Kilka słów o custom romach na Androidzie

Niewątpliwie jedną z najlepszych cech Androida, odróżniającą go od iPhone, jest latwość modyfikowania oprogramowania systemowego. Nie mam tu na myśli jedynie poszczególnych aplikacji, ale najgłębszych partii systemu operacyjnego, jak różnego rodzaju frameworki czy nawet kernel.

Jak wiadomo czysty Android prawie nie występuje, jedynym obecnie sprzętem posiadającym zupełnie “waniliowe” wydanie tego systemu jest Nexus S. Producenci dodają swoje aplikacje, zmieniają powłokę (tzw. launcher), często ingerują również w kernel - przykładem może być uparte stosowanie sytstemu plików RFS przez Samsunga. Nie ma problemu jeżeli te poprawki są na korzyść działania urządzeń, czego wybitnym przykładem jest Sense UI produkowane przez HTC. Ponieważ posiadam Samsunga Galaxy S jestem jednak skazany na niskie gusta koreańskiego producenta. Nie udostępnia on domyślnego w Androidzie launchera (podstawowy interfejs użytkownika), a na jego miejsce stręczy TouchWiz. Podobnie rzecz ma się z lockscreenem (interfejs aplikacji do zarządzania blokady telefonu) czy animacjami włączania i zamykania systemu.

Aplikacje Google dla Androida cz. 3 - Mapy i inne

W ostatnim poście dotyczącym aplikacji webowych Google dla Androida pisałem o programach pomocnych do zarządzania czasem i zadaniami. Po Czasie pora się wziąć za Przestrzeń. Ponieważ aplikacji i usług do opisania jest dość dużo: Google Maps, Places, Latitude, Street View, Earth i SkyMap ograniczę się dzisiaj do aplikacji natywnych (dostępnych przez Market).

1) Mapy Google
Aplikacja dostępna jest obecnie w wersji 5.1.0. O ile nie posiada się Nexusa S, na smartfonie zainstalowana będzie starsza wersja Map, żeby ją zaktualizować należu użyć Android Market. Z aplikacją zintegrowane są usługi Google Places (Miejsca) oraz Google Latitude (Współrzędne). Przy okazji można doinstalować dodatki, np. Street View.

Interfejs jest bardzo prosty, a zarazem wygodny. Na górze po lewej stronie znajduje się pasek wyszukiwania obsługujący klawiaturę oraz Voice Search. Można wyszukiwać konkretne miejscowości, lokale, etc. Obok w menu mamy ikonę pinezki - pozwala wejść w widok Miejsc, ikonę warstw - w odnośnym menu można wybrać warstwy, które mają być naniesione na postawowy widok, np. widok satelity, Buzzy wysłane z okolicy, Współrzędne, trasy dojazdu, etc.

Aplikacje Google dla Androida cz. 2 - Zarządzanie czasem i zadaniami

Czas jest naszym najcenniejszym zasobem.

Przykładamy dużą wagę do tego aby kupować produkty po dobrych cenach, jeździć samochodem w sposób ekonomiczny czy strzec budżet przed zbyt swobodnym rozłażeniem się. Kupujemy energooszczędne produkty, aby zminimalizować koszty utrzymania. Jeżeli przykładamy tak dużą wagę do pilnowania pieniędzy, które bądź co bądź są surowcem odnawialnym, to tym bardziej powinniśmy pilnować czasu, który jest po prostu dany i którego odzyskać się nie da.

W szkole czy podczas studiów problem nie jest tak poważny, ale gdy rozpoczyna się życie zawodowe i rodzinne, szybko przychodzi zdziwienie, że jest tak wiele spraw do załatwienia, a doba nie chce mieć dłużej niż 24 godziny! Szybko zrozumiałem, że jeżeli nie mogę mieć więcej czasu, to po prostu muszę lepiej go wykorzystać.

1) Kalendarz

O istnieniu Google Calendar wiedziałem już wcześniej, ale używanie kalendarza na stacjonarnym komputerze, jeżeli nie ma się do niego bezpośredniego dostępu w pracy czy poza domem, mija się trochę z celem. Nabycie smartphona zmieniło wszystko :-)

Desktopowa wersja kalendarza od Google znajduje się pod tym adresem:

Aplikacje Google dla Androida cz. 1

Google zna każdy. Prawie wszyscy ludzie używają wyszukiwarki tej firmy, wiele osób korzysta również z Gmaila, YouTube czy Picasa. W związku z zakupem Samsunga Galaxy S z systemem operacyjnym Android Froyo 2.2.1 zacząłem intensywnie korzystać również z aplikacji mobilnych Google. Mam nadzieję, że uda mi się przedstawić w mini-cyklu przynajmniej część z nich.

