W oczekiwaniu na Google Drive

Mityczny twór nadchodzi wielkimi krokami. Gdy już wydawało się, że Google zrezygnował, że będzie tylko Google Docs z funkcją przesyłania plików, pojawiły się przecieki. Podobno mną być 5 GB za darmo, a dodatkowa pojemność tańsza, niż u najpopularniejszego obecnie Dropboxa. I porębie jest coś na rzeczy, bo aby podgryźć konkurencje, wyszukiwarkowy gigant musi zaoferowac więcej Tym bardziej, że na rynku jest już skoro usług podobnych do Dropboxa Na szczęście dla nas, internautów, Google ma baaardzo dużo serwerów, to ma czym walczyć. Jednak zanim dzień premiery nastanie, zobaczmy jak przygotowała się do niej konkurencja.

O bujaniu w obłokach pisałem jakiś czas temu. Od tamtej pory zdania nie zmieniłem i uważam SugarSync za najlepsze rozwiązanie w tej kategorii usług.

Rewolucja w ochronie antywirusowej

Dziś zaprezentuję, całkowicie rewolucyjny, łatwy w obsłudze i nie wykorzystujący zasobów systemu program antywirusowy. Na pierwszy rzut oka takie coś nie powinno w przyrodzie występować. I choć nie ma go w bazie dobrychprogramów, ma szansę odnieść sukces, ponieważ jest darmowy. Ten program to NoAV.

Aplikacja nie ma minimalnych wymagań systemowych. Będzie działała zarówno pod Pentium III, Dual Core, jak i AMD Athlon, Phenom… generalnie na każdym procesorze oraz na dowolnym systemie operacyjnym (także mobilnym). Brak tradycyjnego instalatora może zdziwić użytkowników przyzwyczajonych do pobierania programów z Sieci. NoAV nie znajdziemy także w popularnych repozytoriach i marketach z aplikacjami. NoAV działa w tle, w oparciu o innowacyjny silnik heurystyczny „Brain Sense”, o którym kilka słów powiem później.

Programy antywirusowe mają jedną wadę: choć bronią system komputerowy przed ingerencją z zewnątrz, jednocześnie sprawiają, że komputer mocno zwalnia. Szczególnie użytkownicy słabszych maszyn wiedzą o czym mowa.

Alternatywy dla Android Market

Słychać ostatnio głosy, że Android Market to jeden wielki śmietnik, w którym trudno znaleźć wartościową aplikacje. W dodatku złapanie wirusa, albo trojana jest pewne w stu procentach, szczególnie jeśli śledzisz newsy sponsorowane przez producentów antywirusów. Faktycznie, olbrzymia ilość oprogramowania w repozytorium Googla, nie zawsze przechodzi w jakość, Tragedii nie ma, jeśli przy instalacji czyta się, do czego domaga sie dostępu aplikacja. Nie zmienia to jednak faktu, że minusy Marketu są wyraźne, a jeśli dołączyć do nich wolne działanie samej aplikacji klienckiej, to można zastanowić się nad alternatywnymi metodami pobierania softu na Androida. Oczywiście pomijając rózne chomiki i stwory rapidopodobne.

Z czasów gdy komórki nie posiadały tryliona funkcji, pamiętam stronę GetJar, która jak nazwa wskazuje dawała dostep do aplikacji i gier tworzonych w Javie.

Internet za (prawie) free

Zacznę od newsa:
Karty SIM, dające dostęp do bezpłatnego internetu w Aero2 mozna odbierać w punktach dystrybucji, a nie jak do tej pory wyłącznie przez wysyłkę pocztą oraz w siedzibie operatora w Warszawie. Czy to oznacza poczatek rewolucji w dostepie do Sieci w Polsce?

Zapewne duża część czytelników DP słyszała o bezpłatnym Internecie Aero2. W skrócie chodzi o to, że firma, która otrzymała koncesję na siec nadajników dostarczających Internet w standardzie LTE, czyli Cyffrowy Polsat, zobowiązał się do dostarczanie z tychże nadajników niskoprzepustowego, ale darmowego dostepu do Sieci. Dostarczaniem gratisowaj usługi zajmuje sie spółka Aero2, u której mozna zamówić bezpłatną kartę SIM, w cenie 20zł depozytu + 7 zł wysyłka. Tyle teoria. Teraz praktyka.

