Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Apple śmiechu warte?

Minęło już kilka dni od prezentacji nowych iPhone'ów i zegarka Apple Watch i zgodnie z przewidywaniami Sieć zapełniła się komentarzami i analizami, wśród których nie brakuje prześmiewczych wrzutek o braku innowacyjności i technologicznym zacofaniu.

Dwie cechy nowych smartfonów Apple wzbudzają największe emocje - duże wyświetlacze i nowa w tych urządzeniach funkcja NFC. Zwiększenie rozmiaru ekranów ponad dotychczasowe ok. 4 cale faktycznie może budzić lekki uśmiech biorąc pod uwagę wypowiedź Steve'a Jobsa, w której przewidywał, że telefonów ponad wspomniane 4 cale nikt nie będzie kupował. Jak widać, pomylił się. Podobnie, jak pomylił się Bill Gates mówiąc swojego czasu, że 640 kB pamięci w komputerze zaspokaja wszelkie potrzeby użytkowników i nigdy nie pojawi się potrzeba jej zwiększania *. Nie zmienia to faktu, że w strategii Apple taka zmiana jest rzeczywistą rewolucją, przed którą konsekwentnie bronili się przez wiele lat i dzisiaj może budzić rozbawienie. Nauczka na przyszłość - "never say never".

Jednak z NFC sytuacja nie jest już taka jednoznacznie śmieszna. Faktem jest, że inni producenci zaimplementowali technologię NFC do swoich słuchawek już dawno temu, ale użyteczność tych rozwiązań nawet dzisiaj jest mocno dyskusyjna. Żywym przykładem jest nasz krajowy rynek usług bankowych i płatności mobilnych, który jest jednym z najbardziej dynamicznych w skali całego świata. Podjęta dwa lata temu bankowa ofensywa promocji płatności mobilnych skutkowała tym, że prawie każdy nowy klient wielu polskich banków był obowiązkowo wyposażany w kartę kredytową (debetową) przystosowaną do obsługi płatności mobilnych. Szybko rosła ilość punktów obsługujących ten typ transakcji, a korzyści płynące z tej funkcji są promowane prawie przy każdej okazji i w prawie każdej reklamie.

Praktyka jednak jest taka, że to, co fajnie wygląda w reklamie lub ukryte jako "product placement" w popularnym serialu, w realu jest trochę bardziej skomplikowane. A jak skomplikowane, to dla wielu Zwykłych Użytkowników (ZU) jednak mało atrakcyjne. Komplikacją jest przede wszystkim sama struktura stanowiąca zaplecze obsługiwanych w ten sposób transakcji. Klienci każdej sieci komórkowej chcąc korzystać z dobrodziejstwa mobilnych płatności muszą swoje przyzwyczajenia dostosować do wymogów swojego dostawcy. A dostawcy narzucają np. banki, w których trzeba mieć konto, żeby płatności zbliżeniowe można było obsługiwać. I tak klienci Orange powinni mieć konto w mBanku, a klient T-Mobile musi mieć konto w mBanku lub Getin Banku albo kartę w Raiffeisen. Każdy z tych banków udostępnia własną aplikację do obsługi płatności mobilnych, a systemów takich tylko w 2013 roku pojawiło się co najmniej kilka. Brak standaryzacji sprawił, że tak zorganizowany rynek okazał się niespójny i skomplikowany, co z kolei doprowadziło do spadku zainteresowania kolejnych banków wdrażaniem swoich rozwiązań. Poza tym ZU może mieć (i często ma) kłopoty z samą konfiguracją usługi w telefonie. W niektórych przypadkach wymagane są osobne umowy, konfigurowanie aplikacji, weryfikacja tokenów itp.

Oczywiście taki stan nie został zignorowany i prawdopodobnie jeszcze w tym roku zacznie działać Polski Standard Płatności, będący efektem porozumienia pomiędzy największymi polskimi bankami. Dzięki temu płatności mobilne mają zyskać nowe życie, a ich obsługa ma zdecydowanie się uprościć.

Często dyskutowanym problemem jest także bezpieczeństwo tak obsługiwanych transakcji. Zgodnie ze specyfikacją NFC transmisja pomiędzy urządzeniami nie jest szyfrowana. Ryzyko jej "podsłuchania" jest co prawda minimalna (zasięg ok. 10 cm), jednak wg wielu komentarzy jest to możliwe. Operatorzy i banki w swoich aplikacjach stosują własne zabezpieczenia, ale sam fakt, że problem taki jest sygnalizowany sprawia, że bardzo wielu użytkowników mocno się zastanawia nad skorzystaniem z dobrodziejstw tej technologii.

