Pozostaję pełen zapału i dumny z ludzi, produktów oraz przeżyć, które stworzyliśmy — mówi twórca. Jednakże czułem, że przyszła pora, aby poświęcić się nowemu niezależnemu przedsięwzięciu. Chciałbym podziękować zespołowi w Lionhead, jak również naszym partnerom w Microsoft Studios za ich wsparcie, oddanie oraz niesamowitą pracę na przestrzeni lat — dodaje. Nie ukrywa, że taka decyzja kosztowała go sporo gwałtownych emocji, ale też nie może się doczekać pierwszych projektów przygotowywanych już dla studia 22 Cans. W roli konsultanta pomoże jeszcze tylko przyjść na świat tworzonemu z myślą o sensorze Kinect Fable: The Journey.
Petera Molyneux, tak bardzo jak rozpoznaje się po tym, czego dokonał, równie mocno kojarzy z wieloma niespełnionymi obietnicami. Kiedy gra Fable funkcjonowała jeszcze pod roboczą nazwą Project Ego, zapowiadał on dorastający wraz z graczem świat, stale tętniący życiem, gdzie nawet serce wycięte w korze drzewa będzie po latach widoczne, ale nadszarpnięte zębem czasu i zarośnięte. Roztaczał wizję najlepszej gry na świecie, któremu wyzwaniu to projekt oczywiście nie sprostał. Przy pracach nad kontynuacjami Fable także nie szczędził nam wielkich, ostatecznie niezrealizowanych wizji, przez co również w Polsce zyskał przydomek „kłamczuszek”…