Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Przygody młodego technika — część I — informacje ogólne, przyjazd

Praktyki to obowiązkowy przedmiot do zaliczenia w przypadku nauki w technikum. Większość szkół nie oferuje ciekawych opcji. Dostępny jest jedynie staż w kraju, który najczęściej samemu trzeba sobie załatwić. Jakość takich praktyk pozostawia zwykle (oczywiście są wyjątki, lecz nieliczne) wiele do życzenia. Na szczęście, niektóre technika (w tym między innymi moje) uczestniczy w projekcie Erasmus+. Dzięki temu szkoła może otrzymać dofinansowanie na zorganizowanie praktyk za granicą. Kwota ta zmienia się co roku. Najczęściej pełne dofinansowanie obejmuje sumę około 2000 Euro. Oczywiście, pieniądze te pokrywają wszystkie koszty związane z praktykami, takie jak zakwaterowanie, wycieczki, wyżywienie itp. Kieszonkowe wynosi około 350-500 Euro, w zależności od stażu. Praktyki są bardzo interesującym przedsięwzięciem, w którym miałem szansę, jako jeden z najlepszych uczniów mojej szkoły, wziąć udział.

Jak przebiega procedura rekrutacji?

Każdy, kto jest zainteresowany tematem, najpewniej zada to pytanie. Jakie wymagania stawiane są przy wybieraniu uczniów mających wziąć udział w praktyce zagranicznej? Co roku w mojej szkole reguły te praktycznie się nie zmieniają. Rozpatrywana jest m.in. średnia z pierwszego semestru nauki w trzeciej klasie oraz drugiego w drugiej, zachowanie, frekwencja. Pozostałe warunki zawarte są w regulaminie rekrutacyjnym.

Zwykle pod koniec grudnia składane są deklaracje. Należało zdecydować, w jakim stażu chcemy wziąć udział. Większość osób miała do wyboru staże w Hiszpanii lub Niemczech. Obydwa kraje mają swoje zalety i wady. Łatwiej się dostać zazwyczaj do naszego zachodniego sąsiada. Aczkolwiek, zwykle przyczyną takiego zachowania jest fakt kojarzenia Hiszpanii oraz jej pięknej słonecznej pogody z wakacjami.

Po złożeniu deklaracji każdy czeka na werdykt specjalnej komisji. Na praktyki kwalifikuje się określona (zazwyczaj 20 na jeden staż, w tym roku 16) grupa osób.

Po ogłoszeniu list rozpoczyna się podpisywanie tysiąca ton makulatury. Organizowane są także spotkania z rodzicami i uczniami, na których omawiane są podstawowe sprawy związane z praktykami. Mowa między innymi o tym, co należy wziąć na miesięczny wyjazd, jak wszystko będzie się odbywało itp. W planie przewidziane są także zajęcia językowe. Na nie przeznaczonych jest około 30 godzin lekcyjnych. Dodatkowo, dziesięć godzin przeznaczonych jest na zajęcia kulturowe. Co to znaczy? Otóż, omawia się zasady zachowania, żywienie, „grzeczność” oraz inne sprawy związane z kulturą danego narodu.

W przypadku praktyk zagranicznych, szkoła załatwia wszystkie formalności. Uczeń musi wyrobić sobie jedynie Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ). Można to zrobić w każdej filii Narodowego Funduszu Zdrowia. Dodatkowo wymagane są dwa zdjęcia, które posłużą zarówno do biletu miesięcznego jak i tzw. Certyfikatów Europass Mobility.

Praktyki czas zacząć

Nadszedł sądny dzień. Niedziela 8 maja była dniem opuszczenia naszego kochanego miasta, naszych rodzin i przyjaciół. Autobus PKS miał o 20:00 rozpocząć podróż w kierunku Zwickau. Zbiórka była zaplanowana na parkingu dworca PKS. Poranek był bardzo piękny. Ćwierkające ptaki, bezchmurne niebo zapowiadały fantastyczny dzień. Tak też było. Poświęciłem go na ostatnie przygotowania do podróży. Resztę czasu oddałem rozrywkom – graniu na komputerze i żonglowaniu.

