Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Opalarką na zimne luty!

Wpis ten dotyczy notebooka marki HP (dv6-2005sw), który lekko ponad rok po gwarancji odmówił współpracy. Komputer daje oznaki życia, tzn. się włącza, słychać pracujące chłodzenie i nic więcej. Ekran czarny, dysk twardy nie pracuje. Na pierwszy ogień idzie wyciągnięcie i ponowne włożenie modułów pamięci RAM, oraz próba uruchomienia komputera z jednym modułem. Jak
się łatwo idzie domyślić czynność ta nic nie dała. Następnie kolejna popularna czynność, czyli resetowanie BIOS. Dogrzebałem się bateryjki i ją wyciągnąłem. Po kilku minutach bateria znalazła się na swoim miejscu i oczywiście czas na próbę generalną. Z niepewnością włączam komputer i... tak zgadliście komputer działa a właściwie, to nie działa tak samo jak wcześniej.

Poszukiwanie rozwiązania

Po tym jak wykonałem "podstawowe czynności" byłem pewien, że problem leży po stronie sprzętu. Właściwie od początku miałem taki zamysł. Notebook należy do tych HP które potrafiły się mocno nagrzać. Nie jest, to może taki poziom, że można się poparzyć, ale chłodnym też go nazwać nie można. Przy mniej wymagających czynnościach poziom nagrzania spodu był znośny. Dodatkowo plany zasilania miałem ustawione tak, aby ilość wydzielanego ciepła była jak najmniejsza. Pomimo dbania o komputer to, rok po gwarancji luty puściły. Dioda od klawisza Caps Lock migała jeden raz co według tabeli z kodami błędów na stronie HP oznacza problem z procesorem. Po dalszej analizie wyszło że kod ten w większości przypadków oznacza usterkę mostka północnego. I tak się właśnie okazało - uszkodzonym elementem jest mostek północny. I tu się wszystko zgadza. Z początku myślałem, że układ graficzny padł jednak w przypadku uszkodzenia GPU dysk twardy by pracował normalnie i (o ile BIOS by nie komunikował awarii układu graficznego zatrzymując się na POST) komputer kontynuowałby ładowanie systemu.

Zimne luty

Powodem odmówienia posłuszeństwa układu były tzw. zimne luty. Zimny lut, to nic innego jak lut który stracił swoje właściwości przewodzące. Jest to spowodowane poprzez zmniejszającą się elastyczność cyny bezołowiowej na wskutek wielokrotnego ogrzewania i schładzania a co za tym idzie zwiększania i zmniejszania objętości lutu. Prawidłowo po schłodzeniu lut wraca na swoje miejsce. Uszkodzone luty nie powracają na prawidłowe miejsce tudzież występują w nich przerwy. Problem zaczął występować po wprowadzeniu dyrektywy RoHS zakazującej korzystania z lutów z domieszką ołowiu a nakazującej korzystania z lutów bezołowiowych. W skład obecnie wykorzystywanych stopów wchodzi cyna z dodatkami m.in. srebra, czy miedzi. Niestety stopy bezołowiowe są mniej trwałe w porównaniu do tych w których skład wchodzi ołów. Warto tutaj zaznaczyć, że wiele zależy od producenta i jakości zastosowanego stopu. Niestety w większości przypadkach mamy do czynienia ze spoiwem niskiej jakości.

Co robić, aby uniknąć uszkodzenia lutu?

Aby wydłużyć żywotność naszego urządzenia należy stosować się do kilku prostych wskazówek które pewnie każdy z Was zna. Oczywiście nie jest to reguła, że przestrzeganie ich doprowadzi do tego, że komputer nigdy nie odmówi nam posłuszeństwa jednak w ten sposób możemy przyczynić się do przedłużenia żywotności komputera.
  • Należy regularnie czyścić układ chłodzący komputera - kurz działa jak izolator przez co powietrze nie przepływa swobodnie więc i temperatury są większe;
  • dobrze jest raz na jakiś czas wymienić pastę termoprzewodzącą - tym bardziej jak mamy łatwy dostęp do układu chłodzenia;
  • zanim wyłączymy komputer (w szczególności, gdy pracował pod obciążeniem) poczekajmy, aż komputer się ochłodzi zostawiając komputer przez chwilę np. "na pulpicie". To pozwoli szybciej odprowadzić ciepło dzięki pracy wentylatora który po wyłączeniu komputera przestaje pracować.

Sposoby naprawy - te bardziej profesjonalne

Zanim przystąpiłem do prac związanych z opalarką postanowiłem poszukać serwisów zajmujących reballingiem układów BGA. Ceny takich napraw zaczynają się od ok. 200 do ok. 500 zł. I tutaj warto zaznaczyć, że taka naprawa może, ale wcale nie musi być trwała. W przypadku, gdy zdecydujemy się na reballing szukając odpowiedniego serwisu nie patrzmy tylko na cenę. Najistotniejsza jest długość gwarancji jaką wystawia dana firma. Te mniej porządne dają ok. miesiąca gwarancji. Jak ktoś by się zdecydował oddać do serwisu swoje urządzenie, to wg. mnie rozsądne minimum to 12 miesięcy gwarancji na wykonaną usługę. Chociaż i w tym przypadku nie mamy żadnej pewności, że po upłynięciu tych sześciu miesięcy sprzęt będzie dalej bezproblemowo działać. Dlatego zwracam uwagę na to, że im dłuższa gwarancja, to mamy do czynienia z bardziej rzetelnym serwisem. W końcu, gdy ktoś uważa, że jego usługa będzie efektowna na krótki okres czasu, to możemy wysnuć wniosek, że wykonana usługa jest niskiej jakości albo ktoś kogoś oszukuje.

