Czy gry wideo nadal potrafią zaskakiwać, bawić i wzbudzać emocje?

Wychowałem się na Commodore 64 a przygoda zaczęła się w roku 1993 – wprawdzie niczym większość wykorzystywałem komputer jako sprzęt do gier, to jednak i BASICA nieco zaznałem, pisząc pierwsze programy i gry tekstowe razem z oficjalnym przewodnikiem Commodore, który znajdował się w zestawie z komputerem. I przygoda ta trwała długo, bo aż do roku 1999, kiedy to miałem styczność z pierwszym swoim PC na własność (najlepszym w miasteczku), posiadającym zawrotne parametry: P 400MHz, Nvidia Riva TNT 16MB, 64MB RAM, cena też niemała bo około 3600zł (z czasem dołożyłem Rivę 32MB a RAM wyniósł 224MB).

Oczywiście z biegiem lat zmieniałem sprzęt i wykorzystywałem pobocznie PC do różnych celów – grafika 2D/3D, komponowanie muzyki w Trackerach, programowanie, pisanie www, jednakże od zawsze kręciło mnie jedno – gry wideo i to było bazowe zastosowanie PC :-) Oczywiście na PC świat się nie kończył i ograłem swoje na Pegasusie (miałem przyjemność grać nawet na Famiconie), PSX, PS2, PSP, Xbox360, PS3 oraz Wii.

Niemniej od około 2 lat obserwuję u siebie zjawisko wypalania do gier wideo, coraz rzadziej kupuję Humble Bundle, a nawet jak coś kupię – ściągam, ale rzadko gram. W ubiegłym roku sprzedałem Wii po wielu miesiącach kurzenia się i miałem ją niecały rok, podobnie końcem 2013 roku kupiłem nowe PS3 i po 4mcach udało mi się sprzedać konsolę na Allegro (tylko PS2 nadal dzielnie daje radę, które kupiłem końcem 2011r i nie zamierzam pozbywać się aż do awarii konsoli). Nurtowało mnie pytanie co jest nie tak, iż gry nie sprawiają mi takiej satysfakcji jak dawniej, po 15 minutach wieje nudą – czy to powód znacznie bliższej niż dalszej 30-stki na karku?

Odpowiedź pojawiła się po jakimś czasie – magiczne i powtarzane przez graczy z większym stażem: „Gry nie są już takie same jak kiedyś”. Drugim faktem jest, iż nie dałem się porwać marketingowemu bełkotowi - nie dałem się kupić odmienionym markom ery next-genu typu Call of Duty, Need for Speed, Assasins Creed i nadal świetnie odnajduję się w starszych produkcjach (aczkolwiek nie sięgam już do pikseli rodem z Wolfenstein 3D i korytarzowej mechaniki gier z tamtego okresu, raczej myślę o grach od 1996 roku do 2003).