Niestety, wraz ze zbliżaniem się godziny zbiórki pogoda zaczynała się psuć. Najpierw pojawiło się kilka niewielkich burzowych chmurek, aby o 18:00 zasłonić całe niebiosa. Zaczęła się potężna ulewa. Planowałem ją przeczekać. Niestety, czas nie był po mojej stronie. Opady zdawały się wzmagać, a czas nieubłaganie płynął do przodu. Podjąłem decyzję o wymarszu. Posiadałem dość spory bagaż, z którym pomagali mi rodzice. Piesza droga, mimo iż mój dom znajduje się niedaleko dworca – miejsca zbiórki, nie należała do najprzyjemniejszych. Deszcz porządnie spłukał mnie i moje walizki.

Znalazłem się na miejscu długo przed wyznaczoną godziną odjazdu. Schroniłem się w nieco zaniedbanym budynku dworca. Byłem pierwszy, ale po pewnym czasie zebrała się już cała ekipa. Opuściliśmy schronienie przed deszczem i zaczęliśmy się zbliżać w kierunku parkingu. Pogoda na szczęście się poprawia. Duże krople zimnego deszczu zaczęły przechodzić najpierw w lekką mgiełkę, aby po pewnym czasie całkowicie zaniknąć.
Pokaźnych rozmiarów autobus, z wymalowanym kolorem białym standardowym napisem: PKS w … podjechał na miejsce zbiórki dziesięć minut przed czasem. Wszyscy do niego podeszli, oczekując na moment otwarcia luku bagażowego. Stało się to po niedługiej chwili. Po paru minutach wszystkie walizki znalazły się na swoim miejscu, oczekując na wymarzoną zagraniczną podróż.

Do pojazdu wsiąść nie mogliśmy. Na kilka minut przed odjazdem mieli przybyć policjanci. Ich zadaniem miało być sprawdzenie stanu technicznego autobusu oraz psychicznego kierowców. Służby zaliczyły niewielkie spóźnienie.

Po godzinie oczekiwania, poświęconych na plotki i dociekania, cichutko podjeżdża czarny cywilny samochód. Dwóch policjantów, ubranych w niebieskie uniformy podchodzi do auta. Wchodzą razem z kierowcami do kabiny i testują po kolei wszystkie elementy. Oświetlenie, sprawność silnika, ogumienie, stan bieżnika itp. Następnie nadchodzi chwila prawdy dla kierowców, którzy są badani pod kątem trzeźwości. Do tej części zachowania mundurowych nie mogę mieć zastrzeżeń, a nawet muszę ich pochwalić. Zostaliśmy poinformowani, że pojazd i jego obsługa będą w stanie dowieźć nas bezpiecznie do celu. Pozwolono nam wsiąść. Wcześniej nastąpiło ostatnie pożegnanie z rodziną. Ostatecznie wsiedliśmy do autokaru.
Wszyscy zajęliśmy wygodne miejsca. Autokar był dość duży w stosunku do ilości osób biorących udział w praktykach. Toteż na każdego wypadało co najmniej dwa miejsca. Byliśmy z tego faktu zadowoleni. W końcu czekała nas kilkunastogodzinna podróż ze wschodnich krańców Polski do południowej części Niemiec.

