Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Google obniża ceny za korzystanie ze swojej chmury

Ostatnio Google ogłosiło dużą obniżkę cen swoich usług chmurowych. Nowy cennik przynosi nie tylko niższe koszty używania ich usługi, ale również upraszcza obliczanie tych opłat eliminując część z nich lub łącząc kilka osobnych opłat w jedną. Niektóre opłaty spadają bardzo mocno. Na przykład koszt utrzymania miejsca na dysku w chmurze spada o 68%, przechowywanie danych w Big Table aż 85% (przemianowanym na BigQuery). Inne usługi tanieją przeciętnie o około 30%.

Jedni ucieszą się z tak dużych obniżek, ale inni z wrodzoną dociekliwością zapytają dlaczego? Google tłumaczy ten fakt obniżką cen hardware, powołując się na prawo Moore'a, które moim zdaniem ostatnio przestaje powoli się sprawdzać w odniesieniu do rozwoju sprzętu. Według nich koszty sprzętu tanieją 30 do 45 punktów procentowych rocznie, podczas gdy w większości chmur koszty ponoszone przez klientów maleją tylko o 6 do 8.
Google chwali się, że dzięki obniżce, użytkownicy korzystający bez przerwy z chmury, oszczędzają przeciętnie połowę dawnych kosztów. To sporo. Pytanie tylko dlaczego Google obniża te ceny mimo, że tak spektakularnych obniżek nie robi konkurencja? Może po prostu Google nie jest "evil"? A może chodzi o coś innego?

Tłumaczenie, że koszty utrzymania chmury są zdeterminowane kosztami podzespołów komputerowych nie wydaje się sensowe. W końcu nawet nie działając w tej branży łatwo się domyśleć, że większy wpływ mogą mieć koszty utrzymania budynków, koszty prądu elektrycznego, czy moim zdaniem najważniejsze: pensje dla ludzi utrzymujących te centra obliczeniowe i nie chodzi tu tylko o administratorów i programistów. W końcu taki budynek musi też ktoś np. odkurzać. Nie słychać też, aby inne firmy kwapiły się do tak drastycznych cięć cen. Co więc jest z tą chmurą od Google?
Przez pewien czas korzystałem z ich rozwiązań utrzymując kilka aplikacji na Google App Engine (GAE). Nie ukrywam, że tym co mnie głównie zachęciło do jej używania to właśnie cena, a w zasadzie jej brak. Moje aplikacje były na tyle małe i miały tak mało użytkowników, że bez problemu mieściły się w darmowych limitach. Jak wygląda zatem z punktu widzenia dewelopera praca z GAE?

Same administrowanie jest wygodne. Panel administracyjny jest bardzo rozbudowany i dość łatwy do opanowania, a pozwala nawet śledzić błędy w naszej aplikacji. Pod tym względem jest o wiele lepiej niż w nie zawsze łatwym do zrozumienia sposobie zarządzania aplikacją w Amazonie. Trzeba jednak pamiętać, że Google udostępnia swoją chmurę w formule PaaS, podczas gdy inni więksi konkurencji umożliwiają ją również w formie IaaS.
W GAE mamy sporo ograniczeń. Na razie dostępne są tylko platformy programowania: Python, JVM i eksperymentalnie Go (choć już pracują nad PHP i jest on dostępny jako beta). Najlepiej w tym przypadku wypada Python, do którego wbudowano framework Django. We wszystkich językach można używać własnych frameworków webowych, które musimy w tym przypadku przesłać na serwer razem z aplikacją. Szczególnie ciekawie wydaje się tu zastosowanie JVM gdzie dostępnych jest wiele języków pracujących na tej maszynie wirtualnej, z których wymienię tylko: Scalę, Grooviego czy JRuby. Jednak problem w tym, że ograniczenie sandboksa GAE nie pozwala uruchamiać, żadnych dodatkowych wątków. Powoduje to, że wiele frameworków nie może być w pełni wykorzystanych. Trudne jest szczególnie pisanie aplikacji korzystających z technologii Comet. Niemiły jest również fakt, że zmuszeni jesteśmy do korzystania z bazy danych Google, co bardzo utrudnia w razie czego przeniesienie się na inne rozwiązanie (ostatnio rozwijają Cloud SQL w oparciu o MySQL co może poprawić nieco sytuację, jeśli baza ta osiągnie pełną zgodność z oryginałem). Z usługi Google zrezygnowałem po przejściu na Scalę i framework Lift, którym to GAE nie umożliwiała pełnego wykorzystania ich możliwości.

