r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

W Niemczech Facebook znów popadł w niełaskę

Strona główna Aktualności

Ilse Aigner, niemiecka minister rolnictwa, polityki żywnościowej i ochrony konsumentów, przestrzega swoich kolegów z Bundestagu przed wykorzystywaniem Facebooka do promocji pracy.

Aigner od lat krytykuje Facebooka za politykę ochrony prywatności użytkowników, a rok temu na znak protestu usunęła swoje konto. Der Spiegel dotarł do listu wewnętrznego do ministrów, w którym Aigner zwraca szczególną uwagę na wątpliwe bezpieczeństwo danych umieszczanych na Facebooku i niezgodność polityki bezpieczeństwa z niemieckim prawem. Po przeprowadzeniu wnikliwej analizy prawnej Aigner wywnioskowała, że kluczowe jest, żeby na oficjalnych stronach Bundestagu nie umieszczać przycisku kierującego na Facebook. Minister zaleca również unikanie zakładania stron (fanpage). Według Aigner członkowie parlamentu powinni świecić przykładem i z należytą uwagą traktować ochronę danych i jako pierwsi odejść od popularnego portalu społecznościowego.

Obawy ministerstwa nie ograniczają się do członków parlamentu. Aigner przestrzega przed Facebookiem również prywatne przedsiębiorstwa. W liście minister powołuje się na badania, które ujawniły, że Facebook magazynuje informacje o odwiedzinach stron posiadających przycisk „Lubię to!”, nawet jeśli przeglądający nie jest zarejestrowany na portalu społecznościowym. Te dane pozwalają na stworzenie szczegółowego profilu internauty, choć Facebook utrzymuje, że dla osób nie posiadających konta takich profili nie tworzy.

r   e   k   l   a   m   a

Ministerstwo używa takich samych argumentów, jak Biuro Komisarza ds. Ochrony Danych w Szlezwiku-Holsztynie, które zleciło właścicielom stron hostowanych na terenie landu usunięcie z nich wtyczki z przyciskiem „Lubię to!” do końca września. Minister Aigner ma zamiar złożyć wizytę w siedzibie Facebooka, aby przedyskutować brak poszanowania dla zapisów w niemieckim i europejskim prawie o ochronie prywatności i danych osobowych. Zeszłotygodniowa wizyta Richarda Allana, kierownika do spraw polityki publicznej w Europie, zaowocowała co prawda podpisaniem kodeksu postępowania, który ma ochronić dane niemieckich użytkowników, ale na razie nie wiadomo jaki wpływ będzie miała umowa na rozwój sytuacji przycisku „Lubię to!”. Kodeks, nawet jeśli Facebook będzie go skrupulatnie przestrzegać, nie gwarantuje, że niemieckie władze przestaną brać serwis społecznościowy na celownik.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.