Niedawno szef Valve Gabe Newell w jednym z wywiadów przelotnie wspominał o pomyśle stworzenia stacjonarnego urządzenia, które byłoby w razie potrzeb w łatwy sposób modyfikowalne. Żeby co 3-4 lata nie kupować czegoś zupełnie nowego. Ostatecznie dokopano się do informacji, że coś takiego jest już w przygotowaniu. Chodzi rzekomo o „konsolkę” wykorzystywaną z telewizorem, umożliwiającą uruchamianie gier PC i oczywiście z obowiązkową obsługą usługi Steam. Acz nie wyklucza się także ponoć zagoszczenia tu innych popularnych cyfrowych platform, jak Origin Electronic Arts, czy może nawet Uplay od Ubisoftu.
Przewidywane minimum, jeżeli o podzespoły chodzi, to w tym przypadku procesor Intel Core i7, 8GB pamięci RAM i rozwiązania graficzne ze stajni firmy NVIDIA. Mowa więc niby o zwyczajnym komputerze, lecz też nie do końca… W grę wchodzi bowiem, obok normalnych wymian komponentów, szereg autorskich rozwiązań Valve. Przede wszystkim zbieranie danych biometrycznych, czyli po prostu badanie stanu gracza — chociażby czy jest zdenerwowany lub odprężony. Takie informacje pozwolą na krojenie rozgrywki pod danego użytkownika. Prawdopodobnie też, niczym z klocków, złożymy pada na własne potrzeby. Patent na manipulator z wyciąganymi elementami, które można podmieniać, należy — a jakże — do Valve Corporation.
Wiarygodności plotkom dodawałyby też inne technologie opracowywane przez firmę, że wspomnę tylko o opcji The Big Picture — zaoferuje ona wkrótce nawigację po zasobach Steam, a także w grach, przystosowaną do dużych odbiorników telewizyjnych. Pytanie tylko czy w czasach, gdy z coraz większą ufnością patrzy się w rozwiązania oparte na chmurze — OnLive lub powiedzmy Gaikai — i otwarcie wieści schyłek konsol, Valve nie stoczy się z górki, próbując na nowo wynaleźć koło…