Jednak pomijając wszystkie opisane powyżej wątpliwości i komplikacje możliwość dokonywania płatności z wykorzystaniem telefonu jest rozwiązaniem bardzo atrakcyjnym, w ogólnym rozrachunku wygodnym i tanim. Należy pamiętać, że płatność mobilna obsługiwana jest przez bank z pośrednictwem operatora sieci komórkowej, który w tym procesie przejmuje funkcję operatora kart płatniczych (Visa, Mastercard itd.), a to daje szansę na niższe stawki opłat interchange.

Apple dzięki swoim usługom komercyjnym w Sieci jest największym na świecie dysponentem danych finansowych swoich klientów. Ma w dyspozycji ok. 800 milionów numerów kart kredytowych wystawionych przez różnych operatorów i różne banki praktycznie w każdym państwie. Wszystkie te dane są zweryfikowane i potwierdzone. Dysponując takim potencjałem aż prosi się, żeby to wykorzystać i zarobić kolejne setki milionów dolarów.

Już zostało oficjalnie potwierdzone, że NFC w urządzeniach Apple będzie przeznaczone tylko do obsługi płatności zbliżeniowych. API nie będzie w tej chwili dostępne dla wszystkich deweloperów i na pewno nie prześlemy przez NFC zdjęć, muzyki ani filmów. Było to zresztą do przewidzenia - Apple konsekwentnie dba o maksymalne ograniczenie możliwości rozpowszechniania multimediów poza własnym tzw. ekosystemem. To z kolei wynika z podjętych lata temu zobowiązań wobec właścicieli praw autorskich do utworów sprzedawanych w iTunes i AppStore.

Apple Pay będzie, przynajmniej w tej chwili, jedyną funkcją obsługiwaną przez NFC w iPhonie. Projektanci z Cupertino mieli sporo czasu na obserwację zastosowań i rozwiązań wdrażanych przez innych producentów. Oczywiście głównym konkurentem na tym rynku jest Google, którego Google Wallet był jednym z pierwszych rozwiązań powszechnie używanym w USA. Praktyka pokazała, że rozwiązanie to sukcesu nie odniosło podobnie jak kilka innych. O braku powodzenia zadecydowały w dużej mierze kwestie opisane powyżej. Do dzisiaj w Stanach Zjednoczonych płatności mobilne z wykorzystaniem NFC to nisza.

Apple nie chcąc powielać tych błędów postawiło na własne rozwiązanie skoncentrowane przede wszystkim na bezpieczeństwie i wygodzie. Cechą wyróżniającą Apple Pay jest nieobecność jawnie przechowywanego numeru karty kredytowej. W pamięci chipu NFC przechowywany będzie unikalny identyfikator powiązany z tzw. Apple ID, którym użytkownik identyfikuje się w usługach Apple (iTunes, AppStore, iCloud). Każda transakcja będzie dodatkowo autoryzowana jednorazowym losowym ciągiem (cryptogram) dołączanym do identyfikatora przy każdej operacji płatności. Cryptogram generowany pezez dedykowany chip, będzie ważny tylko przez krótki czas i tylko w lokalizacji określonej momentem wygenerowania. Ostatecznie transakcję użytkownik będzie potwierdzał swoim odciskiem palca (Touch ID). Cała operacja, jak pokazano w trakcie prezentacji, jest bardzo prosta i szybka. Podobnie zresztą jak już obecne na rynku rozwiązania - w tym różnica jest niewielka.

Teoretycznie tak realizowana obsługa płatności jest aktualnie najbezpieczniejszą ze wszystkich dostępnych na rynku. Uniemożliwia kradzież danych w trakcie dokonywania płatności, gdyż żadne wrażliwe dane nie są transferowane w nieszyfrowanym kanale. Tradycyjne skiming czy carding z powodów oczywistych też nie zadziałają. Nie podejrzymy kodu PIN, gdyż takowego nie wpisujemy przy potwierdzeniu transakcji. A, co najważniejsze, dane karty kredytowej nie są przechowywane w żadnym potencjalnie niebezpiecznym miejscu.

