TDK WR700 — słuchawki, które pokochasz

LAB

Jeżeli chcielibyście kupić dobre, uniwersalne słuchawki w rozsądnej cenie, czeka Was nie lada wyzwanie. Lektura for poświęconych tematyce audio przyniesie druzgocące informacje...

Znawcy tematu szybko wyperswadują Wam, że upatrzone Creative'y, KOSSy czy Philipsy za kilkadziesiąt złotych do niczego się nie nadają i „zdecydowanie lepiej” dołożyć do słuchawek firmy np. AKG, Altec Lansing, Audio-Technica, Beyerdynamic, Fischer Audio, Grado, JAYS, NuForce, Sennheiser, Shure, Sleek Audio, SoundMAGIC, Ultrasone, Westone, Xears... — niepotrzebne skreślić. Dopiero TE (tu model) będą oferować lepszą sygnaturę brzmieniową, szerszą scenę, wyraźniejszą separację instrumentów itd. I oczywiście „najlepiej” kupić osobne do domu, osobne na miasto, inne do muzyki techno, inne do klasycznej. Uff... Bez wątpienia. Łatwo jednak przy tym wpaść samonakręcającą się spiralę, której skutkiem będzie przeświadczenie, że bez doktoratu z akustyki i kilku tysiaków w kieszeni nie warto nawet podejmować wyzwania...

Zadanie na szczęście jest prostsze jeżeli szukacie słuchawek bezprzewodowych. Tu siłą rzeczy wybór jest ograniczony, bo dla prawdziwego audiofila taka konstrukcja zakrawa o bluźnierstwo. Pomijając jednak mniej lub bardziej wydumane straty na jakości (o czym za chwilę), słuchawki bezprzewodowe oferują całkowicie inny komfort. Teoretycznie każdy to niby rozumie, jednak dopiero gdy naprawdę uwolnicie się od kabli uświadomicie sobie jak bardzo krępowały Wam ruchy, przeszkadzały np. przy ściąganiu kurtki, czy gdy chcieliście zrobić sobie herbatę. Zaczniecie odkrywać prawdziwą wolność słuchania. W dalszym ciągu pozostaje pytanie: co wybrać? My postanowiliśmy przyjrzeć się słuchawkom nausznym TDK WR700. Nie jest to żadna nowość, wyróżnia je jednak nietypowy sposób transmisji dźwięku, a w Sieci ciężko znaleźć informacje na ich temat.

Zanim jednak przejdę do omawiania szczegółów technicznych kilka słów o na temat wyglądu i wykonania. Słuchawki od pierwszej chwili sprawiają bardzo porządne wrażenie. Obudowy muszli wykonane są z przyjemnego w dotyku, matowego plastiku, wałki uszczelniające są grube, miękkie i pokryte delikatną, ale sprawiającą solidne wrażenie, skórką. Taka sama skórka pokrywa większą część pałąka, od spodu dodatkowo podbita jest gąbką aby słuchawki nie uwierały w głowę. Konstrukcja wewnętrzna pałąka jest metalowo-plastikowa, zewnętrzne elementy są jednak już wyłącznie plastikowe. Zwykle nie lubię tworzyw udających metal (w tym wypadku chyba nikiel), jednak te zastosowane w WR700 są dobrej jakości, nie niweczą więc pozytywnych wrażeń. Całość jest bardzo dobrze zmontowana, żaden element nie trzeszczy ani nie wydaje innych niepokojących odgłosów.

Niemniej ważne jest jak słuchawki leżą na głowie. W przypadku bezprzewodowych słuchawek nausznych często spotykanym mankamentem jest zbyt mocny ucisk muszli powodujący dyskomfort, a przy dłuższym odsłuchu także ból głowy i pocenie się małżowin. W TDK WR700 problem ten na szczęście nie występuje. Słuchawki nie uwierają, trzymają się jednak na tyle mocno, że nie ma obaw o spadanie podczas np. schylania się. Duża w tym zasługa wspomnianych wcześniej, miękkich wałków wygłuszających, które dobrze dopasowują się do małżowin i zapewniają stabilne oparcie. Gorzej z pałąkiem — ten potrafi lekko się przesunąć, choć nie w stopniu niepokojącym. O bieganiu w WR700 na głowie lepiej jednak nie myśleć.

