r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Wstępniak na nowy tydzień: swoją pracą programiści sami skazują się na bezrobocie?

Strona główna AktualnościDOBREPROGRAMY

Jak do tej pory straszący masowym bezrobociem, mającym być konsekwencją postępu w dziedzinie robotyki i idącej za tym automatyzacji pracy, skupiali się na tzw. niebieskich kołnierzykach, po naszemu proletariacie. I trudno się nie zgodzić z ich argumentami, że roboty w wielu zawodach wykonywanych dziś przez ludzi będą o wiele wydajniejsze od ludzkich pracowników. Może nie chodzi tu jeszcze o mechaników samochodowych czy glazurkarzy, ale już praca takich kasjerek czy kierowców jest poważnie zagrożona. Francuskie restauracje McDonald's zaczęły np. wprowadzać automatyczne kioski do wydawania prawie-żywności (fast-food), na razie jako wsparcie dla ludzkich pracowników, a zarazem sposób na obniżenie wynikających z wysokiej płacy minimalnej kosztów pracy. Zautomatyzowany kiosk wydający żywność nie jest objęty żadną płacą minimalną. Google otwarcie mówi, że chce automatycznych taksówek na bazie ich koncepcyjnego Cara, a rosyjski Kamaz chwali się pracami nad automatyczną ciężarówką. A co z zawodami niezwiązanymi z pracą fizyczną? Czy programiści – królowie współczesnego rynku pracy mogą czuć się bezpiecznie? Coraz częściej zaczyna się mówić, że i to zajęcie może w niedalekiej przyszłości być dotknięte strukturalnym bezrobociem.

Jeśli przeglądacie czasem amerykańskie media, szczególnie te o liberalnym (w amerykańskim sensie) odchyleniu, zauważyliście pewnie, że często mówi się tam o masowej nauce programowania jako metodzie, dzięki której młode pokolenie z łatwością wejdzie na rynek pracy i znajdzie dobrze płatne zajęcia. Czasem nawet trafiają się chwytające za serce historie o bezdomnych, którzy dzięki temu, że nauczyli się w miesiąc JavaScriptu, zdołali napisać mobilną aplikację i dzięki niej zakończyć swoją poniewierkę. Umiejętność programowania porównywana jest do umiejętności czytania i pisania, a piewcy programowalnego świata zapewniają, że programistyczni analfabeci skazani są na społeczne i zawodowe wykluczenie.

Pomija się przy tym oczywiście zróżnicowanie inteligencji algebraicznej, umiejętności skupienia czy zainteresowań wśród tych wszystkich kształconych na siłę w programowaniu. Wprowadzanie na rynek pracy ludzi, którzy zaliczyli jakiś kurs Pythona czy innego Visual Basica ma być odpowiedzią na zapotrzebowanie rynku, przejawiające się choćby w dysproporcji między zarobkami deweloperów a pozostałych pracowników. Z ostatnich badań firmy analitycznej CompTIA wynikać ma, że w USA średnia płaca ludzi pracujących w branży „technologicznej” jest ponad dwukrotnie wyższa, niż średnia dla pracowników pozostałych działów gospodarki. Nic tylko się specjalizować, programować, zdobywać kolejne certyfikaty – i zarabiać coraz więcej.

r   e   k   l   a   m   a

Na głowy apologetów programowania jako recepty na wszystko wylano ostatnio kubeł bardzo zimnej wody, w postaci pracy Robots are us: Some economics of human replacement, autorstwa ekonomistów z Boston University. Przyjrzeli się oni bliżej temu, co dzieje się z rynkiem pracy pod wpływem doświadczanego obecnie postępu technicznego w dziedzinie sprytnych maszyn – dostrzegając, że gospodarka Zachodu wchodzi w nowy typ cyklu koniunkturalnego, który przyspiesza wytwarzanie nowych produktów i nowego kodu do takiego tempa, że podaż zaczyna przerastać popyt, a sposobem na minimalizację skutków kryzysu dla inwestorów ma być znalezienie sposobów, jak pozbyć się zapotrzebowania na tych kosztownych ludzkich ekspertów. I to się właśnie dzieje.