Poza tym wyjątkowo proste ma być przypisanie karty kredytowej do systemu. Cała operacja sprowadzi się do wykonania zdjęcia karty - resztę wykona dedykowana aplikacja odczytująca wszystkie dane, które po odpowiednim spreparowaniu zostanie przypisane do identyfikatora użytkownika. Oczywiście dane karty można także wpisać ręcznie.

Teoretycznie... żyć nie umierać.

Jednak już teraz pojawiają się głosy wskazujące na pewne słabości tego rozwiązania. Przede wszystkim poddawana w wątpliwość jest skuteczność zabezpieczeń danych powiązanych z Apple ID. Ostatnio głośna sprawa kradzieży intymnych zdjęć znanych celebrytek każe zachować rewolucyjną czujność. Co prawda Apple zrzuciło odpowiedzialność na samych pokrzywdzonych użytkowników, wskazując na ich niefrasobliwość w zabezpieczaniu własnych danych, ale jednak wpadka poszła w świat. Chcąc upewnić klientów w słuszności swoich wyborów, firma musi zadbać o podwyższenie bezpieczeństwa choćby przez wprowadzenie obowiązku dwustopniowej autoryzacji i ograniczenia liczby nieudanych prób logowania.

Jednak to zagrożenie w praktyce może okazać się iluzoryczne. Apple zapewnia, że dane związane z kartą kredytową użytkownika nie będą przechowywane w żadnych zasobach firmy, a jedynie w chronionym, szyfrowanym obszarze pamięci w telefonie użytkownika. Więc nawet włamanie na konto w iCloud nie da dostępu do tych informacji.

Pozostają jednak wątpliwości związane z przypadkami kradzieży urządzeń Apple. Poprzez usługę Find My Phone można co prawda zdalnie zresetować urządzenie trwale wymazując z niego całą zawartość, jednak złodziej kradnąc z premedytacją potrafi zadbać o to, żeby skradzione urządzenie natychmiast wyłączyć lub zapakować do przenośnej "puszki Faradaya". Dostęp do urządzenia zabezpieczonego odciskiem palca jest co prawda trudny, ale nie niemożliwy. Pozyskując silikonowy odcisk palca właściciela bardzo łatwo taki telefon odblokować.

Te niebezpieczeństwa są oczywiście realne, ale jednak stopień skomplikowania metod obejścia zabezpieczeń sprawia, że na tle innych rozwiązań Apple Pay można uznać za bezpieczne, chociaż oczywiście zweryfikuje to praktyka. W tej chwili banki i operatorzy kart płatniczych oceniają ten pomysł raczej pozytywnie i już zgłaszają swój akces. Ale są i tacy, którzy i tutaj korzystają z okazji do żartów lub autopromocji, np. PayPal.

Dla polskiego użytkownika nowa oferta Apple może nie być zbyt odkrywcza. Jak już wspomniałem, jesteśmy jednym ze światowych liderów w płatnościach mobilnych bijąc pod tym względem większość krajów europejskich oraz USA. Potencjał jest olbrzymi, szacunki mówią o 110 bilionach Euro obrotów tylko w okresie najbliższego roku więc jest się o co bić. Porażka Google Wallet nie zniechęciła Apple do wdrożenia własnego rozwiązania i już teraz Apple Pay debiutuje w Stanach Zjednoczonych oferując dostęp do ponad 200 tysięcy punktów akceptujących płatności Apple Pay.

A gdzie w tym wszystkim innowacyjność Apple?

Na pierwszy rzut oka wszystko, co zaproponowano ma już swoje odpowiedniki w działających rozwiązaniach konkurencji. Co prawda w samych Stanach to nadal rynek dziewiczy, ale Europy już raczej nie zaskoczą. Jednak żadna z aktualnie funkcjonujących usług nie oferuje takiej spójności i troski o bezpieczeństwo. W Polsce fragmentacja rynku doprowadziła do wyhamowania tempa popularyzacji tej formy płatności, ścisłe powiązanie usługi z operatorem i bankiem też niesie pewne ograniczenia. W naszym kraju wszystkie te słabości ma rozwiązać Polski Standard Płatności, który (pomijając technologię) jest taką naszą krajową implementacją pomysłu Apple. Z tą różnicą, że zamiast odcisku palca i unikalnego, jednorazowego cryptogramu użytkownik będzie transakcje potwierdzał 6-cyfrowym kodem. Z dowolnego telefonu, dowolnego producenta. W Europie o palmę pierwszeństwa chce zawalczyć MasterCard - w ciągu 5 lat wszystkie ich terminale mają obsługiwać płatności mobilne. Visa zapewne nie zostanie w tyle, a już zgłosiła gotowość współpracy z Apple.