Po usadowieniu się w fotelach musieliśmy poświęcić chwilę uwagi dla opiekunów praktyk. Nastąpiło przeliczenie ilości osób znajdujących się w autokarze. Zostaliśmy poinformowani o podstawowych zasadach BHP. Jeden z byłych opiekunów w tym momencie wszedł do autobusu. Życzył (w języku niemieckim) szczęśliwej podróży i pobytu za granicą. Niestety nie wszyscy go zrozumieli. No to ciekawie się zaczyna – pomyślałem. No nic. Co będzie i jak wypadniemy z naszą „celującą” znajomością języka niemieckiego, to się dopiero okaże. Tymczasem wszyscy „nieuprawnieni” opuścili pojazd i nastała jasność. Usłyszeliśmy dźwięk poważnego silnika. Pojawił się charakterystyczny chrzęst wrzucanego biegu. Autobus ruszył. Pomachaliśmy na pożegnanie naszym rodzinom. Zaczęliśmy się oddalać od obserwujących nas ludzi, aż całkowicie straciliśmy ich z oczu.
Atmosfera w autobusie była bardzo dobra. Rozmowy w przedniej części autobusu nie trwały zbyt długo. Rozpoczęły i zakończyły się na fizyczno-filozoficznych rozważaniach dotyczących czasu i przestrzeni. Po upływie około połowy godziny gwar wyciszył się. Większość zajęła się odpoczynkiem przed czekającą ich następnego dnia wizytą w miejscu pracy. Ja natomiast zająłem się przemyśleniami i tworzeniem tego tekstu. Ktoś z tyłu zapuścił nastrojową muzyczkę, która nadawała podróży specyficzny charakter. Po pewnym czasie większość autobusu (z wyjątkiem kierowcy oczywiście) drzemała. Ja również musiałem w końcu poddać się tej aurze.

Przyjazd do Zwickau

Dojechaliśmy wczesnym rankiem. Pogoda zaczęła nam sprzyjać. Zwickau to dość spokojne miasto, o niewielkim natężeniu ruchu drogowego. Miejsce naszego zakwaterowania to akademik CJD Zwickau. Budynek jest dość obszerny. Na parterze znajduje się jadalnia i kuchnia, natomiast na wyższych piętrach pokoje. Dostępne są także różne rozrywki, którymi można zapełnić czas wolny. Po przyjeździe, wstępnym zapoznaniu się z otoczeniem oraz rozpakowaniem bagaży zostaliśmy zaproszeni na śniadanie. Miła pani kucharka pozostawiła każdemu wybór w postaci zupy brukwiowej lub fasolowej. Dodatki można było dobrać samemu spośród bardzo dużej puli dostępnych komponentów.
Po śniadaniu zostały częściowo omówione podstawowe zasady BHP, dotyczące podstawowych reguł zachowania się w miejscu pracy. Dotyczyły one między innymi uprzejmości wobec niemieckich pracowników oraz podstawowych zasad zachowania się. Spotkanie było krótkie i bardzo szybko można było przejść do ważniejszych spraw.
Następnym krokiem było organizacyjne spotkanie w miejscu pracy. Cel naszej podróży nie był bardzo odległy od akademika. Nie mniej, najlepszą opcją dotarcia do celu było wybranie autobusu. Wszak, bilety miesięczne kosztowały 39 euro, czyli około 120 złotych polskich. Jaka jest fundamentalna różnica miedzy miesięcznymi biletami niemieckimi a polskimi? Otóż, niemiecka wersja pozwala na transport dowolnym środkiem transportu nie tylko po rejonie całego miasta, ale także po okolicach, także w sobotę i dni świąteczne. Natomiast w Polsce, bilet miesięczny obowiązuje najczęściej tylko na określonych liniach. Jest to fundamentalna zaleta niemieckiego systemu, co sprawia, że ludzie bardzo chętnie korzystają z komunikacji miejskiej. Pierwsze nasze spotkanie zagranicznym autobusem nastąpiło z małym opóźnieniem.

