r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Rzut Okiem - Guitar Hero: Warriors of Rock

Strona główna AktualnościROZRYWKA

Nigdy jakoś nie interesowały mnie twory muzyczne spod znaku Guitar Hero czy innych Rock Bandów. Owszem, popatrzeć jak ktoś w to gra to jeszcze, ale wziąć do ręki plastikową gitarkę i spróbować samodzielnie wybić widoczne na ekranie nuty? Usiłowałam wciągnąć się kilkukrotnie, biorąc w obroty różne instrumenty i serie - nic z tego. Temat pozycji gitarowo- perkusyjno-mikrofonowych poszedł zwyczajnie na półkę. Na prezentację Warriors of Rock szłam więc raczej kręcąc nosem. Wyszłam również kręcąc, ale głową - z niedowierzaniem, zachwycona i oczarowana tym tytułem absolutnie. Wiem już, że Wojownicy Rocka to będzie moje pierwsze, własne, wymarzone GH.

Pokaz rozpoczął gość wyglądający, jakby właśnie sam zszedł z metalowej sceny... Zapowiadało się nieźle, lecz chwilę później robiłam jeszcze większe oczy, kiedy wyjął on ze stojącego na ziemi pudła najbardziej czadową gitarkę, jaką dotąd widziałam w roli kontrolera w grach wideo. Świeży sprzęt wprowadzany jest oczywiście razem z każdą kolejną odsłoną serii (ta to już szósta duża), lecz schowajcie się X-Plorery i Les Paule wszelkiej maści... Oto nowy król jest w mieście. Nie dość, iż instrument wygląda świetnie i wprost idealnie wpasowuje się w rockowy klimat tej odsłony Guitar Hero (przy okazji – pola dotykowe wyleciały), to jeszcze będzie go można dowolnie sobie „dozbrajać”, bowiem "skrzydła" są odczepiane - cała elektronika siedzi w gryfie. Szkoda, że w Polsce dostępny ma być tylko standardowy model. Niestety nie ujrzymy u nas tego jeszcze ładniejszego, bonusu do zamówień przedpremierowych w sieci GameStop.

Gitara gitarą, ale to, co zobaczyłam na ekranie telewizora HD chwilę później, przyprawiło mnie o oczopląs i ślinotok jednocześnie. Warriors of Rock to powrót do korzeni, ukłon w stronę fanów drugiej oraz trzeciej części serii, zatem nie uświadczymy tu smętnych pseudorockowych brzdąkań. O nie, muzycznie skupimy się na tym, co najlepsze – będzie rock klasyczny, alternatywny plus jeszcze punk do kolekcji. W sumie 93 piosenki, a wśród artystów między innymi Avenged Sevenfold, Black Sabbath, Slash, Anthrax, The Rolling Stones, ZZ Top czy Rammstein. Narratorem całości mianowany został zaś Gene Simmons z zespołu Kiss - sprawdza się w tej roli znakomicie. Ukłon w stronę wiernych fanów ostrych brzmień wykonał również zespół Megadeth, pisząc specjalnie dla tej pozycji kawałek "Sudden Death", będący zresztą tłem dla finałowej walki z...

r   e   k   l   a   m   a

Zaraz, czyżby konkretna fabuła? Owszem, Warriors of Rock posiada takową i to nawet całkiem niezłą. Demigod of Rock zostaje pokonany przez mroczną Bestię, wskutek czego traci swoją gitarę - Power Axe. Naszym głównym zadaniem będzie odzyskanie jej i pomoc Bóstwu w ostatecznym zwyciężeniu złego. Całość stanowi całkiem zgrabny kręgosłup dla nowości w serii, czyli trybu Quest Mode. Dostaniemy oto mapę świata, animowane scenki przerywnikowe oraz osiem standardowych, fikcyjnych postaci - wojowników, walczących o wspólny cel na arenach, dla których inspiracją stały się faktycznie istniejące kluby (same miejscówki są niemniej fikcyjne, poza zamkniętym już w rzeczywistości nowojorskim punkowym CBGB). Tryb fabularny pozwalać ma na sporą dowolność w wyborze kolejnych punktów rozgrywki - autorzy chwalą się nieliniowością, a kryterium dla odkrywania kolejnych aren będą zdobywane przez gracza gwiazdki.

1 2 następna
© dobreprogramy

Komentarze

Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.