Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Czy w dzisiejszym świecie istnieje prywatność?

Telemetria, śledzenie naszych poczynań w globalnej sieci - tematy te coraz częściej przewijają się w nagłówkach gazet. Każdy z nas obawia się inwigilacji, która w miarę rozwoju nowoczesnych technologii postępuje w coraz szybszym tempie. Firmy prześcigają się w technikach zbierania informacji na temat aktywności swoich klientów. Stosowane metody są coraz bardziej wyrafinowane. Zakres zbieranych danych jest coraz większy.

Każdy człowiek posiada pewną „granicę” prywatności, która umiejscowiona jest w różnym miejscu w zależności od sytuacji i konkretnej osoby. Chętniej dzielimy się naszymi przeżyciami z rodziną, przyjaciółmi lub osobami znajomymi. Natomiast nie chcielibyśmy, aby sekrety naszego życia znał każdy. Ale czy na pewno? W praktyce, sami zapraszamy internetowych gigantów łasych na informacje do naszych domów. Udostępniając zdjęcia na Instagramie, „lajkując” różne rzeczy na Facebooku, rozmawiając przez Whatsappa/Messengera, wyszukując przez Google, dajemy tym firmom dostęp do bardzo wielu informacji na temat nas samych. Czy tkwi tutaj jakieś zagrożenie? I tak i nie. W tej dziedzinie niejako „zbliżamy się” do wizji przedstawionych w różnych utworach antyutopijnych, np.: w powieści „Rok 1984” George’a Orwella. Na myśl nasuwa się pytanie - czy obecnie – w krainie technologii informacyjnych w ogóle jest możliwe zachowanie jakiejkolwiek prywatności? Czy nie jesteśmy jedynie ciągami zer i jedynek, których układ da się przewidzieć na podstawie obserwacji zachowań? Spójrzmy najpierw na kilka faktów historycznych – dlaczego informacja jest taka ważna? Przekonało się o tym bardzo wielu ludzi. Zaczynając od Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich który opierał swoje istnienie m.in. na inwigilacji, cenzurze i strachu, a kończąc na ojczyźnie demokracji – Stanach Zjednoczonych.

Inwigilacja XX wieku

Informacja to władza. Dlaczego? Zauważyło to wiele osób w poprzednich epokach. Niezwykle poetycko udało się to ująć jednemu z największych tyranów XX wieku – Józefowi Stalinowi: „Jeśli chcecie poznać ludzi wokół siebie, dowiedzcie się, co czytają”. Historia niejednokrotnie potwierdziła te proste stwierdzenie. Służba bezpieczeństwa każdego policyjnego państwa opierała się na meldunkach dotyczących podejrzanych osób. Powszechna kontrola pozwalała dość szybko usunąć „nieprzychylne władzy” elementy. Łącząc inwigilację z indoktrynacją, możemy w niezwykle łatwy sposób wpłynąć na społeczeństwo tak, aby myślało o tym, o czym myśli partia. „Pisarz jest inżynierem ludzkiej duszy” powiadał rządzący ZSRR Gruzin.
W historii świata istnieje wiele przykładów wykorzystywania (często zdobywanych podstępem) informacji. W latach 30 i 40 podstawowym elementem aparatów ucisku były donosy i tajni współpracownicy. Sytuacja zaczęła się zmieniać wraz z rozwojem techniki. Do powszechnego użytku weszły m.in. telefony. Nowe formy przekazu informacji wymusiły powstanie nowych technik ich przechwytywania i analizy. W 1949 powstała znana dzisiaj wszystkim NSA (National Security Agency). Jednakże, to nie ona odegrała kluczową rolę w pewnych powojennych wydarzeniach, które mają istotny związek z naszym tematem.
Federalne Biuro Śledcze – organizacja, która ma zwalczać przestępców i zapewnić bezpieczne życie obywatelom. Powstałe (pod inną nazwą) jeszcze przed pierwszą wojną światową, przez kilkanaście lat nie odgrywało praktycznie żadnej roli. FBI z nadania prawa posiadało ogromne możliwości, ale nikt nie potrafił z nich skorzystać. Działo się tak do pewnego letniego, ale pochmurnego dnia 1924 roku. Wtedy dyrektorem FBI został młody, dobrze rokujący, ale wątłej budowy prawnik, absolwent George Washington University, Edgar Hoover.
Hoover objął rządy w FBI w roku 1924. Zastał zacofaną organizację, zatrudniającą jedynie kilkaset osób. Większa część zatrudnionych nie spełniała zresztą swojej roli. Amerykański prawnik w kilka lat przerobił je na potężne biuro śledcze, posiadające scentralizowaną bazę danych o każdym niepożądanym elemencie. Ze względu na swoje możliwości prawne i fizyczne, szef FBI gromadził informacje nie tylko o gangsterach czy przestępcach. Po rozpoczęciu „komunistycznej obsesji” (więcej o tym temacie będzie w innym moim artykule) zbierał informacje mogące pogrążyć nie tylko rzekomych wrogów demokracji. Kolekcjonowano dane na temat każdego, kto mógł zagrozić jego władzy. Jeśli chodzi o inwigilację, Edgar był mistrzem. Nic nie uchodziło jego uwadze. Każdy wywiad, słowa wypowiedziane przypadkiem przez polityków, ich ciemne interesy. Wszystko było skrzętnie notowane w czarnych teczkach, które były głównym źródłem władzy Hoovera. Edgar miał odpowiednie haki na każdego – prokuratorów generalnych, prezydentów Stanów Zjednoczonych i wielu innych znanych osobistości. Mógł zniszczyć każdego, jeśli tylko ktoś odważyłby mu się przeciwstawić. Przytoczę tylko jeden przykład, który wspaniale ukazuje, jaką moc miały akta gromadzone przez FBI Hoovera.