Rodzaje napraw BGA

Wracając do samego procesu reballingu, to pod tym wyrażeniem ogólnie kryje się odlutowanie układu, wyczyszczenie go ze starych kulek BGA i nałożenie nowych oraz ponowne przylutowanie układu. Szukając serwisu trzeba mieć na uwadze to, że może on wykonać jedną z trzech czynności:
  • Reballing - czyli czynność którą opisałem powyżej;
  • Wymiana układu na nowy - to samo jak wcześniej z tym wyjątkiem, że układ jest wymieniany na nowy;
  • Reflow - czyli serwis oszukuje swojego klienta.
Najlepszą naprawą z tych trzech jest wymiana układu na nowy. W szczególności, gdy nasz układ należy do wadliwej serii (np. słynne GeForce seria 8xxxm) i układ jest wymieniany na pochodzący z nowej poprawionej partii. Taka naprawa jest najbardziej efektywna. Reballing też może dać dobre rezultaty, gdy nasz układ jest jak najbardziej dobry a lut uległ uszkodzeniu poprzez przegrzewanie się komputera. Pozostaje jeszcze tajemniczy reflow który opisałem jako oszustwo serwisu w stosunku do klienta. Reflow jest niczym inny, jak doprowadzeniem kul BGA do stanu płynnego, przez co połączenia sprawiają wrażenie sprawnych (dzięki Catjung za poprawienie). Reflow wykonuje się poprzez podgrzanie układu np. poprzez stację lutowniczą z hot air. Serwisy wykorzystują reflow, aby dojść do tego który element jest uszkodzony i wymaga reballingu, aby następnie wykonać właściwą naprawę. Ok, wszystko brzmi właściwie, więc dlaczego wspomniałem o oszustwie ? Szukając po Internecie nie jest trudno się natknąć na tematy dotyczące niewłaściwych napraw. Niektóre serwisy naprawy wykonują nawet...opalarką co można dostrzec np. patrząc na przypalone elementy plastikowe na płycie głównej. Dlatego jak już wcześniej wspomniałem decydując się na reballing patrzmy na gwarancję. Oddając urządzenie do naprawy serwisowi wystawiającemu miesiąc gwarancji możemy być pewni, że komputer zbyt długo nie pochodzi i w dodatku prawdopodobnie zostaliśmy oszukani. A tego zbyt łatwo nie sprawdzimy. W końcu, aby stwierdzić, czy układ został wymieniony, a żaden element nie jest przypalony musimy rozkręcić komputer, co samo w sobie nie jest problemem. Jednak większość serwisów nakleja plomby. Bez ich zerwania nie rozkręcimy komputera a naruszając plomby tracimy gwarancję na wykonaną usługę co raczej jest nieopłacalne przy tego rodzaju naprawach.

Sposoby naprawy - te mniej profesjonalne

Czytając o praktykach jakie są dość powszechne w przypadku reballingu a właściwie, nie zawsze reballingu stwierdziłem, że nie warto inwestować pieniądze w naprawę tego komputera. Co prawda ceny reballingu nie są jakieś bardzo duże, to jednak lepiej je przeznaczyć na zakup nowego komputera niż na naprawę. Tym bardziej, że nie koniecznie można trafić na uczciwą firmę (chociaż warto w tym miejscu wspomnieć o tym, że są osoby które wykonują reballing w warunkach domowych - jednak zakup specjalistycznych urządzeń nie jest tani szczególnie w kontekście naprawy jednego urządzenia do tego trzeba jeszcze mieć odpowiednią wiedze i umiejętności). Opłacalność takiej naprawy każdy musi przekalkulować sam. W moim przypadku cena naprawy wynosi tyle ile sprzęt jest wart jak nawet nie przekracza jego wartości.
Wtedy zacząłem się zastanawiać czego użyć do naprawy. Są osoby korzystające z piekarników. Ja się na piekarnik nie zdecydowałem, ponieważ jakoś mi się nie widzi opiekać płytę główną w piekarniku. Tym bardziej jakby któryś z plastikowych elementów się przypalił. Plusem tego rozwiązania jest to, że mamy podgląd na temperaturę ogrzewania. Kolejnym narzędziem jest opalarka. Wybrałem ją z tego względu, że dzięki niej możemy ogrzać tylko jeden element, a nie całą płytę główną i mamy pewność, że w piekarniku nie będzie śmierdzieć. Minusem tego rozwiązania jest brak kontroli temperatury. Jednak jak wszystko robimy odpowiednio i znamy moc swojego urządzenia, to nie powinno to sprawiać żadnego kłopotu. Oczywiście są jeszcze inne sposoby jednak dwa wyżej wymienione są najpopularniejsze.

Naprawa za pomocą opalarki

Tutaj warto napisać o tym, że takie naprawy przy niewłaściwym obchodzeniu się ze sprzętem mogą doprowadzić do uszkodzeń kolejnych elementów urządzenia. Trzeba też uważać na ESD (wyładowania elektrostatyczne) przy pracy z jakimkolwiek sprzętem elektronicznym. I najważniejsze - nikt nie będzie ponosił odpowiedzialności za szkody wywołane niewłaściwym obchodzeniem się ze sprzętem. Ja uznałem, że warto spróbować. Tym bardziej, że raczej nie ma się nic do stracenia :).
Rozpocząłem więc rozkręcać komputer. W tym modelu, aby dostać się do mostka północnego trzeba rozkręcić i wyciągnąć praktycznie wszystko. Gdy już się dobrałem do interesującego mnie elementu skorzystałem z folii aluminiowej tak, aby ciepło nie docierało do elementów nie potrzebujących ogrzewania. Po prostu w kawałku folii aluminiowej wielkości minimalnie większej niż płyta główna wyciąłem dziurę tak, aby odkryty był north bridge (chip znajduje się po środku między procesorem a grafiką). Teraz nie zostało nic jak opalić buntownika. Ogrzewać należy z odległości 10-15 cm nad układem przez 2-3 minuty. Ja zazwyczaj grzeję jakieś 2 minuty na trybie "I" przerwa minutę i znowu 2 minuty, ale na trybie "II". Trzeba też znać moc opalarki. Według zapewnień producenta moja opalarka osiąga ok. 300°C na trybie "I" i 500°C na trybie "II". Zalecana temperatura jest w ok. 230°C (tutaj na wartość wpływa zastosowany stop lutowniczy, szukając poradników zazwyczaj znajdowałem różne temperatury jednak w większości przypadków były one w granicach 200°C). Oczywiście zależy to od zastosowanego stopu lutowniczego. Tutaj po prostu nie można zbytnio przesadzić, ale też nie ma co się pieścić. Po wygrzaniu układu czekam ok. 10 minut na ostygnięcie układu i składam komputer (w zależności od budowy komputera można też próbować podłączyć komputer "na pajączka", aby sprawdzić, czy podgrzaliśmy odpowiedni podzespół). Oczywiście po tej "naprawie" komputer zaczął działać.

