sprawdzają zasilania ;) )

duffee   11 #16 25.01.2014 22:12

Artykuł w jednej z francuskich gazet... "Polska. Oto znajdujemy się w świecie absurdu. Kraj, w którym co piąty mieszkaniec stracił życie w czasie drugiej wojny światowej, którego 1/5 narodu żyje poza granicami kraju i w którym co 3 mieszkaniec ma 20lat. Kraj, który ma dwa razy więcej studentów niż Francja, a inżynier zarabia tu mniej niż przeciętny robotnik. Kraj, gdzie człowiek wydaje dwa razy więcej niż zarabia, gdzie przeciętna pensja nie przekracza ceny (!) trzech par dobrych butów, gdzie jednocześnie nie ma biedy a obcy kapitał się pcha drzwiami i oknami. Kraj, w którym cena samochodu równa się trzyletnim zarobkom, a mimo to trudno znaleźć miejsce na parkingu. Kraj, w którym rządzą byli socjaliści, w którym święta kościelne są dniami wolnymi od pracy (!) Cudzoziemiec musi zrezygnować tu z jakiejkolwiek logiki, jeśli nie chce stracić gruntu pod nogami. Dziwny kraj, w którym z kelnerem można porozmawiać po angielsku, z kucharzem po francusku, ekspedientem po niemiecku a ministrem lub jakimkolwiek urzędnikiem państwowym tylko za pośrednictwem tłumacza. Polacy..! Jak wy to robicie..?"


znalezione na bash.or.pl

bachus   20 #17 25.01.2014 22:19

Hehehe, planowałem kiedyś taki wpis :)
Z anegdot... wpis o tym nastąpi pewnie w tym tygodniu - moja mama jest... zapalonym graczem. Jak jeszcze częściej bywałem w domu rodzinnym (teraz jestem 1200km za wodą), co pewien czas podrzucałem coś mamie nowego - jak była w pracy, to instalowałem i tylko zostawiałem "na prezent" płytkę.
Któregoś dnia telefon:
- nie znam! Nie grałam w Makitę!
- ?!?!
- no płytkę mi zostawiłeś zaraz gram!
- nie przypominam sobie!
- nie rób sobie jaj...
Ojciec przechodził i na chwilkę przy matki komputerze zostawił tarczę od "gumówki".

GBM MODERATOR BLOGA  20 #18 25.01.2014 22:34

Dzięki temu wpisowi przypomniała mi się moja przygoda, gdy o mało co w dzioba za darmo nie zarobiłem :D
http://www.dobreprogramy.pl/GBM/O-niekiedy-niebezpiecznej-pracy-informatyka,2900...

A fakt faktem, czasami jak komuś szło się naprawić komputer, to klękajcie narody... Oprócz radiatorów montowanych na kratkach (TAK! :D) przez samo-składaczy, poprzez 4 antywirusy zainstalowane w systemie "dla większego bezpieczeństwa", były także rodzynki...

Napalone samice, które przez gumtree poszukiwały informatyka do "napraw"... bynajmniej nie komputera :P O jakże całe szczęście, że tylko raz się zdarzyło - i zdążyłem uciec w porę :D Może kiedyś mnie natchnie, żeby opisać ową anegdotę - bo jest się z czego pośmiać :D

Pozdrawiam serdecznie,
GBM :)

  #19 26.01.2014 02:19

A ja nigdy nie zapomnę jak kiedyś trafiła mi się fucha. Zadzwoniła do mnie klientka i mówi, żebym przyjechał bo nie może uruchomić komputera "...wyłączył się sam, a teraz jak chce go włączyć to nic się nie dzieje tylko słychać jakiś szum ze środka, a jeszcze godzinę temu wszystko działało..." Przyjechałem i od razu wziąłem się do roboty. Siedziałem tam chyba z godzinę, sprawdziłem prawie wszystko i nic. W końcu przychodzi klientka i pyta jak mi idzie? A ja mówię, że przykro mi, ale muszę zabrać komputer ze sobą, a ona na to, żebym jeszcze chwilę poczekał, zaraz mi coś przyniesie. Przychodzi za chwilę, daje mi papierową torebkę i mówi: "zapomniałam panu powiedzieć, mąż coś wczoraj robił w tym komputerze i został mu taki detal...". Zaglądam do torebki a tam... procesor :) Do dzisiaj chce mi się śmiać. Swoją drogą ludzie są czasem niesamowici, prawie tak samo jak ich problemy z komputerami:) Dodam tylko, że wstawiłem procesor i nie musiałem robi nic więcej, a komputer działa pewnie do dzisiaj.

