Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

„007 To report HQ", czyli ile są warte smart-opaski z Chin

Dawno, dawno temu, czyli w 1977 roku, miała miejsce premiera filmu "The Spy Who Loved Me" ("Szpieg, który mnie kochał"). Fabuła jest prosta, jak to w filmach z cyklu o agencie 007: komandor Bond, James Bond, rozwiązuje zagadkę znikających okrętów podwodnych, ale tylko takich które posiadają na pokładzie broń atomową. Obejrzałem ten film po raz pierwszy, kiedy miał on swoją premierę w Polsce, w okolicach 1990 roku. Potem widziałem go jeszcze kilka razy. Dwie rzeczy zapadły mi bardzo w pamięć. Pierwszą był wielki jak góra złoczyńca z metalowymi zębami, a drugą jedna z początkowych scen. Sielankowa sceneria drewnianej chatki w górach: na podłodze przed ogromnym i rozpalonym kominkiem skóra z białego niedźwiedzia. Na tej skórze piękna ale nad wyraz sztywna, niczym drewniany bal, kobieta a na niej, ubrany wyłącznie w wielgaśny, elektroniczny zegarek, komandor Bond (grał go Roger Moore). Sielankę przerywa właśnie ten zegarek bo nagle drukuje Jamesowi wiadomość z centrali. Bond czyta wiadomość, wstaje, zakłada kombinezon narciarski i leci do Londka. Tak przynajmniej wyobrażali to sobie scenarzyści w drugiej połowie lat 70-tych XX wieku: