r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Wychwalane przez Qualcomma LTE-U zakłóci działanie sieci Wi-Fi? Eksperci są podzieleni

Strona główna AktualnościSPRZĘT

Liczba urządzeń bezprzewodowo się ze sobą komunikujących stale rośnie, a z jakiegoś powodu dostępne pasma radiowe nie są zrobione z gumy i coraz trudniej pomieścić w nich niezbędną przepustowość. W 2013 roku Qualcomm ogłosił, że w bliskiej przyszłości sieci bezprzewodowe będą musiały zapewnić tysiąckrotnie większą pojemność niż dzisiaj – i by temu zaradzić, musimy zacząć szukać rozwiązań mniej konwencjonalnych. Wkrótce Qualcomm zaprezentował jedno z takich rozwiązań, LTE-U, pozwalające wykorzystać nieobjęte licencjami, aktualnie niewykorzystane pasma radiowe do komunikacji komórkowej.

Obecnie operatorzy działają w licencjonowanych blokach częstotliwości radiowych, o szerokości od 5 do 20 MHz. Dostęp do nich to sprawa skomplikowana przede wszystkim prawnie, praktycznie każde państwo ma swoją własną specyfikę i politykę w zakresie uwalniania częstotliwości i przekazywania ich operatorom telekomunikacyjnym. Jedno co wspólne, to bardzo wysokie koszty włączenia się w nowo uwolnione pasmo. Nic dziwnego więc, że pokazane przez Qualcomma LTE-U na tegorocznym Mobile Word Congress, wzbudziło ogromne zainteresowanie operatorów. Dzięki temu rozwiązaniu otrzymali łatwy dostęp do szerszego zakresu częstotliwości, przede wszystkim w paśmie 5 GHz, używanych przez sieci Wi-Fi.

Czy LTE-U nie spowoduje więc zakłóceń dla użytkowników Wi-Fi? Qualcomm zapewniał że nie, i nawet zdołał pokazać, ze dodanie punktów dostępowych LTE-U do gęsto zatłoczonych środowisk Wi-Fi prowadzi do zwiększenia łącznej przepustowości sieci. Zastąpienie nawet jednego punktu dostępowego Wi-Fi punktem LTE-U pozwalało odciążyć sieć Wi-Fi, dając szybszy transfer użytkownikom obu typów sieci. Rygorystyczne testy zgodności zagwarantować miały, że ci, którzy korzystają tylko z normalnego Wi-Fi, nie będą mieli przez LTE-U żadnych problemów. Sprawą zainteresowali się więc najwięksi, tacy jak T-Mobile, Ericsson, Huawei czy NTT DoCoMo, pokazując udane wyniki testów także poza laboratoriami. Sam zaś Qualcomm zapewnił, że jego wszystkie układy SoC będą LTE-U wspierały już w 2016 roku, a do tego czasu będzie starał się o pilotażowe wdrożenia na rynkach takich jak USA, Korea czy Chiny – dziś technologia ta obsługiwana jest przez Snapdragona 820 i modem X12 LTE.

r   e   k   l   a   m   a

Tyle zwolennicy tego rozwiązania, bo ma ono i przeciwników, którzy trochę zapewnieniom Qualcomma nie dowierzają. Stowarzyszenie branżowe Wi-Fi Alliance jako pierwsze wyraziło wątpliwości co do koegzystencji LTE-U z Wi-Fi 5 GHz. Zaczęto pytać, dlaczego w ogóle Qualcomm ze swoimi partnerami (szczególnie Ericssonem) działa w takim trybie, poza uznanymi ciałami standaryzacyjnymi, takimi jak IEEE czy 3GPP. W końcu doszło do niezależnych testów symulowanych urządzeń LTE-U. W jednym z nich, przeprowadzonym przez inżynierów Google, okazało się, że LTE-U drastycznie obniżyło przepustowość sieci Wi-Fi działających w tych samych częstotliwościach. Członek IEEE Craig Mathias stwierdził wówczas, że należało się tego spodziewać, gdyż LTE-U zagarnia eter szybciej, więc w gęstych od nadajników środowiskach będzie miało zły wpływ na wydajność sieci Wi-Fi.

Zdaniem krytyków własnościowego rozwiązania Qualcomma, problem tkwi w tym, że LTE-U nie przestrzega niepisanej etykiety dla nielicencjonowanych pasm radiowych, że nie zakłóca się innych nadajników. Zamiast za pomocą „grzecznościowego” protokołu Listen Before Talk, pozwalającego sprawdzić wcześniej, czy inni nie używają pasma, LTE-U korzysta z protokołu współisnienia z Wi-Fi o nazwie Duty Cycling, ustanawiającego okresy aktywności i pasywności przekaźnika LTE, w całości kontrolowane przez operatora. Oponenci tego rozwiązania uważają, że w żaden sposób nie zapewnia to uczciwego podziału czasu, uniknięcia zakłóceń Wi-Fi i nie pozwala na dopasowanie się do aktualnych warunków obciążenia sieci bezprzewodowych.

Sęk też w tym, że choć krytycy już tego nie mówią, badania ludzi z Google'a zostały zdyskredytowane przez inną grupę ekspertów, zauważających, że „symulowane LTE-U” generowało fale radiowe w niczym nie przypominające aktualnego kształtu fali LTE-U. Gdyby te same testy zostały przeprowadzone za pomocą realnego sprzętu, wyniki mogłyby być zupełnie inne. Krytycy nie wspominają też o tym, że LTE-U nie ma nic wspólnego z popularnym pasmem 2,4 GHz, a jedynie z 5 GHz, i to jedynie w jego części (tzw. zakresy UNII-1 i UNII-3). Co więcej, w aktualnej wersji Duty Cycling, w momencie gdy nadajnik LTE-U przestaje nadawać, nasłuchuje, sprawdzając liczbę dostępnych w otoczeniu punktów Wi-Fi i odpowiednio do tego dostosowuje swoją aktywność w następnym cyklu. Co więcej, przynajmniej w Europie LTE-U będzie musiało korzystać z wspomnianego algorytmu Listen Before Talk, w zgodzie z przygotowywanym na przyszły rok wydaniem 13 standardu 3GPP .

Jak widać, nie bardzo wiadomo, co z tym fantem zrobić. Obie strony mają swoje racje i swoich ekspertów, a rządowe regulacje tych kwestii nie dotyczą. W latach osiemdziesiątych, gdy powstawały pierwsze urządzenia korzystające z nieuregulowanych pasm radiowych nikt nie spodziewał się, że pasma te w przyszłości mogą zostać wykorzystane do świadczenia komercyjnych usług, nie mówiąc już o tym, że pasma te wypełni Internet Rzeczy, wypełniony rozmawiającymi ze sobą urządzeniami i sensorami. Wygląda więc na to, że na własnej skórze się dopiero przekonamy, czy faktycznie nowoczesne smartfony zakłócą nam nasze nowoczesne routery.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.