Problem z przenośnością aplikacji z Google do innych usługodawców, lub też na własne maszyny, jest tutaj moim zdaniem kluczowy. Firma ta bardziej niż inni uzależnia od siebie klienta. Trudno znaleźć jakiś większy startup korzystający z ich usług. Nic dziwnego bo kto chciałby się uzależniać na samym początku od jednego usługodawcy. Aż się tutaj prosi o porównanie do innej, ostatnio coraz bardzie popularnej chmury Azure od Microsoftu (chmura Amazonu jest tutaj, aż nadto oczywista).
Ta wydawałoby się zła, uzależniająca od swoich produktów korporacja robi chmurę, która w żadnym stopniu nie wymusza na kliencie używanych technologii. Deweloper może postawić dowolny system operacyjny wybierając jeden z wielu gotowych obrazów. Dostępne są wszystkie popularne rozwiązania. Bardzo wygodnie używa się aplikacji napisanych w PHP, popularnych CMSów. Z chmury szczególnie chętnie korzystają programiści NodeJS. Nawet programiści Javy mogą bez problemu jej używać mimo, że stanowi ona konkurencję dla Microsoftowego .NETu. Korzystać możemy z wielu baz danych, a w szczególności najbardziej popularnej MySQL i wśród NoSQL-owych MongoDB. Można więc korzystać z usług Microsoftu bez specjalnych obaw, a w razie potrzeby nie będzie, żadnych problemów z przeniesieniem aplikacji na własne serwery lub do konkurencji. To na czym jest wirtualizowane Azure dla użytkownika nie ma najmniejszego znaczenia. Ważne, że sam może wybierać ulubione przez siebie rozwiązania.

Google wypada tutaj bardzo niekorzystnie w porównaniu do Microsoftu. Można by odnieść wrażenia, że Google celowo próbuje uzależnić użytkownika od swoich usług, co można zaobserwować nie tylko w chmurach. Czyżby wpatrzyli się w strategię Bill Gatesa polegającą na dostarczeniu wygodnego, taniego oprogramowania, ale przy okazji uzależnieniu ich od swoich rozwiązań, by potem wykorzystać monopol do dyktowania cen.

Analizując to wszystko można dojść do przekonania, że jak na razie chmura Google to jedna wielka klapa, albo przynajmniej niezbyt dobrze sobie radzi na tle konkurencji. Trudno znaleźć większe portale i aplikacje działające na ich rozwiązaniach. Ludzie po prostu nie są głupi i potrafią myśleć do przodu. Inny powód to brak możliwości uruchomienia bardzo popularnych rozwiązań webowych. Stąd działania Google w kierunku PHP i MySQL. Firma musi też drastycznie obniżać ceny, aby przyciągnąć do siebie klientów. Warto zastanowić się nad ich ofertą, ale też myśleć perspektywiczne i zastanowić się, czy dla tworzonego rozwiązania uzależnienie od usługodawcy nie będzie w przyszłości problemem.

Na zakończenie dodam, że świat IT zmienia się w bardzo dziwnym kierunku. Dotychczasowy największy wróg Open Source coraz częściej wykonuje działania wspomagające ten ruch, bo jak nazwać chociażby zatrudnianie głównych deweloperów PHP. Pewnie, że robi to dla własnego zysku, tak jak każda firma współdziałająca przy otwartym oprogramowaniu, ale fakt, że dostrzega swoją szansę na rozwój również w tym kierunku daje do myślenia. Z drugiej strony dla wielu osób Google widziane jako wielka firma wspierająca Linuksa zachowuje się czasami tragicznie, jak choćby z brakiem jakiegokolwiek wsparcia dla otwartego ODF. A jej wkład w rozwój Open Source jest procentowo dużo niższy niż wielu firm o znacznie skromniejszych środkach finansowych i w mniejszym stopniu tak uzależnionych od rozwiązań otwarto-źródłowych. Świat IT nie jest więc czarno biały jak widziałoby go wielu komentujących.

