Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

["Przecieki"] Google Play N, Android Core i inne niespodzianki od Google

Coraz więcej czasu mija od wydania Nexusa 5, wsparcie dla starszych urządzeń od Google też się powoli kończy. Czy to odpowiedni moment, by wydać nową serię urządzeń, charakteryzującą się lepszymi specyfikacjami? Google sądzi że tak, ale na razie o tym nie mówi. Jak się okazuje, wyciekło kilka ciekawych informacji dotyczących nowych urządzeń, jak i aktualizacji dla Androida. I to dość ciekawych informacji...

Coś się kończy, coś zaczyna – marka Nexus zniknie?

Na to wygląda, ponieważ z niepotwierdzonych informacji wynika, że zostaną wydane 3 urządzenia – wszystkie z przedrostkiem „Google Play”:

  • Google Play N - czyli prawdopodobnie LG G3 po przemianach.
  • Google Play N Lite – również sprzęt od LG, ale słabszy, mimo to tak samo rozbudowany
  • Google Play N Tab – tablet (prawdopodobnie od HTC)

Oto pokrótce specyfikacja – oczywiście tylko ogólne informacje, bo tylko tyle zdołało wycieknąć. Warto wspomnieć, że niezależnie od szybkości CPU czy rozdzielczości aparatu, dodatki będą takie same – Wi-Fi, LTE (amerykański i europejski), GPS+Glonass, multum czujników, Bluetooth 4.0 (lub coś nowszego), NFC...

O ile N oraz N Tab to urządzenia dla zaawansowanych i/lub wymagających użytkowników, o tyle N Lite będzie przeznaczony na rynki rozwijające się i dla deweloperów optymalizujących aplikacje dla słabszych urządzeń. A cena tego ostatniego ma być znakomita – po przeliczeniu na „nasze” i dodanie kosztów ceł czy podatków, można szacować, że będzie to 300, góra 400zł. O ile Google Play pojawi się w Polsce.

Jednak wszystko zaczyna się robić ciekawsze po dłuższym przyjrzeniu się dokumentom. A będzie kilka naprawdę ciekawych funkcji, których nie widziałem w innych modelach.

„Szybszy” wyświetlacz

Fast Screen to nic innego jak ekran, który ma większą częstotliwość odświeżania. Zamiast 60Hz, będziemy mieli do dyspozycji 100 (albo 120 – to nie jest pewne) Hz. To nic innego jak przystosowanie się do rynku, gdzie pojawia się dużo dynamicznych gier lub filmów. Na zwykłych ekranach często obraz smuży się przy szybkich scenach, i zaczynają nas momentalnie boleć oczy. Z Fast Screenem problem występować nie będzie... ale trzeba też poczekać na twórców aplikacji, którzy swoje programy dostosują.

Wodoodporność

To chyba pierwszy raz, kiedy urządzenia od Google będą wodoodporne i kurzoodporne. Bo że są odporne na zarysowania, to już wiemy – Gorilla Glass i inne wynalazki. Wreszcie coś dla osób które używają swojego smartfona w aktywny sposób, podczas niecodziennych zadań. Co tu się dużo rozpisywać – czas pokaże

Hidden Camera™ i Fast Camera

Wodoodporność wymaga odpowiedniego podejścia do zakrycia wszelkich szczelin i dziurek. Google postanowiło wpaść na ciekawy pomysł niewidzialnej kamery. Jak to działa? To proste. Obudowa jest tak skonstruowana, aby kamera nie była widoczna z zewnątrz, ale nadal robiła zdjęcia. I to mowa o zdjęciach dobrej jakości, jak to na takie urządzenie przystało. Oczywiście nie zapomniano o kwestii prywatności – mała dioda koło obiektywu będzie wskazywać, że aplikacja aparatu (stockowa lub innego producenta) jest uruchomiona. Będzie też pulsować przy nagrywaniu filmów.

Ciekawie wygląda też kwestia Fast Camery. W przypadku, kiedy nagle pojawi się konieczność szybkiego zrobienia zdjęcia, wystarczy wcisnąć kombinację przycisków [latarka]+[aparat], a natychmiastowo zostanie nagrany film, nawet gdy ekran jest zablokowany na hasło. Kiedy wciśniemy "stop", będzie można zachować kilka udanych klatek, albo całe nagranie. Szczerze, tym Google mnie zachęca żeby kupić Nexusa :) Nieraz potrzebowałem uchwycić "chwile ulotne", ale zanim aplikacja aparatu z łaski się otworzyła, było już za późno...

USB bez wtyczek

Kolejna ciekawostka. Od teraz można powiedzieć że urządzenia Google będą posiadać podwójne ładowanie bezprzewodowe (czyżby? hmmm...). Jednakże nowo wprowadzony sposób będzie nie tylko umożliwiał zasilanie N'ek, ale też posłuży do transferu danych z komputerem czy podłączenia dodatkowych akcesoriów poprzez host USB. Wszystko nadal w celu wodoszczelności.