1 lipca 1945 Truman, nowy prezydent Stanów Zjednoczonych, mianował prokuratorem generalnym Thomasa Clarka. Prokurator generalny w hierarchii znajduje się wyżej niż Federalne Biuro Śledcze, które formalnie mu podlega. Jednakże, Hoover bardzo dobrze wiedział, że Thomas Clark ma swoje za uszami. Sprawa była pozornie błaha i w innym wypadku z pewnością zostałaby zamieciona pod dywan. Ale takie sztuczki nie mogły wygrać z przebiegłością Edgara O co chodziło? Thomas Clark, jakiś czas po nominacji, przyjął ogromną łapówkę za zaniechanie śledztwa w sprawie oszustw przy dostawach dla wojska w czasie drugiej wojny światowej.

Thomas Clark, jako prokurator generalny, mógł torpedować nieprzychylne mu działania szefa FBI. W odpowiednich okolicznościach Edgar Hoover mógłby zostać nawet całkowicie usunięty ze swojego stanowiska. Jednakże amerykański prawnik był na to zbyt przebiegły.
Od mogącego pogrążyć Clarka wydarzenia minęło sporo czasu. Pewnego dnia , szef FBI zaprosił Clarka na przyjacielską pogawędkę. W czasie niej przedstawił swojemu przełożonemu teczkę, informując go dodatkowo, że zostały z niej wyłączone „najbardziej kompromitujące” materiały. To i tak wystarczyło, aby nowy prokurator generalny został serdecznym przyjacielem Hoovera. Nie był to pojedynczy przypadek. Podobną taktyką Hoover załatwiał innych ludzi, którzy mogli mu przeszkadzać w jego interesach.
Wątły, niski prawnik posiadał ogromną ilość teczek. Tajne, starannie posegregowane materiały szef FBI trzymał w tajemnicy. Nikt, nawet po jego śmierci, nie wiedział, co stało się z tymi informacjami. W kilkuset teczkach znajdowały się meldunki, mogące pogrążyć każdego polityka lat 70. Ogólnie, w 1971 roku w archiwach FBI znajdowały się informacje dotyczące prawie 7 milionów obywateli. Musimy uzmysłowić sobie, że w poprzednim wieku gromadzenie informacji o poszczególnych osobach nie było tak proste, jak obecnie. Hoover jest idealnym przykładem osoby, która z pozornie nic nie znaczących elementów układanki potrafi stworzyć broń, która może pokonać każdego przeciwnika.

Inwigilacja inwigilacją, ale zadajmy sobie pytanie, czy w dzisiejszych czasach da się uniknąć tzw. „telemetrii” i korzystania z serwisów, które mogą skrzętnie zapisywać informacje o nas?

Moja walka

Od momentu pierwszego zetknięcia się z technologiami informacyjnymi, byłem „przeciwnikiem” dzielenia się wszystkim ze wszystkimi. W okresie, kiedy chodziłem do szkoły podstawowej jako jedyny nie posiadałem konta na niezwykle popularnym wówczas serwisie społecznościowym – nasza klasa. Zresztą, zupełnie nie widziałem sensu angażowania się w działalność tego serwisu. Do rozmowy z innymi wystarczał mi inny wynalazek polskiej myśli technicznej – komunikator GG.

Niestety, GG zaczęło przegrywać konkurencję. Coraz więcej osób, które jeszcze z jakiś względów używały tego komunikatora, przesiadało się na serwisy społecznościowe. Ja natomiast miałem coraz bardziej utrudniony kontakt z innymi.

W momencie, kiedy zacząłem chodzić do gimnazjum, na topie był Facebook. To kolejny serwis, od którego broniłem się jak mogłem, gdyż wg mnie zbierał po prostu za dużo informacji o swoich użytkownikach. Nie miałem (zresztą, dalej nie mam) zaufania do Zuckerberga. Utrudniałem sobie przez to życie. Gdy inni dzielili się materiałami do nauki czy lekcjami przez grupę na Facebooku, ja musiałem albo osobiście iść do kogoś, albo szukać takiej osoby, która byłaby łaskawa przesłać potrzebne mi materiały przez pocztę e-mail lub GG. Toczyłem walkę, ale coraz częściej przychodziło mi do głowy, czy to ma jakiś sens?

Przez ten okres zachowywałem praktycznie maksimum prywatności. Do sieci internetowej udostępniałem tylko minimum informacji. W Google (jak i wielu innych serwisach) zarejestrowałem się używając fałszywych danych. W pewnym momencie dowiedziałem się o trasowaniu cebulowym, realizowanym przez Tor. Zacząłem używać tego rozwiązania, co w moim mniemaniu gwarantowało jeszcze wyższy stopień poufności.

Po trzech latach nauki skończyłem gimnazjum i musiałem rozpocząć edukację w nowej szkole. Zmiana środowiska, otoczenia, inne metody nauczania. Właśnie w tym momencie moje poglądy zaczęły się chwiać. Dlaczego? System nauki w pierwszej i drugiej klasie na lekcjach zawodowych w dużej mierze opierał się na prostym mechaniźmie. W szkole tłumaczone były bardziej „praktyczne” zagadnienia. Teorię natomiast przepisywało się w domu. Tekst lekcji, screeny i tym podobne rzeczy dostawała zwykle jedna osoba z klasy, która udostępniała ten materiał wszystkim pozostałym. Nie byłoby w tym nic złego. Jednakże w tym okresie każdy korzystał z Facebooka, a ja, jako przeciwnik tego typu serwisów – nie. Wobec tego kwestie praktyczne w końcu odniosły sukces nad ideologicznymi i zostałem zmuszony do założenia konta w serwisie Zuckerberga.