W końcu autobus przyjechał. Dalsza część podróży przebiegała dość szybko. Autobus szybko dowiózł nas na miejsce docelowe.. Charakterystycznym punktem orientacyjnym jest stary trabant, stojący przed wejściem na teren placówki. Weszliśmy do budynku. Zostaliśmy zaprowadzeni do auli, gdzie miało odbyć się pierwsze spotkanie z naszymi przyszłymi tutorami (czyli wykładowcami/ trenerami). Jako tłumacz pracowała nasza nauczycielka i jednocześnie jeden z opiekunów całej tej wyprawy. Stało się tak, gdyż niestety nasza praktyczna znajomość niemieckiego nie stoi na najwyższym poziomie (ze względu na bardzo małą ilość godzin tego języka w szkole). Miła niemiecka reprezentantka zakładu przedstawiła nam zasady BHP obowiązujące na terenie placówki. Dowiedzieliśmy się, co możemy robić, a co jest absolutnie zabronione. Jednym z ciekawszych punktów był zakaz przyprowadzania zwierząt na zajęcia (np.: szczurów). Następnie zostaliśmy oprowadzeni po poszczególnych salach. Dowiedzieliśmy się o kierunkach kształcenia w tej uczelni, oraz poznaliśmy ogólny system nauczania w Niemczech. Jest on nieco inny od polskiego, gdyż od pewnego momentu przedmioty ogólnokształcące są całkowicie eliminowane na rzecz zawodowych. Ludzi kształci się nie ogólnie, a pod konkretną firmę i konkretne wymagania pracodawców. Daje to większe szanse na znalezienie dobrej pracy. W Polsce informatyk szkolony jest ogólnie, pod wiele różnych kwalifikacji. W Niemczech natomiast nie ma pojęcia „technik informatyk”. Każdy jest specjalistą w określonej dziedzinie.

Poznaliśmy wykładowców oraz sale, w których będziemy mieli zajęcia. Zobaczyliśmy między innymi pracownię pneumatyki, obrabiarek sterowanych numerycznie i wiele innych. Wszystkie szczegóły dotyczące nauczanych zawodów zostały nam szczegółowo wyjaśnione.

Potem wróciliśmy do auli, gdzie została nam zadana garść pytań na temat naszych opinii o tym, co usłyszeliśmy. Niestety, żadnych pytań ani opinii nie było. Wobec tego została nam zaproponowana kolejna wycieczka – do szkoły zawodowej znajdującej się niedaleko głównego budynku naszego miejsca pracy. Poznaliśmy tam między innymi różne rodzaje spawania, gatunki elektrod i tym podobne informacje. Zostaliśmy oprowadzeni po większości pomieszczeń. Po zakończeniu zwiedzania ogromnego budynku pożegnaliśmy się z bardzo miłą kadrą. Opuściliśmy nasze przyszłe miejsce pracy i wróciliśmy do Wohnheimu.

To nie był koniec przygód dzisiejszego dnia. Pozostał do rozwiązania jeden z najważniejszych problemów pobytu za granicą – dostęp do Internetu. Roaming, jak wiadomo, jest bardzo drogi. Przy cenie 1PLN/1MB odwiedzenie nawet kilku stron może poważnie nadszarpnąć budżet. Wobec tego należało znaleźć inne rozwiązanie. Istniały dwa sposoby. Pierwszym z nich był zakup niemieckiego startera i kupno odpowiedniego pakietu internetowego. Natomiast drugi przewidywał wykupienie dostępu do sieci bezprzewodowej na terenie akademiku. Decyzja była ciężka. Aby podjąć poprawną decyzję, należało zorientować się w cenach starterów niemieckich operatorów telekomunikacyjnych. Powód ten dał nam okazję do pierwszego poważnego zwiedzania tego niemieckiego, cichego, niewielkiego miasta. Odwiedziliśmy bardzo wiele obiektów. Poznaliśmy prawdziwe standardy działania niemieckiej komunikacji miejskiej (regularność i punktualność). Zwiedziliśmy pobieżnie centrum miasta. Poznaliśmy lokalizację najważniejszych i najtańszych sklepów w okolicy. Dzięki temu poczuliśmy się pewniej.

