r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

[Prima Aprilis] Webmasterzy przeciwko nowym regulacjom w sprawie cookies: dyrektywa o e-prywatności to wędzony śledź?

Strona główna Aktualności

 


Prima Aprilis

Poniższy tekst to tylko primaaprilisowy żart, a kilka wspomnianych tu postaci zostało po prostu wymyślonych. Stowarzyszenie Polskich Webmasterów w praktyce nie istnieje (istniało w ubiegłym stuleciu), ani IWA ani Mozilla, ani też twórca AdBlocka nie zajęli stanowiska w tej sprawie.

r   e   k   l   a   m   a

 

Sądząc jednak po Waszych komentarzach, nie byłoby źle, gdy ten tekst nie był tylko primaaprilisowym żartem, z jakiegoś bowiem powodu nie napotkaliśmy nikogo, kto odczułby zwiększenie poziomu ochrony swojej prywatności w wyniku wprowadzenia w życie nowego Prawa Telekomunikacyjnego. Dookoła słychać tylko narzekania webmasterów, zmuszonych do wykonania dodatkowej, często darmowej, nikomu niepotrzebnej roboty.

Gdy w grę wchodzi prywatność internautów, większość osób zawodowo związanych z technologiami webowymi nie ma większych wątpliwości – trzeba robić wszystko, by ją chronić. Nawet przedstawiciele takich sieci reklamowych jak Google (dla niepoznaki przedstawiających się jako producenci oprogramowania czy dostawcy usług) publicznie deklarują, że prywatność użytkowników jest wartością nadrzędną, mimo że podejście takie jest dla ich biznesu szkodliwe. Dlatego tym bardziej zdumiewające może być wspólne oświadczenie gigantów WWW, którzy otwarcie stwierdzili, że granice ochrony prywatności internautów zostały przekroczone – doszliśmy do zbiorowego praktykowania groźnego absurdu.

Gdyby nie Unia Europejska i przygotowywane przez jej agendy regulacje prawne, Stary Kontynent pogrążyłby się w anarchii, a strony internetowe wypełnione byłby po brzegi złośliwym oprogramowaniem, i musielibyśmy surfować po nich za pomocą Internet Explorera. Tak zapewne myślą o sobie unijni decydenci, przygotowując rozmaite dyrektywy, wcielane później żywcem do systemów prawnych krajów członkowskich. Jedna z tych dyrektyw wywołała żywe poruszenie internetowej społeczności: 2002/58/EC, znana też jako dyrektywa e-prywatności, dotyczy takich kwestii jak poufność informacji, traktowanie ruchu sieciowego, rozsyłanie spamu czy obsługa ciasteczek (plików cookies). By nadążyć za postępem technicznym, dyrektywa została zmieniona poprawką 2009/136, która wprowadziła niespotykane nigdy wcześniej i nigdzie indziej wymogi względem właścicieli witryn internetowych.

Widzieliście to już pewnie wszędzie, w tym i na naszym portalu: bijące po oczach komunikaty o ciasteczkach i prywatności opanowały całą polską Sieć. To efekt praworządnej postawy wydawców, którzy wzięli sobie do serca kolejną nowelizację Prawa Telekomunikacyjnego, od 22 marca wprowadzającego w Polsce unijną dyrektywę w nowym brzmieniu. Nawet ci, którzy stosowali na swoich witrynach wyłącznie Google Analytics do analizy statystyk odwiedzalności witryny, zostali zmuszeni do atakowania swoich użytkowników bannerami czy wyskakującymi okienkami zawierającymi bajki o ciastkach. Jak bowiem wyjaśniało Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji, Kryteria wykonania obowiązku to stosowna informacja i pozyskanie zgody, o których mowa w art. 173 ust. 1. – a stosowność jest tu rozumiana jako przedstawienie informacji w sposób dobrze widoczny i zrozumiały.

Ten kto ośmieliłby sobie zignorować konieczność opowiadania internautom o ciastkach, może zostać ukarany – ministerstwo zapowiedziało, że pracownicy regulatora będą mogli sięgać po narzędzia umożliwiające stwierdzenie, gdzie przekazywane są automatycznie informacje o wizycie użytkownika, jak również występowali będą do do właściciela strony z żądaniem przekazania informacji niezbędnych dla prowadzonego postępowania.