Innowacją nie musi być technologiczny wodotrysk - może nią być metoda, implementacja. Słabość aktualnych rozwiązań dostrzeżono nie tylko w Apple, do unifikacji skłaniają się wszyscy zainteresowani (pod warunkiem, że wszyscy zarobią). Ale to właśnie Apple 9 września jako pierwsze pokazało swoje działające rozwiązanie, które standardem światowym może nie będzie, ale może nieźle namieszać na amerykańskim rynku. O ile oczywiście nikt nie okradnie kolejnych celebrytów już nie z frywolnych zdjęć, a z całkiem realnej żywej gotówki.

I jeszcze jedna kwestia - popularność płatności mobilnych w Polsce (kilkaset tysięcy użytkowników) sprawia, że z pewnym sceptycyzmem patrzymy na nowości Apple, my już to znamy. Jednak w USA Apple Pay ma dużą szansę na olbrzymi komercyjny sukces, tam rynek płatności mobilnych jest w powijakach i nadal królują karty plastikowe. Spójna, jednolita oferta wygodnej i bezpiecznej usługi na pewno znajdzie chętnych - prawie 50% telefonów na rynku USA to te z logiem nadgryzionego jabłka. Dlatego postrzeganie jako innowacji nowej oferty Apple będzie na pewno większe choćby z powodu nie najlepszego efektu wdrożenia największego konkurenta - Google.

I do tego policzcie sobie - 15 centów z każdych 100 dolarów trafi do kasy Apple.

* Cytat z Billa Gatesa to mała prowokacja, w rzeczywistości nigdy takiej myśli nie sformułował. Nieporozumienie powstało jeszcze w czasach daleko przed-internetowych, gdy z kontekstu udzielonego wywiadu wyjęto jedno niezbyt fortunne sformułowanie ("enough is enough"), które potem zaczęło żyć własnym życiem. Steve Jobs o niechęci do dużych telefonów mówił jednak naprawdę. 

bezpieczeństwo urządzenia mobilne inne

Komentarze

0 nowych
Uwe   2 #1 16.09.2014 20:40

Ciekawa analiza na temat mobilnych płatności i możliwych scenariuszy rozwoju amerykańskiego rynku. Bardzo możliwe, że Apple znowu zostanie innowatorem i wizjonerem, tym razem w płatnościach.

Dla ścisłości artykułu wspomnę, że osób korzystających w PL z mobilnych płatności jest ok. 300 tysięcy. Ciekawy art na ten temat - http://forsal.pl/artykuly/796703,platnosci-mobilne-sie-w-polsce-nie-przyjma-przy...

Autor edytował komentarz.
budda86   9 #2 17.09.2014 09:14

Polski Standard Płatności - bez sensu. Kartą kredytową czy nawet debetową mogę zapłacić za granicą, więc i tak muszę ją mieć. Polski Standard Płatności obsługiwany tylko w Polsce jest mi w takiej sytuacji zbędny, bo daje tę samą funkcjonalność co karta, ale ograniczoną do terytorium Polski. Pewnie z ciekawości wypróbuję, ale karty mi to nie zastąpi.

"W Europie o palmę pierwszeństwa chce zawalczyć MasterCard - w ciągu 5 lat wszystkie ich terminale mają obsługiwać płatności mobilne."

No właśnie, i to ma sens. Nie standard krajowy, nie związany z konkretnym operatorem czy konkretną marką telefonu (iPhone). Karty kredytowe odniosły sukces, ponieważ są uniwersalne i obsługiwane w całym cywilizowanym świecie.

W ogóle płatności smartfonem nie oferują żadnej wartości dodanej w porównaniu z kartą zbliżeniową. Marzenia o niższych stawkach interchange zapewne pozostaną marzeniami. Więc o co chodzi? Że łatwiej wyjąć telefon z kieszeni niż kartę z portfela?

mikolaj_s   14 #3 17.09.2014 12:50

Zaletą NFC jest prostota kopiowania plików, więc u Apple można powiedzieć nie ma NFC. Płatności to zupełnie inne zastosowanie i może zbędne, tym bardziej, że mniej bezpieczne niż karty zbliżeniowe.

  #4 17.09.2014 15:31

@mikolaj_s: W Apple do tego jest airdrop. Nie trzeba przytykać do niczego telefonu. Wystarczy, że znajomi są w zasięgu WiFi Direct. To chyba łatwiejsze?!