Naprawa tymczasowa?

Zazwyczaj czytając informacje o tego typu naprawach a już na pewno w kontekście komputerów osobistych tego typu działania określane są jako tymczasowa, jednorazowa naprawa która może skończyć się całkowitym uszkodzeniem układu lub nawet całej płyty głównej. Nie mam zamiaru podważać tych słów, bo to po prostu prawda. Dlatego ważne jest, aby uważnie ogrzewać układ. W przypadku mojego komputera ta naprawa ożywiła komputer na okres ok. 2 miesięcy. Po tym czasie komputer znowu odmówił współpracy, więc kolejny raz rozkręciłem komputer i ogrzanie dało oczekiwany rezultat, czyli komputer znów był w pełni sprawny. A właściwie jest dalej sprawny. Pierwszy raz komputer odmówił współpracy w kwietniu ubiegłego roku i działa do dziś. Co prawda przez ten czas konieczne było kilkukrotne ogrzewanie mostka, ale nie jest to zajęcie czasochłonne. A już na pewno w przypadku komputerów w których dostęp do układów ma się po zdjęciu jednej pokrywy.

Podsumowanie

Czy naprawa opalarką ma sens? Tutaj jak już wcześniej wspomniałem zależy od posiadanego przez nas sprzętu. Podobnie zresztą jest z profesjonalnymi naprawami. Nie mam zamiaru nikogo zniechęcać do profesjonalnych serwisów zajmujących się tymi naprawami ani do samego reballingu. Jeśli chodzi o samą przyczynę uszkodzenia stawiałbym na układ chłodzenia którego otwory znajdują się w złym miejscu. Według mnie "naprawa" opalarką była opłacalna w przypadku posiadanego przeze mnie sprzętu. Jak widać po tym przykładzie przy ostrożności w wykonywaniu "naprawy" może ona dać całkiem niezłe rezultaty. Podsumowując, czy warto ? Według mnie tak. 

sprzęt porady

Komentarze

0 nowych
d2f   3 #1 30.03.2014 12:27

Drogi autorze. Nie pokusiłeś się o uporządkowanie swojej wiedzy o procesie naprawy, a co za tym idzie szerzysz informację, która może przyczynić się do strat materialnych u Twoich czytelników. Nie opisujesz także właściwie procesu powstawania usterki oraz siejesz dezinformację na ten temat oraz na temat możliwości naprawy..

Po pierwsze, nie wiem gdzie znalazłeś serwis, który za reballing bierze aż 500 PLN. To jest raczej cena z wymianą układu i to raczej nie w przypadku Twojego sprzętu, bo tu można wymienić układ już od 320 PLN (usługa + chip) z 12-to miesięczną gwarancją. Moim zdaniem są to dobrze wydane pieniądze na naprawę sprzętu.

Po drugie - co do sposobu z opalarką, którą musiałeś zastosować parę razy w ciągu roku aby komputer działał - czy jeśli w Twoim samochodzie zatarł by się silnik to przy każdym powrocie problemu starałbyś się rozruszać silnik uderzając młotkiem w tłoki? Bo ten sposób, który zastosowałeś ma z tym więcej wspólnego niż z naprawą.

Przykro mi, że wciąż istnieje przekonanie, że działanie sposobem na opalarkę to właściwa droga.
Nie zdajesz sobie sprawy z tego, że tak naprawdę niszczysz swój sprzęt, pogłębiając uszkodzenie?...
Dodatkowo, ktoś zobaczy, że Ci się udało i pójdzie Twoją drogą, ale być może z gorszym skutkiem.

Merytorycznie moim zdaniem artykuł na ocenę -2 (minus dwa). Co innego gdybyś od razu napisał: "Oto jak udało mi się na chwilę ożywić laptopa", a nie przekonywał, że to słuszne rozwiązanie. Moim zdaniem nie powinieneś poruszać też tematu powstawania zimnych lutów, bo Ci nie wyszło....

WODZU   17 #2 30.03.2014 12:53

Świetny i przydatny wpis :)
Co do dyrektywy RoHS, to kolejne mydlenie oczu, aby na tym zarobić. Trwałe układy elektroniczne są nie na rękę producentom. BTW, mam nadzieję, że wczoraj nikt nie brał udziału w tej paranoi, jaką jest "godzina dla ziemi" http://www.youtube.com/watch?v=aZybPtG5Vwk

SweetDreams   10 #3 30.03.2014 13:53

"Minusem tego rozwiązania jest brak kontroli temperatury." - jeśli korzysta się z jakiegoś taniego sprzętu to pewnie tak :) Jednak sporo opalarek ma regulację temperatury, siły nadmuchu a nawet "profile" np. Steinel HG 2310. Ja jednak do takich napraw wolę Hot Air - opalarka ma za duży "rozrzut". :)

saturno   10 #4 30.03.2014 14:19

Do pieca na trzy zdrowaśki ;<}

ShFil   3 #5 30.03.2014 14:39

Weź mnie nie strasz mam dv6 2015sw i od 4 lat działa bezproblemowo, oprócz padniętej baterii.

d2f   3 #6 30.03.2014 15:16

Przykro mi ale jest parę błędów merytoryczno rzeczowych - od teorii zimnych lutów do kosztów naprawy (skuteczna naprawa z wymianą chipa w Twoim modelu Autorze to już 320 PLN).