Praktyki nie tylko uczą pracy w danym zawodzie. Pozwalają także poznać dany kraj. Chodzi nie tylko o kulturę, ale także o gospodarkę. W Niemczech nie da się nie zauważyć dużego udziału energii odnawialnej w gospodarce państwa. Już po przekroczeniu granicy Niemiec widzimy ogromne farmy wiatrakowe. Bardzo często nawet połowa powierzchni dachu jest zapełniona panelami słonecznymi. Nie wiem, jak jest z formalnościami w Niemczech, ale w Polsce skorzystanie z dofinansowania Prosument jest w niektórych miejscowościach bardzo ciężkie. Dość ciężko nawet uzyskać jakiekolwiek informacje dotyczące projektu dofinansowania. Natomiast na kupno dobrych paneli na wolnym rynku statystycznego Polaka nie stać, co jest sporym błędem w polityce energetycznej kraju.

Co było dalej?

Następnego dnia czekał nas pierwszy dzień w nowym miejscu pracy. Część osób obawiała się tego, ze względu na to, że pierwszy raz musieli użyć samemu obcego języka. Po pracy planowana była także wycieczka krajowo-poznawcza. Ale o tym może w kolejnym odcinku „Przygód młodego technika”.
 

porady inne

Komentarze

0 nowych
KyRol   17 #1 25.05.2016 23:38

technika żywności? motoryzacji? rolnictwa? Z całego tekstu nie wynika jakiego technika...

Autor edytował komentarz w dniu: 25.05.2016 23:39
DjLeo MODERATOR BLOGA  17 #2 26.05.2016 00:10

@KyRol Cierpliwości, zapowiada się fajna seria. Kolega buduje atmosferę. Było by słabo jak by od razu wszystko zdradził. ;) Poza tym ciężko się nie domyślić o co chodzi :)

@karol221-10 Ja daje Ci plus, za to, że właśnie nie napisałeś tego wprost. No i bardzo fajnie się czytało, leci na główną portalu.

Ernest Magnus   7 #3 26.05.2016 04:09

@KyRol: A to czytałeś bystrzacho? ;p

"W Polsce informatyk szkolony jest ogólnie, pod wiele różnych kwalifikacji. W Niemczech natomiast nie ma pojęcia „technik informatyk”. Każdy jest specjalistą w określonej dziedzinie."

Zdziwił bym się gdyby chodziło o technika żywienia. Po co miał by pisać bloga na portalu IT? :)

  #4 26.05.2016 10:26

Ale bełkot... Po wycięciu opisów przyrody i innego śmiecia, zostanie jedna lub dwa konkretne zdania na temat.

  #5 26.05.2016 11:03

@Ernest Magnus: "Zdziwił bym się gdyby chodziło o technika żywienia. Po co miał by pisać bloga na portalu IT? :)"
No bo to technik. Prestiż w CV.

Viliae   8 #6 26.05.2016 12:06

"(...)w którym miałem szansę, jako jeden z najlepszych uczniów mojej szkoły, wziąć udział." - ta część zdania zw całym tym wpisie ukłuła mnie najbardziej. Chwalenie się prawie zawsze przechodzi później w wyniosłość i nadmierną butę, dlatego unikaj na przyszłość takich zbyt bezpośrednich stwierdzeń (średnia ocen niekoniecznie świadczy o kimś, że jest najlepszy).

Co do sprawy biletów: porównałeś bilet miesięczny z biletem szkolnym.

  #7 26.05.2016 14:57

@Viliae: zaraz mi się przypomina moje motto, które lubię powtarzać jak ktoś sra wyżej niż dupę ma
"Być najlepszym to niemożliwe, dla takich życie jest złośliwe" :)

adi0922   11 #8 26.05.2016 18:15

Czekam na kolejne części. :D

KyRol   17 #9 26.05.2016 20:25

@Ernest Magnus: Jak to jest, że rozpoznajesz litery, a odczytać nie potrafisz? Cytat jest baaardzo ogólny i można go interpretować na sposobów 100 i 10. Informatyk?! Znaczy kto?! Nauczyciel? Co do drugiej części cytatu, to nawet w domyśle czy tym bardziej w kontekście autor tu nie sugeruje siebie, więc nie wiem skąd bierzesz tę nadinterpretację.

