r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Nie mieli dostępu do Internetu, więc stworzyli własny uliczny intranet

Strona główna AktualnościINTERNET

Jakiś czas temu pisaliśmy o metodach, jakimi Kubańczycy radzą sobie z brakiem powszechnego dostępu do Internetu. Okazuje się, że pomysł dostarczania twardych dysków z dostępnymi w Sieci treściami nie jest wcale szczytowym osiągnięciem kubańskiej myśli technicznej.

Według organizacji działającej na rzecz wolności obywatelskich Freedom House, nienadzorowany przez rząd dostęp do Internetu ma na Kubie niecałe 60 tysięcy osób, co stanowi zaledwie 5% populacji. Stworzenie funkcjonującej w szarej strefie metody dystrybucji internetowych treści offline było jedną z nielicznych okazji do skorzystania przez Kubańczyków z choćby namiastki dobrodziejstw oferowanych przez współczesną technikę.

Na tym jednak nie koniec. Ba, na Kubie w życie wprowadzono znacznie bardziej spektakularny pomysł stworzenia własnej sieci, łączącej użytkowników poprzez bardzo efektywne anteny Wi-Fi oraz przewody biegnące po dachach i ulicach. SNet (od street net) nie daje oczywiście możliwości połączenia się z Internetem, jednak łączyć ma ze sobą już ponad 9 tysięcy komputerów, umożliwiając ich właścicielom dostęp do platformy społecznościowej wzorowanej na Facebooku, komunikację, granie online czy dostęp do kopii Wikipedii. Z SNetu korzysta codziennie około 2 tysiące użytkowników.

r   e   k   l   a   m   a

Agencja prasowa Associated Press informuje, że przedstawiciele rządu nie odpowiedzieli na prośbę o komentarz do sytuacji. Według kubańskiego prawa każde użycie bezprzewodowej sieci komputerowej jest nielegalne bez uzyskanej od Ministerstwa Komunikacji zgody. Mimo to, podobnie jak to było w przypadku dystrybucji dysków, władze nie walczą z uliczną siecią.

Przymykanie oka na działalność SNetu przez rząd może być spowodowane faktem, że sieć także podlega moderacji. Aktywność użytkowników jest bowiem monitorowana przez dobrowolnych administratorów, którzy egzekwują zakaz rozpowszechniania pornografii, dyskusji na temat polityki czy prób połączenia sieci z Internetem. Dla użytkowników, którzy łamią regulamin został przygotowany cały system kar – od jednodniowego bana do dożywotniego zakazu korzystania z SNetu.

Co ciekawe, według wypowiedzi użytkowników SNetu, sieć nie jest wykorzystywana do działań wymierzonych przeciwko rządowi. Broche Moreno, inżynier, który brał udział w budowaniu sieci, stwierdził:

Z nikim nie zadzieramy. Wszystko, czego chcemy, to grać w gry i dzielić się pomysłami. Nie próbujemy wpływać na rząd lub to, co dzieje się na Kubie. Robimy właściwe rzeczy i rząd nam na to pozwala.

Rozmach przedsięwzięcia jest tym bardziej imponujący, że powstało bez żadnej pomocy z zewnątrz, na przykład ze strony amerykańskich agencji. Co więcej, Barack Obama wspiera podobne inicjatywy na Kubie, widząc w nich szansę na poszerzenie kubańskich swobód obywatelskich. Niestety, obowiązujący przez ostatnie lata zakaz eksportu amerykańskiej techniki na wyspę, z pewnością nie przyczynił się do spopularyzowania na niej dostępu do Internetu.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.