Jako prowadzący własny serwis komputerowy od 5 lat, a zajmujący się zawodowo naprawą komputerów od lat przynajmniej 14tu, mogę polecić profilaktykę - czyszczenie chłodzenia, dbanie o jego odpowiednią wentylację i czystość, a nie trzeba będzie stosować w/w "półśrodków".

d2f   3 #7 30.03.2014 15:18

Kolego WODZU - wpis jest przydatny dla domowych majsterkowiczów, którzy nie dbają o to czy komputerowi się polepszy czy zdechnie całkiem... ;-)

Moim zdaniem raczej ciekawostka, aczkolwiek ja i koledzy z zaprzyjaźnionych serwisów zapewne nie będą chcieli brać tego komputera do naprawy po tych zabiegach. W ten sposób zostaje obniżona możliwość skutecznej naprawy.

ArturP   6 #8 30.03.2014 15:53

SweetDreams; "Ja jednak do takich napraw wolę Hot Air - opalarka ma za duży "rozrzut"." Trochę blachy, młotek i można wyklepać jakąś precyzyjniejszą dyszę.

ziupo   6 #9 30.03.2014 16:03

SweetDreams tylko, że ta opalarka jest droższa niż prosty hot air, który wystarczy na domowy użytek. Nie potrzebujesz od razu ir6000 żeby podgrzać kilak układów w roku :)

michq   6 #10 30.03.2014 17:04

@WODZU Dzięki :).
Dokładnie. Jeszcze jakby producenci stosowali dobrej jakości stopy lutownicze to nie byłoby źle. A tak to wychodzi na to, że z RoHS może i ołowiu mniej, ale elektrośmieci więcej. Tym bardziej, że nie każdy decyduje się na naprawę nawet taką chałupniczą, tylko od razu kupuje nowy sprzęt.
@SweetDreams Faktycznie mój błąd. Jednak podejrzewam, że większość osób posiada najprostsze opalarki rodem z marketu :). Co innego jakbym się tym zajmował na szerszą skalę - wtedy na pewno bym zakupił hot-air. A jeśli o rozrzut chodzi - dlatego wspomniałem o folii aluminiowej :).
@ShFil dbaj o układ chłodzenia (w sumie to ja miałem dość czysto :D) i nie wyłączaj komputera kiedy jest nagrzany. Po prostu poczekaj aż ostygnie.

lzk   3 #11 30.03.2014 17:51

Akurat DV6 i DV7 to chyba liderzy w uszkodzeniach GPU. Jedyna skuteczna naprawa to wymiana układu na nowy. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że jak komuś w tych modelach padnie GPU to nawet nie ma co dzwonić po serwisach. Najczęściej robią reballing który działa przez chwilę, a koszt wymiany układu jest w tym przypadku nieopłacalny.

  #12 30.03.2014 19:02

Buahahahhahahaha. Typowy amatorski nieprofesjonalizm. Opalarka jest do innych zastosowań i wykorzystując ją pokazujesz jak dbasz o własny sprzęt .. zn jak go psujesz dogłębnie. I żeby nikomu nie przychodziły do głowy podobne pomysły napiszę tak że taką opalarką niszczy się laminat oraz elementy wokół chipu, piekarnik jest też kolejną idiotyczną metodą która bardzo często odlutowuje inne elementy które odpadają. I dokładnie jak lzk napisał tylko i wyłącznie wymiana chipu na nowy revision.

  #13 30.03.2014 19:51

"Minusem tego rozwiązania jest brak kontroli temperatury."
Bull sheet. Wystarczy multimetr z termoparą.

"Ja się na piekarnik nie zdecydowałem, ponieważ jakoś mi się nie widzi opiekać płytę główną w piekarniku. Tym bardziej jakby któryś z plastikowych elementów się przypalił."
Tak samo możesz przypalić opalarką. Przy pracy nawet z HotAirem trzeba resztę elementów zabezpieczyć. Są specjalne folie.
Po drugie. Zastosowanie piekarnika, najlepiej elektrycznego dałoby lepsze rezultaty. Trzeba tylko wiedzieć, że istnieje coś takiego jak reflow curve. Odpowiednio sterując grzałką piekarnika, nawet ręcznie i posiłkując się pomiarem z termopary mógłbyś ją uzyskać. Było by to mniej stresujące dla elektroniki niż dmuchanie na nią strumieniem gorącego powietrza z opalarki nie mając nad nim kontroli, które dodatkowo może przesunąć układ (Chipy są niby klejone, ale jak puścił lut to klej też puścił) albo elementy wokół. Opalarką w żaden sposób też nie uzyskałeś siodełka preheating jak i równomiernego jego zaaplikowania ważnego dla laminatu by się nie odkształcał.