Dlaczego przytaczam tę historię? Bo życie w nowoczesnym społeczeństwie praktycznie wymaga korzystania z niektórych dobrodziejstw techniki. Człowiek z natury jest istotą grupową. Nie może żyć samodzielnie, bez kontaktu z innymi. Jeśli wszyscy korzystają z „twarzoksiążki” , ja czy ty także musimy się tam zarejestrować. Daje to takim aplikacjom ogromne pole do popisu w zbieraniu informacji, które są wykorzystywane do „ulepszenia jakości dostarczanych usług”.

Telemetria w Windows 10 to zło? (Nie)krótko o sztuczkach stosowanych przez Google

Media straszą nas telemetrią w Windows 10. Większość serwisów informacyjnych powiadamia czytelników o tym, jaki ten Microsoft jest zły i jak szpieguje użytkowników. Jest to zły trop. Gigant z Redmond, mimo najszczerszych chęci, nie jest w stanie w ciągu tygodnia zebrać tylu danych, ile Google zapisuje jednego dnia. Skąd wysnułem taki wniosek? Wystarczy spojrzeć na portfolio usług Mountain View i je przeanalizować pod względem inwigilacji.

Zacznijmy od wyszukiwarki. Google udostępnia taką funkcję, zwaną „Trendami Google”. Dzięki niej możemy zaobserwować, jak często dane hasło było wpisywane w wyszukiwarkę. Nie powiem, jest to niezwykle przydatne narzędzie przy analizach statystycznych. Bez problemu możemy zorientować się, co zyskuje na popularności, a co traci.

Ale jak Google zbiera te dane? Po prostu, każda fraza, którą wpisujemy w fajnie wyglądające okno wyszukiwarki, jest zapisywana na serwerach. Nie ważne, czy jesteśmy zalogowani, czy nie. W pierwszym wypadku jest oczywiście o wiele prościej, gdyż dany ciąg znaków jest od razu łączony z danym kontem. W przypadku drugiej opcji istnieje jedynie powiązanie adres IP-wyszukiwana fraza. Jednakże i w tym wypadku, przy odpowiednio dużym współczynniku determinacji ustalenie, czego konkretna osoba szukała w globalnej sieci jest dość proste.

Z pewnością bardzo wielu z nas korzysta z funkcji synchronizacji zakładek i przeglądanych stron pomiędzy telefonem z Androidem i komputerem. Jest to przecież niezwykle użyteczna możliwość. Wystarczy, abyśmy powiązali przeglądarkę Chrome na PC z naszym kontem Google. Jednakże, bardzo wielu z nas z pewnością nie zwróciło uwagi na jeden bardzo ważny i niezaprzeczalny fakt. Nigdzie nie jesteśmy informowani o tym, że dane dot. zakładek i przeglądanych stron są domyślnie na stałe (podkreślam, na stałe) zapisywane na serwerach Google. Pomijam oczywiście napisany małym druczkiem regulamin dot. ochrony danych osobowych, który ma kilkadziesiąt stron i jest napisany ciężkim do zrozumienia, „urzędowym” językiem. Pomijam dlatego, że regulaminów i tak zwykle nikt nie czyta. Zresztą, w ten temat dokładnie wpisuje się kwestia wypowiedziana przez Czerepacha (serial Ranczo, odc 48.). Arkadiusz chciał wysłać Dudę do „postraszenia” protestujących, którzy domagali się większej ilości pieniędzy z budżetu gminy. . Na pytanie o to, jakie paragrafy protestujący złamali, Czerepach odpowiada: „Karta nauczyciela ze sto paragrafów ma, a z przepisami będzie kilkaset – nikt z nich nigdy dokładnie tego nie przeczyta”. Idealnie tak samo jest z wszelkimi regulaminami na stronach WWW (nie mówię tu tylko o Google).

Przejdźmy teraz do samej historii wyszukiwania. Jak widzimy, Google notuje wszystko – nie tylko to, co wpisujemy w samą wyszukiwarkę, ale także inne strony, na które wchodzimy (pod warunkiem, że korzystamy z Google Chrome). Nie przeglądałem dokładnie regulaminu korzystania z usług Google, (pewnie tam znajduje się taka informacja) ale wychodzi na to, że dane są przechowywane bardzo długo, zanim zostaną usunięte. W moim wypadku najwcześniejsze wyniki wyszukiwania, jakie się zachowały, pochodzą z końcówki 2011 roku.
Przejdźmy teraz do systemu operacyjnego Android – oprogramowania, które zdominowało współczesny świat. Na rynku, jedyną alternatywą w stosunku do Androida jest IOS. Niestety, Windows Phone, który zbiera teoretycznie najmniej danych, przegrał wojnę na całej linii frontu. Wobec tego przeciętny nastolatek nie ma wyboru – musi korzystać z urządzenia oprogramowanego systemem Google.
W tym momencie ktoś mógłby zadać pytanie – zaraz, przecież Android ma otwarty kod źródłowy i mogę sprawdzić, co się w nim kryje. Mogę zainstalować też jakąś otwartą modyfikację, która nie zawiera w sobie usług Google. Tak, przyznałbym takiej osobie rację. Ale zadałbym przy okazji inne pytanie – ilu przeciętnych użytkowników telefonów na tyle interesuje się techniką komputerową, aby umieli wgrać np.: Cyanmogen mod? Jest to z pewnością, biorąc pod uwagę całe społeczeństwo, dość znikomy procent. Wobec tego Google ma niezwykle szerokie pole do popisu.

Każdy, kupując smartphone z Androidem, nie ma wyboru – musi powiązać je z kontem Google. Jeśli nie powiąże – funkcjonalność telefonu jest znacznie ograniczona. Brak możliwości instalacji aplikacji z Google Play, szczególnie w tej najmłodszej grupie wiekowej, z pewnością dyskwalifikowałby taki telefon na starcie. Natomiast, dla Google powiązanie telefonu z kontem jest tak jakby naszą „zgodą” na wszystkie czynności inwigilacyjne. Z tych funkcji, które przedstawione zostały na screenie powyżej, zostałem zapytany jedynie o włączenie historii lokalizacji, która była domyślnie wyłączona. Natomiast pozostałe opcje były domyślnie włączone. Mógłbym się nawet założyć, że przeciętny „Kowalski” o tych funkcjach nie ma zielonego pojęcia.