Czas oczekiwania na kartę SIM wynosi "właściwie to nie wiadomo", choć można go jakoś oszacować na podstawie informacji ze strony Aero2. W eleganckiej tabelce z terminami dostarczania kart mozna się dowiedzieć, że jeśli ktos złożył zamówienie od 12 listopada 2011r. do 18 listopada 2011r.

Bujanie w obłokach, czyli o synchronizacji mobilnej

Dziś proszę Państwa pliki bujają w obłokach. A właściwie to w "chmurze" odmienianej przez wszystkie przypadki i opcje. W chmurze są pakiety biurowe, programy graficzne, galerie, wypożyczalnie video, serwisy streamujące muzykę, kalendarze, notatniki, a ponoć także wirtualne cmentarze. Fruwają wspomniane pliki po Internecie tu i ówdzie, wszędzie, ich pełno, więc zaczęły sprawiać problemy. Największym z nich, wbrew pozorom nie jest bezpieczeństwo przechowywania danych - można szyfrować, certyfikować albo po prostu nie udostępniać swoich rozbieranych fotek w Sieci. Problemem jest synchronizacja danych.

Komputer w pracy, laptop w domu, smartfon w drodze. Ach! gdzie te czasy, gdy stało sobie pudło pod biurkiem, miało 2 GB na dysku twardym, bez empetrójek z kolekcją zdjęć w postaci tapet na pulpit 640x480 pikseli. Dziś każdy korzysta z kilku niezależnych komputerów, połączonych co prawda z Internetem, ale przepływ danych między nimi kuleje. Ale bez obaw! Nadchodzi nowy superbohater wprost z chmury: synchronizacja (dla tych, co wolą męskich bohaterów: Synchronizator).

Na początku był załącznik w mailu, którego wysyłało się do samego siebie.

Ukryta i jawna cenzura, czyli o wolności w Internecie

Dla wielu osób Internet jest synonimem słowa wolność. Światowa Sieć komputerowa daje swobodę wyrażania, zrzeszania, komentowania, oceniania i robienia czego dusza zapragnie, ale także jesteśmy mimowolnie zmuszani oglądania reklam, spamu, nachalnej pornografii i wielu innych bzur. Stąd pojawiają, się głosy by te wolnośc ograniczyć, lub przynajmniej kontrolować. Głosy tym bardziej niebezpieczne, bo zawoalowane.

Kto więc i w jaki sposób może cenzurować Internet? Nie będąc prawnikiem wypowiem się o tyle, ile wyczytałem w Internecie (a gdzieżby indziej…?)
W Polsce zablokować dostęp do Internetu może tylko dostawca, z czego bezpośrednio wynika fakt, że żadna służba specjalna (Policja, MSW, CBA, CBŚ, Policja Skarbowa, Służba Celna, Służba Wywiadu Wojskowego – jest tego trochę) nie może odciąć Sieci użytkownikowi prewencyjnie, toteż cenzura w postaci systemowej nie istnieje. Tak jest przynajmniej na razie, ponieważ okazuje się, MSWiA chce mieć możliwość tworzenia autonomicznych narzędzi wspomagających zwalczanie cyberprzestępczości, czyli m.in. do blokowania treści w Internecie. O tym, że działanie MSW jest nielegalne można przeczytać tutaj:

Pióro vs. Klawiatura, czyli Język 2.0 beta

Ostatnio w Internecie pojawiła się nowa grupa krytyków, bardzo silna i wpływowa, mająca oparcie w autorytetach i innych polonistkach. Mam na myśli obrońców ortografii i interpunkcji w Sieci. Nie są oni co prawda tak upierdliwi jak trolle komentarzowe oraz nie tak mocni jak wyznawcy jedynej słusznej partii, ale ich obecność staje się coraz bardziej zauważalna.

