Trwa konkurs "Ogól naczelnego", w którym codziennie możecie wygrać najnowsze maszynki systemowe Hydro Connect 5 marki Wilkinson Sword.

Więcej informacji
Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Dziesięć lat z Linuksem... a porzuciłem go dla Maka

GNU/Linux jest świetnym systemem, którego używałem przez ostatnią dekadę, choć znam go znacznie dłużej (zaczęło się od Corel Linux). Niemniej w 2007 roku, postanowiłem uczynić z pingwinka główny system. Początkowo zafascynowany Knoppixem, wybrałem jednakże Ubuntu 7.10 Gutsy Gibbon. Świetnie jeśli chodzi o Linuksa, wspominam wydanie Ubuntu 8.04 Hardy Heron, które na moim komputerze było tak stabilne, że po roku od wydania zastanawiałem się, co Canonical chce poprawiać przez następne 2 lata (kiedyś wydania LTS, posiadały trzyletni okres wsparcia). Niezadowolony jednak z polityki Canonicala, przeszedłem później na Debiana, openSUSE, aby ostatecznie wybrać w 2009r dystrybucję Fedora, wtedy w wersji 12. Owa dystrybucja zachwyciła mnie na tyle, że do dziś jej używam - to moje finalne distro. W międzyczasie używałem Linuksa w pracy, a zazwyczaj było to Ubuntu, którego instalowałem czasami w zastępstwie Fedory. Tym sposobem właśnie, upłynęło mi z Pingwinem ostatnie 10 lat :-)

Aby być sprawiedliwym, trzeba naprawdę przyznać – w toku tych lat, Linux zrobił gigantyczny postęp. Obsługa była wygodna już w 2007 roku, kiedy przeszedłem na system fruwającego nielota, jednak dziś jest jeszcze lepiej.

Potrzebujesz systemu B2B? Trochę o polskiej ofercie

Cześć. Niestety z braku czasu – wycofałem się ostatnio z czynnego udziału w życiu portalu, jednak postanowiłem to nadrobić.

Minęły już dwa lata od czasu, kiedy opublikowałem wpis dotyczący sklepów internetowych: Planujesz uruchomić sklep internetowy? Oprogramowanie sklepu jest r.... Pomyślałem zatem, czy nie pociągnąć tematu dalej. Kiedy sklepy internetowe są najczęściej skierowane do detalistów, to co z przedsiębiorcami hurtowymi, którzy celują w segment B2B (Business to Business)?

Jeśli chodzi o wybór oprogramowania – nie kieruję się pobudkami ideologicznymi. Dlatego nie czuję wewnętrznych oporów, aby skorzystać z komercyjnych rozwiązań. Jeśli szukacie jednak oprogramowania B2B Open Source, to google zwróci Wam wyniki pokroju OroCommerce, który pochodzi od autorów znanej platformy e-commerce: Magento.

Hejterzy – mała refleksja ich dotycząca

Słońce świeci, na dworze ciepło, a tekst jest z przymrużeniem oka. Niemniej w otoczce żartu - jest tu chyba trochę prawdy :-)

Napisaliśmy coś w sieci, lub stworzyliśmy na YouTube - teraz pełni pozytywnej nadziei, czekamy na pierwsze oceny i odzew. Nagle bach, zamiast konstruktywnej krytyki – otrzymaliśmy kubeł zimnej wody, komentarz osoby sfrustrowanej danym dniem, pogodą, życiem albo przegraną w totka...

Istnieje wiele teorii dotyczących tego, kim są trolle lub hejterzy. Myślę, że każda jest prawdziwa – może być to sfrustrowany człowiek, nastolatek mający ubaw kosztem innych, klakier podkopujący konkurencję itd. Kiedyś nazywano ich zbiorczo – Dzieci Neostrady. Dlaczego? To bardzo proste – wraz z upowszechnieniem się internetu TP-SA o nazwie Neostrada (~2001 rok), zaroiło się w internecie od ludzi…hmm…niekoniecznie górnolotnych. W związku z tym, że ich humor ambitny nie był, wypowiedzi również – przylgnęła łatka ich określająca. Obecnie nazywa się ich trollami lub hejterami. Swoją drogą, macie jakiś pomysł na polski odpowiednik hejtera? :-)

Dobrze, ale kto kryje się za takim wizerunkiem? Cóż, nie zawsze wiadomo. Tożsamość słynnego, polskiego trolla Nazira

Prywatność na Facebooku, zależy od nas samych...