Obecnie jesteśmy na początku cyklu, i faktycznie, zapotrzebowanie na umiejących programować kod jest bardzo wysokie, serwisy typu Pracuj.pl pełne są atrakcyjnych ofert. Badacze zauważają jednak, że wraz ze wzrostem liczby programistów, generowane jest coraz więcej kodu – a część tego kodu idzie w ulepszenie sprytnych maszyn, tak by mogły się zająć nowymi dziedzinami, lub osiągnęły nieopłacalną do dalszego doskonalenia perfekcji w tym co już robią. Tak np. stało się w dziedzinie komputerów szachowych. Współczesne oprogramowanie z łatwością pokonuje arcymistrzów, istniejący już kod sprawia, że praktycznie nie ma potrzeby zatrudniać nowych programistów, którzy zajęliby się jego doskonaleniem.

W ten sposób sama praca programistów prowadzi do uczynienia pracy programistów w przyszłości bardziej zbędną. Akumulacja kodu prowadzi do sytuacji, w której deweloperzy muszą konkurować nie tylko z obecnie powstającym kodem, ale i tym, co napisano w przeszłości. Kod przecież nie gnije, a w wielu dziedzinach przemysłu uważa się, że to co działa, tego lepiej nie ruszać. Sytuację, zdaniem autorów pracy pogarszać ma upowszechnianie się opensource'owych licencji, które sprawiają, że raz napisany kod staje się dostępny dla wszystkich. W takim środowisku, odpowiednio sprytne maszyny, posiadające dostęp do bibliotek kodu nieogarnialnych przez człowieka, są w stanie w rutynowym programowaniu pokonać praktycznie każdego ludzkiego programistę – tak jak robią to dziś komputery szachowe w szachach, czy sztuczna inteligencja Watson firmy IBM w ekspertyzach prawnych. Konkluzją pracy jest to, że taki cykl prowadzi do sytuacji, w której gotowego kodu jest pełno, kapitału jest mało, wszyscy mają pracę, ale nikt nie zarabia zbyt wiele.

To zaś sprawia, że i zapotrzebowanie na kosztowne gadżety znacząco spadnie – w końcu ci wszyscy programiści, którzy przekwalifikowali się na nauczanie małych dzieci matematyki (bo duże mogą uczyć się już same z komputera) nie zarobią nawet połowy tego, co zarabiali jako korporacyjni deweloperzy Javy czy .NET-u. Mniejszy popyt to mniejsza akumulacja kapitału, a to oznacza, że nie bardzo z czego jest napędzić nową, wzrostową fazę cyklu koniunktury.

Czy realizacja takiego scenariusza jest możliwa? Jeśli ktoś spotkał się z programowaniem dla biznesu czy webdeweloperką, musi przyznać, że zdecydowana większość potrzeb klientów jest bardzo standardowa. Niewiele jest kreatywności w pisaniu kolejnej aplikacji zliczającej wydajność pracy pracowników call-center, czy kolejnej korporacyjnej witryny, gotowe opensource'owe biblioteki pozwalają oszczędzić sobie wiele pracy. A co powiecie na taki thegrid.io, sztuczną inteligencję do projektowania witryn WWW? Przedstawione efekty jej pracy, moim skromnym zdaniem, są znacznie lepsze, niż to co robi dziś wielu ludzkich projektantów – nawet lepiej kadruje fotografie niż większość ludzi. Innym przykładem może być upiornie wysokopoziomowy Wolfram Language: język, pozwalający zastąpić cały zespół deweloperów jednym bardzo bystrym ekspertem od symbolicznego programowania, który wykorzysta wbudowaną w niego wiedzę i algorytmy do rozwiązywania realnych problemów naukowych, biznesowych czy inżynierskich.

Złośliwcy mówią czasem, że ci, którzy zostaną pozbawieni pracy, powinni zacząć ćwiczyć smażenie frytek czy obracanie hamburgerów, sugerując, że jest praca w McDonald's. To oczywiście bzdura, serwujące prawie-posiłki jadłodajnie zostaną zautomatyzowane wcześniej niż programiści. Gdzie jednak szukać zajęcia w tym nowym świecie permanentnego kryzysu? W tym świecie tanich robotów prosperować mają przede wszystkim ci, których zajęcia niewiele z robotami mają wspólnego. Ludzki lokaj czy pokojówka, masażysta, fryzjer czy osobisty trener, wszyscy ci, dla których esencją ich zajęcia są relacje międzyludzkie – nie powinni się martwić. Może więc, jak zasugerował ostatnio na swoim blogu autor Dilberta, we współczesnych szkołach, zamiast jakichś naukowo-technicznych cudów, powinno się uczyć talentów międzyludzkich, dbania o swoją urodę i wdzięk?

Tymczasem zapraszam do kolejnego tygodnia z naszym portalem, na łamach którego, jak widzicie, staramy się pogodzić naukę i technikę z kwestiami ludzkimi.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.