r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Wstępniak na nowy tydzień: smartzegarki – przestarzałe w momencie powstania?

Strona główna AktualnościDOBREPROGRAMY

Mania bystrych zegarków (czy też jak to z angielska mówią, smartwatchy) trwa w najlepsze. W Nowym Jorku mogłem zobaczyć dziennikarzy amerykańskich mediów, którzy z lubością dodali bystry zegarek do zbioru dźwiganych na sobie urządzeń, przełączając się między MacBookiem, iPadem, iPhonem i Apple Watchem. Ale oczywiście nie tylko sprzęt Apple jest w smartzegarkowym obiegu, gadżety innych firm też dało się dostrzec, a ich właściciele, niczym szpiedzy z krainy Deszczowców z dumą potrząsali nadgarstkami w charakterystycznym geście aktywacji – bo przecież z uśpionego smartzegarka godziny nie odczytasz. Oczywiście też nie tylko w Imperium Dobra takie rzeczy się dzieją, także i u nas, między Odrą a Bugiem nowe modne gadżety się sprzedają, niektórzy nawet gotowi są jechać po nie do sąsiednich krajów, by mieć je przed wprowadzeniem do oficjalnej sprzedaży. A przecież jeszcze kilka lat temu o żadnych smartzegarkach nikt nie słyszał. Były co prawda zwykłe elektroniczne zegarki z różnymi śmiesznymi funkcjami, noszone przez garstkę nerdów o złym guście, ale nie traktowano tego poważnie. A jak będzie w przyszłości?

Smartzegarki jako klasa urządzeń pojawiły się w bardzo kłopotliwym czasie. Ich zaistnienie stało się możliwe dzięki postępowi w konstruowaniu wydajnych układów typu System-on-a-Chip – procesor napędzający Apple Watch jest wydajniejszy, niż procesory montowane w pierwszych smartfonach z Androidem. Jednak w pozostałych kwestiach niewiele się zmieniło, w szczególności uwiązani pozostaliśmy do akumulatorów litowo-jonowych i metod łączności bezprzewodowej niekoniecznie przystosowanych do urządzeń, które powinny być energooszczędne. Stąd też główna wada tego sprzętu, kiepski czas pracy na zasilaniu akumulatorowym, dla niektórych modeli nie przekraczający kilkunastu godzin.

Ale to nie słabe akumulatory będą końcem smartzegarków, tylko ich zła lokalizacja na ludzkim ciele. Przypomnijmy sobie genezę tego sprzętu. Pierwsze smartzegarki wyrosły z pierwszych bystrych opasek fitness, które zaczęły pojawiać się na rynku około 2012 roku, często jako owoc crowdfoundingu na Kickstarterze. Obietnica była śmiała – dotychczasowy niewygodny sprzęt monitorujący dla sportowców miał zostać zastąpiony lekką bransoletką na nadgarstku, obudowaną sensorami pozwalającymi mierzyć fizjologiczne parametry podczas wysiłku. Tych fitness-opasek zrobiło się szybko całkiem sporo, a dziś są całkiem dobrze sobie radzącą niezależną kategorią sprzętu. Dobrze sobie radzącą przynajmniej od strony biznesowej. Jeśli chodzi bowiem o ich realną wartość, to jest bardzo słabo.

r   e   k   l   a   m   a

Rok temu redaktorzy CNET-u zrobili porównawczy test kilku takich opasek z wykorzystaniem ruchomej bieżni… i porządnego, medycznego sprzętu do EKG. Wyniki były tragiczne – okazało się, że te opaski nadają się w najlepszym razie do mierzenia tętna u osoby niećwiczącej, błędy pomiaru nie przekraczają wówczas 10%. Podczas bardziej intensywnych ćwiczeń odchylenia od wyników pomiaru EKG przekraczały jednak 57%. Jedynie te urządzenia, które wykorzystywały sensory umieszczane na palcu lub na piersi, przedstawiały wyniki porównywalne z wynikami EKG.

