r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

YouTube zmienia politykę, utrudni życie graczom zarabiającym na filmikach

Strona główna AktualnościROZRYWKA

W ostatnim czasie masa materiałów wideo powiązanych z grami, opublikowanych w serwisie YouTube, stała się nagle niedostępna. Nie, nie chodzi o zapędy Nintendo, które chciało czerpać zyski z filmików przygotowywanych przez fanów, ale zmianę polityki samego serwisu. Trwają najwyraźniej przymiarki do mającego wejść w styczniu wielkiego sprawdzania tego, co kto wrzucił. Odbije się to na stanie portfela wielu.

Chodzi o regularne losowe przyglądanie się upublicznianym filmom. Ruch teoretycznie wymierzony jest między innymi w tych, którzy na szybko zgrywali fragmenty rozgrywki z najnowszych hitów i po ewentualnym dorzuceniu komentarza umieszczali je w sieci, licząc na zarobek z reklam w popularnych materiałach, ale przyniesie problemy też innym. Przed prześwietleniem nie uchroni bowiem nawet należenie do jakiejś sieci (typu Machinima), co do tej pory rozciągało nad kanapowymi producentami pewien parasol ochronny, gdyż w zamian za część zysków patron brał na siebie kwestię legalności filmów. Weryfikacja ma zajmować od kilku godzin do nawet dni, a im więcej projektów wideo YouTube nam zaakceptuje, tym rzadziej późnej będzie nas sprawdzać.

Oczywiście wiele zależy przy tym wszystkim także od twórców gier, którzy na różne sposoby podchodzą do kwestii tak zwanej monetyzacji materiałów przygotowanych na bazie swoich produkcji. Ci niezależni zazwyczaj tylko cieszą się, że ich dzieła są przybliżane w formie wideo szerszemu gronu odbiorców, nie mając problemu z tym, że ktoś na tym zarobi. Przykładowo jednak Microsoft czy Capcom już pozwalają na filmiki tylko nie z myślą o czerpania z nich zysków, podczas gdy SEGA w ogóle nie zezwala na wypuszczanie fragmentów rozgrywki w świat. W większości przypadków nagrania z gier były jednak w porządku, jeśli mocno je przetworzyliśmy (krótkie recenzje, przeglądy).

r   e   k   l   a   m   a

Poza dziwnym zabraniem się YouTube za filmiki już teraz, co zdziwiło tak Blizzarda, jak też wspomniany Capcom, nie ma na razie co siać paniki. Na początku roku zobaczymy, co faktycznie się pozmienia. Warto pamiętać, że serwis czerpie zyski z monetyzowanych materiałów, a wśród tych najpopularniejszych są przecież właśnie te pochodzące z gier. Najbardziej o swoje powinni bać się wrzucający na swe kanały po prostu pocięty na części zapis przechodzenia danego tytułu, co doprowadziło przecież do irytującego zjawiska oceniania projektów bez faktycznej styczności z nimi, z czym niejeden z nas się zetknął — szczególnie na forach internetowych i w komentarzach na stronach o grach. Z drugiej strony może wreszcie doczekamy się większej ilości bardziej profesjonalnie zmontowanych recenzji? W końcu opinie innych są ważne, gdy nie ma demek produkcji.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.