r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Slackware Linux ma już 20 lat

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

20 lat temu Patrick Volkerding na łamach usenetowej grupy comp.os.linux poinformował o dostępności na serwerach FTP Minnesota State University wersji 1.0 dystrybucji Slackware Linux. Instalator systemu zajmował 24 dyskietki 3,5” (13 dyskietek GNU/Linuksa i podstawowego oprogramowania, 11 dyskietek na serwer X i działające pod X narzędzia). Kto mógł wówczas przypuszczać, że Slackware stanie się najdłużej w historii rozwijaną dystrybucją wolnego systemu operacyjnego?

Na początku lat dziewięćdziesiątych instalacja GNU/Linuksa była wyzwaniem nawet dla doświadczonych komputerowych „magików”. Pierwsze wersje Linus Torvalds publikował jedynie w postaci kodu źródłowego, do samodzielnego zbudowania na systemie Minix, potem dopiero pojawiły się obrazy dyskietek, z których pierwsza zawierała bootloader z jądrem, a druga zestaw narzędzi GNU i podstawowych konfiguratorów. Niektórzy zaczęli więc eksperymentować z uproszczeniem tego procesu – i tak powstały linuksowe dystrybucje. Jedną z nich był Softlanding Linux System (SLS) Petera McDonalda. Szybko zdobył wielką popularność wśród osób zainteresowanych alternatywnymi systemami operacyjnymi, szybko też dały się im we znaki jego ograniczenia i usterki.

Wydane w 1993 roku Slackware było próbą oczyszczenia i naprawienia SLS. Od początku jego autor, piwowar i wyznawca Kościoła Subgeniuszu (co nie jest nieistotną informacją: nazwa „Slackware” wzięła swoją nazwę od Slacku, metafizycznego luzu, którego poszukują wyznawcy tej religii) chciał, by była to dystrybucja jak najbardziej zgodna z uniksowymi standardami, konfigurowalna za pomocą prostych tekstowych plików, możliwa do zarządzania bez dodatkowych narzędzi. Jej podstawą stały się skrypty do automatyzacji instalacji SLS, napisane by ułatwić ten proces w uniwersyteckim laboratorium komputerowym, i dopiero później Volkerding, zachęcany przez przyjaciół, zdecydował się swój projekt upublicznić.

Gdy w 1994 rozwój SLS stanął w miejscu, Slackware stało się dla większości jego użytkowników naturalnym celem migracji. Instalator kolejnej wersji distro (2.1) wymagał już 73 (sic!) dyskietek. Szczęśliwie tę eskalację liczby dyskietek instalatora zakończyło wydanie wersji 3.0 z 1995 roku wreszcie na płytach CD, zaś rok później pojawiło się Slackware 96, odpowiedź Volkerdinga na Windows 95, czyli ulubiony przez Internet 32-bitowy system operacyjny.

To nie był koniec zabaw z numeracją Volkerdinga. Z wersji 4.0 przeszedł od razu do 7.0, by wyglądać na bardziej nowoczesnego, niż inne linuksowe dystrybucje, które w okolicach roku 1999 wydawały swoje wersje 6.0, a w roku 2011 wydał wersję 13.37, by było elitarnie. Zawsze jednak starał się, by przynajmniej raz na rok wydawać nową wersję. Z czasem do prac nad dystrybucją dołączyło kilku innych deweloperów, ale w praktyce zawsze ostatnie słowo należało do Dobrotliwego, Dożywotniego Dyktatora (zgodnie z tradycją Open Source, taki tytuł użytkownicy przyznali Volkerdingowi). Slackware nigdy nie miało żadnego oficjalnego trackera błędów ani repozytorium kodu, nigdy też nie było oficjalnych procedur przystępowania do projektu. Wszystko odbywa się na drodze prywatnych relacji. Tak samo też długo nie było żadnej oficjalnej polityki wsparcia, dopiero niedawno Volkerding zadeklarował, że łatki bezpieczeństwa nie będą przygotowywane dla wersji starszych niż pięć lat.

Najnowsza wersja Slackware, wydana jesienią 2012 roku 14.0, wciąż uderza prostotą, wciąż też na pewno nie jest dla ludzi, którzy bez graficznego środowiska nie potrafią nic z Linuksem zrobić. Instalator to sterowany formularzami ncurses skrypt powłoki, samemu trzeba sobie przygotować partycje na dysku za pomocą fdiska, podsystem inicjalizacji zachodzi jak w systemach *BSD, domyślnie nie jest uruchamiany żaden pulpit, lecz konsola tekstowa, nie ma też żadnych wizualnych narzędzi administracyjnych, zarządzanie systemem odbywa się głównie za pomocą skryptów, czasem wykorzystujących okna dialogowe. Zarządzanie pakietami też jest maksymalnie uproszczone – menedżer nie śledzi zależności, oddając w ręce użytkownika to, co z nimi zrobi. Z kolei niezależne repozytorium SlackBuilds.org, dostarczające oprogramowanie, które nie znalazło się w rdzennej dystrybucji, dostarcza po prostu skrypty, pozwalające na samodzielne zbudowanie pakietu z kodu źródłowego.

Być może dziś ze Slackware nie korzysta już zbyt wielu użytkowników Linuksa (LinuxCounter szacuje, że to ponad 6%, ale wynik ten jest mało miarodajny, gdyż niezwykle popularny Mint ma zaledwie 0,54% w tym zestawieniu), ale to nie popularność odpowiada za znaczenie tej dystrybucji, lecz raczej „kulturowe inspiracje” – dziesiątki dystrybucji pochodnych, z których najważniejszą jest openSUSE.

Patrickowi Volkerdingowi życzymy więc kolejnych 20 lat Slackware, i oby nigdy nie zatracił luzu, z jakim realizuje swoje pomysły.

r   e   k   l   a   m   a
© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.