Skoro już jestem przy pałąku. Regulacja jego długości pracuje jak na mój gust odrobinę za lekko. Niemniej jednak, przypadkowe rozsunięcia w testowanym przeze mnie egzemplarzu nie zdarzały się, więc być może to obawy na wyrost. Ogólnie rzecz biorąc słuchawki TDK WR700 leżą na głowie nadspodziewanie wygodnie, w czym sporą zasługę odgrywa relatywnie nieduża waga — 170 gramów. Również transport nie nastręcza żadnych problemów — tak jak w przypadku innych konstrukcji tego typu, muszle można złożyć, pałąk zsunąć, a całość zapakować do dołączonego w komplecie zamszowego woreczka.

Czas przejść do wyróżnika WR700, czyli zapowiadanego wcześniej, nietypowego sposobu transmisji dźwięki. Słuchawki bezprzewodowe dzielą się z grubsza na dwa rodzaje: stacjonarne z dedykowanymi nadajnikami radiowymi i przenośne wykorzystujące do transmisji Bluetooth. Jedno i drugie rozwiązanie ma swoje wady. Dedykowane nadajniki radiowe są zwykle sporych rozmiarów i wymagają zasilania z gniazdka elektrycznego, co wyklucza mobilność. Przepustowość przesyłu danych w technologii Bluetooth jest z kolei ograniczona, co wymusza stosowanie kompresji (zwykle kodek SBC) powodującej odczuwane zniekształcenia dźwięku, szczególnie gdy przesyłany dźwięk jest już skompresowany (pliki mp3). Nową jakość miał przynieść kodek apt-X, jednak liczba obsługujących go urządzeń jest niewielka, a przecież „do Tanga trzeba dwojga" żeby to działało.

TDK WR700 łączą obie te koncepcje. W komplecie ze słuchawkami dołączony jest dedykowany nadajnik wykorzystujący technologię Kleer, umożliwiający przesyłanie dźwięku w paśmie 2,4 GHz na odległość do 10 metrów. Dźwięku nieskompresowanego, jakości CD-Audio tj. o częstotliwości próbkowania 44,1 kHz i rozdzielczości 16 bitów. Nadajnik posiada standardowy wtyk mini-jack 3,5 mm (w komplecie jest też przejściówka do 6,3 mm oraz 10-centymetrowa przedłużka) dzięki czemu można go wpiąć w dowolne źródło dźwięku — amplituner, telewizor, notebook, tablet, ale oczywiście także smartfon czy odtwarzacz mp3. Co jednak najważniejsze nadajnik ten jest mocno zminiaturyzowany i zasilany bateryjnie (2 x AAA, tak jak słuchawki), dzięki czemu przy odrobinie samozaparcia można traktować to jako rozwiązanie mobilne.

Dlaczego przy odrobinie samozaparcia? Bo mimo wszystko nadajnik ma spore wymiary (5 x 3,5 x 2 cm), więc w zestawieniu z niewielkimi (zwykle) odtwarzaczami mp3 może wyglądać trochę karykaturalnie. Z drugiej jednak strony w zestawie otrzymujemy gumkę i wspomnianą przedłużkę dzięki którym łatwo oba urządzenia spiąć ze sobą aby „nie latały” po kieszeni i wzajemnie się nie obijały. Od wygody rozwiązań wykorzystujących Bluetooth dzieli jednak przepaść... W stosunku do nich jest jeszcze jedna różnica in minus — z oczywistych względów nie mamy możliwości sterowania odtwarzaczem (play, pause itd.), można jedynie regulować głośność przy pomocy klawiszy na prawej muszli. W stosunku do przewodowych konstrukcji to jednak i tak plus.

Jak to gra? Przede wszystkim dźwięk jest czysty, pozbawiony artefaktów typowych dla konstrukcji opartych o Bluetooth. Tony wysokie i średnie reprodukowane są poprawnie, można mieć jedynie zastrzeżenia do basów. Przy niedużej głośności natężenie dźwięków niskich wydaje się niewystarczające. Dopiero wraz ze zwiększaniem głośności następuje ich stopniowa eskalacja, aż do poziomu popularnych Sennheiserów HD 202, cenionych przez wiele osób właśnie ze względu na mocny bas. Warto w tym miejscu dodać, że słuchawki są dość głośne, co w przypadku konstrukcji bezprzewodowych wcale nie jest normą. Ogólnie wrażenia są więc jak najbardziej pozytywne, jednak odczucia słuchowe to sprawa bardzo indywidualna. W przypadku bardziej wysublimowanych potrzeb polecam więc przeprowadzenie odsłuchu przed ewentualnym zakupem.