  #5 17.09.2014 17:02

@Anonim (niezalogowany): Tak ale tylko iPhone do iPhone, to samo z bluetooth i wieloma innymi funkcjami...

PAMPKIN   11 #6 17.09.2014 17:47

A już myślałem, że nowa Xanthia czy coś, a tu całkiem ciekawy wpis. Pozdrawiam.

  #7 17.09.2014 20:06

Mikołaju, po NFC nie są przesyłane żadne pliki, urządzenia używają nfc do autoryzacji a pliki lecą po bluetooth. Czyli dokładnie tak samo jak w airdrop tylko że tam nie jest konieczny fizyczny kontakt, wystarczy potwierdzić odbiór.

KyRol   18 #8 17.09.2014 20:22

@PAMPKIN: Skoro Xanthia nie udziela się w dyskusji to uważam, że jest nie fair obrabiać czyjeś tyły na boku. Tak poza tym, że wpis może i ciekawy to jednak jak najbardziej pro-japkowy znaczy napewno stronniczy;)

Autor edytował komentarz.
PAMPKIN   11 #9 17.09.2014 22:19

@KyRol: Oj nie wydaje mi się abym obrabiał tyłek koleżance Xanthii, to po pierwsze. Co do stronniczości, to też się nie zgodzę bo raczej bliżej mu neutralności niż fanboy'stwa.

KyRol   18 #10 17.09.2014 22:28

@PAMPKIN: No ja nie mam w zwyczaju gadania o kimś, kogo nie widać w towarzystwie, no ale cóż - najwidoczniej zostałem tak wychowany;) Neutralność... hmmm... Nie bardzo. Tekst nie rozbraja na części pierwsze koncepcji tego, jak z punktu bezpieczeństwa najlepiej zorganizować tego rodzaju płatności. okręca się jednak wokół farmy z jabłkami;) Moim zdaniem szybka płatność nie idzie w parze z bezpieczeństwem. Poza tym po ostatnim numerze z iCloud specjalnie mnie nie przekonuje powyższy sposób argumentacji. Podkreślam - mnie;)

Autor edytował komentarz.
Siplas   8 #11 18.09.2014 00:18

@KyRol: Nie da się zakryć, że jestem sympatykiem Apple, ich sprzętu i oprogramowania. Ponad 26 lat używam w pracy i w domu i nic nie wskazuje, żeby miało się to zmienić.

Sympatyk - nie wyznawca czy fanatyk. Zadowolony użytkownik.

A w czym płatność telefonem jest mniej bezpieczna niż płatność kartą kredytową z wpisywanym PIN-em? Albo nawet kartą zbliżeniową?

KyRol   18 #12 18.09.2014 00:27

@Siplas: Nie licz na to, że będę tylko schlebiał. Użytkownicy maków mają to do siebie, że nie potrafią pisać zdrowo zdystansowanych tekstów o swojej platformie. Przynajmniej ja mam takie wrażenie.

Pin to bzdura, a czipu zbliżeniowego nie używam, mam zamiar go potraktować wiertłem zamiast bawić się w koperty. Nie oznacza to, że najbezpieczniejszą metodą płatności jest ta od ejple, o nie...

budda86   9 #13 18.09.2014 12:09

@KyRol: "czipu zbliżeniowego nie używam, mam zamiar go potraktować wiertłem"

A ja używam i jestem zadowolony. Gdy wchodziły karty zbliżeniowe, wszyscy straszyli nas niemalże apokalipsą z tego powodu. Nic takiego nie nastąpiło, więc może czas porzucić paranoje?

KyRol   18 #14 18.09.2014 12:47

@budda86: Nic nie nastąpiło? Zgub taką kartę, niechaj znalazca przeleci dziesięć sklepów zanim zorientujesz się i ją zablokujesz. Poza tym to nie koniec zabaw banków z owcami do golenia, znaczy klientami. Banki niosą się z tym aby znieść limit 50zł przy transakcjach tą metodą.

