r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Test Motoroli Moto G5s Plus: Android prawie bez zbędnych dodatków

Strona główna Lab Smartfony i tabletySPRZĘT

Lenovo w tym roku zdecydowało się przywrócić na rynek markę Motorola, pod którą będą wychodzić wszystkie smartfony z linii Moto. Przed tą zmianą urządzenia sygnowane były jako Moto by Lenovo, a działania chińskiego producenta mogły sugerować, że z czasem zostaną podjęte dalsze kroki ku głębszemu wchłonięciu urządzeń z linii Moto. Niektórzy zaczęli obawiać się, że znikną też zalety, które sprawiały, że wcześniejsze Motorole z Androidem były wyjątkowo udanymi urządzeniami.

Wśród tych zalet była atrakcyjna cena, wysoka jakość wykonania, wydajność i niemal czysty Android, który dodatkowo otrzymywał dobre wsparcie ze strony producenta. To właśnie te cechy sprawiły, że Moto X Play wystawiliśmy maksymalną ocenę. Przywrócenie marki Motorola, wzbudziło więc nadzieję na wysyp urządzeń, które zapewnią przed chwilą wymienione zalety. Czy jednak faktycznie tak się stało? Przekonajmy się o tym w teście Motoroli Moto G5s Plus.

Byłoby świetnie, gdy nie garb

Biorąc do ręki pudełko Moto G5s Plus, zauważymy dużą literkę M, wpisaną w okrąg – logo Motoroli. Na naklejce dostarczającej podstawowych informacji o smartfonie, nie pojawiła się żadna wzmianka o Lenovo – tekst mówi, że w pudełku jest Motorola. Dopiero czytając dłuższą notkę na lewym boku, mniej świadomi użytkownicy, dowiedzą się, że kupili urządzenie zaprojektowane przez Motorola Mobility, którego właścicielem jest Lenovo.

Po wzięciu smartfonu do ręki, nie znajdziemy już żadnej wzmianki o Lenovo na obudowie. Włączając go, usłyszymy kultowe motto Hello Moto, choć w zmienionej wersji. Z pewnością zostanie to docenione przez osoby pamiętające dawne Motorole, ale prawdopodobnie również i one stwierdzą, że smartfon mógłby witać się trochę ciszej, bo potrafi wystraszyć tym nagłym, donośnym Hello Moto.

r   e   k   l   a   m   a

Ceny testowanej Motoroli oscylują wokół 1300 złotych. Za tą kwotę dostajemy naprawdę dobrze wykonane urządzenie. Tył i boki to przyjemny w dotyku metal, który przez okres testów, noszenia Motoroli w kieszeni i wożenia w schowku w samochodzie i z pewnością nie traktowaniu jej jak jajka, nie odniósł żadnych obrażeń. Dokładnie przyjrzeliśmy się testowanemu egzemplarzowi, nie znaleźliśmy na nich żadnych widocznych rysek. Elementy spasowane są wzorowano – nic nie wygląda jakby miało odpaść czy rozkleić się, a pod mocniejszym naciskiem nie słychać żadnych dźwięków, które mogłyby sugerować kruchość konstrukcji.

Przód chroniony jest warstwą szkła Gorilla Glass 3, które dobrze opiera się ewentualnym zarysowaniom i tłustym śladom, które mogłoby być pozostawiane przez palce użytkownika. Ramki z pewnością nie wpisują Moto G5s Plus w obecny trend „bezramkowców”, są szerokie, zarówno po bokach, jak i na górze oraz dole. Na dolnej znalazł się czytnik linii papilarnych. Byłoby to dobre oraz wygodne rozwiązanie, gdyby nie wyglądał on jak fizyczny przycisk. Odruchowo często sięgamy do niego, a nie wirtualnego home na wyświetlaczu. Po kilku godzinach można się przyzwyczaić, ale za ten brak intuicyjności, Motoroli należy się mały minus.

Kolejny minus, to znacząco wystający obiektyw głównej kamery. Kojarzy on się z garbem. To właśnie na nim opiera się smartfon, leżąc plecami na twardej powierzchni i to właśnie on jest najbardziej narażony na uszkodzenia. Jeśli Motorola nie zadbała o jego wytrzymałość, to po dłuższym okresie użytkowania, będzie on jeszcze bardziej szpecił zgrabne plecy Moto G5s Plus. Na pocieszenie, miłym akcentem z tyłu jest niewielkie wgłębienie, w które zostało wpisane logo Motoroli.

Na prawym boku zostały umieszczone przyciski regulacji głośności i włącznik. Nieznacznie wystają, co ułatwia ich zlokalizowanie nocą czy bez patrzenia na obudowę. Mają przyjemny, niewielki skok, a podczas wciśnięcia, wydają cichy klik, potwierdzający przyjęcie polecenia. Po przeciwnej stronie, na lewym boku znajdziemy wysuwaną tackę, która posłuży do umieszczenie karty SIM i ewentualnie karty pamięci. Góra należy do złącza minijack, a dół to widoczny mikrofon, złącze microUSB (szkoda, że nie USB Type-C) oraz maskownica głośnika.

Smartfon dobrze leży w dłoni, chociaż miejsce łączenia szkła Gorilla Glass i metalowych boków, mogłoby być mniej ostre. Dokładne wymiary wynoszą 153,5×76,2×9,5 mm, a całość waży 168 gramów. Nie jest to więc najsmuklejszy i najlżejszy smartfon na rynku, ale tragedii nie ma.