Co jeszcze? Jak na słuchawki nauszne, w dodatku bez mechanizmów aktywnego tłumienia, WR700 dobrze izolują od dźwięków zewnętrznych, pozostawiają jednak przy tym margines słyszalności niezbędny do zachowania bezpieczeństwa podczas poruszania się np. po ulicy. W słuchawkach tych chodzi się zresztą bardzo komfortowo, a ich kompaktowe rozmiary nie powodują rozdziawionych min współpasażerów w komunikacji miejskiej. Praktyczny zasięg nadajnika faktycznie wynosi około 10 metrów — ale na otwartej przestrzeni. W domu, przez ściany może to być 2-3 metry krócej. Mimo wszystko wygoda jest nieoceniona.

Jednak aspektem praktycznym wartym największego podkreślenia jest z całą pewnością czas pracy na bateriach. Według producenta, WR700 umożliwiają słuchanie muzyki aż przez 40 godzin, czyli 5-krotnie dłużej niż analogiczne słuchawki Bluetooth np. Creative'a czy Sennheiser'a. Kilkukrotnie próbowałem to zmierzyć, ale grają naprawdę tak długo, że nie sposób się przy tym nie pogubić w obliczeniach. Z całą pewnością w tych 40 godzinach wielkiej przesady jednak nie ma. Dużą zaletą jest wykorzystanie przy tym standardowych ogniw AAA, dzięki czemu zaopatrując się zapasowy komplet możemy nieprzerwanie słuchań muzyki, bez irytującego czekania na naładowanie wbudowanego akumulatora, który zgodnie ze złośliwością rzeczy martwych rozładuje się akurat w najmniej oczekiwanym momencie...

Mówi się, że jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego. TDK WR700 wyłamują się temu stwierdzeniu. To arcyciekawe, uniwersalne słuchawki, które łączą w sobie najważniejsze zalety rozwiązań bez- i przewodowych. Dobrze grające, choć na pewno nie audiofilskie, które można podpiąć do każdego źródła dźwięku, a także używać zarówno w domu, jak i poza nim. Do tego atrakcyjnie zaprojektowane i porządnie wykonane. Ogólnie rzecz biorąc WR700 to świetny produkt i aż dziw bierze, że tak długo pozostaje w cieniu. Tym bardziej, że cena na poziomie 300 zł nie należy do specjalnie wygórowanych, nie tylko na tle innych słuchawek Kleer (np. AKG K 840 KL — ok. 1350 zł), ale i słuchawek Bluetooth (Creative WP-300 — 250 zł, AKG K830 — 550 zł, Sennheiser MM 400 — 750 zł). Konkurencję w tym względzie mogą stanowić jedynie słuchawki przewodowe i te z nadajnikiem radiowym zasilanym z sieci.

Tak naprawdę jedynym słabym punktem rozwiązania TDK jest nadajnik Kleer, a konkretniej jego gabaryty, które poza domem nie pozostają bez znaczenia (chyba, że odtwarzacz mp3 czy smartfona trzymamy np. w plecaku). Jeżeli jednak pogodzicie się z tym mankamentem, pokochacie słuchawki WR700 za prawdziwą wolność jakie Wam dadzą, przy zachowaniu jednocześnie relatywnie wysokiej jakości dźwięku. A miłość, jak wiadomo, wymaga wyrzeczeń ;)

© dobreprogramy

Komentarze

Kaworu  16.12.2011 20:47 #1

"Przepustowość przesyłu danych w technologii Bluetooth jest z kolei ograniczona, co wymusza stosowanie kompresji "

Czepiając się, niezupełnie. BT 2.0 (EDR) zapewnia transfer danych wystarczający na nieskompresowane 44,1kHz w 16bit (potrzeba ~1,3Mbit a jest 2,1Mbit);

A to, że A2DP wymaga implementacji SBC to inna historia. Z drugiej strony, A2DP określa jeszcze 5 innych kodeków (chociażby AAC), których można używać, wtedy generalnie problemu nie ma. Juz nie mówiąc o tym, że sam SBC może kodować dane z różna przepustowością.

Z autopsji - słuchawki BT MW600 (rozumieją tylko SBC) działają z telefonami mymi dwoma (BlackBerry i Xperia X8) idealnie, bez zniekształceń i artefaktów. Z drugiej strony podłączone z laptopem przyprawiają mnie o ból głowy. Generalnie, jeśli słuchawki BT plują artefaktami - na jakieś 90% to nie wina BT, SBC czy sluchawek, tylko kiepskiej kompresji w urządzeniu które dane do nich wysyła. No, może nie tyle kiepskiej, co z niskim bitrate.

