Dziś proszę Państwa pliki bujają w obłokach. A właściwie to w "chmurze" odmienianej przez wszystkie przypadki i opcje. W chmurze są pakiety biurowe, programy graficzne, galerie, wypożyczalnie video, serwisy streamujące muzykę, kalendarze, notatniki, a ponoć także wirtualne cmentarze. Fruwają wspomniane pliki po Internecie tu i ówdzie, wszędzie, ich pełno, więc zaczęły sprawiać problemy. Największym z nich, wbrew pozorom nie jest bezpieczeństwo przechowywania danych - można szyfrować, certyfikować albo po prostu nie udostępniać swoich rozbieranych fotek w Sieci. Problemem jest synchronizacja danych.
Komputer w pracy, laptop w domu, smartfon w drodze. Ach! gdzie te czasy, gdy stało sobie pudło pod biurkiem, miało 2 GB na dysku twardym, bez empetrójek z kolekcją zdjęć w postaci tapet na pulpit 640x480 pikseli. Dziś każdy korzysta z kilku niezależnych komputerów, połączonych co prawda z Internetem, ale przepływ danych między nimi kuleje. Ale bez obaw! Nadchodzi nowy superbohater wprost z chmury: synchronizacja (dla tych, co wolą męskich bohaterów: Synchronizator).
Na początku był załącznik w mailu, którego wysyłało się do samego siebie.