Pograłem w betę Battlefield V – to nie jest II wojna światowa
Wiecie, co jest w świecie gier czynnikiem absolutnie najgorszym? Odpowiem: deweloperzy, którzy nie mają własnej wizji na produkcję, ale zatrudniają sztaby analityków i PR-owców, by ci wskazali dominujące trendy, po czym jak przez kalkę przerysowują najbardziej pożądane rozwiązania, licząc na łatwy sukces. Właśnie z takim problemem zmaga się EA DICE, studio odpowiedzialne za serię Battlefield, które już parę lat temu wyrzekło się unikatowego, quasi-symulacyjnego charakteru swojej flagowej produkcji, na rzecz radosnej rozwałki a'la Call of Duty.