r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Wulgaryzmy w pomocy technicznej Microsoftu – to wandale, a nie włamywacze

Strona główna AktualnościINTERNET

Pewnie nie raz zaglądaliście na witrynę oficjalnej pomocy technicznej Microsoftu. Dostępne na niej artykuły są pisane oryginalnie w języku angielskim, ale ktoś w Redmond wymyślił, że wspaniale by było, gdyby ludzie nie znający języka angielskiego też mogli sobie coś poczytać. Zamiast jednak zatrudniać ludzkich tłumaczy, zatrudniono maszynowy translator. Efekty bywają różne – więc by ulepszyć efekt końcowy, pozwolono społeczności na wprowadzanie poprawek za pomocą wbudowanych w system pomocy narzędzi. Niestety, jak to często bywa, w społeczności wandali nie brakuje, więc ktoś w końcu postarał się o to, by „ulepszyć” znajdujące się tam teksty. Czy po tej demonstracji słabości systemu Microsoft zmieni obecny model poprawiania tłumaczeń?

Dzisiaj rano otrzymaliśmy od jednego z naszych Czytelników pełne wulgaryzmów zrzuty ekranu z jednego z artykułów Pomocy technicznej Microsoftu, dotyczącego uprawnień systemu plików NTFS. Jakiś śmieszek z analnymi fiksacjami stwierdził najwyraźniej, że w ten sposób tekst będzie zabawniejszy: zgłosił swoje wersje „tłumaczeń”, a inni użytkownicy zagłosowali na te poprawki, sprawiając, że dynamicznie aktualizowana zawartość artykułu pokazała właśnie takie kwiatki.

Mariusz Kędziora, ewangelista Microsoftu, najwyraźniej nie był zachwycony. We wpisie na Wykopie skomentował sprawę następująco:

r   e   k   l   a   m   a
Tak to jest wierzyć w społeczność i dać narzędzia do tego, aby społeczność pomogła innym (tym którzy nie znają angielskiego). To nie jest celowe ani przypadkowe działanie Microsoft - to ktoś sobie robi (głupie) żarty, bo daliśmy ludziom możliwość wspierania tłumaczeń.

Każdy może zgłosić swoją propozycję tłumaczenia i jeśli dostanie ona odpowiednią liczbę głosów akceptujących (ze społeczności) to pojawia się automatycznie.

Tłumaczenie już poprawiłem i usunąłem. Fajnie się było pośmiać, ale to wcale nie pomaga i pokazuje tylko, że część (na szczęście mniejszość) społeczności w Polsce jeszcze nie dorosła do tego, aby odpowiedzialnie korzystać z takich narzędzi. A później jest zdziwienie, że firmy nie chcą w pierwszej kolejności wprowadzać czegoś do Polski...

PS. Ja nadal wierzę w społeczność i to, że większość jest normalna i wspierająca takie narzędzia, a to tylko wybryk mniejszości.

Zrzucać jednak winę w całości na polskich śmieszków nie sposób. Zaskakuje nas brak jakiekolwiek moderacji działania takiego mechanizmu, proszący się wręcz o więcej takich wygłupów. To fakt – tłumaczenia maszynowe są bardzo kiepskie, i to nie tylko w wersji polskiej. Wsparciu ze strony niezależnych tłumaczy powinien jednak towarzyszyć choćby mechanizm automatycznego wychwytywania wulgaryzmów, bo przecież jaki Internet jest, każdy widzi. I to nie dotyczy wyłącznie polskiego Internetu – wbrew temu, co pan Kędziora napisał, wulgarne żarty i żarciki, często organizowane przez ludzi związanych z forami obrazkowymi, przydarzają się praktycznie wszędzie.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.