r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Samoprowadzące się auta też będą musiały zdawać egzamin na prawo jazdy?

Strona główna AktualnościSPRZĘT

Samosterujące się auta budzą coraz większe emocje. Można to było zobaczyć po ostatniej aktualizacji oprogramowania słynnego Modelu S Tesli, kiedy to produkowane w końcu seryjnie auto elektryczne nagle zaczęło samo się wozić, przynajmniej po San Francisco i okolicach. Minie dobrych parę lat, zanim samochody takie upowszechnią się też na ulicach innych miast całego świata, ale może i tym lepiej, dostaniemy już modele bezpieczniejsze i tańsze. Kto wie, może w następnej dekadzie auta takie będą tak dobre, że jedynie hobbyści będą robili prawa jazdy i sami sterowali swoimi pojazdami? Póki co jednak specjaliści od ruchu drogowego zaczynają się zastanawiać, czy aby to oprogramowanie sterujące autami nie powinno się samo o prawo jazdy starać.

Gdy psychologowie i filozofowie zastanawiają się nad etycznymi implikacjami wyborów oprogramowania prowadzącego do śmierci lub kalectwa ludzi, panowie Michael Sivak i Brandon Schoettle z University of Michigan przyjrzeli się kwestii znacznie bardziej banalnej, ale w praktyce ważniejszej: jak oceniać oprogramowanie samosterujących się aut, szczególnie takich, które uczą się od siebie wzajemnie zachowań na drodze? Ich zdaniem, samoprowadzące się auta powinny zdawać egzamin na prawo jazdy, a same uprawnienia powinny być przyznawane selektywnie, dla określonych warunków drogowych.

Ich argumenty wydają się brzmieć bardziej sensowniej, niż to, co opowiada Google i inne firmy IT, które weszły w tematykę samoprowadzących się aut. Przede wszystkim Sivak i Schoettle zauważają, że jakość sensorów i oprogramowanie do budowy map przestrzennych będą różniły się między producentami tak jak ludzie różnią się w swoich zdolnościach – tak więc różna będzie ich sprawność na drodze. Twierdzą też, że póki jeżdzimy po słonecznym San Francisco, to jest dobrze, ale w gorszej pogodzie już tak dobrze nie jest, a w niektórych warunkach, takich jak śnieżyce, samosterujące się auta nigdy nie były porządnie testowane. Co więcej, wciąż komputerowe rozpoznawanie obrazu daleko ustępuje możliwościom człowieka – sensory aut nie rozpoznają zerwanych linii energetycznych na drodze ani zalanych jezdni.

r   e   k   l   a   m   a

Ludzie mają też przewagę w uniwersalności ich rozwoju umiejętności. Samoprowadzące się auta albo będą miały oprogramowanie i osprzęt do poradzenia sobie z daną sytuacją, albo nie. Nie ma sensu więc stosowanie tutaj ograniczeń takich, jak dla początkujących kierowców, którzy z czasem uczą się coraz lepiej jeździć, i ta rosnąca sprawność przekłada się na wszelkie drogowe sytuacje. Tutaj lepiej by było, by producenci bystrych aut otwarcie blokowali działanie tych pojazdów w pewnych warunkach, przynajmniej do czasu, gdy nie pojawi się ulepszone oprogramowanie, pozwalające np. sprawniej poruszać się w nocy czy podczas śnieżycy.

Jeśli takie regulacje zostaną w przyszłości przyjęte, to należy się spodziewać, że auta pozbawione kierownicy i innych elementów sterujących długo jeszcze nie zostaną dopuszczone do ruchu drogowego. Co bowiem z pasażerami Google Carów, gdy nagle załamie się pogoda? Kierowca Tesli Model S wciąż przynajmniej będzie mógł wziąć kierownicę w dłonie i bezpiecznie poprowadzić pojazd w trudnych warunkach.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.