r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Największą kolekcję gier na świecie sprzedano za przeszło 750 tysięcy dolarów

Strona główna AktualnościROZRYWKA

Pod koniec zeszłego roku Amerykanin Michael Thomasson pochwalił się, że został zdobywcą rekordu Guinnessa z tytułu posiadania w swojej kolekcji niemal 11 tysięcy gier. Oficjalnie zliczono 10 607 pozycji, z których żadna się nie powtarzała, a nałogowy gracz szybko dołożył do swojej biblioteczki przeszło 400 kolejnych tytułów. Zapewne wielu zastanawiało się, ile można na takim czymś zarobić. Cóż, ponad 750 tysięcy dolarów, bo za tyle wszystko poszło, włącznie z certyfikatem Guinnessa i dodatkami.

Całkiem niezły wynik, bowiem do tej pory kolekcję wyceniano na około 800 tysięcy. Przez wiele lat Michael pracował w sklepach z grami i prowadził też jeden online o specjalnym profilu dla maniaków, przez jego ręce przewinęła się więc ogromna liczba produktów. Był dostawcą eksponatów dla International Center for the History of Electronic Games. Miał okazję wybierać pojedyncze egzemplarze z całych rzutów, więc gwarantował jakość swojego dorobku. Z ponad jednej czwartej posiadanych gier nigdy nawet nie zerwał folii.

To trzeci raz, kiedy rekordzista zdecydował się spieniężyć swoje hobby. W 1989 roku wyzbył się skromnego wtedy zbioru, aby nabyć konsolę SEGA Genesis, a potem w 1998 następnego, żeby móc opłacić własny ślub. Obecnie jego rodzina (bliższa oraz dalsza) potrzebuje pieniędzy, dlatego pokaźnych rozmiarów zestaw po raz kolejny trafił pod młotek. Thomasson z hobby nie rezygnuje i chociaż na karku ma już prawie pół wieku, nie wyklucza, że za jakiś czas zacznie odbudowywać kolekcję. W końcu to pewnie dziwne uczucie, kiedy nagle po latach w szafkach w całym domu zrobiło się niezwykle pusto, a po piwnicy można się wreszcie bez przeszkód poruszać. Tyle w końcu tego było...

r   e   k   l   a   m   a

Pomijając kwestię ceny (750 tysięcy 250 dolarów czyli blisko 2,3 miliona złotych), na szybko zaprzęgłem do pracy kalkulator, gdyż zastanawiałem się, ile życia by trzeba poświęcić, żeby próbować te wszystkie gry po kolei przejść. Nowe produkcje dostarczają w tej chwili przeciętnie 6 godzin rozgrywki. Do wyrobienia jest 66 tysięcy godzin, czyli 2750 dni, a więc 7,5 roku do zmarnowania. Bez przerwy i to jeszcze oczywiście bez uwzględniania gier sportowych czy takich RPG, którym trzeba poświęcić więcej uwagi.

Pomarzyć o takim zbiorze dobra rzecz. Wszystkim fanom świata elektronicznej rozrywki polecam więc wirtualną wycieczkę po marzeniach, w czterech częściach: 01, 02, 03, 04.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.