Google bardzo dba o bezpieczeństwo swoich użytkowników. Automatycznie tworzy „kopie zapasowe”, w których znajdują się dane aplikacji, haseł Wi-Fi i innych ustawień. Funkcja może i przydatna – po zakupieniu nowego telefonu nie musimy wpisywać 123-znakowego bezpiecznego hasła do naszego routera. Wystarczy, że zsynchronizujemy go z kontem Google i hasło zostanie pobrane automatycznie. Ale czy przypadkiem Google nie powinno mnie zapytać o włączenie tej, jakże ułatwiającej życie, funkcjonalności? Czy, osoba, która pierwszy raz w życiu dotyka telefonu z Androidem musi wiedzieć, że jeśli nie chce być inwigilowana, musi się przeklikać przez setki ustawień, aby wyłączyć wszystkie funkcje naruszające prywatność?

Czy używałeś kiedyś Google Now? Obecnie, praktycznie każda firma ma bzika na punkcie wynajdywania nowych metod komunikowania się z komputerem. Dave Coplin, jeden z bardzo wysoko postawionych inżynierów w Microsoft Corporation wyraził opinię, według której klawiatury QWERTY są przestarzałe i bardzo szybko znikną z rynku. Zostaną zastąpione przez głosowe asystentki (Cortana/Google Now/Siri), co z pewnością będzie o wiele wygodniejszym rozwiązaniem. Google w tym aspekcie nigdy nie pozostawał w tyle. Ich usługa Google Now, która miała być niejako „odpowiedzią” na Siri Apple, pozwala sterować wieloma funkcjami telefonu za pomocą głosu. Ok., rzecz niby przydatna. Zamiast szukać ikonki map Google, mówię: „Ok. Google, uruchom mapy”. Jest to szybsze. Zamiast wpisywać: „Trasa od: Warszawa, do: Mszczonowieścice, gmina Grzmiszczosławice, powiat Trzcinogrzechotnikowo” wystarczy wypowiedzieć te łamańce językowe. Google Now, w większości przypadków poprawnie rozpoznaje nawet skomplikowane frazy. Dzięki czemu? Dzięki zbieraniu danych na temat naszego głosu, wypowiedzianych przez nas słów i dźwięków z najbliższego otoczenia. Nie myśl, że te dane są przesyłane do firmy w sposób anonimowy, nie pozwalający powiązać naszych słów z naszą osobą. Za tę funkcję odpowiada: „Aktywność związana z głosem i dźwiękiem”.

Google przechowuje na swoich serwerach nasze wszystkie wywołania „Ok., Google”. Możemy oczywiście odsłuchać, co mówiliśmy w danych chwilach do naszego telefonu. Mamy możliwość poznania, jakież trudne pytania zadawaliśmy mu pół roku czy rok temu. Google natomiast, na podstawie zbieranych informacji może „poprawić jakość świadczonej usługi”.

Warto zwrócić jeszcze uwagę na kwestię Gmaila. Mogłoby się nam wydawać, że nasza korespondencja prowadzona przez tego typu serwisy jest prywatna i znana tylko nam. Otóż, w takim wypadku bylibyśmy w błędzie. W „warunkach korzystania z usług Google”, które przeczytała pewnie znikoma część zarejestrowanych tam użytkowników, możemy przeczytać następujące zdanie:

Nasze automatyczne systemy analizują treść (w tym wiadomości email) w celu oferowania spersonalizowanych funkcji usług, takich jak wyniki wyszukiwania, reklamy (…). Tę analizę przeprowadzamy podczas wysyłania, odbierania oraz zapisywania treści.
Te zadanie mówi samo za siebie. Również w usłudze Gmail mamy zero prywatności. Możemy oczywiście uznać, że nasze wiadomości przeglądają tylko nic nie rozumiejące roboty, analizujące jedynie słowa kluczowe. Jednakże, jakie mamy podstawy, aby tak sądzić? Odpowiedzmy sobie sami.

Kwestie, które poruszyłem to jedynie wierzchołek góry lodowej. Kontrolę nad Internetem i powszechną kontrolę planują wprowadzić w życie nie tylko wielkie korporacje. Rządom wielu krajów także byłoby to na rękę. W pewnym sensie, w niektórych miejscach globu taka operacja nawet się udała (Korea Płn. Chiny). Istnieje bardzo wiele metod kontroli Internetu i dla służb państwowych, o ile prawo na to zezwala, kontrola poczynań konkretnych użytkowników w Internecie nie stanowi praktycznie żadnego problemu.

Słowem zakończenia

Przez cały czas narzekałem na inwigilację. Weźmy jednak pod uwagę, że „nowoczesna” inwigilacja sama w sobie może nie jest najgorsza. Ogromne bazy danych obecnie wykorzystywane są ku dobru ludzkości. Dzięki im korzystanie z Internetu staje się coraz prostsze. Wszystko będzie szło w dobrym kierunku do momentu, kiedy te bazy danych znajdują się w odpowiednich rękach. Co się jednak stanie, kiedy miliony rekordów opisujących większą część osób cywilizowanego świata dostanie się w niepowołane ręce? Wystarczy wspomnieć historię Hoovera, szefa FBI, którą zresztą przytaczałem wcześniej. Ten cherlawy prawnik doskonale rozumiał, jaką potęgę mogą dać człowiekowi pozornie nieprzydatne informacje. Dzięki temu „zza” pleców wielkich polityków mógł wpływać na najważniejsze wydarzenia w kraju, który obecnie uznawany jest za „wzór” demokracji – Stanach Zjednoczonych. Obecnie również żyje wielu takich osobników, dla których najważniejsza jest osobista korzyść. Co się stanie, kiedy np.: taka baza danych Facebooka czy Google wpadnie w ręce takiego człowieka, który będzie chciał po trupach dojść do sobie tylko znanemu celu? Na to pytanie odpowiedzmy sobie sami.
 

internet

Komentarze

0 nowych
MacGregor   7 #1 24.10.2016 18:08

Ja nadal nie rozumiem jaki jest sens takich wpisów? Przecież teraz każdy wszędzie ma swoją "teczkę". W banku, w google, fb, ms. Prawie każda większa korporacja związana w jakiś sposób z IT ma swoje bazy danych. To już element naszego życia. Jeżeli komuś to przeszkadza to niech wyłączy internet. Wszyscy na tym skorzystają. Najbardziej dana osoba i jego otoczenie.