"Podsumowując, czy warto ? Według mnie tak."
IMHO, nie warto.

fiesta   15 #14 30.03.2014 20:03

Sorry, ale ja takie naprawy traktuję jak naprawę zegarka mechanicznego na rękę za pomocą 5 kilowego młotka, zamiast precyzyjnego sprzętu.

wobes   4 #15 30.03.2014 20:40

Jakie zimne luty znowu??? Zimny lut to lut nieprawidłowo wykonany, powstały na skutek niewystarczającego nagrzania lutowanych powierzchni i/lub niewystarczającego ich zwilżenia, a nie taki zmęczony życiem w wysokich temperaturach lub naprężeniach. A zwalanie winy na technologię bezołowiowa to też trochę pójście na łatwiznę, bo dobrze wykonany (czyt. wykonany zgodnie ze specyfikacją spoiwa lutowniczego) lut bezołowiowy nie ustępuje trwałością czy parametrami tym wykonanym zwykłym spoiwem cynowo-ołowiowym. Bardziej zasadnym będzie zwalenie winy na Chińczyków, którzy zwyczajnie dali ciała i lutować nie potrafią. Sam problem zimnych lutów, tlenków, problemy ze zwilżeniem itp. zacząły występować w momencie, gdy zaczęto stosować lutowanie do łączenia elementów.

Z innych uwag: ESD to nie wyładowania elektrostatyczne, tylko Electrostatic sensitive device.

"Zalecana temperatura jest w ok. 230°C" - ta temperatura jest ok, ale przy bezpośrednim nagrzewaniu spoiny, poza tym powszechna zasada przy lutowaniu mówi: lepiej ustawić nieco wyższą temperaturę i grzać krócej, niż grzać temperaturą "na styk" przez pół godziny i zabić tym element. Przy odrobinie wprawy można dmuchać powietrzem o temperaturze nawet 400 stopni, trzeba tylko ustawić dobrze siłę nadmuchu. Długotrwałe nagrzewanie układu szkodzi mu, zaczynają się też pojawiać tlenki na wcześniej dobrych lutach, może dojść do deformacji laminatu. Ponadto obszar lutowania powinien być wstępnie podgrzany do kilkudziesięciu stopni, szczególnie laminat, żeby uniknąć naprężeń na skutek szybkiej zmiany temperatury.

michq   6 #16 30.03.2014 21:11

@fiesta Jakbyś czytał cały tekst to byś wiedział jak ja postrzegam tego typu naprawę i dlaczego zdecydowałem się skorzystać z opalarki :).
@wobes Nie tylko ja używam tego określenia. W takich przypadkach najczęściej spotykałem się właśnie z określeniem "zimny lut", czyli taki który nie ma prawidłowych właściwości przewodzących. A jeśli chodzi o ESD to ja miałem na myśli skrót ElectroStatic Discharge i taki skrót jak najbardziej funkcjonuje i oznacza wyładowania elektrostatyczne :). Jeśli chodzi o temperatury to nie pisałem nic o grzaniu przez pół godziny, tylko 2-3 minuty, a moja opalarka nie osiąga 230°C, a 300°C w pierwszym trybie, natomiast w drugim 500°C. Jeśli chodzi o wygięcia laminatu, to faktycznie trzeba uważać, aby nie przesadzić jednak te 2-3 minuty nie spowodują wygięcia :). Jeśli o Chińczyków chodzi, to fakt masowa produkcja ma swoje wady. Tutaj jednak bardziej obwiniać można producenta. Chodzi głównie o źle zaprojektowany układ chłodzenia, a właściwie to o otwory układu znajdujące się pod spodem.

CzarnyMisio   4 #17 30.03.2014 22:28

A nie lepsza będzie lutownica gazowa?
Dużo bardziej precyzyjna.
I z reguły tańsza.
W sklepie elektrycznym znajomy kupił samego torcha (bez grotu) za jakieś 20zł (elektrycy chyba tego używają do opalania opasek termokurczliwych).
Ja za całkiem fajną lutownice z grotami dałem na allegro chyba 50zł.
Do tego owinąć sprzęt folią aluminiową, układ wokół obciążyć czymś ciężkim (ja robie ramke z grubego drutu miedzianego), tak by puszczając strumień ciepłego powietrza nie podnosiło się aliminium.
Próbowałem już grzać laptopy i karty graficzne opalarką i stwierdzam, że gazówka jest o niebo lepsza.
Do opalarki warto mieć przynajmniej miernik elektryczny z pomiarem temperatury z sondą igłową, podkładasz wtedy sonde pod grzany układ i widzisz mniej więcej do kiedy możesz grzać.
Najlepiej to mieć pirometr, ale najtańsze widziałam w jakimś markecie za jakieś 100zł,
a to już sumarycznie robi się problem (opalarka~100zł, pirometr 100zł, aluminium parę złotych, a całkiem przyzwoite - dla amatorów i półamatorów, lutownice HotAir poniżej 250zł można dostać).

Cajtung   3 #18 31.03.2014 00:12

Dołączę się do dyskusji i ogólnie i do tematu, bo akurat w tym siedzę zawodowo.
Na samym początku wspomnę, że podgrzanie układu można wykonać opalarką, lutownicą gazową a nawet podgrzewaczami "świeczkowymi" (można znaleźć na yt takie kwiatki) czy zwykłą suszarką do włosów.
Powodem usterki zazwyczaj nie jest problem połączenia między płytą główną a układem BGA, lecz jest problem połączeń między rdzeniem a samą płytką układu BGA.
Działanie takiego grzania to loteria, może działać dzień, tydzień lub dłużej.
Przy reballingu rekordowe układy działały mi do roku no może i troszkę dłużej. Niestety najczęściej w ciągu miesiąca lub dwóch usterka powracała.
Jeżeli chodzi o reflow to nie jest to podgrzanie układu, czyli coś takiego jak wykonujesz opalarką, tylko jest to doprowadzenie kul bga znajdujących się pod układem do stanu płynnego przez co z połączenia tak jakby zostają poprawione.
Ogólnie starsze HP-ki były bardzo wadliwe, chodzi o modele dv6000, dv9000 no i nowsze dv6, dv7. Praktycznie najwięcej tego przychodziło/przychodzi na serwis, ale jest to zapewne spowodowane tym, że HP ma/miał największą sprzedaż laptopów - chyba seria dv6000/9000 była tą serią, która zapoczątkowało laptopy elegancki, czyli błyszczące plastiki, pozaokrąglane roki - ogólnie wygląd bardzo nowoczesny.
Wracając do tematu najlepszą metodą jest wymiana układu na nowy, ale niestety nie raz zdarza się, że naprawa jest nie opłacalna, bo np. kształtuje się w okolicach 500zł, co praktycznie równa się lub przewyższa wartość naprawianego sprzętu.
Warto poczytać sobie o trwałości lutu bezołowiowego i tzw. "wąsach cynowych" - powód usterek gazu w samochodach marki Toyota.

