r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Google odpowiada na temat cenzury w Internecie

Strona główna Aktualności

Przedstawiciele firmy Google odpowiadali na pytania Senatu USA na temat chińskich ataków na ich serwery. Poruszono także temat cenzury w Sieci. Okazuje się, że Google współpracował z rządami, ograniczając na ich życzenie dostęp internautom do swoich zasobów.

Po ujawnieniu chińskich cyberprzestępców na Google’a, Hilary Clinton, sekretarz stanu USA, zapowiedziała śledztwo w tej sprawie. Amerykański senat postanowił zadać pytania największym firmom o wspieranie praw obywatelskich w Chinach - pisaliśmy o tym na początku lutego. Na prośbę senatorów przedstawiciele Google’a przedstawili oświadczenie na temat ataków i cenzury w Internecie. Firma nie zdradziła szczegółów, zasłaniając się dobrem trwającego w tej sprawie dochodzenia. Ujawniła natomiast fakty na temat współpracy z rządami dotyczącej ograniczania dostępu do wyszukiwarki Google i serwisu YouTube.

Nicole Wong z Google potwierdziła, że jej firma podpisywała umowy dotyczące cenzury i bezpieczeństwa z wieloma rządami. Mimo tego wyszukiwarka blokowana jest przez ponad 25 krajów na świecie, a YouTube - przez 13 krajów, w tym Iran, Chiny, Arabię Saudyjską i Pakistan. Natomiast usługa Blogger, dzięki której można zakładać blogi, niedostępna jest w Indiach i Pakistanie. Przez przez pewien czas nie można było z niej korzystać także w... Hiszpanii. Również poczta Gmail jest obecnie zablokowana w Iranie.

r   e   k   l   a   m   a

Podstawowym problemem, jak podkreśliła Rebecca MacKinnon z Center for Information Technology Policy, jest możliwość wykorzystania technologii, które mają chronić obywateli, aby cenzurować Internet. Te same rozwiązania, które używane są do blokowania np. dziecięcej pornografii, mogą być zastosowane do usuwania niewygodnych politycznie materiałów. Innym problemem, jak zaznaczyła Wang, jest prawo, które często uniemożliwia pomoc dysydentom z takich krajów jak Kuba czy Iran. Google mógłby udostępnić tam szyfrowanie dostępu, które uchroniłoby bojowników o prawa obywatelskie przed wykryciem, ale nie pozwala na to prawo USA. Potwierdził to jeden z irańskich bloggerów, który po wykryciu w 2004 r. przeniósł się do Ameryki.

Pomoc państwom, w których nie ma wolności słowa nie zależy jedynie od firm internetowych, twierdzi Google. Potrzebne są również zmiany w amerykańskim prawie i wsparcie dla podobnych inicjatyw ze strony rządu. Być może pomocą okażą się działania senatu i raport, który jest przygotowywany w tej sprawie.

© dobreprogramy

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.