Na Teutatesa!

W pierwszej kolejności należy się chyba drobne wyjaśnienie: od grudnia b.r. (wciąż jeszcze bieżącego ;]) nie pracuję w firmie Xenium*. Gdzieś tam może jeszcze zalegają jakieś moje teksty, ale moje zaangażowanie ogranicza się do sporadycznego wolontariatu w przerzucaniu komentarzy. A że to zajęcie wyjątkowe, to warto o nim napisać. Znowu.

Od lat snuje się po redakcji pomysł "ściany płaczu", miejsca gdzie można byłoby pokazywać najbardziej przegięte przykłady komentarzy. Problem w tym, że choć byłoby to bardzo (z naszego punktu widzenia) zabawne, to byłoby to jednocześnie kompletnie podłe i nieetyczne. Więc nigdy nie dojdzie do skutku. Ale to nie znaczy, że nie można czasem jakiegoś szczególnego przypadku omówić. Na przykład tutaj. To, o czym chcę napisać jest szczególne z kilku powodów. Jest jednak jeden szalenie ważny: nie jest to coś, co da się przedstawić jako zbiór cytatów. Bo to mrówcza praca kilku użytkowników, którą ogarnąć można tylko, jeśli trzeba się przez ich pracę przegrzebywać.

Wrażenia z UNW 2011

Być może ciężko to sobie wyobrazić, ale plan "zajęć" w ramach Up North Web okazał się tak napięty, że napisanie koherentnego tekstu w czasie konferencji graniczyło z cudem.

Główny dzień konferencji rozpoczął się od prezentacji Larsa Boilesena, Hakona Wium Lie i Christen Krogh, o których wspominałem już w aktualności. Nie wszystkie ciekawostki przedstawione przez prelegentów znalazły się jednak w tamtym tekście.

Prezentacja Hakona rozpoczęła się od retrospektywnej podróży przybliżającej znaczenie sieci w życiu przeciętnych ludzi. Mówił o protestach pod hasłem Occupy Wall Street oraz ich pierwowzorze, egipskich protestach wolnościowych. Zaproszony na scenę gość mówił o znaczeniu komunikacji w sieci w organizacji egipskich protestów, wskazał na późne odcięcie obywateli od sieci jako kluczowe dla niepowodzenia w stłumieniu protestów. Pozwolono sobie nawet na żart, że opresyjne rządy powinny szybciej uniemożliwiać obywatelom komunikację. Przykład

Up North Web 2011

Ilu z Was wie, że Opera co roku organizuje konferencję poświęconą technologiom webowym?

Zapewne niewielu. Ale tak właśnie jest, a Up North Web 2011 właśnie się rozpoczęło. To konferencja dla dziennikarzy i interesujących osobistości, podczas której prezentowane są najnowsze osiągnięcia norweskiej firmy, pracownicy mówią o planach na przyszłość i, co szalenie ważne, porozmawiać można z ciekawymi ludźmi na temat sieci.

Wczorajszego wieczora po zwiedzaniu muzeum narciarstwa, które polecam każdemu (wystawa opiewa historię Norwegii, osiągnięć norweskich podróżników i sportowców), a które oferuje m.in. fenomenalny symulator skoku narciarskiego i zjazdu wyczynowego, spotkaliśmy się ze Sławkiem Sochajem z wrocławskiego oddziału opery oraz z Adamem Furykiem z Men's Health na wieczornej pogadance przy napoju z pianą.

A miejscówka jest nie byle jaka - Park Rica Hotel przy sławnej skoczni narciarskiej Holmenkollen wygląda na poważne zamczysko.

Żeby rywalizować, nie musisz być botem

Serio. :)

Ale jeśli ktoś z Was postanowił napisać bota do gry w łapanie motylków, zapewne zastanawia się jak wykrywaliśmy grające automaty. Pragnę zaznaczyć, że przenoszenie użytkowników na listę botów odbywało się na podstawie pełnej historii gier (tak, ręcznie sprawdzałem po kilkaset gier na gracza) a nie jednego, konkretnego wyniku. Zatem bez dalszego przedłużania, przed Wami wpis, który część podjętych przez nas kroków powinien przybliżyć.

