Do tej pory Euro-Office działał przede wszystkim w przeglądarce. Po wprowadzeniu wersji desktopowej użytkownik ma pracować lokalnie na komputerze, ale bez rezygnacji z funkcji powiązanych z Nextcloud. To ważna zmiana dla firm i instytucji, które oczekują klasycznego programu zamiast samej aplikacji webowej.
Najważniejszym kierunkiem pozostaje Windows 11. Zapowiedziano warianty x64 i ARM64, a obok nich także wydania dla Linuksa i macOS. Dla projektu to próba wyjścia poza grono administratorów Nextclouda i dotarcia do zwykłych użytkowników komputerów, którzy od pakietu biurowego oczekują przewidywalnej pracy na pulpicie.
Projekt nie jest jednak prostą historią o całkowicie darmowym zamienniku dla Microsoft Office. Euro-Office powstał jako fork OnlyOffice, a w tym ekosystemie obok bezpłatnych edytorów pojawiają się też płatne plany dla chmury, integracji i zastosowań komercyjnych. Właśnie wokół tego rodowodu od początku pojawiały się także spory o licencje i branding.
WIDEOSłuchawki z Hogwartu trafiły do Polski. Oto realme Buds T500 Pro Harry Potter Edition
Dyskusja wokół Euro-Office dotyczy również tego, jakie standardy powinien promować europejski pakiet. Krytycy związani z LibreOffice zwracali uwagę na mocne akcentowanie zgodności z formatami Microsoftu zamiast ustawiania OpenDocument jako domyślnego wyboru. Ten spór łączy kwestie techniczne z pytaniem o realną niezależność od dominującego dostawcy.
O powodzeniu projektu przesądzi przede wszystkim praktyka. Użytkownicy mogą zaakceptować brak części funkcji, ale nie błędy w dokumentach i arkuszach. Dlatego kluczowym testem dla Euro-Office pozostaje zgodność z plikami DOCX, XLSX i PPTX oraz poprawne odwzorowanie układu stron, formuł i prezentacji przenoszonych z Microsoft Office.