fiesta   15 #19 31.03.2014 10:28

"@fiesta Jakbyś czytał cały tekst to byś wiedział jak ja postrzegam tego typu naprawę i dlaczego zdecydowałem się skorzystać z opalarki :). "

Zaręczam że przeczytałem i nie ma różnicy czy jest to opalarka, czy wygrzewanie kart graficznych w piekarniku. Dla mnie to wsio ryba.

Zresztą masz wypowiedź osoby która się tym zajmuje zawodowo.

Shaki81 MODERATOR BLOGA  38 #20 31.03.2014 18:57

Cena za używany model tego laptopa oscyluje w granicach 600-700 zł. Naprawa oscylująca w granicach 320 zł nie ma raczej sensu, a więc taka metoda chałupnicza wydaje się jak najbardziej na miejscu.

michq   6 #21 31.03.2014 20:26

@CzarnyMisio Ludzie stosują różne narzędzia do tego typu "napraw". Jak wspomniał Catjung niektórzy nawet używają świeczek. Krótko mówiąc, ile osób tyle pomysłów. Ja za swoją opalarkę też dałem ok. 50 zł. Nie jest to jakiś ekstra wynalazek, a najprostsza opalarka Made In China :). Gdybym miał więcej urządzeń, to bym się zastanowił nad zakupem bardziej precyzyjnego sprzętu. Niemniej twój komentarz jest przydatny.
@Cajtung Dzięki za konkretne uwagi :). Masz rację źle się wyraziłem z opisem reflow. Oczywiście masz rację. Wpis poprawiony.
@fiesta "... ,jednorazowa naprawa która może skończyć się całkowitym uszkodzeniem układu lub nawet całej płyty głównej. Nie mam zamiaru podważać tych słów, bo to po prostu prawda.". Nikomu nie mówię, że to jest jedyna słuszna metoda a tym bardziej prawidłowa. Bardziej miałem na celu opisanie, co można zrobić ze sprzętem na którym i tak nam zbytnio nie zależy.
@Shaki81 W 100 % się z Tobą zgadzam. Po prostu w tym przypadku naprawa nie była nawet opłacalna (zakładając nawet, że trafiłbym na uczciwy serwis).
Tym bardziej, że naprawa która dałaby najlepsze rezultaty to wymiana układu na nowy, gdyż tak jak wspomniał Catjung uszkodzone mogą być kulki łącze rdzeń i płytkę układu BGA, a niekoniecznie te które są między układem BGA a płytą główną. A sam układ kosztuje w granicach 150-200 zł (IGP 215-0752007). Jak szukałem po serwisach, to ceny za reballing (bez wymiany układu) były w granicach 200-300 zł z gwarancją zależnie od serwisu 1-3 miesiące.
Dlatego zdecydowałem się na metodę chałupniczą. Za te 300 zł wolałbym kupić (jakbym bardzo potrzebował) używanego laptopa, który na pewno działałby dłużej. Wiec nic mi nie szkodziło, aby pobawić się opalarką. Komputer działa już rok na opalaniu, więc na pewno nie było to złe rozwiązanie.
Jeszcze jeśli chodzi o osoby, które zarzucają mi, że komputer był zanieczyszczony. Od razu mówię, że regularnie czyściłem go z pomocą sprężonego powietrza. Gdy pierwszy raz go rozkręcałem to sam się zdziwiłem, że jest tak czysto w środku. Pasta na GPU była w stanie idealnym (na CPU trochę gorzej wyglądała). Z początku nakładałem po każdej "naprawie" nową pastę.

CzarnyMisio   4 #22 08.04.2014 13:31

Btw. Z 2 miesiące temu znajomy wezwał mnie do pomocy, bo jego dzieciakowi "komputer się zepsuł" (stacjonarka).
Sprawdzam - artefakty na całym ekranie.
Czyli grafa.
W środku 8600gt z pasywnym chłodzeniem.
Ja praktycznie bez narzędzi.
W kieszeni Victorinox i zapalniczka jetowa.
Pastę delikatnie zebrałem, układ grafiki z 30 sekund wygrzewałem pod zapalniczką.
Po złożeniu zadziałało.
Po dwóch miesiącach ciągle chodzi.
:)

  #23 17.10.2014 18:58

@d2f: Systematyczne czyszczenie nic nie daje jeśli układ jest wadliwy.

d2f   3 #24 15.12.2014 17:02

Jeśli miałbyś większe doświadczenie w tym temacie to zauważyłbyś, że "wada" nie ujawnia się w laptopach, które są odpowiednio konserwowane. Więc Twoje Twierdzenie, że "nic nie daje" jest błędne, bo właśnie daje.

  #25 12.09.2015 01:21

Witam serdecznie

Na początku chciałem bardzo podziękować autorowi za artykuł.
Po 3 godzinach prób i błędów, po czterech próbach zakręcania i odkręcania, po niezmordowanym trudzie i wierze, że moja toshiba l500d-10R odpali- UDAŁO SIĘ.