  #2 24.10.2016 18:49

Jest prywatność. Wystarczy przestać używać części elektroniki. Niestety uzależniliśmy się od niej i tu jest problem.

  #3 24.10.2016 18:58

Mozna sie odlaczyc od sieci, ale jak autor dobrze to opisal, zycie jest utrudnione, ale mozna tez wygenerowac na swoj temat pozytywny szum. Napisales kiedys w necie cos z czego nie jestes dumny? Dopisz cos przedstawiajacego Cie w pozytywnym swietle i to wypozycjonuj tak, zeby kompromitujace tresci zostaly na odleglych stronach wyszukiwarki. Byc moze powstana w przyszlosci (a moze juz istnieja) firmy, ktore za $ beda oferowaly ukrycie prawdziwej tozsamosci w cyfrowym szumie? Rada na latwa dostepnosc informacji o Kowalskim jest wygenerowanie tak wielu o nim danych, zeby ich przeszukiwanie uczynic bardzo drogim i do tego niepewnym. Sprzeczne ze soba informacje, szum o "dupie Maryny" w ogromnych ilosciach moze byc metoda na ukrycie prawdy w przyszlosci.

kosmoski   5 #4 24.10.2016 19:35

Autor przez dużą część tekstu przytacza przykłady inwigilacji wziętej z niechlubnej przeszłości, potem gładko przechodzi do technologii, z której korzystamy i w ten sposób wprowadza czytelnika na tor, moim zdaniem nie do końca właściwy, prowadzący do ciemnego tunelu, pełnego demonów. Ale czy autor nie popełnia nadinterpretacji, czy można jednym them mówić o teczkach Hoovera i telemetrii obecnej w serwisach, z których korzystamy? Moim zdanie nie można.
Jak sprawić, żeby rzeczy były użyteczne? Na jakiej wysokości zamontować kontakt w ścianie, a na jakiej ma być umywalka? Czy ktoś z was zdaje sobie sprawę z tego, że gdyby zrobić schody o centymetr wyższe, to ludzie ciągle by się na nich przewracali? Jakiej szerokości ma być wyjście ewakuacyjne i gdzie ono ma być usytuowane? Co zrobić, aby poprawić bezpieczeństwo na drogach? Albo zwyczajnie, gdzie w sklepie ma być cukier, a gdzie podpaski? Kto wie o tym, ze czasem(!), aby zwiększyć sprzedaż jakiegoś produktu, należy podnieść jego cenę? Odpowiedzi na te pytania są znane i biorą się z obserwacji zachowań ludzi. Nie jest obserwowany pan Kowalski, ani pani Kowalska, ale ludzie traktowani jako populacja, jako całość. Jako bezosobowy zbiór podążających w jakimś celu, albo w jakimś kierunku. Telemetria nie jest szpiegowaniem, nie ma na celu odkryć naszych tajemnic, a już najmniej wykorzystać jakichś tajemnic na naszą zgubę.

Autor edytował komentarz w dniu: 24.10.2016 19:46
czosnek17   5 #5 24.10.2016 20:30

Nie rozumiem w czym problem, przecież oni zbierają informacje w celu ulepszenia jakości świadczonych usług i produktów kappa.

  #6 24.10.2016 20:40

@MacGregor: "Przecież teraz każdy wszędzie ma swoją "teczkę". W banku, w google, fb, ms."

Nie każdy i nie wszędzie. Nie siej "propagandy". xD
Poza tym artykuł bardzo ciekawy, i świetnie się go czyta.

ste-fan   11 #7 24.10.2016 20:56

Wszystko zależy jak te nasze "teczki są wykorzystywane" żyjemy w takich czasach nie innych że trudno być pustelnikiem....

Meszuge   15 #8 24.10.2016 21:14

"Czy w dzisiejszym świecie istnieje prywatność?" - nie. No i co w związku z tym?

parranoya   8 #9 24.10.2016 21:39

Na początek warto zainteresować się dodatkami trackmenot https://cs.nyu.edu/trackmenot/ oraz adnauseam https://adnauseam.io/
Odrobina "zbędnego" szumu wokół naszej osoby nie zaszkodzi :-)

  #10 24.10.2016 22:04

@kosmoski: przekonałeś mnie. A skoro nie masz nic do ukrycia podaj proszę swój logi i hasło do konta bankowego - jest mi to potrzebne w celach statystycznych ;o)

Maahir   2 #11 24.10.2016 22:08

Po przeczytaniu fragmentu ,,Moja Walka'', przypomniałeś mi o przebiegu takiej samej sytuacji z mojej perspektywy. W pewnym momencie też się poddałem z tego samego powodu. Jednakże po jakimś czasie przekonałem swoich kilku znajomych do pomocy w przesyłaniu jakichś ogłoszeń bądź materiałów. Koleżeńskie wsparcie wystarczyło aby ,,uwolnić się'' od tego serwisu. Do dziś jestem wdzięczny tym osobom i wierzę, że jeszcze takie ,,głupie wysłanie e-maila'' do znajomych i sam gest pomocnej ręki nie wymrze w społeczeństwie. Nigdy nie lubiłem zmuszać się do czegoś co jest mi niepotrzebne bądź tego nie trawię, w tym przypadku do social media. Nikt mi nie narzuci, nawet presja społeczeństwa bycia przynależnym do danej grupy społecznej. Nie ma nic gorszego jak brnięcie w trasę którą wyznacza ,,masa''. Słowem kończącym, zachęcam autora jak i innych do nieulegania wobec niektórych dobrodziejstw jak to ująłeś i większego samostanowienia.