Podobnie jak w przypadku komputerów stacjonarnych, aplikacje Google dla Androida można podzielić na natywne (dostępne przez Android Market lub wbudowane w system) oraz aplikacje mobilne (dostępne przez przeglądarkę). W aplikacjach mobilnych należy posłużyć się interfejsem strony, a nie przeglądarki, co zwłaszcza w przypadku funkcji wstecz bywa mylące.
Generalnie można powiedzieć, że wszystkie natywne aplikacje, mają również wersję mobilną, co niestety nie sprawdza się w drugą stronę. Jeżeli tylko aplikacja jest dostępna w wersji natywnej, lepiej używać tej właśnie wersji. Prawie na pewno będzie działać szybciej i nie obciąży tak bardzo rachunku.

Z głową w chmurach - czekając na Google Chrome OS

Jeden z komentatorów politycznych określił demokrację jako system o tyle lepszy od dyktatury, że obywatele sami mogą wybrać swojego okupanta. Podobne zjawisko ma miejsce w szeroko pojętym świecie IT. Musimy wybierać pomiędzy dostawcami konkretnych usług czy korporacjami, które dostarczają nam oprogramowanie. Microsoft? Apple? Canonical? Google? Każdy sam odpowiada na to pytanie. Microsoft rządzi prawem monopolisty, chociaż trzeba przyznać, że niektóre rozwiązania są naprawdę niezłe, chociażby MS Office 2010. Apple dostarcza dobrych rozwiązań, chociaż stanowczo nie wartych aż tak dużych pieniędzy. Linux, chociaż świetnie się sprawdza, nie jest zbyt przyjazny dla zwykłego użytkownika - użytkownika nieobeznanego z mroczną wiedzą dostępną dla komputerowych fanatyków. I właśnie dla takich użytkowników bardzo atrakcyjny może być system tworzony przez Google: Chrome OS.

Podczas studiów, jeszcze jako kawaler, bardzo chętnie spędzałem wiele godzin przed ekranem.

Ubuntu Maverick Meerkat 10.10 RC

Jako zadeklarowany zwolennik Debiana oraz KDE zostałem zmuszony przez okoliczności do napisania posta, w którym w pewnym stopniu zaprzeczę samemu sobie. Mając wolną sobotę (od pracy i żony ;-) ) postanowiłem zobaczyć jak sprawuje się najnowsze dziecko Canonical. Od razu napiszę, że jestem pod olbrzymim wrażeniem.

Rzecz najważniejsza to oczywiście stabilność i sprawność systemu. Mimo że jest to dopiero Release Candidate nie doświadczyłem żadnych niepożądanych zachowań systemu i oprogramowania. System działa sprawnie i szybko. Ponieważ w tej dziedzinie nie doświadczyłem problemów skupię się na user experience.

Nowe Ubuntu dostarcza właściwość, za którą ostatnio zacząłem bardzo tęsknić, a której bardzo często brakuje w systemach linuksowych - spójność środowiska graficznego. W przeciwieństwie do Debiana, który żyje własnym życiem i może działać w taki sam sposób niezależnie od środowiska, w Ubuntu doskonale wyczuwa się integrację systemu i GNOME. Począwszy od instalatora, przez powiadomienia systemowe, aż po programy użytkowe wszystko jest spójne i estetyczne.

Internet bezprzewodowy w Play okiem użytkownika Linuksa

Po pierwsze pozdrawiam po długiej przerwie wakacyjnej :-) Miałem trochę zmian - nowe miasto, nowa praca - stąd dłuższa nieobecność na blogu.

Przeprowadzka zmusiła mnie m.in. do wybrania dostawcy bezprzewodowego Internetu. Po namyśle zdecydowaliśmy się z żoną na Play - najmniejszy zasięg, ale i najniższa cena. W okolicach Warszawy zasięg nie jest zbyt dużym problemem, więc mogliśmy nad tym przejść do porządku dziennego. Otrzymałem modem Huawei e1750c, z którym nie miałem większych problemów. Od początku był wykrywany przez system. Problem miałem natomiast z konfiguracją połączenia. Mimo blisko dwudziestu minut przegadanych z pomocą techniczną nie uzyskałem informacji na temat potrzebnych do połączenia danych: ASP, numeru, loginu, hasła, etc. Żadna z tych informacji nie była również wydrukowana w "instrukcji obsługi" - malusieńkim świstku dołączonym do modemu. Moim zdaniem brak rzetelnej informacji jest poważnym mankamentem Play. Uratowało mnie Wine, dzięki któremu uruchomiłem aplikację windowsową z modemu. Oczywiście nie można się w ten sposób połączyć, ale przynajmniej poznałem odpowiednie dane.

