Sony Ericsson zawsze był dla mnie firmą, która swoimi telefonami nie zachwycała. Sony jako koncern bardziej kojarzy mi się z telewizorami i systemem audio niż telefonami. Zawsze stała w mojej opinii w cieniu Nokii. Choć sam nigdy tej nie miałem, zawsze marzyłem o telefonie tej marki. System Symbian rozpalał we mnie nutkę marzyciela, o systemie, na którym można instalować ogromną liczbę aplikacji.
To nic, że często telefon okrutnie zwalniał, gdy aplikacji zainstalowano za dużo. W czasach, gdy ja miałem, czy to Alcatela OT511, Mitsubishi M320, na topie były takie telefony jak Nokia 7650 z chyba pierwszym sliderem, pokraczna nokia 3650 z klawiszami opisanymi na okręgu, czy kultowy wręcz Siemens Sl45i. W późniejszym okresie miałem takie wynalazki jak Samsung X660, LG shine, Samsung Avila GPS. Cały czas sobie obiecywałem, że koniec z dziwnymi telefonami opartymi o jave.
Szczęście się do mnie uśmiechnęło w styczniu, gdy wreszcie udało mi się nabyć drogą kupna telefon z systemem. I to nie, byle jakim a Androidem. Moim łupem padł telefon Sony Ericsson Xperia Neo V. Xperia Neo V to jeden z nowszych smartfonów w ofercie Sony Ericssona.