r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Playtest Ninja Gaiden II

Strona główna AktualnościROZRYWKA

Na wstępy sięgające początków serii o Ryu Hayabusie, bogate w epitety własne wynurzenia oraz wyjaśnienie szowinistycznej zagadki Itagakiego przyjdzie czas. I to nie tylko przy okazji recenzji, ale także na moim blogu. Dlatego z miejsca skupmy się na sednie. Dzięki uprzejmości Microsoft Polska mieliśmy oto okazję pograć w bardzo zaawansowaną wersję Ninja Gaiden II i tylko na Gamikaze przeczytacie wciąż gorące wrażenia z kilkugodzinnej sesji z Ryu.

Lecimy prosto z mostu - zaczynamy grę standardowo, z niedopakowanym (jeszcze) Dragon Swordem oraz shurikenami, ale i przeciwnicy nie sprawiają za wiele kłopotu. Wyskakują jak w "jedynce" znikąd i tak samo trzeba pokonać ich konkretną liczbę, zanim otworzy się przejście do dalszej części etapu. Tym, co różni zakutych w zbroje gości od ich protoplastów sprzed 4 lat jest agresja. Prą na gracza, starają się przerwać kombosy i generalnie są aktywni niczym organizatorzy Euro 2012. No dobra, trochę bardziej. Dzięki temu starcia trzymają w napięciu, nie można ani na chwilę się zdekoncentrować, bo pasek energii mimo swojej imponującej długości, dość szybko topnieje po ciosach przyjmowanych na dumną klatę. Lub mniej heroicznie na twarz.

Bardzo ważny (o czym gra przypomina przy każdej okazji) jest oczywiście blok, umieszczony wygodnie pod LT. To podstawa, a bez parowania ciosów śmierć nie nadchodzi po "bondowsku" jutro, ale wręcz wczoraj. Miło wchodzą odpowiednio wymierzone countery, wyprowadzane zwyczajowo X lub Y. Zmieniono także uniki Ryu i ninjas zamiast lamersko odtaczać się, w NG II wykonuje coś w rodzaju tygrysiego skoku we wskazanym kierunku. Da się tym sposobem skutecznie uciekać przed kombosami zalokowanymi na naszym zabijace, co czyni grę jeszcze bardziej techniczną.

r   e   k   l   a   m   a

Skoro przy tym aspekcie jesteśmy, to Team Ninja poczyniło pewne starania, aby Ninja Gaiden II nie było postrzegane jako wyżerka dla hardkorowców. Przede wszystkim – teraz po byle walce energia się regeneruje. Tak, każdy kto ciskał padem przy oryginale może oficjalnie poczuć się oszukany. Jednak nie ma róży bez kolców i jeśli oberwiemy w starciu zbyt mocno, to energia wróci tylko do pewnego poziomu. Całość paska może zregenerować na przykład save point, który w testowanej wersji pojawiał się dość często, i dopiero w późniejszych etapach dało się zginąć podczas starcia ze "zwykłymi" żołdakami, a nie wyłącznie bossami.

1 2 3 następna
© dobreprogramy

Komentarze

Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.