SILK Project - Uwolnić Sieć z przeglądarki

Google zaprezentowało jakiś czas temu najbardziej - jak dotąd - radykalną koncepcję chmury. Chodzi rzecz jasna o Google Chrome OS, system operacyjny o minimalistycznym interfejsie, którego głównym narzędziem ma być specjalnie przystosowana przeglądarka Chrome. Jak możemy dowiedzieć się z oficjalnej prezentacji, wszystkie dane użytkownika przechowywane są poza jego komputerem, a wszelki zadania: tworzenie dokumentów, oglądanie filmów, słuchanie muzyki mają być realizowane poprzez przeglądarkę.

Na antypodach takiego podejścia stoi zespół KDE zajmujący się realizacją projektu SILK. Ma on na celu głęboką integrację treści i komunikacji sieciowej z pulpitem i odpowiednimi aplikacjami. Mottem projektu jest hasło: Freeing the Web from the Browser - uwolnić Sieć z przeglądarki. Fundament tego projektu jest już obecnie realizowany, jednak trzeba mieć na uwadze, że nie chodzi o pojedynczą aplikację czy nawet ich zbiór. Jest to generalny kierunek rozwoju, w którym zmierza KDE. Gotowych jest już kilka aplikacji, o których można byłoby wspomnieć jako przykładach implementacji projektu SILK.

W poszukiwaniach Idealnej Dystrybucji

Od pewnego czasu bawię się FreeBSD, czekając jednak na dodanie pakietów z KDE 4.4, postanowiłem w międzyczasie przetestować kilka linuksowych dystrybucji. Było to m.in. Kubuntu 10.04 LTS, Charkra (alpha v.5) i Arch. Gdy doczekałem się pakietów z nowym KDE dla FreeBSD linuksowe nowinki wyleciały z dysku, a ja z pełnym zapałem zabrałem się do konfiguracji systemu. Jednak zamiast zwykłej satysfakcji towarzyszącej każdej hobbystycznej pracy, naszły mnie raczej sceptyczne myśli.

W każdym uniksopodobnym systemie operacyjnym, po odpowiednim ustawieniu bazy: połączenia sieciowe, firewall, użytkownicy i ich konta, uprawnienia dostępu do pewnych zasobów, instalacja potrzebnych pakietów, etc. przechodzi się do konfiguracji tego wszystkiego, z czym tak naprawdę spędzamy czas przy komputerze:

1) Dopieszczanie środowiska graficznego (wybór ikon, tapet, kursorów, motywów Plazmy, efektów 3d...)
2) Konfiguracja programu pocztowego i innych apliakcji PIM: jabber, czytnik news, etc.
3) Konfiguracja przeglądarki (flash, adblock, personas, inne dodatki)
4) OpenOffice (np.

FreeBSD okiem linuksiarza: instalacja i podstawowa konfiguracja.

Instalacja FreeBSD jest etapem, na którym zatrzymuje się znaczna część adeptów tego systemu. Dość archaiczny instalator mimo swoich możliwości prezentuje raczej zniechęcający interfejs. Sytuacja ma się podobno zmienić w kolejnym wydaniu – 9.0, ale póki co pozostaje dokładne czytanie poleceń instalatora i wytężona uwaga. Sam proces jest bardzo dokładnie opisany we FreeBSD Handbook i w książce Michela Lucasa, ale jest kilka miejsc, na które należy zwrócić szczególną uwagę. Po pierwsze potrzeba na dysku przygotować osobną partycję podstawową dla systemu. Po drugie na tej partycji tworzymy „wycinek” (slice), na którym dopiero później można utworzyć partycje. Z punktu widzenia linuksiarza, slice jest meta-warstwą w układzie partycji. Osobiście tyle razy udało mi się coś popsuć we FreeBSD (zanim opanowałem systemy kontroli wersji plików systemowych), że po kilku (kilkunastu?) reinstalacjach proces ten wydaje się dziecinnie prosty.