By zrozumieć jak analizowaliśmy wyniki, muszę opisać następujące rzeczy:
- sposób losowania układu
- mechanikę gry
- informacje zwrotne z przeglądarki i zapis wyników

Losowanie układu

Układ motylków na planszy jest losowy (czy jak kto woli: pseudolosowy). Serwer losuje 240 motyli, dla każdego z nich wartość punktową oraz punkty, przez które motyl przeleci. Punkty te mają (bez zaskoczenia) zestaw współrzędnych x, y oraz z (po 10 na motyla), a każda ze współrzędnych może przyjmować wartości od -1 do 1. Dodatkowo dla każdego motyla losujemy obszar, w którym może się poruszać (dwuwymiarowy prostokąt).

Szantaż

Raz na jakiś czas użytkownicy portalu starają się szantażować redakcję. Nie użytkownicy-grupa, a pojedynczy. Przeważnie autorzy jakiegoś komentarza lub wpisu blogowego. W bodajże wszystkich przypadkach tego typu mamy do czynienia z wpisem obrażającym innych użytkowników lub bezczelnym plagiatem. Opiszę przypadek z wczoraj, bo jest naprawdę znamienny.

Jeśli nie spełnicie moich żądań,...

W większości przypadków szantaż ma tę samą, oklepaną formę: redakcja to i jeśli to co teraz napisałem nie pojawi się na stronie, to znaczy że jesteście . Te porównania przeważnie wiążą nas z konkretną opcją systemowo-przeglądarkową (jesteśmy pachołkami Microsoftu albo sitwą linuksową) albo opcją polityczną (jesteśmy jak Kaczor, Komoruski, Białoruś i Kuba – najlepiej pisana przez C).

Czasem autor szantażu po wylaniu na redakcję (lub konkretnego redaktora, często wybranego na czuja) pomyj, uzna za konieczne dodanie, że on tak z miłości pisze i że bez urazy, stara się tylko naprostować nasz kręgosłup moralny.

...to tylko udowodni...

Nie inaczej było ostatniego wieczora.

Robomotyle

Doszliśmy w redakcji do wniosku, że nieelegancko byłoby usunąć z Motylków wyniki botów bez informowania, że właśnie to zrobiliśmy. Jednocześnie nie możemy, póki co, szerzej opisywać technik wychwytywania botów, bo ułatwiłoby to ich ulepszanie i tym samym utrudniło nam zapewnianie zrównoważonej zabawy, w której wszyscy Użytkownicy mają równe szanse.

Zatem informuję niniejszym: część wyników grających automatów usunęliśmy. Ale nie rozpaczaj, proszę, jeśli dotknęło to Ciebie. Jeśli poświęciłeś cenny czas na pisanie skryptu, mamy pewne rozwiązanie.

Zdecydowaliśmy, że pozwolimy na udział botów na specjalnych warunkach. Warunki są trzy. Po pierwsze: wyniki botów nie liczą się w generalnej klasyfikacji, z której wyłonimy zwycięzcę. Po drugie: wyniki botów będą sukcesywnie usuwane, by nie zniechęcać innych graczy do śrubowania wyników. Po trzecie: autor bota przyzna się do wykorzystywania niedozwolonych pomocy.

Z jednej strony cieszy, że wśród czytelników portalu są ludzie zdolni, którzy poświęcają swój czas i energię na pisanie kodu „łamiącego” nasz kod.

Szybka dygresja frustrata, część druga

Pierwsza dygresja była bardzo szybka, ale szalenie dla mnie ważna. Nie lubię takiej fuszery językowej. Druga, będzie nieco dłuższa, ale nie mniej rozbrajająca. I niestety na ten sam temat.

W związku z włamaniem do PSN (i nie tylko) Sony postanowiło ostrzec użytkowników o problemie. E-mail, który rozesłano w Polsce, jest conajmniej groteskowy. Oto fragmenty. Pisownia oryginalna, skróty pochodzą ode mnie.

