Producent co prawda udostępnia podstawową wersję za darmo, ale nie było mi dane móc jej używać: niestety nie funkcjonuje ona z Windowsem w wersji 64-bitowej. Program podziałał więc chwilę na trybie XP, a później zdecydowałem się na zakup wersji Premium, która już chroni również środowisko x64. Czym tak w ogóle jest ten SpyShelter? Jego podstawowe zadanie to funkcja antiloggera, czyli zabezpieczanie nas, przed oprogramowaniem zapisującym to, co my wystukujemy na klawiaturze (a więc nie tylko rozmowy na komunikatorach i emaile, ale również hasła podawane podczas logowania). Nie jest to jednak jedyna funkcja wersji Premium. Zabezpiecza on nas również przed podobnym wykradaniem danych ze schowka systemowego, przed robieniem niechcianych zrzutów ekranów, nagrywaniem dźwięku bez naszej wiedzy (!), czy też zapisywaniem danych przechwyconych przez kamerkę internetową (np. włamywacz przejmuje nad nią kontrolę i może zobaczyć co wpisujemy, podobnie jak ma to miejsce w wypadku ataku na klientów jakiegoś bankomatu).
To jednak jeszcze nie wszystkie zabezpieczenia jakie oferuje ten niewielki, bo ważący mniej niż 10 MB programik. Dodatkowo chroniony jest kernel systemowy, choć to ma miejsce tylko w wypadku systemów 32-bitowych, ponieważ moduł ten jest w Windowsach x64 blokowany przez wbudowany mechanizm Kernel Patch Protection. Ostatnia funkcja to ochrona połączeń internetowych np. wykonywanych przy użyciu szyfrowanych połączeń.
Aplikacja nie jest w pełni automatyczna i pracuje w zasadzie jako HIPS, a więc program, który monitoruje inne oprogramowanie uruchamiane na naszym komputerze i tworzy dla niego politykę zezwoleń oraz blokad. Nie jest tak upierdliwe jak znany z pakietu Comodo moduł Defense+, wszystko zależy poza tym od ustawień czułości: domyślnie producent zaleca najwyższy stopień ochrony posiadający elementy automatyzacji, ale dostępne są również dwa niższe poziomy, w których odpowiednio uprawnienia mają aplikacje Microsoftu, oraz wszystkie zachowujące się normalnie i podpisane cyfrowo programy. Naprawdę dobre w SpyShelterze jest to, że posiada on polską wersję językową i wyświetlane komunikaty na czerwono opisują najważniejsze zagadnienie np. fakt, że program próbuje przechwycić dane z klawiatury. Dzięki temu rosną szansę na to, że my podejmiemy właściwą decyzję i nie będziemy się zastanawiali, co też może oznaczać zupełnie nic nie mówiący komunikat.
Jeżeli chodzi o skuteczność, to właśnie dużo zależy od naszych decyzji i utworzonych reguł, przynajmniej gdy wybierzemy wysoki poziom ochrony. Gdy nie mamy pewności co do danej aplikacji, możemy z poziomu monitu aplikacji wysłać ją do przebadania w serwisie virustotal (zbiór kilkudziesięciu skanerów antywirusowych), oczywiście wtedy, gdy jesteśmy online. Postanowiłem mimo wszystko sprawdzić go przy użyciu dostępnych za darmo narzędzi – kilku testów firmy Zemana, oraz aplikacji Comodo Leak Test. W pierwszym wypadku wszystkie próby przechwycenia danych zostały pomyślnie zablokowane, nawet przy ustawieniu najniższego poziomu ochrony. W CLT już tak różowo nie było, ale po prawdzie to nawet Comodo obecnie go nie przechodzi.
Na zakończenie przydałoby się coś wspomnieć o wydajności: komputer z nim pracuje równie szybko jak i bez niego, zaś ilość zajmowanej pamięci to u mnie ok. 10-15 MB, a więc również bardzo niewiele. SpyShelter może pracować obok zwykłego antywirusa i programy nie powinny ze sobą kolidować. Jeżeli Wasz system to 32-bitowy Windows, polecam użycie darmowej wersji Personal. W przeciwnym wypadku pozostaje niestety tylko zakup. Program godny polecenia.