Axles   17 #20 26.01.2014 11:47

Świetny wpis, aż żonie dam poczytać :)

cabis   11 #21 26.01.2014 12:47

Ja nie mam zbyt wielu takich historii bo nie zajmuję się zawodowo "byciem panem od komputerów" ale też mi się zdarza robić coś dla znajomych itd.
1. Dostaję telefon że coś z systemem i komputer się wyłączył. Na miejscu okazało się że jednak to zasilacz się spalił i to było czuć zaraz po wejściu do pomieszczenia gdzie stał komputer. Już na węch można było stwierdzić co jest nie tak ;D Okazało się że komp śmierdział już od kilku dni ale skoro działał to nikt nie widział problemu...
2. Kolega kupił sobie i zamontował nowe chłodzenie na CPU. Tylko drobny problem bo temperatury znacznie gorsze niż były. Okazało się że posmarował proca obficie pastą i założył chłodzenie na którym fabrycznie była zaaplikowana pasta i na niej taka folia zabezpieczająca której oczywiście nie zdjął więc było CPU->pasta->folia->pasta->radiator :D
No i uwielbiam rozbudowywać kompy w których siedzi codegen, take me czy podobny szmelc. Modlę się tylko żeby przy mnie to nie wyzionęło ducha. Oczywiście sugestie że rozbudowę należało by zacząć jednak od tego zasilacza a nie np. karty graficznej są olewane ;P

Pyoter   2 #22 26.01.2014 12:56

Anegdotka:)
Klienta zgłosiła nam problem ze pocztą internetową, a nie dało się uzyskać od niej konkretnych informacji przez telefon, więc po krótkiej instrukcji poproszona została o zrobienie zrzutu ekranu.
Po dłuższym czasie otrzymaliśmy faksem jakiś rysunek. Okazało się, że klienta w domu przyłożyła kartkę papieru do monitora, odrysowała co było widać na monitorze i przesłała.

msnet   19 #23 26.01.2014 13:19

Wpis jak zawsze ciekawy :)

Jeśli chodzi o anegdoty, to przypomniała mi się taka: Pewien człowiek chciał pożyczyć od swojego kolegi informatyka 1000zł. Ten na to - zgoda, ale dla równego rachunku pożyczę Ci 1024zł. (wiem, trochę skróciłem, ale sens chyba zachowałem).

Ryychuu   6 #24 26.01.2014 13:25

Hehe z ludźmi jak z ludźmi, ale jak czasem słucham moich kolegów z technikum na informatyku, to też mam niezły fun ;D
1. Dzwoni do mnie kumpel:
-Ej stary rozkręcam laptopa, tego Asusa, słuchaj, mam tu taką jakąś gwiazdkę, za cholere nie wiem jak to wykręcić.
-Gwiazdka w laptopie? Co ty odwalasz? opisz jak to wygląda
-no taka gwiazdka z otworem

Okazało się dzień później, że to co mój znajomy chciał uparcie wykręcić, to zatopiona w plastiku ("nakrętka?") do której były wkręcane śruby :]

2. Siedzę w internacie z kumplem z mojej klasy, zapomniałem bodaj zasilacza z domu do mojego laptopa, a że kumpel miał jeszcze jakiś stary szmelc przy którym zdarzało nam się pogrzebać, to mówię do niego, by dal mi to swoje Lenovo, żebym bodaj w internetach mógł pochodzić, czy pokodzić.

