r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

RIAA dopięła swego, dni Groovesharka są policzone

Strona główna AktualnościINTERNET

Serwis Grooveshark, który pozwala przechowywać muzykę i słuchać utworów z Sieci, wiele już przeszedł, ale najgorsze dopiero przed nim. Zakończyła się trwająca już od roku sprawa wytoczona Groovesharkowi przez wydawców zrzeszonych w RIAA. Sąd nie stanął po stronie usługi.

Wyrok sędziego Thomasa Griesy z sądu dystryktowego na Manhattanie jednoznacznie stwierdza, że firma Escape Media, do której należy Grooveshark, a także wysoko postawieni pracownicy dwóch innych firm, są winni naruszenia praw autorskich na skalę masową. W uzasadnieniu wyroku można przeczytać, że owszem, Grooveshark powstał z myślą o legalnym słuchaniu muzyki, ale w miarę rozwoju serwisu naruszane były prawa autorskie do kolejnych utworów, podczas gdy zarząd miał nadzieję, że w końcu kiedyś uda im się podpisać umowę licencyjną.

Rzeczywiście, początki Groovesharka były dość podejrzane. Jako że usługa potrzebowała zawartości, pracownicy firmy udostępniali utwory w ramach własnej sieci peer-to-peer, znanej jako Sharkbyte. Udostępnianie odbywało się oczywiście spoza biura, by uniknąć podejrzeń. Współzałożyciel Groovesharka, Josh Greenberg, w notce rozesłanej w 2007 roku do pracowników prosił o to, by w miarę możliwości pracownicy pobrali tyle muzyki, ile uda im się znaleźć, i udostępniali ją w sieci Sharkbyte, pod groźbą trafienia na czarną listę szefa. Lekkie zastraszenie podziałało.

r   e   k   l   a   m   a

Muzyka zdobyta w ten sposób lub przyniesiona do firmy przez pracowników została wykorzystana do zapełnienia biblioteki usługi. W 2008 roku Grooveshark miał ponad milion utworów, przy czym Greenberg osobiście udostępnił kilka tysięcy. Utwory usunięte na wniosek właścicieli praw autorskich były ponownie umieszczane w katalogu przez pracowników Groovesharka.

Mimo wszystko sąd uznał, że firma Escape Media jest winna naruszenia praw do zaledwie niecałych 6 tysięcy utworów, które zostały odtworzone 36 milionów razy, a każde odtworzenie naruszało prawa autorskie skarżących. Josh Greenberg i jego współpracownik, Sam Tarantino, zostali oskarżeni o naruszanie praw autorskich jako właściciele firmy, a także jako osoby prywatne, które udostępniały pliki. Obie strony mają teraz 21 dni na opracowanie propozycji ostatecznej wysokości odszkodowania, ale wygląda na to, że dni Groovesharka są policzone. Mimo tego reprezentanci Escape Media wniosą apelację.

Jeśli sprawa z RIAA nie pogrzebie Groovesharka, dobić go może trwający od 2010 roku proces w sprawie starszej muzyki, do której prawa należą do Universal Music Group. Utwory, o których mowa, nagrane zostały przed lutym 1972 roku i objęte są jeszcze prawem stanowym stanu Nowy Jork i UMG nie może składać wniosków o ich usunięcie. Decyzja w tej sprawie ma zapaść w ciągu najbliższych miesięcy.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.