Autor edytował komentarz.
gowain   19 #15 18.09.2014 12:56

@KyRol: Transakcję, żeby była poprawna, trzeba autoryzować - karty zbliżeniowe są pod tym względem według mnie prawnie wadliwe. Banki próbują się wykpić oferując płatne (a jakże!) ubezpieczenie od kradzieży karty, ale myślę, że wystarczy znaleźć prawnika i bank już by inaczej śpiewał :) Ja o zagrożeniach, które niosą ze sobą zbliżeniowe karty/dowody pisałem kilka lat temu, ale pamiętam rozmowę w komentarzach z niektórymi, że przecież się nie da, że to bezpieczne itp. Sam używam kart zbliżeniowych, ale staram się mieć nad nimi pełną kontrolę :) Co do limitów to można na stronie banku zazwyczaj zmienić.

Autor edytował komentarz.
budda86   9 #16 18.09.2014 13:58

@KyRol: Możesz też zgubić portfel, w którym masz 3000 zł. Albo dowód osobisty i ktoś weźmie na ciebie kredyt. Albo kartę kredytową, którą ktoś zapłaci przez internet lub telefon za wielkie zakupy. Świat jest w ogóle pełen zagrożeń, a spośród nich wszystkich perspektywa utraty 300 zł przez zgubioną kartę zbliżeniową jest dla mnie śmieszna, zwłaszcza, że niezbyt często gubię karty płatnicze.

Jeśli zgubię taką kartę, to razem z całym portfelem. Wtedy dużo bardziej bolesna będzie dla mnie konieczność wyrabiania dowodu osobistego, prawa jazdy itd. niż te marne 300 zł.

@gowain: Mówisz, że pisałeś o wielu zagrożeniach? I które z nich okazały się rzeczywiście realne i często spotykane?

"Transakcję, żeby była poprawna, trzeba autoryzować"

Jak autoryzujesz transakcję płacąc kartą przez internet? Albo podając numer karty przez telefon, co w Polsce raczej się nie zdarza, ale w USA jak najbardziej?

KyRol   18 #17 18.09.2014 14:01

@budda86: Płatności przez internet mam zablokowane w czasie, gdy z nich nie korzystam. Jeśli rozwiercę to dziadostwo w zasadzie ograniczę utratę środków do minimum, nawet jeśli przez tydzień nie zajarzę, że zgubiłem kartę... W portfelu nie noszę grubej gotówki, mam drobne na bieżące wydatki.

budda86   9 #18 18.09.2014 14:39

@KyRol: Zgadza się, ale dla mnie to zakrawa na paranoję. Wkładanie wysiłku w obronę przed zagrożeniem mało prawdopodobnym i mało groźnym.

KyRol   18 #19 18.09.2014 14:43

@budda86: Jaką paranoję? Jedno logowanie więcej. A jaki spokój ducha, że jak będę wracał po np. imprezce od znajomych, to na straty się nie narażę...

gowain   19 #20 18.09.2014 14:50

@budda86: Podając kod CVV? To jest właśnie autoryzacja, tak jak wpisanie pinu w sklepie. Karta zbliżeniowa nie ma żadnego typu autoryzacji.

A które zagrożenia stały się realne? Wystarczy otrzeć się o kogoś np. w autobusie, mając w kieszeni skaner kart zbliżeniowych (karty działają na odległość do 10-20cm), wrzucasz zeskanowane informacje na drugą kartę i płacisz - banki za wszelką cenę chcą ukryć jak banalnie proste jest zeskanowanie karty zbliżeniowej. Druga sprawa terminale offline - nie ważne, że nie masz kasy na koncie, możesz zapłacić i 50 razy po 50zł w terminalu offline, a kapniesz się po tygodniu, że masz ogromny debet.

budda86   9 #21 18.09.2014 15:05

@gowain: Podanie kodu nadrukowanego na karcie nazywasz autoryzacją? Trochę to naciągane. Zresztą niedawno płaciłem kartą za e-booka w amerykańskim sklepie, i nie musiałem podawać kodu CVV.

"Wystarczy otrzeć się o kogoś np. w autobusie"

Teoretycznie tak, w praktyce nie słyszałem o takich przypadkach. Ty słyszałeś?

"Druga sprawa terminale offline"

Limit transakcji offline jest też zapisany na samej karcie, informuje o tym np. mBank. Powyżej uzbieranej pewnej (niedużej) kwoty nie będzie można dalej płacić offline, do czasu pierwszej autoryzacji online.

Generalnie te problemy są strasznie wydumane. Teoretycznie jest to wszystko możliwe, ale w praktyce się nie zdarza. Ryzyko jest dużo mniejsze niż w przypadku utraty karty kredytowej, którą można obciążyć na naprawdę wysokie kwoty - w przeciwieństwie do zbliżeniowej.