Przycisk latarki

Umieszczony na bocznej ściance, umożliwia włączenie diody LED/ksenonowej w dowolnym czasie. Tyle.

Brak audiojacka

Coś, co melomanom może się nie spodobać. Wejścia audio, czyli tak zwanego mini-jacka, NIE będzie. Nadal będą działać słuchawki na Bluetooth, ale aktualnie zwykłe przewodowe urządzenia są i tak najtańsze i najmniej zawodne. Mam nadzieję, że w sklepie Google Play pojawią się kompatybilne i dobrej jakości akcesoria w niskich cenach. Oraz że sklep pojawi się w Polsce.

Brak klasycznego przycisku zasilania

Niektórzy mogą puknąć się w głowę i powiedzieć mi, że w bambuko zrobić się nie dadzą. Ale chwila. W tym przypadku rolę przycisku zasilania przejmuje przycisk Google (w kształcie logo Google Play), więc telefon można dalej włączyć czy zablokować :) Więcej o tym tajemniczym „Google buttonie” opowiem za dłuższą chwilę.

Na koniec jeszcze podrzucam kilka szkiców od projektantów modelu N Lite (przód + bok + tył). Można tutaj zobaczyć, jak nowe funkcje wpływają na wizualny wygląd. Niestety, urządzenie nie zostało jeszcze wyprodukowane, nawet w testowym egzemplarzu. Deweloperzy pracują na gołych „płytach” (Evaluation Board). Dzięki nim, udało się przechwycić kilka screenów z nowego Androida. Który zapowiada się dość ciekawie. Pragnę jeszcze zastrzec, że wszystko co będę mówić, będzie polegać właśnie na analizie screenów. Niektóre są gorszej jakości, ale jak to mawiają, "lepszy rydz niż nic" :)

Android w nowej odsłonie, bardziej przyjazny początkującym

Widać doskonale, że tworząc nowe Google Play devices, starano się ułatwić życie osobom, które pierwszy raz mają je w rękach. Ba, niektórzy mogą mieć kontakt z pierwszym smartfonem w życiu. Dlatego Google kładzie nacisk właśnie na pierwsze wrażenie.

No i rzeczywiście pierwszy start pokazuje przewagę nowej wersji nad poprzednikami. Już kilka sekund po wciśnięciu przycisku zasilania, w obrębie jądra, uruchomi się kreator konfiguracji z nowymi funkcjami.

Przede wszystkim, wreszcie możemy wybrać czy instalować aplikacje Google, czy też może nasze urządzenie ma działać pod kontrolą czystego AOSP. Oczywiście zostaniemy ostrzeżeni, że ominięcie tego kroku znacznie ograniczy funkcjonalność systemu, i że na taki krok powinni się decydować tylko deweloperzy. Jak to ktoś kiedyś pisał w komentarzach, "kolejnym krokiem mogło by być wymuszenie możliwości używania czystego androida bez dodatków". Teraz się doczekał ;)

Pojawia się też nowy element personalizacji wyglądu. Mianowicie, możemy sobie wybrać ulubiony motyw kolorów. Domyślnie jest to pomarańcz i białe tła, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby każdego dnia mieć inny schemat. A Android zrobi to automatycznie za nas.

Na sam koniec, ujrzymy animację pokazującą nowości w Androidzie (względem wersji KitKat), po czym urządzenie się zresetuje.

Podczas uruchamiania można zauważyć również kilka diametralnych różnic. Przede wszystkim, na nowym ekranie można zauważyć logo Google Play i Androida, nazwę modelu i informację czy urządzenie jest odblokowane... napisaną w języku ojczystym.

Potem przywita nas standardowa animacja Androida (kto ma zainstalowane AOSP, albo posiada chińskie tablety sprzed 2-3 lat, ten pamięta...). Została jednak trochę zmieniona i w jej obrębie widoczne są teraz dość mocne przebłyski. Po tej "ceremonii otwarcia", osoby które wcześniej miały Androida z obojętności, „bo sprzedawca wcisnął”, będą zagubione. Bardzo zagubione.

Core - czyli o nowym UI

Tworząc nowego Androida starano się stworzyć interfejs, który jeszcze bardziej niż Holo będzie wydawać się jednolitą całością.

Po odblokowaniu urządzenia przez wciśnięcie przycisku Google, pojawi się nam estetyczny ekran blokady, który okazuje być się jednocześnie launcherem. Bowiem, jeśli spojrzymy na wskaźnik na dole, zauważymy że mamy do dyspozycji aż 5 ekranów, z czego jeden musi zawierać zegar. I tak jak w KitKacie, możemy tych ekranów mieć więcej, lub mniej.