e X t 7 3   9 #12 24.10.2016 22:44

TU jedna dygresja - konto Google możesz skonfigurować + odpowiednie zarządzanie Androidem = root + usuniecie zbędnych usług i nie jest źle. Oczywiście nie to co pod czystym GNU/Linuksem np. Kubuntu, ale lepiej na pewno niż pod Windows 10 - tu nie masz wyboru i nawet sztuczki z wyłączeniem hostów nie ograniczają wszystkiego - przeanalizuj ruch sieciowy.

  #13 25.10.2016 00:16

Android od początku nie był systemem projektowanym z myślą o prywatności. Jeżeli ktoś chce, by dźwięki z jego otoczenia nie plątały się na prawo i lewo, niech użyje czegoś bez trojana zwanego modemem komórkowym. Takie rzeczy istnieją - chociażby niemiecki komputerek Pandora - i mają się dobrze.
Jeżeli komuś przeszkadza pole z komórek, to dzięki parchom u władzy nie może mieć zagłuszacza, ale może mieć wyjątkowo parszywie pracujący i siejący zakłóceniami powerbank. Tak siejący na 3GHz :).
Natomiast nikt nie każe brać odpowiedzialności za bandę baranów, którzy daliby sobie wyciąć nerki za zdjęcia ładnych kotków. Jeżeli ktoś mi daje coś przez FB bądź podobny serwis, ja mu odwdzięczam się zawartością na portalu np. chińskim, albo na szybko zmontowanym formularzu na jakimś hostingu, gdzie wyciągam od niego dla dowcipu przeróżne informacje dopisując komentarze-odpowiedzi. Taki "dowciphishing" :). No i widać zdziwienie takiego gdy otrzyma z formularza odpowiedź "Nieprawidłowo tu podałeś, kłamczuszku!" gdzie ktoś zastanawia się gdzie udostępnił jakąś informację.

AntyHaker   17 #14 25.10.2016 00:43

@Meszuge: W sumie to nic :P Jak zwykle w takich przypadkach wkleję >>> https://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_nag%C5%82%C3%B3wk%C3%B3w_Betteridge%E2%80%99a

@Maahir Mi tam się wydaje, że przeginacie w drugą stronę - w myśl zasady "nie będę korzystać z tego samego co wszyscy".

Autor edytował komentarz w dniu: 25.10.2016 00:44
walgav   14 #15 25.10.2016 00:54

" Niestety, Windows Phone, który zbiera teoretycznie najmniej danych, przegrał wojnę na całej linii frontu. Wobec tego przeciętny nastolatek nie ma wyboru – musi korzystać z urządzenia oprogramowanego systemem Google. "
Nie zgodzę się z tym stwierdzeniem do końca. Gwarantuję Ci że zwykły nastolatek znajdzie w mobilnym windowsie wszystko co potrzeba. Jedyny fakt że nie wybierze tego systemu (i dlaczego MS przegrał na polu mobilnych systemów) jest fakt nagonki na ten system przez "media"/
Żeby nie było że jestem ich fanbojem (a mogę się założyć o dość dużą kasę że zaraz ktoś mnie zwyzywa od fanboja MS'a) jakoś obrzydł mi komputerowy windows i jakoś nie bardzo palę się do używania ich produktu na lapku. Ale po przesiadce z androida na WM jestem zdecydowanie zaskoczony jakością systemu.

bart86   9 #16 25.10.2016 01:12

a co ludzie robią żeby mieć prywatność? ktoś używa programów jak signal? albo gpg? ktoś używa tora? z ludzi których znam to nikt o to nie dba nawet nie są świadomi tego

kosmoski   5 #17 25.10.2016 07:05

@AntyHaker: "W sumie to nic :P Jak zwykle w takich przypadkach wkleję >>> https://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_nag%C5%82%C3%B3wk%C3%B3w_Betteridge%E2%80%99a"

Kliknąłem w link i uśmiałem się setnie :) Nie znałem tego prawa. Pewnie niedługo powstanie opracowanie dotyczące nagłówków zawierających określenia takie jak: "nie uwierzysz", "będziesz w szoku", "nie zgadniesz". G*wno mnie obchodzi, gdzie Doda była na wakacjach, albo ile kosztowała torebka kogoś, o kim nigdy nie słyszałem. Coraz trudniej znaleźć jakiś ludzki serwis informacyjny...

Autor edytował komentarz w dniu: 25.10.2016 07:08
kosmoski   5 #18 25.10.2016 07:21

@walgav: "Nie zgodzę się z tym stwierdzeniem do końca. Gwarantuję Ci że zwykły nastolatek znajdzie w mobilnym windowsie wszystko co potrzeba. Jedyny fakt że nie wybierze tego systemu (i dlaczego MS przegrał na polu mobilnych systemów) jest fakt nagonki na ten system przez "media"/ "

Masz w tym sporo racji, ale moim zdaniem problem braku popularności systemu jest szerszy i ma o wiele starsze korzenie. Początki sięgają pierwszej ikonki kosza, którą to ikonę, albo raczej filozofię pulpitu MS zerżnął podobno od Aple, co ludzi strasznie oburzyło. Gdzieś obok była popularna przeglądarka Internetowa Netscape Navigator, którą MS wykończył, a czego użytkownicy nigdy mu nie wybaczyli.
Mógłbym napisać o tym artykuł... :)

