r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Pierwsze spojrzenie na Microsoft Security Essentials

Strona główna Aktualności

W drugiej połowie czerwca Microsoft udostępnił do pobrania dla ograniczonej liczby użytkowników pierwszą wersję testową swojego nowego programu antywirusowego - Microsoft Security Essentials, wcześniej znanego pod nazwą Morro. Program ten to druga już próba dotarcia do szerokiej grupy użytkowników domowych z oprogramowaniem zabezpieczającym. W przeciwieństwie do raczej nieudanego eksperymentu z OneCare, tym razem jednak mamy do czynienia z bardzo wąską specjalizacją - Microsoft Security Essentials ogranicza się jedynie do ochrony antywirusowej i antyspyware'owej. Za wcześnie jeszcze przewidywać, czy wraz z premierą Morro pod koniec roku na rynku będziemy świadkami rewolucji, czy też produkt, pomimo tego, że będzie bezpłatny, okaże się bublem. Już dzisiaj możemy natomiast sprawdzić, co do zaoferowania ma nowy antywirus Microsoftu i jak prezentuje się na i tak mocno zagęszczonym już rynku bezpłatnych programów antywirusowych.

Instalacja nowego programu przebiega praktycznie bezboleśnie, jeśli nie mamy problemów z walidacją legalności systemu Windows - weryfikacja jest tu bowiem obowiązkowa. Od razu po instalacji program aktualizuje definicje wirusów z serwera Microsoft Update i proponuje, by wykonać profilaktyczne skanowanie systemu. Co ciekawe, przed pobraniem aktualizacji nie można w ogóle przeskanować systemu.

Microsoft Security Essentials zastępuje dotychczas posiadany przez każdego użytkownika Windows Vista program Windows Defender. Ten wbudowany w system skaner był jednak bardziej nakierunkowany na oprogramowanie szpiegujące, tymczasem Morro to już pełnoprawny antywirus. Oprogramowanie szpiegujące jest oczywiście także uwzględniane podczas skanowania, więc w Centrum zabezpieczeń systemu Windows zarówno wpis dotyczący antywirusa, jak i antyspyware'a jest zajmowany przez Microsoft Security Essentials. Defender jest automatycznie wyłączany podczas instalacji.

Rysunek

Główne okno Microsoft Security Essentials bardzo przypomina Defendera

r   e   k   l   a   m   a


Rysunek

Tutaj odczytamy dane o aktualności programu



Rysunek

Historia informuje, jakie wirusy zostały wykryte lub przesunięte do kwarantanny



Interfejs programu jest banalne prosty - w zasadzie bardzo przypomina interfejs Windows Defendera, ma równie mało opcji. Oprócz sprawdzenia aktualnego statusu skanera w trybie rzeczywistym czy daty ważności definicji wirusów możemy tylko wywołać skanowanie (pełne, skrócone i użytkownika, w którym możemy wybrać dyski a nawet poszczególne foldery), zaplanować cotygodniowe skanowanie, wywołać ręcznie aktualizację definicji i przejrzeć historię wykrytych zagrożeń. Nieco więcej swobody pozostawia nam ekran opcji, choć do najciekawszych należą listy wykluczeń pozwalające zdefiniować pliki, lokalizacje, rozszerzenia i procesy, które nie będą brane pod uwagę podczas skanowania.



Rysunek

Microsoft Security Essentials skanuje także pobierane pliki



Rysunek

Kilka bardziej zaawansowanych (jak na Morro) opcji



Jeśli chodzi o obciążenie systemu i wydajność, to Microsoft Security Essentials zajmując kilka megabajtów pamięci RAM wypada mniej więcej tak samo, jak Windows Defender. Biorąc natomiast pod uwagę fakt, że Windows Defender i tak jest wyłączany po instalacji nowego antywirusa, to wszystko się bilansuje. Nie przeprowadzaliśmy bardzo szczegółowych testów w tym zakresie, ale nie dało się zauważyć żadnych konkretnych problemów wydajnościowych.



Rysunek

Skanowanie antywirusowe w toku...



Na tle konkurentów, którzy również oferują bezpłatne oprogramowanie antywirusowe Microsoft Security Essentials wypada jednak biednie. W zasadzie przyjęło się już, że każdy - nawet bezpłatny i najbardziej okrojony antywirus posiada dodatkowe wtyczki np. do skanowania poczty (choć Morro posiada teoretycznie opcję skanowania załączników, nie waidomo z jakimi programami pocztowymi ta opcja współpracuje), dokumentów Office czy pobieranych w sieciach peer-to-peer plików. Niektórzy posiadają także dodatki monitorujące wyszukiwarki w poszukiwaniu znanych, złośliwych linków. Produkt Microsoftu niczym takim pochwalić się nie może. Oczywiście posiada skaner pracujący w czasie rzeczywistym, ale nie zawsze zapewnia on ochronę na zadowalającym poziomie (czytaj: odpowiednio szybko). W Morro nie ma po prostu praktycznie żadnych proaktywnych zabezpieczeń.

Podsumowując, Microsoft Security Essentials, jak zresztą sama nazwa wskazuje, jest bardzo prosty w każdym tego słowa znaczeniu. Wydaje się, że konkurencja w swoich bezpłatnych rozwiązaniach oferuje znacznie więcej możliwości. Może jednak właśnie ta prostota pozwoli Microsoftowi dotrzeć do mas? Przekonamy się już za kilka miesięcy, gdy Morro będzie dostępny do pobrania publicznie, bez limitów i co najważniejsze, w wersji finalnej.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.