r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Piękne hostessy przyciągają uwagę konsumentów, ale niestety nie do produktów

Strona główna AktualnościBIZNES

Od wielu lat targi branżowe maści wszelakiej (od takich nastawionych typowo na gracza, po imprezy czysto dla pasjonatów nowych technologii) kojarzą się nie tylko z masą nowinek, na których można bardzo wcześnie położyć ręce, lecz przede wszystkim atrakcyjnymi paniami, reklamującymi różnorakie produkty. Wielu wystawców wychodzi z założenia, że ładne buzie w kusych strojach napędzą im klientów (a nie tylko wyrobią oglądalność serwisom internetowym, publikującym obszerne galerie z pięknościami), tymczasem jednak rzeczywistość okazuje się całkiem inna. Przekonał się o tym już dawno spec od marketingu Spencer Chen, który postanowił podzielić się odkryciami.

Mając za sobą organizację stoisk dla kilku już dużych firm, Chen zebrał dowody na to, że zatrudnianie ślicznych dziewczyn z agencji modelek w ostatecznym rozrachunku się nie kalkuluje. O wiele lepiej przywieźć na targi grupę niekoniecznie najbardziej urodziwych, a nawet najmłodszych, ale za to sympatycznych osób, które znają się na rzeczy i z miłą chęcią porozmawiają o promowanym produkcie z każdym. Modelki bywają zwyczajnie leniwe, a w dodatku na kontakt werbalny z tymi najatrakcyjniejszymi decydują się tylko nieliczni, mający się najczęściej za nie lada ogierów. Przeciętny zwiedzający zrobi kilka zdjęć i pójdzie dalej, bo jednak nieśmiałość weźmie górę. Partnerzy biznesowi, z myślą o których także przecież jeździ się ze swoimi produktami na podobne imprezy (jeśli nie przede wszystkim), też nie będą wstępnie omawiali ważniejszych zagadnień z kimś, kto biega dookoła praktycznie w samej bieliźnie. Mało więc z urodziwych hostess pożytku.

Jak w takim razie wytłumaczyć, że przy obsłudze targów wciąż zazwyczaj dominują kobiety? Cóż, osoby z działów sprzedaży po prostu ślepo wielbią modelki. Dla tych pozostających z praktykami w przeszłości, gdy przecierały szlak Lary Croft, nie liczy się zaprezentowanie produktu jako takiego, lecz ostre zaszokowanie potencjalnego klienta (negliż robi swoje), aby ten zapamiętał markę. Nie odchodzą od tego nawet mimo coraz częstszych uwag, że organizując dla gawiedzi takie powiedzmy tańce na rurze stają się kimś na wzór sutenera, sprzedającego nam obiekt pożądania. Pozostała część obsady to zaś w większości dziewczyny, bo ich mamy zwyczajnie najwięcej w działach PR firm.

r   e   k   l   a   m   a

Ciekawe, że to wszystko próby dotarcia do męskiej części publiczności, gdyż raczej Tarzanów dla przybyłych konsumentek się na halach nie widuje. Swoją drogą czy nie mieliście też kiedyś wrażenia, że uroda danej hostessy jest odwrotnie proporcjonalna do produktu, który reklamuje? Jakby (często sztuczne) piękno miało tylko zmylić uwagę...

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.