Informacja dla wszystkich Panów pracujących w komisach i naprawiających tego typu usterki: NIE ZNIECHĘCAJCIE!!! (gdybyście dokładnie przeczytali cały artykuł rozumielibyście, że autor zdaje sobie sprawę i ostrzega innych, że tego typu sposoby są ryzykowne i mogą doprowadzić do zniszczenia sprzętu. "I najważniejsze - nikt nie będzie ponosił odpowiedzialności za szkody wywołane niewłaściwym obchodzeniem się ze sprzętem. Ja uznałem, że warto spróbować. Tym bardziej, że raczej nie ma się nic do stracenia :). "

Satysfakcja z własnej pracy jest o wiele większa niż ryzyko, gdyż większość osób szukająca rozwiązania problemu na własną rękę nie posiada sprzętu, którego naprawa nie przewyższałaby wartości laptopa. Szukałem rozwiązania na wiele sposobów... byłem bliski zakupienia na allegro laptopa uszkodzonego ze sprawną płytą główną w granicach 150 złotych... jednak wypróbowałem i udało się. Nie ważne czy będzie chodził tylko dziś, czy za miesiąc padnie... jestem spełniony i ogromnie usatysfakcjonowany, że po tak długim czasie i jakże długiej lekturze( penetracja Google) wreszcie udało mi się uzyskać sukces.

pozdrawiam Serdecznie.

michq   6 #26 13.09.2015 19:36

Borsukosel (niezalogowany): Bardzo się cieszę, że mój wpis się Tobie przydał. :)
Oczywiście się z Tobą zgadzam, najwidoczniej (sądząc po kilku komentarzach) niektórzy przeczytali wpis wyrywkowo i zrozumieli mnie tak, że wg. mnie jedyne słuszne narzędzie do naprawy elektroniki, to opalarka, co oczywiście nie jest prawdą. :)

  #27 11.10.2015 13:28

W moim laptopie wyjąłem płytę i na 8 min do piekarnika na 200 stopni działa już 5 miesięcy tylko płyta musi być zamocowana w piekarniku w powietrzu i najlepiej usunąć z niej naklejki bo się kurczą i mogą elementy na płycie ściągnąć

Kaleron   1 #28 28.10.2015 17:52

@michq: Dlaczego w swoim artykule ani raz nie użyłeś słowa "topnik"? Z całym szacunkiem do włożonego przez Ciebie wysiłku w oglądanie filmików i studiowanie książki kucharskiej, ale po prostu powielasz bzdury. Brak zrozumienia procesów zachodzących podczas traktowania układów scalonych wysoką temperaturą i luki w podstawach teoretycznych z fizyki w połączeniu z pozornym sukcesem, jakim jest uruchomienie laptopa na parę tygodni sprawia, że czujesz się ekspertem i udzielasz porad mniej rozgarniętym osobom. Ze swoim sprzętem możesz robić co chcesz. Twoja sprawa. Ale czy weźmiesz odpowiedzialność za to, co się stanie, kiedy ktoś zastosuje się do Twoich porad? Wiesz, w jakim stanie nieraz trafiają do mnie laptopy po takich domowych próbach naprawy? To Ci powiem. Najlepszy był gość, który gdzieś usłyszał, że trzeba włożyć laptopa do piekarnika i stopił sobie obudowę. Taki poziom merytoryczny prezentuje wiele osób stosujących się do Twoich porad...ale się nie śmiej...wcale nie jesteś dużo lepszy.
Fajnie, że się interesujesz elektroniką i że próbujesz eksperymentować, ale zanim opublikujesz wyniki, postaraj się dokładnie poznać i zrozumieć istotę tego, co robisz, a także osiągnąć jakąś powtarzalność wyników sprawdzoną na próbie statystycznej. Koleś, któremu się nie udało, dostał bąbli na układzie albo rozwarstwił laminat nie pisze takich poradników. Dlatego może się wydawać, że metoda jest skuteczna i prawie zawsze się udaje, podczas gdy w rzeczywistości jest odwrotnie.
Nie chcę Ci podcinać skrzydeł, ale po prostu proponuję, żebyś zachował trochę umiaru i zdrowego rozsądku w ocenie swoich sukcesów.

michq   6 #29 28.10.2015 19:07

@Kaleron: Przeczytaj jeszcze raz cały wpis, ale tym razem ze zrozumieniem, w szczególności akapit "Naprawa tymczasowa?", a nawet masz, ułatwię Ci zadanie - "Zazwyczaj czytając informacje o tego typu naprawach a już na pewno w kontekście komputerów osobistych tego typu działania określane są jako tymczasowa, jednorazowa naprawa która może skończyć się całkowitym uszkodzeniem układu lub nawet całej płyty głównej. Nie mam zamiaru podważać tych słów, bo to po prostu prawda.". :)

Dla mnie "naprawa" opalarką jest rozwiązaniem tymczasowym, jeżeli na sprzęcie nam już nie zależy. Nie chcę wdawać się w dyskusje i powielać po raz kolejny ten sam temat - komentarz o podobnej treści już był i odpowiedzi na ten temat też, więc poczytaj pozostałe komentarze. :)

Jak masz coś ciekawego do powiedzenia na temat elektroniki, to napisz jakiś wpis o tym jak powinna wyglądać naprawa układu BGA i dlaczego "naprawa" opalarką/piekarnikiem, to zły pomysł. Obecnie na Twoim profilu widzę tylko "Kaleron nie prowadzi bloga". Każdy wartościowy wpis się przyda.