Autor edytował komentarz w dniu: 25.10.2016 07:29
Rivnin   8 #19 25.10.2016 07:37

"Czy w dzisiejszym świecie istnieje prywatność?" - Ależ oczywiście, że.........NIE

wielkipiec   12 #20 25.10.2016 10:20

@karol221-10, poza bezwstydnym odesłaniem do własnego mierzenia się z tematem: http://www.dobreprogramy.pl/wielkipiec/Analiza-telemetrii-w-Windows-10-czy-ktos-... oraz http://www.dobreprogramy.pl/wielkipiec/Nic-do-ukrycia,74464.html
wspomnę, że to, że Microsoft nie przechowuje wszystkich zebranych danych (również tych złapanych przypadkowo), nie znaczy, że ktoś inny tego nie robi. Nawet bez współpracy z MS. Mozliwość real-timeowego zdejmowania szyfru z TLS i podsłuch głównego łącza wystarczą, by telemetrią dzielić się z wywiadem pięciu oczu. Co Microsoft wyrzuci, NSA zostawi na pamiątkę.

wielkipiec   12 #21 25.10.2016 10:36

Z innych wiadomości (własnie przeczytałem komentarze) wspomnę, że i tutaj nie brakuje ludzi, którym trochę za ciasno, żeby zrozumieć implikacje. Ślę pozdrowienia dla @Meszuge i @MacGregor.
Jak ktoś kupi w warzywniaku trochę używanej wyobraźni, to może dojdzie do wniosku, że tu nie chodzi tylko o niego. Generalnie, w życiu jest tak, że nie chodzi w nim tylko o jednostki. Ma miejsce uczenie maszynowe. I nie chodzi w nim o to, że ktoś pozna wasz gust w doborze pornuchów (mój np. jest okropny), tylko samymi "sugestiami" ustawi preferencje, opinie i zachowania całych ludzkich mas, na podstawie interesów firm, które zapłacą najwięcej za reklamy kontekstowe nowj generacji. https://en.wikipedia.org/wiki/Invisible_dictatorship

infoslaw   6 #22 25.10.2016 10:43

Dzięki za świetny wpis karol221-10. Ja jeszcze chciałbym zachęcić do nie używania przeglądarki Google a i w innej także zmienić wyszukiwarkę na coś alternatywnego jak https://duckduckgo.com

Wiemy wszyscy że bardzo trudno w 100% ukryć swoje JA za kurtyną inwigilacji chyba trzeba by było chodzić w hoodzie z zakrytą głową i od czasu do czasu palić w mikrofalówce swoje karty pamięci tak jak w tym serialu Mr. Robot.

W dzisiejszych szalonych czasach samo ukrywanie budzi podejrzenie ale zawsze można dążyć do tego aby zminimalizować czynnik inwigilacji.

Chyba moim ulubionym przykładem na to będą maszyny kontra ludzie w Matrix :)

Autor edytował komentarz w dniu: 26.10.2016 00:50
  #23 25.10.2016 11:02

Z tego, co się orientuję to Tora idzie dzisiaj już obejść.

AntyHaker   17 #24 25.10.2016 12:17

@kosmoski: Trudno się z tym nie zgodzić - niestety ;s

kosmoski   5 #25 25.10.2016 14:45

@Marco76 (niezalogowany): "przekonałeś mnie. A skoro nie masz nic do ukrycia podaj proszę swój logi i hasło do konta bankowego - jest mi to potrzebne w celach statystycznych ;o)"

Zrobię to, mówię całkowicie poważnie. Wskaż mi jedynie miejsce, w którym powiedziałem, że nie mam nic do ukrycia.

sebatbg   2 #26 25.10.2016 16:17

Zamiast sklepu google zawsze można używać aptiode.

  #27 25.10.2016 17:21

@MacGregor: Jak nie rozumiesz, to przeczytaj ten wpis jeszcze raz ale ze zrozumieniem, i koniecznie CAŁY, wszystko jest napisane, łącznie z potencjalnymi konsekwencjami dla całego społeczeństwa, całego.

  #28 25.10.2016 17:26

@kosmoski: A co za różnica po co oni to robią,
Jak będą chcieli zamontować Ci w sypialni kamerę "dla Twojego dobra" to się zgodzisz? Wątpię. A właśnie to robią, nie dosłownie, ale coś co jest bardzo podobne.

  #29 25.10.2016 19:37

Inwigilacja jest straszna koncepcją dla ludzkości ponieważ przekazuje informacje od pierwszego zalogowania do sieci umyślnie stosowana jest do tworzenia reklam czy też najczęstszych wyników w wyszukiwarce takie poczynania mogą szybciej zweryfikować osoby niepożądane w sieci bądź osoby które przeszkadzają komuś wyżej jeśli ktoś zagroził by nawet w najmniejszym stopniu o sobie najwyższej osadzonej w jakiejś grupie To dlaczego ten ktoś nie chciałby go znaleźć i zgładzić postępowali tak dyktatorzy wybierali sobie tych którzy chcą ich słuchać i którzy o nich mówią Oczywiście w pozytywnym sensie słowo mówione pisane czy też obrazowe kreuje świat pogląd który rozprzestrzenia się w bardzo szybkim tempie przy dzisiejszych technologiach nawet głupie memy potrafią Jak obrócić internetem że dotychczas uznawanej szanowana gwiazda jest pomiata na i zapomniane przez najszczerszych fanów jest to jeden z wielu przykładów który pokazuje nam jak kreować własną postać na przykład przy użyciu takiej inwigilacji jak chcemy być postrzegani przez innych by chcieli nas postrzegać.