Warto rozważyć poniższy tekst. Czyżby Microsoft zaczynało go rozumieć?

Open Source jest dziś największym i najważniejszym nurtem w sektorze IT - albo dasz się ponieść na fali, albo utoniesz próbując płynąć pod prąd...

Sprostowanie:

Faktycznie w momencie pisania artykułu przeoczyłem fakt, że w zeszłym roku Google uruchomiło również usługi IaaS. Dziękuję za wyprowadzenie mnie z błędu użytkownikowi grapeli23. Z jednej strony to mój błąd, że nie przeszukałem wcześniej sieci, aby upewnić się, że taka usługa się pojawiła, a z drugiej świadczy to o bardzo słabym marketingu Google i małym zainteresowaniu mediów tym tematem. Uważam, że mnie jako użytkownika GAE Google mogłoby powiadomić o fakcie osobiście e-mailem o możliwości użycia innego rozwiązania.  

internet programowanie serwery

Komentarze

0 nowych
cyryllo   16 #1 07.04.2014 21:21

Trafiłeś w pietę Achillesową Google ;) Google działa tak że daje za free i uzależnia i każdy zdrowy na rozumie developer to widzi. Właśnie brak możliwości używania już dostępnych popularnych narzędzi ich na początku skreśla.

M$ pomimo że jest bee ;) poszła w takim kierunku o jaki bym ją nie podejrzewał :P Mam kod na miesiąc testów całej ich chmury Azure więc w wolnej chwili zamierzam przyjrzeć się z bliska ich rozwiązaniu.

grapeli23   5 #2 07.04.2014 22:55

Może przed dokonywaniem takich wpisów warto się zapoznać z tematyką w tym z hasłami GAE i GCE. Polecam Wikipedię.
https://en.wikipedia.org/wiki/Google_Compute_Engine
https://en.wikipedia.org/wiki/Google_App_Engine

Warto też odwiedzić:
http://cloud.google.com/products/compute-engine.html
http://cloud.google.com/pricing/compute-engine.html
https://cloud.google.com/console

Analiza godna tego portalu.

hind   2 #3 08.04.2014 09:48

Cóż, googli nigdy nie brałem pod uwagę, teraz siedzę na darmowym openshift'cie od red hata (oczywiście na całość na amazonie)

mikolaj_s   13 #4 08.04.2014 11:08

@grapeli: Dziękuję za sprostowanie. Jakoś zupełnie nie zanotowałem pojawienia się GCE w zeszłym roku.

"Analiza godna tego portalu."

Szkoda, że dodałeś ten zjadliwy dodatek, bo psuje on Twój wizerunek. Gdybyś choć chwilę się nad tym zastanowił nigdy byś tego nie napisał.
Po pierwsze to jest blog, na którym każdy może dzięki uprzejmości właścicieli tego portalu napisać takie dyrdymały jakie sobie wymyśli ;) I portal w żaden sposób nie ingeruje w merytoryczny sens tego co ludzie tutaj wypisują. Każdy przedstawia swoje poglądy i opiera się na swoim stanie wiedzy, który jak widać z mojej wpadki musi być często aktualizowany, aby był zgodny ze stanem faktycznym. Czyżbyś nie rozumiał idei bloga? Na portalu w artykułach sprawa wygląda zupełnie inaczej. Ale tam również zdarzają się będą się zdarzać błędy merytoryczne. Ludzie są tylko ludźmi i pokaż mi kogoś kto się nigdy nie myli. Ciekawe co Cię trzyma przy tym portalu skoro masz takie negatywne uczucia. Musi być jednak coś co Cię mimo wszystko przyciąga? :P
Po drugie, co do samego GAE to przedstawiłem własne skromne doświadczenia i opinie. Jeśli coś według Ciebie w tym temacie się nie zgadza z tym co napisałem to mógłbyś być na tyle łaskawy, aby wskazać te fakty, albo daruj sobie krytykę. Lubię krytykę, ale merytoryczną, taką z której można się czegoś nauczyć.

grapeli23   5 #5 08.04.2014 13:33

Merytorycznie to można się odnosić do wpisów takich jak ten http://www.war-worlds.com/blog/2013/06/switched-away-from-app-engine-couldnt-be-...