Polska nie jest jedynym krajem UE, w którym wprowadzono podobne przepisy. Od niemal roku zmagają się z nimi np. Brytyjczycy. Jednak nowelizacja Prawa Telekomunikacyjnego w Polsce była kroplą, która przelała czarę goryczy wśród ludzi, którzy technologiami internetowymi zajmują się zawodowo.

Decyzja unijnych i polskich urzędników to dla nas niezliczone godziny dodatkowej pracy, dla internautów kolejna „przeszkadzajka” na stronie, dla właścicieli stron WWW czy sklepów internetowych dodatkowy obowiązek prawny. Chcąc pokazać, że coś się robi dla ochrony prywatności w Sieci, wymyślono prawo – bubel, które nic w tej kwestii nie poprawi, a jedynie negatywnie odbije się na naszym biznesie – twierdzi Tomasz Gaiński ze Stowarzyszenia Polskich Webmasterów, które jako pierwsze zaczęło nawoływać do biernego oporu przeciwko absurdalnemu prawu. Gaiński chce, by webmasterzy zastosowali coś na kształt strajku włoskiego: przez najbliższe kilka tygodni komunikaty o stosowaniu ciasteczek powinny pojawiać się na stronach WWW za każdym razem, gdy przeglądarka otrzyma nowe ciastko. Komunikaty powinny przy tym być tak duże i ostentacyjne, by uniemożliwić do ich zatwierdzenia przeczytanie czegokolwiek na witrynie.

Pomysł polskiego stowarzyszenia nie pozostał bez echa w globalnym Internecie. International Webmasters Association, organizacja skupiająca ponad 200 tys. osób ze 106 krajów, wydała oświadczenie w sprawie wprowadzania w życie unijnej dyrektywy, nazywając działania te wędzonym śledziem („red herring”). To pojęcie ze sztuki argumentacji, które wzięło się z praktyki angielskich myśliwych, by łowczym psom, po tym, jak upolowały zwierzynę, rzucać wędzonego śledzia. Odwracało to ich uwagę od zdobyczy, tak że nie niszczyły jej cennego futra. John Coleman, wiceprezes IWA, stwierdził: internetowa społeczność coraz dotkliwiej odczuwa skutki ingerencji władz państwowych w cyberprzestrzeń. W sytuacji, gdy służby specjalne szukają coraz to nowych sposobów na inwigilację internautów, nowe prawo unijne dotyczące plików cookies to wędzony śledź, rzucony nam po to, by odwrócić uwagę od meritum sprawy. Koszty tego, jak zwykle, poniesie prywatny biznes. Gdyby władzom UE zależało naprawdę na ochronie prywatności w Sieci, już dawno cały ruch sieciowy byłby szyfrowany, a cała Sieć korzystała z adresowania IPv6.

Także zwykle mocno zaangażowana w ochronę prywatności Mozilla nie omieszkała skrytykować nowych regulacji. W Firefoksie dajemy użytkownikom wszystkie narzędzia ochrony prywatności, jakich mogą potrzebować. Zmuszanie do wyświetlania wyskakujących komunikatów o wykorzystaniu plików cookies przez witrynę to epatowanie oczywistą oczywistością, a nie rzeczywista troska o prywatność internautów – stwierdził Harvey Anderson, główny doradca Mozilli.

Ciekawie do sprawy podszedł Władimir Palant, twórca ogromnie popularnego narzędzia do blokowania reklam, Adblock Plus. Uznał, że niewielka jest różnica między wyskakującymi komunikatami o ciasteczkach, a agresywnymi reklamami, które blokuje jego rozszerzenie. Zapowiada, że w kolejnej aktualizacji rozszerzenia rozwiąże problemy mieszkańców UE za pomocą środków technicznych: Adblock Plus będzie wykrywał komunikaty i blokował je, zanim zdążą zirytować internautę. Z mojego rozszerzenia korzysta 200 mln osób, z czego spora część w Unii Europejskiej. Nie chcą oni oglądać na stronach WWW zbędnych rzeczy, a moim zadaniem jest im to umożliwić.

Cóż, pozostaje tylko czekać na reakcje unijnych agend i naszego MAC-a. Zapewne akty sprzeciwu nie spowodują polepszenia sytuacji, ale przynajmniej mogą uświadomić obywatelom UE, co może stać się z Internetem, gdy zacznie być kontrolowany przez ludzi, którzy mają o nim nikłe pojęcie.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.