W ostatnich latach kwestia prywatności w internecie, została mocno rozdmuchana. Użytkownicy mają świadomość zbierania danych, sprzeciwiają się cenzurze, walczą o Internet jako ostatni bastion wolności słowa. Niestety jest to również era serwisów społecznościowych, które praktycznie bez żadnego wysiłku - wyciągają od nas wiele informacji. Humorystycznie można powiedzieć, że niepotrzebne są agencje wywiadowcze - wystarczy zajrzeć na Facebooka.

Przyznam, że do napisania tego wpisu, skłonił mnie jeden z artykułów na Dobreprogramy. Dotyczył on tego, jak podkręcić prywatność w jednej z popularnych społecznościówek. Myślę, że warto go podlinkować, ponieważ wiele osób nie zdaje sobie w ogóle sprawy, jak wieloma danymi dzielą się publicznie: Prywatność na Facebooku – pokazujemy, jak o nią zadbać w praktyce.

Oczywiście wiele osób nabija się z takich poradników, traktując prywatność i serwisy społecznościowe jako oksymoron. Tymczasem warto się zatrzymać i zobaczyć, że Facebook nie wyciąga takich danych siłą.

Mam dość ładowania smartfona...

Używamy smartfonów codziennie. Choć zamknięte w małej obudowie, to mocą obliczeniową przewyższają komputery sprzed parudziesięciu lat. Wspominam do dziś mojego blaszaka, który w 1999 roku był osiedlową rakietą. Posiadał on procesor P400MHz, 64MB RAM i 16MB kartę graficzną. Dziś trzymam w ręku już trzyletniego smartfona, który posiada czterordzeniowy procesor 1.2GHz, 1GB RAM, a układ graficzny wyprzedza wszystko, co potrafiła Riva TNT w starym PC. Postęp w dziedzinie komórek nie ustaje - producenci wrzucają coraz lepsze procesory, dokładają więcej pamięci RAM i mocniejsze układy graficzne. Zapominają jednak o jednej rzeczy - baterie rozładowują się zbyt szybko, doprowadzając użytkownika do szewskiej pasji...

Kiedy patrzę na dzisiejszy rynek smartfonów, szkoda mi trochę kierunku, w którym podążył owy segment. Kiedyś smartfony posiadały pewną rangę, która odróżniała je od zwykłych komórek. Dobrze wspominam czasy, kiedy byłem użytkownikiem Siemensa SX1 oraz Nokii C6. Telefony działały na nieodżałowanym dla mnie Symbianie, a ich użytkowy look&feel sprawiał, że było to coś wyjątkowego. Smartfony nie były zabawką do instalowania appek, a pewną namiastką komputera w kieszeni.

Mówcie co chcecie, ale Ubuntu to jednak wygodna dystrybucja

Ostatnimi czasy, dostałem pewnej formy linuksowego „oświecenia”. Poprzednim razem przydarzyło mi się to w 2009 roku, kiedy mając dość polityki firmy Canonical dotyczącej Ubuntu, zacząłem szukać innej dystrybucji. Przez krótki czas używałem Debiana, starałem się polubić openSUSE, lecz ostatecznie wybrałem Fedorę, której używałem przez ostatnie 7 lat. Czasem bywa jednak tak, że z nudów instalujemy inne dystrybucje – dla odmiany, odświeżenia sobie Linuksa, zobaczenia co słychać w innych distrach. Do tego celu posłużyło mi Ubuntu 14.04 LTS, które przyznam szczerze, wywróciło nieco mój sposób postrzegania Linuksa.

Jeśli przebrnęliście przez powyższy wstęp, nakreślę nieco istotne szczegóły. Przede wszystkim – dawno tutaj nie pisałem, gdyż rozpisałem się trochę po innych miejscach w internecie, a nawet wyszedłem poza typowe blogi, toteż zabrakło czasu i weny na Dobreprogramy :-( Dopiero niedawny wpis od @Shaki81

Technologizacja świata, niekoniecznie dobrą przyszłością

Nieczęsto zdarza mi się, abym miał problem z napisaniem tekstu. Zaczynając go nie wiem również, czy uda mi się przekazać refleksję taką, jaką zrodziła się w mej głowie. Nie chcę wyjść również na paranoika, który obawia się scenariusza z Terminatora czy Matriksa – nic z tych rzeczy :-) Skąd moje przemyślenia? Wydaje się, że tech-gadżety zaczynają otaczać nasze życie z każdej strony. Tekst jest felietonem, jednak pozwala zajść w głowę, gdzie będziemy za jakiś czas.

Technologia prze do przodu. W ciągu ostatnich dekad, dokonał się naprawdę niezwykły przełom. Wystarczy zapytać naszych rodzicieli, zapytać o ich dzieciństwo – niby czasy nie tak odległe, a jednak wydaje się, jakby były czasami „krzesiwa i ognia”. Czasy zupełnie odmienne od tych, które mamy obecnie. Rzekłbym, że ich okres – był czasem relacji międzyludzkich, a nasz pewnym ich osłabieniem, za to wielkiego skoku technologicznego.