MacGregor   7 #30 25.10.2016 21:03

@wielkipiec: Skąd te teorie spiskowe? Ja rozumiem i zgadzam się z tym że większość obecnej młodzieży i ludzi którzy stale korzystają z dobrodziejstw nowoczesnej elektroniki inteligencją nie grzeszy to nie chcę mi się wierzyć że jak barany pójdą za tym co jakieś korpo wmówi. Spora liczba osób jest świadoma tego że informacje w ogólnym obiegu (tv, radio, gazety) w większości nie ma nic wspólnego z prawdą. Są stronnicze i pokazują atuty strony która więcej zapłaci lub odpowiednio zastraszy.

  #31 25.10.2016 22:51

Jestem gimbusem i mam Lumie i jakoś żyje i moim następnym telefonem będzie być może Surface Phone/HP Elite x3

realkrzysiek   6 #32 26.10.2016 00:40

Trzeba mieć świadomość tego, co się robi. Można żyć bez FB, Google, czy Microsoftu. W czym problem, to wszystko od nas zależy.

Dementor   29 #33 26.10.2016 19:14

W ogóle sam termin "prywatność" w dzisiejszych czasach odchodzi już do lamusa. Ludzie coraz mniej cenią nadane konstytucyjnie im prawa. Choćby nawet na takim FB eksponując swoje życie prywatne, zewsząd podając swoje dane. A co najgorsze z każdym rokiem ten proceder będzie się pogłębiał... Swoją drogą świetny wpis.

-Łukasz-   6 #34 27.10.2016 19:38

To, że Google udostępnia takie narzędzia zawsze uważałem za zaletę, a nie wadę. Dzięki nim być może więcej osób uświadomi sobie, że wszystko co przeglądają w sieci jest gdzieś zapisywane, tak dla samej informacji. Jest to dobre również z innego powodu - np. historia wyszukiwania może się czasami przydać dla nas samych, aby odnaleźć, coś, co kiedyś znaleźliśmy, ale nie pamiętamy dokładnie co, a byłoby właśnie potrzebne. Rzadkie przypadki, ale jednak. To wszystko można w paru klikach wyłączyć i oficjalnie dane nie będą wtedy przypisywane do nas, choć wciąż mogą być gromadzone. Nie wiem na ile można w to wierzyć, ale naprawdę chwała Google za to, że dzieli się przynajmniej tymi kilkoma obszarami, które wykorzystuje do swoich potrzeb. Niestety wiele innych firm takich narzędzi nie udostępnia, a wcale nie znaczy to, że takich lub nawet większej ilości danych nie zbierają. Po prostu może czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Każda większa firma stara się zebrać jak najwięcej informacji tym bardziej, że ostatnio pojawiło się sporo narzędzi pozwalających je sensownie wykorzystać.

Autor edytował komentarz w dniu: 27.10.2016 19:49
-Łukasz-   6 #35 27.10.2016 19:40

"Nie przeglądałem dokładnie regulaminu korzystania z usług Google, (pewnie tam znajduje się taka informacja) ale wychodzi na to, że dane są przechowywane bardzo długo, zanim zostaną usunięte. W moim wypadku najwcześniejsze wyniki wyszukiwania, jakie się zachowały, pochodzą z końcówki 2011 roku."

Jeżeli masz włączone zapisywanie danych, są one przechowywane tak długo, zanim ich ręcznie nie usuniesz.

-Łukasz-   6 #36 27.10.2016 19:48

"Google bardzo dba o bezpieczeństwo swoich użytkowników. Automatycznie tworzy „kopie zapasowe”, w których znajdują się dane aplikacji, haseł Wi-Fi i innych ustawień. Funkcja może i przydatna – po zakupieniu nowego telefonu nie musimy wpisywać 123-znakowego bezpiecznego hasła do naszego routera. Wystarczy, że zsynchronizujemy go z kontem Google i hasło zostanie pobrane automatycznie. Ale czy przypadkiem Google nie powinno mnie zapytać o włączenie tej, jakże ułatwiającej życie, funkcjonalności? Czy, osoba, która pierwszy raz w życiu dotyka telefonu z Androidem musi wiedzieć, że jeśli nie chce być inwigilowana, musi się przeklikać przez setki ustawień, aby wyłączyć wszystkie funkcje naruszające prywatność?"

Kopie zapasowe nigdy nie były robione automatycznie. Wydaje mi się, że jest to jedna z opcji, która może nawet jest domyślnie zaznaczona na etapie ekranu konfiguracji telefonu, ale jednak odznaczyć ją można. Zawsze ją odznaczam, bo nie potrzebuję tworzenia kopii zapasowej programów. Urządzenie wolę skonfigurować ręcznie, na czysto i sam wybrać jakie aplikacje na dany typ sprzętu są potrzebne - np. inne na tablet, a inne na telefon, choć znam osobę, która to rozwiązanie sobie chwali :-)

Autor edytował komentarz w dniu: 27.10.2016 19:53
karol221-10   9 #37 27.10.2016 20:47

@-Łukasz-: Wcale nie twierdzę, że Google źle robią, udostępniając takie narzędzia. Jednakże o zbieraniu takich informacji powinno się informować raczej dużymi literami, żeby przeciętny "nieobeznany z IT" użytkownik miał świadomość, co się dzieje z jego danymi. W końcu, jakby nie patrzeć, nasze zachowania w Internecie, dane osobowe, są rzeczami dość cennymi.

-Łukasz-   6 #38 27.10.2016 21:42

@karol221-10: Zgadzam się. Niby jest polityka prywatności i regulamin, ale mało osób go czyta. Te dokumenty co prawda Google przerobił już jakiś czas temu na formę bardziej przyjazną zwykłym użytkownikom internetu, ale nawet tego większości nie chce się przejrzeć :-)

Autor edytował komentarz w dniu: 27.10.2016 21:53
Berion   13 #39 04.11.2016 14:04

Czytam komentarze i jestem załamany.

Ludzie plastelina. Świetny materiał na niewolnika. Szkoda, że wasz brak wyobraźni i niezdrowa tendencja racjonalizowania zaszkodzi tak samo mi jak i wam samym.