Edukacja, edukacją, szkoła, szkołą. Patrząc na dyplomy zawodowe różnych branż nie sposób dojść do wniosku, że nasz system edukacyjny zakończył nazewnictwo zawodów na dyplomach w czasach socjalizmu i zapomniał o czymś takim jak postęp, rozwój i uprzemysłowienie. Przykładowo kończąc szkołę handlową,uczeń na świadectwie ma zawód sprzedawca. Nie handlowiec, a sprzedawca... Co ciekawe szkoła nazywa się handlowa... No sorry, sprzedać to można kogoś na komisariacie albo w sądzie.

dalej - w naszym pięknym systemie edukacyjnym zlikwidowano specjalizacje, przywrócono specjalizacje i zaś zlikwidowano specjalizacje na dyplomach i świadectwach. To samo z gimnazjami - były, nie było, są i znowu ma ich nie być... Takie dylematy ma nasze ministerstwo edukacji. Nie jakość nauczania i podążanie za zapotrzebowaniem na rynku pracy, a przeciąganie sznurka pomiędzy opcjami politycznymi, które sympatyzują albo i nie za czasami PRLu...

Co do samego autora - jasne, że pisze on w kontekście technika informatyka jak to on określa ze swojej perspektywy, ale w tym tekście nie ma ani jednej *racjonalnej* sugestii odnośnie tego. Za to w pierwszych zdaniach pierwszego wpisu na jego blogu można o tym się dowiedzieć. Rzecz nie w tym. Nie wiedzieć czemu zabrakło wyraźnego wskazania o co i o kogo konkretnie tu chodzi. Jeśli ma to być budowanie atmosfery to nie wiem do czego. Do paneli słonecznych? Do pobytu w Germanistanie?

zdarzały się i takie przypadki, gdy ktoś pisał o przysłowiowych pyrach, znaczy robił offtop albo coś w rodzaju hydeparku i lądowało to na głównej, dlatego co do budowania tego rodzaju atmosfery i wrzucania takich wpisów na główną trzeba być ostrożnym. Dlatego zwróciłem uwagę na to autorowi.

---edit: I jeszcze jedno, jeśli ktoś uważa uogólnienie wszystkich specjalizacji do jednego mianownika za coś fajnego czy dobrego, to niech sobie zestawi zawód grafika komputerowo ze specjalistą do sieci i niech pomyśli czy do końca jest to samo.

Autor edytował komentarz w dniu: 26.05.2016 20:47
KyRol   17 #10 26.05.2016 20:30

@Viliae:
tantal (niezalogowany):

Tu nie chodzi o chwalenie. Ten bloger jest z siebie dumny. W żadnym ze swoich wpisów nie wyjawił cienia obnoszenia się czy traktowania kogokolwiek z góry. Ma do tego prawo, acz publicznie powinien liczyć się z linczem od komentujących no i przyszło mu się z tym skonfrontować. Miejmy nadzieję, że obrośnie w grubszą skórę i wyciągnie wnioski na przyszłość przy rozwijaniu swojego stylu pisania na blogu.

Autor edytował komentarz w dniu: 26.05.2016 20:55
Shaki81 MODERATOR BLOGA  37 #11 26.05.2016 20:38

Trochę za dużo miejscami odchodzisz od tematu, ale fajnie się czyta, no i czekam na kolejną część

KyRol   17 #12 26.05.2016 20:43

@karol221-10:

Jak spodoba Ci się w tym Germanistanie i stwierdzisz, że chciał byś tam pracować odezwij się do mnie przez pw na forum. A jak mi nie ufasz to poszukaj sobie po prostu izby rzemieślniczej w Niemczech i skontaktuj się z nimi sam.

Viliae   8 #13 26.05.2016 21:19

@KyRol: Rzeczywiście mojego posta można trochę źle zinterpretować. W tamtym poście chciałem tylko zaznaczyć, że używanie słowa "najlepszy" w takiej formie niekoniecznie może o kimś dobrze świadczyć (No cóż jestem starym prykiem wychowanym na filmach pokroju "Najlepszy z Najlepszych", a wszyscy wiemy jak ci "najlepsi" kończyli :P).

@karol221-10: Mam nadzieję, że już wiesz, że w Niemczech jest odwrotna skala ocen (1.0 - b. dobry >> 5.0 - niedostateczny/brak zaliczenia). Ja tak samo jak inni czekam na dalszy ciąg.

karol221-10   9 #14 26.05.2016 21:24

Dobra, pora wyjaśnić kilka wątpliwości
@KyRol:
W tekście jest jedno nawiązanie, które przytoczył @Ernest Magnus. Aczkolwiek nie zamierzam skupiać się tylko na opisie praktyk informatyków, gdyż razem z nami są także mechatronicy i elektronicy. Wszyscy pracują w jednym miejscu, więc chcę wspomnieć także o nich.

Co do pracy w Niemczech, jeden z moich planów zakłada wyjazd tam w celu zarobienia kasy, która pozwoli mi na łatwiejsze rozkręcenie jakiegoś biznesu w Polsce.

@Shaki81:
Co do odbiegania od tematu, ta seria ma być opisem nie tylko samych praktyk, lecz także moich osobistych spostrzeżeń. Dlatego właśnie miejscami odskok od przewodniego tematu może wydawać się dość duży.

@Viliae:
Co do biletów, zapomniałem wyszczególnić, że chodzi głównie o mieścinę, w której ja mieszkam. Jeszcze niedawno (jakiś rok, czy dwa temu) nie było w MPK możliwości kupna biletu miesięcznego na wszystkie linie. Wiem, że w innych miastach istnieje taka możliwość.

Co do chwalenia się, po prostu chciałem podkreślić, że na praktyki zagraniczne jadą tylko najlepsi z najlepszych :) . Nic poza tym.

KyRol   17 #15 26.05.2016 21:44

@karol221-10: Nie no, Izba Rzemieślnicza nie jest dla dorobkiewiczów, a dla osób zdecydowanych, którzy chcą na stałe podjąć pracę w Niemczech i ewentualnie mieszkać w Polsce. W każdym razie odnośnie twoich planów - powodzenia.

Autor edytował komentarz w dniu: 26.05.2016 21:45
  #16 27.05.2016 08:14

Przygody młodego technika część IV to z pewnością będzie opis epickich imprez, bo doskonale wiem czym kończy się każdy Erasmus ;-)

  #17 27.05.2016 10:54

@Viliae: bardzo dobrze, że się pochwalił. Wkurzają mnie ludzie, którzy za swoje motto przyjmują negowanie osiągnięć innych ( z reguły tylko z tego powodu, że sami nic nie osiągnęli i po prostu zazdroszczą innym sukcesu). Gdyby się nie pochwalił to nie wiem czy bym to przeczytał :)

WODZU   16 #18 27.05.2016 17:43

@Ernest Magnus: "Zdziwił bym się gdyby chodziło o technika żywienia. Po co miał by pisać bloga na portalu IT? :)"

Na Blogu DP były już takie kwiatki, że mało co jest w stanie mnie zaskoczyć :D

Autor edytował komentarz w dniu: 27.05.2016 17:43
sagraelski   6 #19 30.05.2016 13:18

dobrze się czytało - interesuje mnie ciąg dalszy więc... kiedy? :)

  #20 31.05.2016 17:18

@KyRol: "W żadnym ze swoich wpisów nie wyjawił cienia obnoszenia się czy traktowania kogokolwiek z góry. Ma do tego prawo, acz publicznie powinien liczyć się z linczem od komentujących no i przyszło mu się z tym skonfrontować. Miejmy nadzieję, że obrośnie w grubszą skórę i wyciągnie wnioski na przyszłość przy rozwijaniu swojego stylu pisania na blogu."

oczywiście wiem co napisał autor i co masz na myśli, znać swoją wartość to oczywistość ale to jednak skromność uszlachetnia i uczy pokory gdy natrafimy na lepszego od siebie i pamiętajmy ludzie to kurwy! przynajmniej większość...dlatego taki komentarz zastosowałem ;)