Obecna technologia pędzi – jeszcze 15 lat temu chodziliśmy z „cegłami” w kieszeni, czyli komórkami, które miały zielone / czerwone podświetlenie, czasem jeszcze wysuwaną dla lepszego zasięgu antenkę, a pojemność na dane wynosiła około 1,5MB.

Rezygnacja ze smartfona — suplement

Jakiś czas temu opublikowałem wpis poświęcony rozważaniom, czy rezygnacja ze smartfona jest dobrym rozwiązaniem. Tymczasem złożyło się tak, iż z pewnych powodów musiałem zrezygnować chwilowo z inteligentnego telefonu, wracając do klasycznej słuchawki (Samsung E-250 z 2006 roku). Po trzech tygodniach używania tradycyjnej komórki - przedstawiam swoje przemyślenia.

We wcześniejszym wpisie dotyczącym rezygnacji ze smartfona napisałem, iż klasyczny telefon być może zaprocentuje większą ilością wolnego czasu, który normalnie „marnowalibyśmy” buszując smartfonem po internecie, Facebooku, mobilnych grach itd. Cóż można powiedzieć – faktycznie mam teraz więcej czasu, po prostu dzwonię i piszę SMS. Resztę czasu telefon spędza w pozycji leżącej i używam go wyłącznie wtedy, kiedy potrzebuję.

Jeśli chodzi o wspomniane "marnowanie" czasu – midlety Java posiadają co prawda pewne możliwości, nawet Facebook posiadał swoją aplikację (może istnieje nadal?), jednak midlety odstają dziś od programów dla Androida, Windows Phone, iOS czy BlackBerryOS.

Prywatność — zrozumiałe, że niektórzy chcą chronić swe komputery

Od czasu premiery pierwszych wersji testowych Windows 10 - sporo mówi się o prywatności, szpiegowaniu naszych poczynań, ochronie osobistych plików. Trzeba przyznać, że opinie są spolaryzowane – niektórzy chcą chronić swój PC przed „podsłuchem”. Inni twierdzą, że to tylko strata czasu, nie mają nic do ukrycia itd.

Myślę, że obie strony mają rację, jednak wydaje się, iż większość przyzwala na zmniejszoną prywatność kosztem zbierania danych (ostatnio Microsoft jest na topie). Przynajmniej w teorii – pozwala to polepszać jakość usług. Przykładowo Cortana, lepiej sprofilowane reklamy, skanowanie poczty pod kątem bezpieczeństwa (np. przed atakami terrorystycznymi) itd. Zbieranie danych – niekoniecznie jest zatem złe.

Windows 10 wywołał wzmożone dyskusje – system jest domyślnie gadatliwy, dodatkowo MS chce kontrolować legalności ich aplikacji. Oficjalnie informuje też, że udostępni informacje o nas, jeśli zajdzie potrzeba ze strony władz. Nawet jeśli wyłączymy funkcje wysyłające dane, system nadal otwiera połączenia sieciowe – choć niekoniecznie do czegoś je wykorzystuje, także bez paniki. Dlatego już teraz dostępne są aplikacje

Linux – mentalność Kowalskich, powodem niskich udziałów

W owym wpisie chciałbym rozważyć istotną kwestię: dlaczego Pingwin w kwestii desktopów, nadal jest niszowy. Mocnym bodźcem ku temu, jest opublikowany na linux.pl i komentowany na blogach technologicznych tekst: Linux w szkolnej pracowni niemile widziany przez władze?

Jeśli owego tekstu jeszcze nie czytaliście, przedstawiam krótkie streszczenie. Bohaterem jest informatyk, pracujący w nieokreślonym urzędzie gminy. W roku 2014 zapadła decyzja, dotycząca wyposażenia dwóch pracowni szkolnych. Biorąc pod uwagę kryteria cena / jakość, protagonista zaproponował i wdrożył system Linux Mint, wraz z pakietem Wine, który uruchomił potrzebne oprogramowanie. Mint został skonfigurowany też tak, aby przypominał Windows. Sumarycznie – za cenę 1900zł brutto została skonfigurowana pracownia, składająca się z 16 maszyn (rzekomo przy Windows - 1600zł za jedno stanowisko).

Gratulacje!

znalezione maszynki:

Twój czas:

Ogól Naczelnego!
Znalazłeś(aś) 10 maszynek Wilkinson Sword
oraz ogoliłaś naszego naczelnego!
Przejdź do rankingu
Podpowiedź: Przyciśnij lewy przycisk myszki i poruszaj nią, aby ogolić brodę.