Autor edytował komentarz.
  #30 28.11.2015 14:10

@d2f: Zrozumiale, ze bronisz swojej roboty i masz racje. W przypadku drogich, nowszych laptopow, oplaca sie zaplacic te pare stowek za profesionalna naprawe. Jednak ja tez "ozywilem" swojego laptopa metoda jeszcze bardziej prosta bo w piekarniku i dziala juz ponad rok. Moglem pozwolic sobie na piekarnik bo GPU mam na osobnym slocie w laptopie, a nie w plycie glownej. Naprawa bylaby kompletnie nieoplacalna bo laptop juz stary. Trzymam go, poniewaz ma bardzo dobry dzwiek z wbudowanych glosnikow. Mam w domu juz kilka takich laptopow z uwalonym GPU i profesionalna naprawa przewyzsza ich wartosc.

  #31 04.01.2016 14:23

To i ja dorzucę swoje 3 grosze chociaż temat stary jak świa.. Laptop HP serii DV6. 3 razy naprawiany w tak zwanych "serwisach" Każdy po ok 200 - 300 zł. Najdłużej laptop po takich naprawach chodził ok 8 miesięcy. Pominę kwestię czystości i chłodzenia. Po totalnym wk... użyłem sposobu na opalarkę, Mija rok od własnoręcznej naprawy. PZDR

  #32 11.01.2016 16:22

Super tekst. Wiadomo że serwisanci nie popierają takich praktyk bo niezależnie od tego czy są słuszne czy nie, oni zarabiają mniej kasy:) co do naprawy w taki chałupniczy sposób- ja dzięki temu postawiłem lapka kilkuletniego (z 2012r ?) i nie oszukujmy się. wymiana układu za nawet 300zł nie miałaby sensu gdy za 1100 kupujesz nowego budgeta ;) pozdro

  #33 11.02.2016 23:20

@SweetDreams: Aby ograniczyć rozrzut , zrobiłem dysze z rurki z końcem formatu procesora .Dwie minuty na 300 st. minuta przerwy i znowu na dwie minuty. Ożył!!!! po trzech latach leżakowania .

  #34 27.02.2016 20:15

Dzięki za konkretny tekst.
A co do oburzonych serwisantów: gdyby naprawa w serwisie w Polsce dawała większe szanse skuteczności niż loteria, może moglibyście krytykować tego typu tymczasowe rozwiązania. Ja jednak, po naprawach w autoryzowanych serwisach Sony i Nokii, zraziłem się do serwisowych "fachowców". Pilnujcie uczciwości w swoim środowisku, będzie lepiej dla was i klientów :)

  #35 05.03.2016 15:12

Ludzie liczcie autor pogrzał parę razy kompa dzięki temu miał czas na nazbieranie kasy na drugi, ryzykował tym że spali płytę no i co z tego skoro nawet jak by ją spalił to za inne części z tego lapka dostał by najmniej 300 pln, autor podgrzewał pare razy potem pewnie jak nie wstał mu to sprzedał go na części miał z tego ze 300 dołożył 200 i kupił lapka wolnego od wad.

  #36 29.03.2016 16:43

@d2f: Dlaczego specjalisto działa AMIGA z 1993 roku ?
A laptop z 2010 nie?
Bo produkowanie gówna to podstawa.
mgr inż.

  #37 02.05.2016 13:11

A nie zastanawiałeś się nad tym ze w innym przypadku autor wyrzucił by sprzęt do kosza a nie go naprawiał? Ja dzieki piekarnikowi przedluzylem zywotnosc karty graficznej o 3 miesiace dzieki czemu moglem kupic nowa 200zl taniej bo wlasnie owe 200zl staniala przez ten okres czasu.

  #38 30.05.2016 22:38

Ja popieram takie działania,nawet mimo tego że sam prowadzę serwis.Po pierwsze...nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie znęcał się opalarką nad nowym laptopem za parę tysięcy,a serwisy nie będą zarzucane bublami których nie warto naprawiać.Dlatego że są stare,i często taki laptop kosztuje mniej niż sam układ do niego.Taka zabawka politechniczna.Uda się?Super!Radość z dobrze wykonanej pracy warta była tego...Nie uda?I tak miał iść do kosza ale przynajmniej wiem co siedzi w środku.A serwisy nie są zarzucane szmelcem,z którego klient i tak rezygnuje gdy usłyszy cenę...Potem nieraz są już tylko targi dlaczego za diagnozę trzeba zapłacić parę złotych.Tutaj wyjaśnię tym mniej rozumującym.Nieważne czy miał trafić na śmietnik czy nie,każdego który do mnie trafia rozbieram i szukam przyczyny.Tracę swój czas,marnuję wiedzę po to by potem usłyszeć-ale za co mam płacić jak rezygnuję z naprawy?Czy chcielibyście pracować za darmo.?

  #39 06.10.2016 23:43

@donegal21 (niezalogowany): "rta była tego...Nie uda?I tak miał iść do kosza ale przynajmniej wiem co siedzi w środku.A serwisy nie są zarzucane szmelcem,z którego klient i tak rezygnuje gdy usłyszy cenę...Potem nieraz są już tylko targi dlaczego za diagnozę trzeba zapłacić parę złotych"

I to jest konkretne podejście do tematu serwisanta! Sam mam takiego złoma którego w przeciągu roku HotAirem już 3 razy do życia przywracałem. Działa, robotę robi nadal, a ciągam go często w teren. Nie wydałem nawet złotówki na naprawę. Chyba że policzyć roboczogodzinę dzieloną na pół (bo tyle czasu zajmuje "naprawa"). Laptop dostałem za darmo, miał iść do kosza. Nie rozumiem tych krytycznych komentarzy "pseudoserwisantów", którzy kasują 350, czy 500 PLN za "fachową" naprawę, która jest taką samą loterią jak grzanie HOTem. Tyle że 500 można na nowy sprzęt przeznaczyć albo przepić. Mam coś co się nadaje na złom, to dlaczego nie próbować przywrócić do życia? Lepiej poleżeć przed telewizorem i ponarzekać na wszystko w okół, niż zaliczyć kolejny życiowy level up?