r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Pomoc dla rodziców czy wychowanie zastępcze? Mobilne antywirusy bardziej skupiają się na dzieciach

Strona główna AktualnościBEZPIECZEŃSTWO

Dyskusje nad wartością oprogramowania antywirusowego dla Androida nie ustają, ale widać, że Google nie zamierza ułatwić tu życia niezależnym producentom antywirusów. „Marshmallow” został tak bardzo utwardzony, że oprogramowaniu ochronnemu niewiele zostaje do roboty, a i szczerze mówiąc, niewiele ono zrobić może, działając bez uprawnień roota. W tej sytuacji coraz częściej myślą o poszerzeniu pojęcia „bezpieczeństwa”, tak by obejmowało różne inne dziedziny, niekoniecznie z bezpieczeństwem IT ściśle związane – na przykład dzieci i ich aktywność w sieci.

Takiego oprogramowania pojawia się coraz więcej – albo w postaci wyspecjalizowanych aplikacji (np. ESET Parental Control), albo poprzez funkcje dodawane do pakietów antywirusowych (np. G DATA Internet Security for Android). Dostaliśmy ostatnio kilka takich aplikacji do przetestowania. W zasadzie oferują dość podobne funkcje, niebawem sprawdzimy więc, jak się sprawdzają w praktyce w zwalczaniu niepożądanych zachowań dzieci.

„Zwalczaniu”? Nie, to nie przesada, takim językiem mówi się w informacjach prasowych, w teorii adresowanych do zaniepokojonych rodziców, obawiających się o wpływ smartfonów i tabletów na ich potomstwo. Przeczytać więc możemy w nich, że „elektroniczne gadżety edukacyjne są bronią obosieczną”, która może „stać się niebezpiecznym narzędziem w rękach dziecka”.

r   e   k   l   a   m   a

Aby do tego nie dopuścić, należałoby zacząć od zadbania o ochronę własności – tak by gubiony przez dzieci (albo im skradziony) sprzęt łatwo było zlokalizować lub przynajmniej zdalnie wykasować. Eksperci z G DATA deklarują, że pomóc to może również w czasie sytuacji kryzysowej, tj. zagubienia samego dziecka, lub nawet jego porwania.

Drugi ważny aspekt takich aplikacji to kontrola rodzicielska nad wykorzystaniem urządzenia – tak by rodzic mógł ustalić, w jakich godzinach dziecko może korzystać ze swoich urządzeń, jakie strony odwiedzać, które aplikacje uruchamiać. Programistycznie narzucone reguły miałyby ochronić dziecko przed negatywnymi skutkami nadużywania elektroniki czy obcowania z tzw. szkodliwymi treściami.

Producenci uważają bowiem, że nie do przyjęcia jest nieograniczona swoboda dzieci w doborze gier czy innych aplikacji – ich zdaniem powinny mieć dostęp tylko do tego, co jest adekwatne do ich poziomu rozwoju. Jako że zaś ekspertami w dziedzinie psychologii kognitywnej na pewno nie są, podpierają się jakże nielubianą przez dzieci klasyfikacją PEGI, dzięki której dwunastolatek (w teorii) nie zderzy się z przekazem adresowanym do szesnastolatka, a szesnastolatek pozostanie niewinny do osiągnięcia osiemnastego roku życia.

O ile można jednak wyśmiewać próby zastępowania rzetelnego wychowywania dzieci aplikacją cenzorską, to przynajmniej jeden aspekt takich aplikacji do ochrony dzieci pozostaje cenny i ważny, bez względu na to, co myślimy o PEGI. To ochrona tożsamości dziecka online, której ujawnienie w niewłaściwych miejscach ściągnąć może kłopoty, zarówno na młodego człowieka, jak i jego rodzinę. Czy aplikacje takie pozwolą wyćwiczyć młodych ludzi w podstawach cyberbezpieczeństwa i ochronić przed kradzieżą tożsamości? Przekonamy się o tym już niebawem.

© dobreprogramy

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.