W odpowiedzi na ta ingerencje doszlo do (...) zaangazowania z zewnatrz, uznana firme od zabezpieczen do przeprowadzenia pelnego dochodzenia odnosnie tego co sie stalo

Piryt

Piryt to minerał żelaza, z powodu wizualnego podobieństwa do złota, często nazywany złotem głupców. Znaczenie tego określenia jest dosyć oczywiste, ale tak szalenie twórcza jak ja osoba, postanowiła ukuć zupełnie nowe. Z racji tego jaki twórczy jestem, postanowiłem też pisać o sobie w trzeciej osobie.

To znaczy On postanowił. On.

Umówmy się, drodzy Czytelnicy, że złotem głupców nazywać też będziemy pewien typ przekonań. Przekonań bezpodstawnych. Przekonań, że czyjeś złoto wpływa na treść tego, co publikujemy na dp. Lub, przypuszczam, co publikuje znakomita większość portali w sieci, które mimo iż zapewne nie kierują się ukrytą, złowieszczą agendą, o działania takie jest notorycznie posądzana.

Dziś jest dzień szczególny, bo na przestrzeni godziny udało mi się dowiedzieć, że złoto nie śmierdzi i mam nie jednego pana, a dwóch. Gdybym uważniej słuchał, pewnie znalazłbym kolejnych. Najpierw zbanowany niegdyś za plucie jadem Powerfeniks zarzucił nam siedzenie w kieszeni MS. Jego zdaniem w pogoni za złotem, zapomnieliśmy jak być obiektywnymi. „Tylko kompletny ignorant” nie zauważy tego, co robimy.

Chiny bez mała

Nie zatwierdzam komentarzy zbyt często. Ale kiedy już to ma miejsce, zauważam obok normalnych wypowiedzi trzy osobliwe trendy. Większość z Was wyraża się w sposób poprawny lub przynajmniej akceptowalny, jest w stanie odróżnić fakty od fantomów. Ale niestety nie wszyscy. Jeśli wydaje Ci się, że tekst kierowany jest do Ciebie, pewnie tak nie jest.

No chyba, że jest.

Trzy wspomniane trendy można podsumować w trzech przykładowych zdaniach obrazujących nastawienie komentującego do redakcji. Oto one.

Ten kolektyw!

Ciężko jest mi zrozumieć, dlaczego tak wiele osób uważa, że osoba zatwierdzająca (lub odrzucająca, jak się czasem zdarza) komentarze jest jedna. No, może dwie, ale z pewnością połączone pępowiną. I ta jedna osoba (lub dwie!) przeczytała wszystkie komentarze jakie kiedykolwiek pojawiły się na stronie. Ba! Wszystkie je pamięta.

Większość redakcji ma wystarczająco dużo oleju w głowie, żeby nie wdawać się w dyskusje w komentarzach. Ja nie i od czasu do czasu przychodzi mi za to zapłacić.

Szybka dygresja frustrata

W Berlinie umierają.

Można odnieść takie wrażenie odwiedzając stronę dodatku do CoD:BO na polskim Xbox Marketplace.

Zastanawia mnie dlaczego - było nie było oferowaną w postaci tekstu - treść na stronie redagują osoby, które najwyraźniej z językiem polskim mają problemy. To jakaś zmora tłumaczeń w Entertainment & Devices, bo nawet opisy Osiągnięć w PGR4 miały błędy ortograficzne. Opisy Osiągnięć. Kilka zdań. Z ortem.

Tak na marginesie - w języku polskim mamy Koulun a nie Kowloon. Podobny błąd wytknęli nam ostatnio (słusznie oczywiście) czytelnicy przy okazji niepoprawnie zapisanej nazwy Hongkong. Tyle że na dp przewijają się dziesiątki kilobajtów tekstów dziennie a sami staramy się podwyższać standardy edytorskie z każdym wpisem. W przypadku tego, co wychodzi spod igły E&D, nie widzę żadnej poprawy.

Zróbcie coś z tym, panowie i panie, bo to naprawdę jest mocno żenujące.