Jak to się dziś mówi, „zaorane”. W czym jednak problem, że sensory umieszczone na nadgarstku tak bardzo się spisały, niezależnie od modelu fitnessowej opaski? Nie jest to sprzętu wina, lecz anatomii: z nadgarstka trudno sczytać sygnały. Cienkie naczynia krwionośne, powoli doprowadzające krew do dłoni, różnice w kolorze skóry i owłosieniu, do tego ewentualne problemy z tatuażami, które ostatnio okazały się trudnym orzechem do zgryzienia dla zegarka Apple Watch. Nie na nadgarstku to całe elektroniczne sensorium powinno być ulokowane w przypadku urządzeń mających monitorować sygnały fizjologiczne ciała.

Jeśli nie na nadgarstku, to gdzie? Jest miejsce znacznie lepsze – ucho. Umieszczone za małżowiną uszną, czy jako słuchawka w środku ucha sensory potrafią zmierzyć tętno z dokładnością bliską medycznemu EKG, określić poprawnie temperaturę ciała, a nawet zostać wykorzystane do sczytania z pewną dokładnością aktywności mózgu. Przede wszystkim zaś mogą być praktycznie niewidoczne dla osób postronnych, a nie rzucać się w oczy swoją brzydotą, jak to robi smartzegarek Apple'a. Pierwsze takie rozwiązania już się pojawiają. Pierwsza była chyba firma SMS Audio, która we współpracy z Intelem zaoferowała słuchawki BioSport z wbudowanym czujnikiem tętna. Najbardziej spektakularne są jednak słuchawki Dash firmy Bragi, które mierzyć mają nie tylko kardio, ale też temperaturę, nasycenie krwi tlenem i ilość spalonych kalorii – wszystko to bez jakichkolwiek kabli, konieczności łączenia ze smartfonem czy codziennego ładowania. W porównaniu z takim niemal niewidzialnym sprzętem, smartzegarki stają się po prostu wymuszonym przez marketing produktem, przestarzałym już w momencie swojego wejścia na rynek.

Można oczywiście bronić smartzegarków, że przecież dają nam dodatkowy ekranik, pozwalający lepiej rozpraszać uwagę powiadomieniami o tym, że dostaliśmy e-maila – i faktycznie, trudno z tym się spierać, tyle że już pojawiło się kilka interesujących propozycji bystrych tatuaży, których nie musielibyśmy codziennie ładować, zasilanie czerpałyby z naszego potu (choćby podczas codziennego treningu). Dla tych, którzy boją się igły, mogłyby być nalepiane na skórę, tak jak to jest w wypadku „tatuaży” dla dzieci. O stanie prac nad takimi rozwiązaniami poczytać można np. na stronie prof. Josepha Wanga, specjalisty od nanobioelektroniki z Jacobs School of Engineering.

Pierwszy iPod trafił na rynek pod koniec 2001 roku. Ostatnie iPody pojawiły się w 2012 roku – można powiedzieć, że rządziły przez dekadę. Czy Apple Watch zdoła przetrwać choć połowę tego okresu? Myślę, że nawet mniej. Dwa-trzy lata i ten cały bystry sprzęt zakładany na nadgarstek zostanie wyparty przez urządzenia douszne czy zauszne, dyskretniejsze, sprawniej współpracujące ze smartfonami i odporniejsze na zderzenia ze światem fizycznym. W końcu dzisiejsze smartzegarki są mniej odporne na wstrząsy, niż klasyczne zegarki mechaniczne, korzystające z wynalezionego 70 lat temu mechanizmu Incabloc. Ale takie to już bywają pokrętne drogi postępu technicznego, w którym nowsze nie zawsze znaczy lepsze, a regresje bywają nieuniknione.

Tyle jeśli chodzi o smart-zegarki, a co z naszym portalem? Na pewno wydarzeniem tego tygodnia jest premiera Wiedźmina 3, będącego chyba najbardziej wyczekiwaną grą roku – i u nas znajdzie ona też odpowiednią oprawę swojej premiery. Ale nie tylko Wiedźminem będziemy żyć. Przyjrzymy się też perspektywom lubianego jeszcze niedawno pixel-artu, przetestujemy kilka nowych urządzeń (w tym bardzo szybkie dyski SSD i bardzo ładne routery) i spróbujemy poszukać Obcych w tym wielkim Wszechświecie. Do tego oczywiście newsy i nasze stałe programy wideo. Zapraszam!

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.