Doszło do tego, ze nawet na blogu Dobrych Programów, bądź co bądź, wortalu technologicznym, wpis Piszmy poprawnie po polsku ląduje na "głównej". Tematy z gatunku IT się wyczerpały? Nawet, jeśli zgadzam się z główną tezą tekstu, bo pisać poprawnie trzeba i basta, to męczy mnie "wypominalstwo". A tu pan ma literówkę, tu nie ma przecinków, a ich brak sprawia, że akapit jest nieczytelny, no i tu są dwie spacje zamiast jednej, a fu, brzydko to wygląda. Raz nawet dostałem maila z informacją, że mam literówkę, za co jestem dozgonnie wdzięczny, ale kwiatów z podziękowaniem nie wyślę. Nie mam na to czasu.

Krótki poradnik jak z Facebooka zrobić wehikuł czasu

Krótki poradnik jak z Facebooka zrobić wehikuł czasu

Proszę Państwa stało się! Mamy już pierwszy wehikuł czasu i nie stało się to dzięki naukowcom, którzy odkryli, że neutrina poruszają sie szybciej niż prędkość światła. Wehikuł czasu zafundował nam Facebook, a raczej jego polski oddział, który w tak swojski sposób przetłumaczył nazwę "timeline" (linia życia).

Pokrótce rzecz ujmując to nowy wygląd profilu na Facebooku, który dokumentuje najważniejsze momenty naszego życia. Cyfrowego, życia, rzecz jasna. Facebookowego cyfrowego życia, rzecz jasna. Jakkolwiek by to nie brzmiało, niebieski portal znów zrobił coś co wyprzedza konkurencję o lata świetlne (sorry G+). Dzięki tej nowince, profil na niebieskim portalu staje sią zapisem naszych dokonań, zainteresowań, życiowych kroków milowych i całego tego stuffu, który do tej pory ginął w gąszczu aktualizacji i szumu informacyjnego. Coś jakby cyfrowy zapis naszej aktywności w sieci.

Facebook kilka razy zrewolucjonizował nasze podejście do życia.

4 odpowiedzi na odwieczne pytania ze świata IT

Co jest lepsze: Windows czy Linux? Windows.
Który system mobilny jest lepszy: iOS czy Android? iOS.
Oprogramowanie: Darmowe czy płatne? Płatne.
Która przeglądarka jest najszybsza? Ta, która aktualnie, działa najszybciej na twoim komputerze.

Czy musze uzasadniać te odpowiedzi? Nie, odpowie każdy zdrowrozsądkowo myslący człowiek. Tak, odpowie geek i wda się w wielokomentarzową dyskusję udowadniającą, że jednak nie, a jesli tak, to i tak nie, "bo się nie znam".
Logiczne jest, że ktoś kto chce korzystać z drukarki na komputerze wybierze Windows, a nie Linuxa. Podłącza kable i działa. Nie trzeba szukać sterowników, uzywać konsoli. No, ale jeśli ktoś przebrnął przez instalację Linuxa, to pewnie da radę zainstalować drukarkę, Neostradę, Netię i pewnie jeszcze odpali film z polskimi napisami.

iOS jest dopracowanym, działającym systemem, działającym na konkretnym sprzęcie, dostosowanym do jego mozliwości. Android działa raz tak raz tak, w zależności od wersji, sprzętu w telefonie i umiejetności użytkownika.

Jak żyć pracując na starym komputerze?

Oto czym mogę się pochwalić: Procesor 1,2 Ghz, 756 MB ram, dysk 30GB. Nie proszę Państwa, to nie specyfikacja smartfona - to dane mojego komputera. Wszystko działa na starym, ale jarym systemie Windows XP SP3 i wbrew pozorom można na takim sprzęcie zrobić bardzo wiele. Poniższe wynurzenia mogą być przydatne dla tych co nie mogą się pochwalić czterema rdzeniami procesora, a przy tym przedstawiają listę moich ulubionych aplikacji na Windows, czym nawiązuję do wpisu NRN-a.

Jak więc żyć ze słabowinką na codzień? Najpierw pozbywamy się wodotrysków, ustawiamy klasyczne Menu Start (Win98), szybkie buszowanie w autostarcie przy pomocy CCleanera pozwala wywalić domyślnie startujące z systemem kobyły takie jak: Abobe Reader (używam bo muszę) lub Libre Office. Od razu szybciej.

Internet

Tu sprawa jest prosta: Chrome. Jest szybki, jak na ww. specyfikację nawet bardzo szybki. Czasem na Youtubie zbiesi się na sekundkę, ale nie oszukujmy się: lepiej być nie może.