Krogulec REDAKCJA 16.12.2011 22:21 #2

@Kaworu: To nie jest artykuł o technologii Bluetooth, skróty myślowe były więc konieczne (i tak całość wyszła obszernie). Nie ma tu jednak żadnego błędu.

Przede wszystkim cytowane zdanie obciąłeś w połowie: "Przepustowość przesyłu danych w technologii Bluetooth jest z kolei ograniczona, co wymusza stosowanie kompresji (zwykle kodek SBC) powodującej odczuwane zniekształcenia dźwięku, szczególnie gdy przesyłany dźwięk jest już skompresowany (pliki mp3)." - a jest tu esencja tego co chciałem przekazać.

Oczywiście, że maksymalna, teoretyczna przepustowość Bluetooth jest na tyle wysoka aby pozwolić przesłać audio bez kompresji. Rzecz w tym, że producenci chcąc zapewnić maksymalną kompatybilność i stabilność transmisji równają w dół. Stąd właśnie SBC, który nawet przy ustawieniach High Quality wymaga bodaj zaledwie ~328 kbit/s pasma. Cóż więc z tego, że miałbym w komputerze Bluetooth 3.0, który teoretycznie wyciąga 24 Mbit/s skoro nie wykorzystują tego producenci słuchawek. Inna sprawa, że pomiędzy teorią, a praktyką jest zwykle spora przepaść. Wystarczy spojrzeć na WiFi 802.11n gdzie teoretycznie maksymalna przepustowość to 600 Mbit/s, a praktyka jaka jest każdy wie. W przypadku Bluetooth, gdy użytkownik przemieszcza się, podlega zakłóceniom, realna przepustowość może być jeszcze bardziej rozbieżna. Przykładowo Creative'y WP-350, które testowaliśmy jakiś czas temu miały problem z utrzymaniem stabilnej transmisji audio (SBC) podczas zwykłego spaceru po parku (gdzie zakłócenia powinny być niewielkie). Czyli inaczej mówiąc miały problem z zagwarantowaniem ciągłości połączenia na poziomie mniejszym niż 20% teoretycznej prędkości Bluetooth 2.0 + EDR (2,1 Mbit/s) i to przy zaledwie metrze odległości od nadajnika.

Druga sprawa jest zaś związana z tym o czym piszesz "jeśli słuchawki BT plują artefaktami - na jakieś 90% to nie wina BT, SBC czy sluchawek, tylko kiepskiej kompresji w urządzeniu które dane do nich wysyła. No, może nie tyle kiepskiej, co z niskim bitrate.". Otóż właśnie o to chodzi! :) Słuchając "empetrójki", która ma niższy bitrate przez standardowe słuchawki przewodowe lub bezprzewodowe z bezstratnym przesyłem danych, nie zachodzi zjawisko nakładania się podwójnej kompresji, której efektem są słyszalne artefakty. Oczywiście różnica w jakości jest - to naturalne - ale próg słyszalności tego jest dużo niżej. Przy najmniej tak wynika z mojej "autopsji" ;)

DjLeo  16.12.2011 22:44 #3

Świetna recenzja/test!!

Co do samych słuchawek przydało by mi się takie cudo. Mam już któreś z kolei słuchawki których kabel potrafię kilka razy dziennie przejechać kółkami mojego "siedzenio-opieracza". Ze mną przewodowe długo nie wytrzymają. Co prawda nie mam dużych wymagań. Nie wiem czy Creative Fata1lity to Twoim zdaniem dobre słuchawki (z niższej półki) ale takowe posiadam i jestem bardzo zadowolony i kosztują niewiele ponad 100zł. Ale ten kabel często przeszkadza. Zastanawiam się nad zakupem jakiś bezprzewodowych jednak wymogiem jest wbudowany mikrofon. A takich słuchawek nie jest za dużo.

