Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Afera taśmowa jako popis technicznej niekompetencji wszystkich zainteresowanych

O takich sprawach szumnie się mówi, że żyje nimi cała Polska. Tym razem nie jest to przesada. Afera taśmowa, a szczególnie wczorajsze odwiedziny agentów ABW w siedzibie redakcji tygodnika „Wprost”, przyćmiły nawet tegoroczny Mundial. Nie chcemy wypowiadać wyświechtanych komunałów na temat wolności słowa, wolności prasy, demokracji, tajemnicy dziennikarskiej, owoców zatrutego drzewa i tych wszystkich innych kwestii, którymi ekscytują się dziś media mainstreamowe. Nie sądzimy, byśmy mogli powiedzieć w tych kwestiach cokolwiek znaczącego, ani by miało to dla naszych Czytelników większe znaczenie. Mainstreamowe media pominęły w tej kwestii jednak wątek kluczowy dla sprawy, który z kolei dla nas, redaktorów wielkiego portalu poświęconego zagadnieniom IT, jest szczególnie znaczący. Dyskutując o aferze taśmowej pomija się zagadnienia techniczne, które przecież aferę tę, z jej kolejnymi epizodami, w ogóle umożliwiły.

Pomińmy już samą kwestię rozmów starszych i młodszych wiekiem polityków, którzy o delikatnych, ryzykownych dla swojego bezpieczeństwa i kariery sprawach rozpowiadali podczas przyjemnego spotkania w restauracji, znanej z tego, że jest wśród klasy politycznej znana.

Kwantowy upiór NSA tańszy niż nowy myśliwiec 5 generacji

Kilka dni temu, akurat gdy próbowałem zorientować się, który to rok mamy, media zachłysnęły się kolejną wieścią z archiwum Snowdena. Niewielki miałem wówczas dostęp do Sieci, by bliżej sprawdzić, o co chodzi – ale nagłówki z głównych stron brzmiały pysznie: TVN24 informowało, że NSA chce mieć komputer, który (sic!) złamie wszystko, a Onet nieco powściągliwiej pisał, że NSA pracuje nad komputerem łamiącym większość zabezpieczeń. Samo źródło tych rewelacji, amerykański Washington Post, wspominało o wyścigu mającym na celu stworzenie maszyny o lata świetlne wyprzedzającej te, które używają zer i jedynek. Wszystko jasne – NSA wzięło się za magię (by zacytować trzecie prawo Clarke'a: Każda wystarczająco zaawansowana technologia jest nieodróżnialna od magii). Z magią jednak ten problem, że pełno w niej szarlatanów, którzy nie tylko nie mają żadnych mistycznych, cudownych mocy, ale też nawet wcale nie dążą do jakichś magicznych celów – często chodzi im o zamaskowanie rzeczy bardzo przyziemnych. Jak więc czaruje NSA?

C+=, czyli ile feministek potrzeba do napisania języka programowania?

Ile feministek potrzeba do stworzenia języka programowania?

TO NIE MOŻE BYĆ ŚMIESZNE.

Życie w całkiem konserwatywnej i zdroworozsądkowej Polsce (przynajmniej na tle Zachodu, do którego polskie elity zawsze tak chciały nas dołączyć), nie przygotowuje człowieka zbytnio do zderzenia z kulturowymi osobliwościami, które z tego Zachodu płyną. A przecież zderzeń takich zaś ostatnio coraz więcej, Internet z którego korzystamy na co dzień jest przecież przesiąknięty wpływami anglosfery, a gdyby nie Twittery i Reddity, spora część polskich mediów nie miałaby o czym mówić i pisać.

Tym razem zderzenie z kategorii „WTF” dotyczy dobrze znanego programistom i użytkownikom opensource'owego oprogramowania serwisu GitHub. Dla niewtajemniczonych: GitHub umożliwia hostowanie zarówno otwartych, jak i zamkniętych projektów programistycznych, wykorzystujących system kontroli wersji git. Z serwisu korzysta dziś jakieś 6 mln projektów, jego operatorem jest zaś spółka z o.o. (to akurat fakt istotny dla dalszej narracji).

Bitcoiny nie pękają, bo ładnie się dzielą: coś o bańkach i rynkach

Mój redakcyjny kolega Tomek Bryja, w ostatnim newsie z wczoraj o przekroczeniu przez kurs bitcoina "magicznej" bariery tysiąca dolarów, porównał to co się dzieje na rynku do Tulipomanii - historii z XVII wieku, kiedy to w Holandii spekulowano na ogromną skalę cebulkami tulipanów. Wniosek oczywisty: za chwilę ci wszyscy, którzy tyle zainwestowali w bitcoiny, zostaną z niczym i będą jedli tynk.

Być może TomekB ma rację (i dobrze, że nie mam bogactw w bitcoinach, bo za chwilę miałbym jeszcze gorzej, niż mam :D). Ale może nie ma racji?

Bańki spekulacyjne i dzielenie tulipana na czworo

Zastanówmy się wpierw, czym jest bitcoin. Dla ludzi wychowanych na obiegu pustego pieniądza to, co się dzieje na nieregulowanym przez żadną instytucję rynku kryptograficznych walut (czyli nie tylko bitcoina, ale też i litecoina, peercoina i mnóstwa drobnicy) rzeczywiście musi to wyglądać bardzo niepokojąco.