Teraz czas na poznanie Gestów (Swipe). Pozwalają one wykonać kilka podstawowych akcji, można np.:

  • otworzyć listę aplikacji poprzez przesunięcie palcem z prawego dolnego rogu
  • otworzyć klawiaturę telefonu poprzez przesunięcie palcem nazwy operatora w dół ekranu (TYLKO z poziomu launchera)
  • powrócić do poprzedniego ekranu poprzez przesunięcie palcem z lewego dolnego rogu (odpowiednik przycisku Wstecz)

Elementy te wyglądają na integralną część Core, i większość z nich można wykonywać w każdej otwartej aplikacji. I w zależności od miejsca w systemie, w którym się obecnie znajdujemy, albo pokaże się od razu lista aplikacji zainstalowanych, lub tych ostatnio używanych. Wprowadzono także podział aplikacji na systemowe, i te które pobrał użytkownik. Metoda dodawania widżetów i skrótów na pulpity pozostanie zapewne taka sama.

Aplikacja telefonu natomiast została połączona z listą kontaktów, dzięki czemu wszystko znajduje się w jednym miejscu i działa bezbłędnie. Większych różnic w porównaniu do KitKata nie powinno być.

W dowolnym miejscu systemu możemy też wcisnąć przycisk Google ponownie, aby uruchomić program „Wyszukiwanie + Powiadomienia”. Brzydka wyszukiwarka z AOSP została zastąpiona namiastką Google Now – po wypowiedzeniu „Ok, Droid” możemy zadawać proste pytania lub rozkazy (na miarę obecnie dostępnego „Wybierania głosowego”).

Oczywiście, ze zdjęć wynika, że system w obecnej deweloperskiej wersji nie zawiera aplikacji Google, więc prawdopodobnie dopiero po ich instalacji będzie można normalnie mówić „Ok, Google”. Co ciekawe, możemy tymczasowo wyłączyć powiadomienia (tryb prezentacji?), a także przejrzeć ostatnio pokazane Toasty (skromne powiadomienia wyświetlane „od zarania dziejów” w dymkach na dole ekranu). Co warto zaznaczyć, od teraz lista powiadomień nie będzie dostępna poprzez „wysunięcie” jej z góry ekranu.

Właśnie, zapomniałbym o belce powiadomień. Trochę zmieniono kolejność elementów na niej - teraz wszystkie ikony znajdą się po lewej stronie, a zegar po prawej. Co prawda, żaden ze screenów nie mówi nic ciekawego na ten temat, ale zmiana jednak jest widoczna.

Ciekawostką jest nowe menu wyłączania telefonu, w którym umieszczono opcję nagrywania obrazu i robienia zrzutów ekranu.

Przejdźmy jeszcze na chwilę do listy preinstalowanych w AOSP aplikacji, ponieważ są widoczne pewne nowości lub odświeżone pozycje.

  • Domyślną przeglądarką jest Chromium, można było przypuszczać że się to stanie, skoro KitKat był huczną migracją ze „zwykłego” WebKita na rozwiązania Google.
  • Pojawił się menedżer plików, ale nic o nim nie wiadomo
  • Life Tools – prawdopodobnie aplikacja zegara/stopera itd. zostanie połączona z narzędziami do utrzymywania kondycji.
  • Office – po ikonie wnioskujmy, że będzie to okrojony QuickOffice
  • Multimedia – zarówno zmiana koloru ikony jak i nazwy, może sugerować jakieś zmiany. I dobrze, bo od czasów Androida 2.1 domyślny odtwarzacz się nie zmienił (a Google go olało, bo ma „swoje” Google Play Music)

"Najlepiej widzi się sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu"

I w przypadku nowego Androida sprawdza się to doskonale. Bowiem z nowości najbardziej zadowoleni będą ci, którzy tworzą programy, lub wyciskają ostatnie poty ze swoich urządzeń.

Wreszcie doceniono fakt, że użytkownicy pragną mieć pełną kontrolę nad systemem! Paradoksalne, ale jednak prawdziwe. W ustawieniach programistycznych można znaleźć teraz opcję pozwalającą na włączenie uprawnień roota na 3 stopniach - dla menedżera plików, dla ADB, i dla każdej możliwej operacji. Nie wiem jak będzie wyglądać sprawa bezpieczeństwa, i jak te zmiany potraktują producenci i operatorzy GSM, którzy celowo zasypują system syfem wszelkiej maści, ale jedno jest pewne - Android rozwija skrzydła wolności.

Poza tym daje się dostrzec jeszcze jedną rzecz. Prawdopodobnie ART, czyli szybszy runtime dla Androida, będzie tym domyślnym. Czy spowoduje to większą wydajność i energooszczędność - nie wiadomo.