Czy gry są takie same jak kiedyś? W mojej opinii, odsuwając na bok psychologiczną tendencję do cechowania sentymentalizmem wspomnień – nie, gry nie są już takie jak kiedyś. Dawniej gry często były innowacyjne gdyż wielu pomysłów nie było wcześniej, deweloperzy chętnie tworzyli gry, które nigdy nie stały się tasiemcami, wiele gier miało niepowtarzalny klimat. Wydawane były świetne pozycje Single-Player(!) okraszone klimatem oraz dobrą muzyką i grafiką. Stawiało się na unikalność (Deus Ex, Half-Life, Sacrifice, Nerf: Arena Blast itd). Nawet shootery FPP (obecnie nazywane FPS) choć miały prostą mechanikę sfragować i nie być sfragowanym, miały unikalne cechy. Unreal Tournament czy Quake III były grami prostymi w założeniach, jednak posiadały zarówno świetną grafikę jak i muzykę, przy czym generowały klimat jakiego inne shootery nie posiadały, a serwery żyją do dziś. Czy dziś powtórzyła się jakaś rewolucja z gier FPP jaką wniosły Unreal (1) czy Half-Life? Nie, bo dziś na lekarstwo jest FPP z dobrym single chociażby, muzyka filmowa na jedno kopyto, liczy się tylko grafika i podpakowane Multi. Obecny rynek nie przynosi już emocji czy jednorazowych tytułów na poziomie – leci się tasiemcami obliczonymi na kasę z oklepanym enginem graficznym. Większość gier tasiemców mogłaby być zaledwie Mission Packiem (dziś DLC) do poprzedniej części, ale są całkowicie nowymi, odrębnymi produktami - kasa, szybciej kupi się nową część niż nieobowiązkowe DLC. Nie wspomnę, iż kiedyś patche miały po parę MB - dziś to są często całe GB :-/ Dawniej konsole nie były standardowo podłączone do internetu, więc twórcy nie mogli pozwolić sobie na wytłoczenie gry z karygodnymi bugami - dziś ściąganie patchy to pierwsza czynność przed graniem na konsoli. Ile jeszcze mogą bawić odgrzewane kotlety? Czy istnieje szansa na wyrwanie się z tasiemców? Od czasu do czasu pojawią się chlubne wyjątki jak seria Amnesia, Heavy Rain czy Beyond: Two Souls na PS3, jednak giną  w zalewie mainstreamu - bo wychodzą nieco poza niego. Inną nadzieją są gry Indie, ale i je trzeba czuć a czasem Indie to też nic wyrastającego nie wiadomo jak powyżej poziomu – jednak pokazują one, że kreatywność nadal może istnieć w przypadku gier komputerowych, kwestia czy się chce. Pewnie – dawne gry były innowacyjne gdyż wprowadzały niespotkane wcześniej pomysły, dziś można jedynie je odtwarzać, ale wystarczy ruszyć nieco głową a nie beznadziejnie kopiować coś po raz milionowy. Pierwszy Unreal wyszedł w 1998 roku i był z mechaniki zwykłą grą FPS, takie gry były już wcześniej – przejdź z punktu A do B, strzelaj po drodze. Jednakże świetna grafika, muzyka(!), lokacje i fabuła w formie notatek sprawiały, że przygoda była wyjątkowa i nadal klimat Unreala to klimat Unreala, mimo upływu lat. Co takiego stało się w branży gier, że dziś tego nie potrafią? No tak, kreatywność schodzi na drugi bok, liczą się realne $$$, zapomniałem...

Kiedy patrzę na obecne tasiemce faktycznie nie dziwię się, że pozbyłem się PS3 bo nie wiedziałem tak naprawdę, co wartościowego włożyć do czytnika (oczywiście ograłem parę gier, które chciałem, jednak te core-titles szybko się skończyły, kolekcja gier wyniosła 5 sztuk i nie wiedziałem co dalej). Dodatkowo moda na wyciąganie pieniędzy – chrzańmy niepowtarzalność, zróbmy restart starych gier i wyrwijmy kasę od fanów (np. rebooty Tomb Raider, Thief). Prawdę mówiąc - po raz pierwszy nie planuję nawet kupić nowej konsoli Sony – bo po co, dla kolejnych odgrzanych Assasinów czy korytarzowych Call of Duty? Pewnie będą wyjątki, jednakże nawet tak znane serie jak Metal Gear Solid zaczynają odcinać kupony – i właśnie, znów mimowolnie użyłem tego słowa, „serie”, czyli kolejne tytuły, coraz bardziej odgrzewane.

Do napisania niniejszego tekstu skłoniły mnie przemyślenia własne oraz motywator w postaci odkurzania paru archiwalnych numerów czasopisma CD-Action (z okolic roku 1999 oraz 2000). Przeglądając te parę numerów, które cudem się odnalazły, byłem w silnej konsternacji – co stronę była inna, niepowtarzalna gra, emocjonowanie się nowościami. Co zobaczyłbym w dzisiejszym CD-Action? Wojnę klonów? Zdaję sobie sprawę, że nie mogę generalizować, lecz ogólny rynek gier się zmienił – niekoniecznie na lepsze i nie dają one tej samej satysfakcji, co kiedyś.

Czy rzeczywiście kiedyś gry potrafiły dawniej mieć tę magię, której dziś brakuje?

PS: Ciekawostka przyrodnicza :-)