Trudno się odnosić do obszczekiwania i ujadania osoby, która nie miała rzeczywistego kontaktu z GAE i nie słyszała o GCE.

cyryllo   16 #6 08.04.2014 15:11

@grapeli23 znawca się znalazł. Zapodaj jeszcze linkami będzie zabawniej.

Trochę przesadzasz z tym "obszczekiwaniem".

grapeli23   5 #7 08.04.2014 15:27

@cyryllo
Proszę bardzo. Specjalnie dedykowany tobie.
https://en.wikipedia.org/wiki/Chroot

Proponuję się dowiedzieć co to jetst katalog główny - root "/" w systemie Linux.

mikolaj_s   13 #8 08.04.2014 17:58

@grapeli23:
"Trudno się odnosić do obszczekiwania i ujadania osoby, która nie miała rzeczywistego kontaktu z GAE i nie słyszała o GCE."

To typowe dla każdego fanboja. Boli go jak ktoś napisze coś co nie zgadza się z jego przekonaniami. Kontakt z GAE miałem jak najbardziej rzeczywisty, a powoli zaczynam myśleć, że Ty raczej poznałeś GAE tylko z jakiś blogów.

"Proponuję się dowiedzieć co to jetst katalog główny - root "/" w systemie Linux."

A ja proponuję dowiedzieć się co to jest kultura osobista. Ale rozumiem skąd te braki, w końcu to hasło na wikipedii jeszcze nie istnieje: http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Kultura_osobista&action=edit&r...

cyryllo   16 #9 08.04.2014 20:32

@grapeli23 a angielski znasz? w tym przypadku jest mowa o wirtualizacji systemu plików. A zresztą szkoda czasu na trola.

adiom   3 #11 10.04.2014 01:29

Gae to jest usługa PAAS, więc w tym wypadku na tym to polega zeby korzystać z big table google a nie jakies wlasnych baz danych, jak się chce wlasne rozwiazania bazodanowe to sie robi IAAS, ktora google tez udostepnia.
A to jak bardzo chcesz sie uzaleznic od rozwiazan Big Table to zalezy juz od samego developera. Zarówno JPA i JDO jest dostepne wiec problemu wiekszego nie widze z przeniesieniem. Ja np korzystam z duzo wygadniejszego Objectify, który co prawda uzaleznia ale mi jest tu wygodnie i jak do tej pory nie znalazlem lepszej uslugi PAAS pod jave (biorac pod uwage cene/wydajnosc/wygode/niezawodnosc). Robiłemtez w Open Shift ale to byłodawno ze 2 lata temu kiedy zaczynali wiec teraz z przeniesieniem - duzoby mnie to kosztowalo nawet jakbym korzystał z JPA..... A jak chciałbym wlasne rozwiazania to wole appscale ktory jest switna alternatywa dla GAE.

mikolaj_s   13 #12 10.04.2014 07:08

@adiom: A z jakigo frameworku korzystasz w GAE? Niestety to czy można w miarę wygodnie korzystać z GAE zależy od tego w czym pracujesz. Używany przeze mnie Lift działa, ale nie mogę korzystać w pełni z jego możliwości, a w szczególności z REST i Comet. Dla prostych aplikacji GAE się nadaje świetnie bo jest tanie.

adiom   3 #13 11.04.2014 01:46

Faktycznie dużo zależy od tego jaki framework wybieramy... ja się bardziej skupiam na stronie klienta niż serwera. Uzywam GWT, chyba nie ma nic lepszego dotworzenia grubego klienta, wtedy z api gae w ogole nie korzystam, albo staram sie jak najmniej. Dodatkowo takie frameworki jak Gin, restyGWT, guava w wersji gwt i wiele innych powoduja ze sterowanie aplikacja po stronie klienta to sama przyjemnosc i w dodatku duze odciazenie backendu