Nowe okno informacji o systemie zostanie podzielone na dwie kategorie, co ma znaczenie praktyczne, jak i symboliczne (o czym później). Przede wszystkim, bez zaglądania do instrukcji, czy używania dodatkowych aplikacji z Google Play, poznamy podstawowe paramatry techniczne, jak procesor, RAM, pamięć dyskowa, funkcje aparatu itd.

Warto zauważyć jedną rzecz - jak dotąd, w tym miejscu znajdowała się pozycja "Wersja systemu Android". Teraz brzmi ona "Wersja rdzenia systemu Android", i po jej kilkukrotnym naciśnięciu, zobaczymy informacje o numerze kompilacji. Jak się okazuje, nie bez powodu następują takie zmiany.

Od teraz KERNEL i RDZEŃ SYSTEMU to dwie różne rzeczy. Każde urządzenie które ma certyfikat GMS od Google, będzie mieć 2-letnie wsparcie i automatyczne aktualizacje (dotyczy sprzętu wydanego po premierze nowych nie-Nexusów od Google). A jeśli producenci oleją kwestie sterowników, system będzie dalej działać poprawnie na ich starszych wersjach. Po dziś dzień niektóre starsze modele używają kerneli 2.6.29 i mają KitKata - da się, i to działa (co prawda średnio, ale działa).

Jest jednak jedna rzecz, która mnie zaniepokoiła, a mianowicie sam moduł aktualizacji systemu. Jeżeli naprawdę opcje restartu do recovery będą widoczne na wierzchu, to chyba Google liczy na to, że hakerzy nie będą tej luki wykorzystywać. Z drugiej strony może to być tylko funkcja dostępna po odblokowaniu bootloadera. Cieszy natomiast możliwość wyboru aktualizacji do zainstalowania. Od teraz możemy decydować, czy chcemy otrzymać tylko te dotyczące bezpieczeństwa, czy także nowe wersje Core.

A gdybym teraz powiedział, że aktualizacja Core to będzie kwestia podmiany JEDNEGO JEDYNEGO pliku? Tak, to prawda, a to z prostego powodu. Po prostu katalogi /system/app i /system/priv-app na partycji systemowej nie będą instnieć - dla zachowania wsparcia dla starych programów będą jednak umieszczone odpowiednie symlinki, dla niewtajemniczonych - przekierowania. Ciekawi mnie umieszczony na screenie terminal - czy skończy się konieczność pobierania Terminal Emulatora? ;)

Ostatnia rzecz, o której warto wspomnieć w sprawie nowego Androida, to funkcja o której można się dowiedzieć ze screena przedstawiającego... proces aktualizacji Nexusa 5 do nowego Androida. Mianowicie system ma posiadać CUPS i saned - a to oznacza pełne wsparcie dla przewodowych skanerów i drukarek. Szczerze, czułem pewien niedosyt po wydaniu KitKata (którego i tak się nie doczekałem, bo nie stać mnie na Nexusa). Wreszcie można będzie podłączyć starsze urządzenia i skorzystać z ich możliwości (nie są bowiem aż tak awaryjne, jak te "najnowsze" modele).

Złota kulo, kto otrzyma aktualizacje jako pierwszy?

Jak to zwykle bywa, gdy producent dodaje nowe modele do swojego portfolio, porzuca te najstarsze. Tymi będą niestety Nexus 4, Nexus 7 (2012) i Nexus 10. Jeżeli potwierdzi się plotka, jakoby Google wydało Core w czerwcu, to akurat powyższe urządzenia stracą swój okres wsparcia wynoszący (dla nich) 18 miesięcy.

Aktualne urządzenia z serii Google Play Edition trochę zmienią swoje nazwy.

Kończąc ten artykuł, mogę na pocieszenie dodać, że jeśli urządzenie otrzyma już Core (czyli pewnie tylko nowe urządzenia), to aktualizacje nie będą zależały od tego, czy urządzenie pochodzi od Google, czy też nie. Wczyscy równocześnie, pod warunkiem, że produkt przeszedł testy GMS. Oczywiście przez wspomniane 2 lata. 

sprzęt oprogramowanie urządzenia mobilne

Komentarze

0 nowych
Lawstorant   6 #1 01.04.2014 16:05

Ładnie i ciekawie napisane. W sumie jest tu pełno fajnych pomysłów. Niestety, gdyby rzeczywistość była taka piękna (Root i 2 lata aktualizacji...)

Ale mimo wszystko nie lubię prima aprilis

xomo_pl   20 #2 01.04.2014 17:10

ehhh prima aprilis jak nic...


a szkoda bo:

"Każde urządzenie które ma certyfikat GMS od Google, będzie mieć 2-letnie wsparcie i automatyczne aktualizacje (dotyczy sprzętu wydanego po premierze nowych nie-Nexusów od Google)"

byłoby ogromnym przełomem dla androida...