Po chwili dostałem Lenovo, podpiąłem go do zasilania, wciskam POWER... i nic powtarzam... i no dobra, on wyzionął ducha, cóż nie ważne... po czym kumpel mi się chwali że przełożył stamtąd kość ramu gdzieś indziej, no spoko... po chwili wziąłem śróbokręt i sprawdziłem banki, okazało się, że dostałem egzemplarz bez RAMu ;D

qbaz   12 #25 26.01.2014 19:07

W odległych czasach, kiedy na firmowych komputerach panował jeszcze Windows 98 i oczywiście DOS trafił mi się taki wesoły przypadek.
Dzwoni telefon. Odbieram, a po drugiej stronie słuchawki spanikowana klientka krzyczy o pomoc, bo "od godziny komputer nie chce się jej uruchomić, a ma mnóstwo pracy na wczoraj i kiedy ona to zrobi jak nie działa?" i tym podobne narzekania. Ktoś tam kazał jej do mnie zadzwonić, więc zadzwoniła.
Wiedziałem, że ten komputer znajduje się na drugim końcu miasta i nie za bardzo uśmiechało mi się tam jechać, więc poprosiłem, żeby klientka opowiedziała swoimi słowami, jak zachowuje się komputer od momentu włączenia go i czy coś wyświetla się na ekranie. Ciągle spanikowana odpowiedziała że "coś" się pokazuje, ale to jest po angielsku. Poprosiłem, żeby przeczytała, co tam jest napisane, a ona że nie będzie tego czytać, bo nie zna tego języka, a szkole to miała rosyjski i nie będzie się błaźnić przez telefon.
Nijak nie dało się jej przekonać, więc jadę na drugi koniec miasta by zobaczyć co po angielsku wyświetla ten nieszczęsny komputer. Droga zajęła mi jakieś 30 min. Wchodzę do firmy (średniej wielkości biura), a tam już wszyscy wiedzą, że przyjedzie "pan od komputerów". Hmm... no cóż ;)
Przez kilka osób naraz, zostałem odpowiednio pokierowany do niedziałającego komputera. "Pani klientka" dość nerwowo i sądząc po zapachu najwyraźniej wracająca z szybkiego papierosa ("Klubowy" aka "wykrztuśny" - ktoś te fajki pamięta?), pokazuje mi komputer i mówi że nic nie ruszała i tak już jest od 2 godzin. Zdjąłem kartkę z napisem "NIE RUSZAĆ KOMPUTERA", naciskam "Power" monitora, a na ekranie widnieje napis: DISK BOOT FAILURE, INSERT SYSTEM DISK AND PRESS ENTER. Szybkie spojrzenie na stacje FDD i okazuje się że tkwi tam jakaś dyskietka. Wyciągam ją i wciskam "RESET" na obudowie. Po chwili widać ekran ładowania Windowsa 98. Reszta jest milczeniem... ;D

Pangrys WSPÓŁPRACOWNIK  19 #26 26.01.2014 19:34

Tak, naprawa komputera poprzez wyciągnięcie dyskietki z FDD to był swego czasu dość częsty przypadek :)

Veers   10 #27 27.01.2014 01:05

Skoro już do czasów FDD się cofnęliście:
Klientka kupiła oprogramowanie do fakturowania i prowadzenia magazynu, Oprogramowanie dystrybuowane na bodajże 4 dyskietkach 1,44 mb. Na pytanie czy pomóc jej w instalacji i konfiguracji, odpowiedziała, że nie trzeba w - końcu nie od dziś ma komputer, a producent dostarczał całkiem obszerną dokumentację w formie dość opasłej książeczki. Temat zamknięty - jak się wkrótce okazało, na nieco ponad 5 godzin, i wtedy dzwoni telefon:
"Panowie, ten program nie daje się zainstalować"
Kumpel wsiada w auto, i jedzie ratować klientkę. Po jakichś 30 minutach wraca z jej komputerem i bananem na twarzy. Otóż producent oprogramowania, napisał w rozdziale "Instalacja" taki oto zapis:
"Wyjmij dyskietki z opakowania, włóż je do stacji dysków (zazwyczaj A), wpisz polecenie cd A: a następnie instaluj.bat", no i teraz mamy zadanie bojowe: usunąć 4 dyskietki z napędu :D
(żeby nie było niedopowiedzeń: 4 dyski spokojnie zmieszczą się w napędzie, jeśli tylko wyciągnie się je z tych plastikowych opakowań, co nie jest może łatwe, ale jak widać niemożliwe też nie jest).

