r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Twórca popularnego silnika gier porzuca Linuksa, nazywa go „systemem Frankensteina”

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Silnik C4 rozwijany jest przez firmę Terathon już od ponad dziesięciu lat i przez ten czas znalazł zastosowanie w przynajmniej kilkudziesięciu grach. Ceniony był przede wszystkim wśród tych, którzy tworzyli tytuły wieloplatformowe – wykorzystywał OpenGL, działał na Windows, OS X, Linuksie, a od niedawna też na Playstation 4. Z Linuksem jednak już koniec. Zirytowani deweloperzy silnika ogłosili, że z Pingwinem nie będą się już więcej bawić.

To policzek w twarz dla wielu entuzjastów Linuksa, z zachwytem spoglądających na rosnącą liczbę gier przygotowywanych na ten system i udostępnianych przede wszystkim przez platformę Steam. Eric Lengyel, główny programista Terathon Software, mówi wprost – Linux to system Frankensteina, pozlepiany z niedopasowanych do siebie ledwie działających części o fatalnym poziomie niezawodności i niewielkich perspektywach na ulepszenie. Pod względem architektury znacząco ustępuje i Windows i OS X, a praca z nim jest tylko marnowaniem czasu i pieniędzy – poczynione w rozwój oprogramowania dla tego systemu inwestycje praktycznie się nie zwracają.

Dlatego właśnie od wersji 4.2 silnika C4 wsparcia dla Linuksa już nie będzie. Posiadacze licencji mogą oczywiście wykorzystać jego starsze wersje w tworzeniu gier i aplikacji na ten system, ale nie mogą uzyskanego kodu wynikowego udostępniać innym. Lengyel zapewnił przy tym, że na pewno nie zrezygnuje ze wsparcia dla systemu operacyjnego Maków, pozostawił sobie też furtkę dla SteamOS-a: być może nowe wersje C4 będą wspierały linuksowy system Valve (jeśli ten okaże się sukcesem), ale nie będą działały na innych linuksowych dystrybucjach (choć nie wiadomo, dlaczego – ostatecznie SteamOS jest niczym innym, jak spreparowanym przez Valve Debianem).

r   e   k   l   a   m   a

Ostre słowa dewelopera znalazły uznanie. Pojawiły się głosy, że Linux zawiódł fanów systemów uniksopodobnych dawno temu, że organizacje takie jak Free Software Foundation stały się kółkami wzajemnej adoracji, którym bardziej zależy na ideologii czy blokowaniu wpływów ludzi z zewnątrz, niż tworzeniu dobrego oprogramowania.

Nie zabrakło jednak też niezadowolonych, twierdzących że licencję kupili właśnie ze względu na wsparcie dla Linuksa, a w szczególności krytykujących decyzję o zakazie udostępniania linuksowego kodu innym zespołom. Lengyelowi zarzucono wręcz brak profesjonalizmu, jakąś osobistę zemstę, wywołaną tym, że mu Ubuntu nie działało tak, jak miało działać. W końcu jeśli z perspektywy programisty Linux jest tak zły, że trzeba skończyć ze wsparciem dla niego, to jak można z podniesionym czołem deklarować utrzymanie wsparcia dla OS X-a, z jego przestarzałymi sterownikami OpenGL i kiepskimi GPU w większości Maków?

Czas pokaże, czy Terathon Software da się przekonać przynajmniej do zgody na tworzenie wspierających Linuksa łatek do C4 przez samą społeczność. Z dyskusji wynika jednak jedna ciekawa rzecz – to nie sam Linux okazał się problemem, ale rzekome problemy z instalacją systemu i konfiguracją środowiska pracy. Wygląda na to, że mało kto chce w ogóle bawić się w instalację systemu operacyjnego. Kupując komputer z Windows, dostajemy działające Windows, kupując Maka dostajemy działające OS X, a kupując komputer z Linuksem… nie, zwykle nie kupujemy komputera z Linuksem.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.