Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Yo ho, ho i beczka rumu!

Życie pirata fajne jest…

Naprawdę! Pływa sobie od portu do portu, rabując, mordując i gwałcąc. (Niekoniecznie w tej kolejności.) Od czasu do czasu postrzela sobie z armaty i dokona abordażu. A gdy nadchodzi wieczór razem z kolegami, bracią piracką, siada na deku i pijąc tani rum śpiewa różne sprośne piosenki.

A nie wróć… nie o tych piratach była mowa.

r   e   k   l   a   m   a

Szczerze, miałem wstawić inny blog, ale postanowiłem jednak poruszyć temat ostatnio przez wszystkich wałkowany – legalność oprogramowania, piractwo, złodziejstwo internetowe.

ArrrrrrrrRRRrrr!

Na wstępie wyjaśnijmy sobie coś otwarcie. Byłem piratem! Nie tym od mordów i gwałtów. Najnormalniej w świecie ściągałem z Internetu programy, gry, muzykę i filmy. Właściwie to wszystko o czym możecie zamarzyć. Ściągałem nawet za czasów dialupów. Takim byłem hardcorowym piratem. Mało tego! Jeździłem na giełdy kupować piratki u „ruskich”. Taa ~ pamiętna Fifa 98, Red Alert i inne gry. Na samą myśl o tym dostaje dreszczy. To były czasy, ale nie o tym miałem pisać…

Jestem piratem? To dobre pytanie, nad którym w chwili obecnej musze się zastanowić dosyć mocno. W gruncie rzeczy, powiem że raczej tak. Ale to będzie mocno naciągane stwierdzenie. Posiadam legalnego Windowsa (ba, Windowsy), oraz spor innego legalnego softu. Gry zakupione w Biedronce po 10 zł. Steama z genialnymi przecenami (zestaw X-Com za 8zł). Oryginalnych płyt DVD z filmami, nie mam gdzie już pomieścić (genialna seria Z Kina na DVD i wyprzedaż Disneya). A muzyka? Ostatnio zakupiłem płytę La Roux… choć wcześniej przyznaje ściągnąłem ją z neta. Więc jestem...

Furtum.

Przejdźmy może do sedna tego wpisu, bo warto się tutaj zastanowić może nie tyle nad przyczyną tego dlaczego u nas jest odgórne przyzwolenie na piractwo, a nad tym dlaczego właściwie nie możemy się dogadać czym jest piractwo i nielegalne oprogramowanie.

Serio. Przeczytajcie komentarze do kilku ostatni blogów dotyczących właśnie tego zjawiska. Pojawiają się tak różne pojęcia i wersje, że szczerze mówiąc sam już nie wiem czy ściąganie plików z torrenta to kradzież czy jałmużna. I nie, nie pomyliłem się. Jałmużna!

Dlaczego to jest takie ważne? Bo jak mamy walczyć, i czy w ogóle mamy walczyć, z przeciwnikiem którego nawet nie potrafimy nazwać? Z przeciwnikiem którego nie potrafimy zdefiniować. Nie potrafimy powiedzieć gdzie jest jego ciało i jak on nam zagraża. No jak? Dobre pytanie – pozostawione jednak bez odpowiedzi. Nie zamierzam tego roztrząsać tutaj i w tej chwili, bo wiem na pewno iż to co wymyśle nie spodoba się wszystkim i będzie kopiowaniem pewnych schematów już tu nie raz przedstawionych. Apeluje do was jednak tu i teraz. Zastanówcie się nad tym czym dla was jest piractwo? Czym dla was jest nielegalne oprogramowanie? Nie myślcie od razu czy jest dobre, czy złe. Po prostu, zdefiniujcie je. Jeśli nie zawahaliście się ani na ułamek sekundy podając ją, napiszcie ją poniżej - w komentarzach - bo może warta jest uwagi. A jeśli się zawahaliście… no właśnie, czemu się zawahaliście?

„Sąd sądem a sprawiedliwość musi być po naszej stronie…”

Wracając jednak do społecznego przyzwolenia na piractwo, bo jeszcze chwile o tym chciałem. Ostatnio zauważyłem bardzo miły trend, pomijając absolutnie gimnazjalną, trochę trudną, młodzież, starsze osoby, oraz nawet już studenci wyznają zasadę, że lepiej mniej ale legalnie. Jest to pewnie spowodowane tym, iż stan średni żyje coraz lepiej, ale i biedniejsi wolą kupić komputer w Biedronce z oryginalnym Windowsem (choć „gry dzieciaki sobie znajdą w internacie”). Filmoteka i muzoteka wciąż pozostaje w szarej strefie, ale i tu widać znaczącą poprawę.

Zastanowiłem się takowo, skąd się to wzięło i muszę chyba przyznać, choć trochę niechętnie, że za legalnym softem są osoby „podziewiędziesiąte”, czyli te po zmianie ustroju (niekoniecznie urodzone, ale już wychowane).

Z jednej strony przyzwyczajone, że za wszystko trzeba płacić, z drugiej nie posiadające aż takiej potrzeby oszukiwania systemu. I tutaj sądzę, że jest pewne światełko w tunelu – bo o ile skala piractwa rośnie, to analogicznie rośnie liczba użytkowników komputerów i Internetu. Być może, ale tylko być może, w rzeczywistości skala piractwa nie rośnie, może nawet maleje, ale zbyt wolno, by było to zauważalne względem wzrostu użytkowników.

Mam taka nadzieje i tego sobie i wam życzę – parafrazując MaxDamage’a ;p

A na koniec pokaże wam jakim jestem ostrym piratem komputerowym… oto flaga piracka nad moim komputerem ;)

 

Komentarze