Co do tych słuchawek to uważam, że ich wadą jak każdych innych jest skóra. Nie spotkałem się z żadnymi słuchawkami a miałem ich wiele które mając skórę lub podobny materiał po jakimś czasie nie powodowały dyskomfortu w postaci tzw. "pocenia się". Dlatego rozwiązanie w słuchawkach Creative Fatal1ty uważam za jedyne możliwe w mojej subiektywnej ocenie (efekt nawet po wielu godzinach nie występuje). A komfort jest nieporównywalny. Aha i w recenzji Napisałeś, że takiego efektu w tych słuchawkach nie ma. Ale wiem z moich obserwacji, że taki efekt pojawia się po jakimś czasie. Nowe słuchawki nie mają takiej przypadłości przez jakiś czas. Tak działa skóra i skóropodobne materiały na tego typu urządzeniach. Czy używałeś tych słuchawek np. bez przerwy powyżej 2-3 godzin ani raz ich nie zdejmując? Mi się to często zdarza i nawet w lepszej jakości słuchawkach po takim czasie zaczyna się w/w efekt. No ale może te są wyjątkiem.

Krogulec REDAKCJA 16.12.2011 23:22 #4

Jeżeli chodzi o słuchawki przewodowe to nie trzeba wcale wydawać majątku żeby kupić przyzwoity produkt - dobrym przykładem są wspomniane w recenzji Sennheisery HD 202 (od strony jakości dźwięku), ale mogą też być np. Creative Aurvana Live!, AKG K518DJ, Pioneer SE-M390 czy JAYS v-JAYS (z mniejszych). Mówię o słuchawkach nausznych lub "wokółusznych" bo dokanałowych nie toleruję ;)

Jeżeli zaś chodzi o wykończenie to tu już raczej dużo zależy od klasy słuchawek i producenta. W tańszych faktycznie bezpieczniejszy może być materiał bo tym segmencie rolę "skóry" często pełni jakaś czarna folia i tu również przykładem mogą być HD 202 gdzie faktycznie uszy się pocą, a "skóra" po jakimś czasie pęka i się łuszczy. Im jednak słuchawki droższe tym zwykle (choć nie zawsze) problem ten jest mniejszy.

Opisywane TDK WR700 testowałem przez 1,5 miesiąca, muzyki czasami słuchałem nawet po 6-8 godzin dziennie, w tym bez przerw przez ponad 2 godziny na pewno (dokładnie nie wiem - szczęśliwi czasu nie liczą ;) i o dziwo problemów z poceniem się uszu nie było. Na pewno jest to po części wynik konstrukcji - nie są to słuchawki okalające małżowiny, tylko nauszne więc nie ma blokady dla powietrza. Inna sprawa, że nie mamy teraz upałów. Niemniej jednak jak to wypada w dłuższym okresie nie wiem...

Kaworu  17.12.2011 11:42 #5

@Krogulec: Oh ja nie napisałem, że robisz jakiś straszny błąd, czy w ogóle błąd, dlatego na wstępie jest małe wspomnienie, że chodzi o "czepianie się". A tekst uciąłem z założeniem, że ktokolwiek artykuł przeczyta, to już się połapie o ideę wypowiedzi.

A co do tego nieszczęsnego SBC, teoretycznie jak konwertujesz coś ze stratnego formatu na stratny to mogą wystąpić słyszalne przekłamania. I to znów jest coś z czym się nie spotkałem (zakładając odpowiedni bitrate), ale tu moje doświadczenie jest limitowane do zabaw z robieniem ogg z mp3.
W każdym razie "the bottom line is": słuchawki BT nie będą miały problemu ze zniekształceniami powodowanymi przez SBC tak długo jak urządzenie, które im dźwięk wysyła używa wystarczającego bitrate.

OlaOla (niezalogowany) 18.12.2011 18:49 #6

Kupiłam dzisiaj takie chłopakowi pod Choinkę =)
Mam nadzieję, że mu się spodobają ale wyglądają ślicznie! :*

OlaOla (niezalogowany) 18.12.2011 19:38 #7

I jeszcze buziaki dla Krogulca za pomysł na fajny prezent :*
Wesołych Świąt wszystkim!!!

Xyrcon REDAKCJA 19.12.2011 10:32 #8

Ja się tym razem z Leszkiem nie zgadzam. Słuchawki wydają mi się zupełnie niemuzyczne i spadają mi z głowy. 6/10 maksymalnie ;)

torello  31.12.2011 18:29 #9

wielkie dzięki za ten artykuł: dobrze zrobiony, fajnie się czyta, super ilustracje. Mam już chrapkę na ten sprzęt. Jeszcze tylko szukam najtańszej oferty (mieszkam w UK). Ceny kończą się na 170 GBP. Najtańsza do tej pory znaleziona oferta to 57. Wszystkiego dobrego w Nowym A.D. 2012 dla Autora recenzji, wszystkich pracowników i współpracowników portalu DP oraz uzerów! Dosiego roku!