  #28 27.01.2014 09:44

Coś mi się wydaje, że kolejnym dyskiem do skanowania będzie dysk z laptopa Pangrysa ;)

hiropter   10 #29 27.01.2014 10:04

@Veers
Wygrałeś...

Ja osobiście pamiętam przypadek z CD-ROM'em, który się ułamał, bo klient myślał, że to podstawka do kawy. Najlepszy jest to, że zawsze myślałem, że to jakaś Informatyczna Miejska Legenda, dopóki sam nie trafiłem na takiego zawodnika.

A z osiedlowych przypadków, to ostatnio facet (podejrzewam, że około 45 lat już ma na karku) z mojego osiedla przychodzi do mnie i zaczyna... że komputer mu wolno chodzi, że policją go straszą. Odpowiedź nasuwa się sama, jakiś wredny naciągacz mu się zainstalował. Pytam się co robił, a on, że z żonką przed baraszkowaniem chcieli sobie na nacie po oglądać, co by się poduczyć. Niestety, na moje nieszczęście, szybko i często sobie wizualizuje pewne rzeczy, a że facie jak i jego luba do najmniejszych ludzi nie należeli, to zrobiłem minę niezłego kwasa. Moja żona do tej pory wspomina, że wyglądałem jak by mi ktoś 10 kilo cytryn kazał zjeść...

  #30 29.01.2014 01:22

Osobiście nie miałem jeszcze żadnych takich ciekawostek przy wszelkiego rodzaju zajmowaniu się komputerami, ale mogę opowiedzieć coś z zasłyszanych.

1. Swego czasu taty znajomy z pracy (będący wtedy na jakimś kierowniczym stanowisku) poszedł z dyskietką do drugiego budynku coś wydrukować. Siada przy komputerze i pyta: "Macie tu na pulpicie skrót do dyskietek?". Nikt nie zrozumiał pytania, ale jeden z pracowników na wszelki wypadek powiedział, że "jak będziemy mieli pieniądze, to kupimy".
2. Dziadek kiedyś pracował Elwro, jakoś w czasie, gdy konstruowali jedne z pierwszych komputerów Odra. Któregoś dnia szef zespołu projektowego powiedział: "Zobaczycie państwo, że za kilkadziesiąt lat komputer będzie można schować do walizki." Wszyscy go wyśmiali :-).

  #31 18.04.2014 01:27

Miałem w swoim życiu etap "nadwornego informatyka". Zajechałem kiedyś przeprowadzić szkolenie dla generalnie kompetentnej pani obsługującej "od niedawna" komputer. Zacząłęm od podstaw - poprosiłem o najechanie myszką na konkretną ikonę na ekranie. Ona na to bierze w garść tę ciężką mysz kulową i ryp w ekran monitora CRT ... znaczy - próbowała trafić ikonę.

Teraz myślę, że wyprzedzała swoje czasy, Ekrany dotykowe są zdecydowanie bardziej intuicyjne.

roobal   15 #32 12.06.2014 03:06

@command-dos, właściwie to 254.

roobal   15 #33 12.06.2014 03:08

@okokok, wtedy pozna 255 osób ;)

squeet   13 #34 22.04.2015 17:57

Bardzo fajny wpis. Mogłem sobie powspominać swoje różne historie.

Pamiętam, jak kiedyś zostałem poproszony o pomoc w pewnej małej instytucji, bo „awaria wygląda na dość poważną i komputera nie można uruchomić od jakiegoś czasu”. Przyszedłem, popatrzyłem, włożyłem kabel VGA do wejścia D-Sub i poszedłem sobie do domu...