Jany  02.01.2012 01:16 #10

Za 300zł kupiłem HD555 jakiś czas temu.

Antar, (niezalogowany) 02.01.2012 17:31 #11

Dzikuje za POMINIĘCIE mego komentarza. Ponad 25 lat pracuję w zawodzie Elektronika więc cóż ja się znam na akustyce sprzętu!
Szkoda więc tracić czas na takie stronnicze fora.
Pozdrawiam mimo tego.

Krogulec REDAKCJA 02.01.2012 17:35 #12

@Antar,: Zamiast się pieklić może najpierw sprawdź pod którym materiałem go dodawałeś: http://www.dobreprogramy.pl/SteelSeries-Diablo-III-piekielnie-dobry-headset,Lab,...

torello  07.01.2012 14:56 #13

@Antar,
he,he,he - ale wtopę zaliczyłeś :D
ja tez używam starych (jescze z XX wieku:) technics,RP-FT30... to juz prawie złom: wyświechtany, zdezelowany, poobijany, ale ten dzwięk, ta barwa, to przenoszenie mniodzio :D

ziman (niezalogowany) 20.01.2012 11:25 #14

Za 300zł to kupiłem HD 380 pro. Świetne słuchawki dla miłośników niskich dźwięków. Po podłączeniu ich do DAC'a Maya 5 mamy dodatkową przestrzeń i więcej wyższych, nie tracąc tym samym niskich. Naprawdę rewelacyjnie grają z Ipadem2. Z Galaxy $2 tak sobie, ale dzięki wysokiej impedancji zużywają mało prądu. Słuchawki świetnie grają z piecykami Yamaha. Słabo z Marantzami (juz na Kodzie lepiej).

poszukiwacz Armand (niezalogowany) 24.01.2012 11:19 #15

Chciałbym używać tych słuchawek do wykrywacza metali. Jaki jest czas opóźnienia sygnału, pomiędzy wejściem układu nadajnika, a sygnałem w słuchawkach?
Dodam, że każde opóźnienie sygnału, to w zastosowaniu z wykrywaczem metali, inne, błędne określenie umiejscowienie przedmiotu metalowego w gruncie.

Adseb (niezalogowany) 06.02.2012 16:23 #16

Ile mniej więcej godzin trzyma nadajnik a ile słuchawki?

Krogulec REDAKCJA 11.02.2012 01:48 #17

@Adseb: Wszystko jest napisane w recenzji:

"Według producenta, WR700 umożliwiają słuchanie muzyki aż przez 40 godzin, czyli 5-krotnie dłużej niż analogiczne słuchawki Bluetooth np. Creative'a czy Sennheiser'a. Kilkukrotnie próbowałem to zmierzyć, ale grają naprawdę tak długo, że nie sposób się przy tym nie pogubić w obliczeniach. Z całą pewnością w tych 40 godzinach wielkiej przesady jednak nie ma."

Słuchawki i nadajnik trzymają mniej więcej tyle samo (różnica jest około godziny).

maniek992 (niezalogowany) 17.02.2012 13:13 #18

niuch, niuch, niuch...
dobre, więcej takich tematów o słuchafonach proszę
;]

Kot-ek  26.03.2012 22:40 #19

"TDK WR700 łączą obie te koncepcje" - Bluetooth i radio, czy to oznacza, że zalety Bluetooth (np. obsługę wielu urządzeń bez manualnych przepięć) łączy z jakością radia? Czy można nadajnik Kleer wpiąć do amplitunera, ale np. na szybko odebrać połączenie w telefonie? Czy raczej parowanie Bluetooth to teraz pasowanie jack'a... :P

rr_rr (niezalogowany) 18.10.2012 22:02 #20

mam zamiar je kupi i sparowc transmiter z rs180 (z ktorymi si nie rozstaje)

t2 (niezalogowany) 28.10.2012 22:40 #21

To jedyne słuchawki z nadajnikiem na baterie. A do wykrywacz metali jak znalazł. Testowalem transmiter fm i małe radyjko ale dźwięk był jak z dupy... Nie widzę innego rozwiązania jak te słuchawki. Nadajniki bluetooth są drogie i nie są mobilne. Trzeba by im podać osobne zasilanie a to już rzeźba.

Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.