Dobry wyświetlacz i dobra wydajność

Motorola została wyposażona w 5,5-calowy wyświetlacz IPS, który oferuje rozdzielczość Full HD (1080×1920 pikseli), zapewniając zagęszczenie pikseli na poziomie 410 ppi. Jeśli nie będziemy używać Moto G5s Plus do wyświetlania wirtualnej rzeczywistości, to ostrość obrazu będzie w zupełności wystarczająca. W codziennym użytkowaniu pojedynczego piksela nie dostrzeżemy, a dodatkowo brak wyższej rozdzielczości (np. Quad HD), pozytywnie przekłada się na czas pracy na jednym ładowaniu.

Ekran Moto G5s Plus jest po prostu dobry, ale nie wyróżnia się na tle konkurencyjnych modeli. Zapewnia dobre odwzorowanie kolorów, zadowalające kąty widzenia i maksymalną jasność, która umożliwia wygodne korzystania w słońcu. Kolor czarny nie jest oczywiście idealny, ale to wada technologii wykonania ekranu, z którą spotkamy się także w innych smartfonach z panelem LCD. Interesujący jest tryb nocny. Funkcja spotykana w innych smartfonach, ale rzadko jest proponowana po ustawieniu alarmu. W Motoroli, po włączeniu budzika, zostaniemy poinformowani, że warto aktywować tryb nocny, jeśli będziemy przed snem korzystali ze smartfonu. Sprytne.

Całkiem dobrze jest w środku. Sercem jest Snapdragon 625, procesor składający się z 8 rdzeni Cortex-A53, które rozpędzają się do 2,0 GHz. Za przetwarzanie grafiki odpowiada układ Adreno 506, a użytkownik do dyspozycji otrzymuje 3 GB RAM i 32 GB na dane, które w razie potrzeby może rozszerzyć z wykorzystaniem karty microSD – maksymalnie o dodatkowe 128 GB. Wśród dostępnych modułów znajdziemy Bluetooth 4.1, Wi-Fi 802.11 a/b/g/n 2,4/5 GHz, NFC czy GPS.

Moto G5s Plus z pewnością nie należy do wydajnościowej czołówki i to patrząc na urządzenia, których cena nie przekracza 1500 złotych. To wydajny smartfon, ale chociażby Snapdragona 625 znajdziemy już tańszych urządzeniach. Braku mocy w codziennym użytkowaniu jednak nie uświadczymy. System i aplikacje działają bez żadnych zarzutów. Pogramy również w większość gier z Google Play, oczywiście te z najpiękniejszą oprawą wizualną będziemy musieli sobie odpuścić. Na testowym urządzeniu korzystaliśmy z Gmaila, Outlook, Facebooka, Messengera, Instagrama, Snapchata czy przeglądarki Microsoft Edge. Nie dbaliśmy o aplikacje działające w tle. Spadków płynności, a tym bardziej zacięć, nie dostrzegliśmy. Smartfon dzielnie poradził sobie z wyznaczonymi zadaniami.

Akumulator o pojemności 3000 mAh daje radę, choć bez rewelacji. Moto G5s Plus spokojnie wytrzyma dzień bez ładowarki, nawet jeśli korzystamy z urządzenia intensywnie. Przy bardziej sporadycznym sięganiu po Motorolę, osiągnięcie 2 dni jest jak najbardziej możliwe. Podczas ładowania skorzystamy z technologii szybkiego ładowania, która jak twierdzi producent po 15 minutach umożliwi kolejne 5 godzin działania. Oczywiście nie chodzi o 5 godzin intensywnego użytkowania. W praktyce, wystarczy godzina i kilkanaście minut, aby mieć 100% naładowania akumulatora, po jego wcześniejszym rozładowaniu.

Jeśli lubicie usługi Microsoftu

W dniu pisania testu, Moto G5s Plus działała pod kontrolą Androida 7.1.1 Nougat z poprawkami bezpieczeństwa z 1 października 2017 roku. Smartfon będzie zaktualizowany do Androida 8.0 Oreo. Podobnie jak na wcześniejszych Motorolach, które doceniane były za brak zbędnych dodatków, ta także stawia na prawie czystego Androidem – jeśli udamy, że nie ma aplikacji Microsoftu.

Mobilny system operacyjny został wzbogacony o kilka dodatków, w tym kilka przydatnych funkcji systemowych.”. Nie obyło się jednak bez ingerencji ze strony Microsoftu. Podczas pierwszej konfiguracji, po dodaniu konta Google, pojawia się kolejna prośba o dodanie adresu e-mail. Okienko pochodzi z aplikacji Outlook i początkowo prosi o zatwierdzenie dodania konta Google. Tego samego konta, które właśnie zostało podłączone do innej aplikacji – domyślnie Gmaila. Co gorsze, musimy ręcznie odznaczyć, jeśli nie chcemy mieć tego samego konta, w dwóch różnych klientach poczty.

To jednak nie koniec, bo jeśli nawet nie odmówimy pierwszej propozycji, to pojawia się kolejny ekran. Drugi ekran również pochodzi z aplikacji Outlook, a tym razem jesteśmy proszeni o ręczne podanie adresu i hasła do skrzynki pocztowej. Można te ekrany pominąć, ale niesmak po wciskaniu produktu pozostaje. Po pierwszym uruchomieniu, dostrzeżemy również dwie aplikacje Microsoftu – Outlook i LinkedIn, których nie możemy usunąć.

Nie licząc aplikacji Microsoftu i pierwszej konfiguracji, nie uświadczymy poważniejszych wad. System działa sprawnie i stabilnie, nawet jeśli obciążymy go zestawem dodatkowych aplikacji. Należy mieć na uwadze, że większość domyślnych aplikacji jest autorstwa Google – nie mamy autorskiego kalendarza, galerii zdjęć czy aplikacji wiadomości. Dla osób sięgających głównie do usług firmy z Mountain View, takie podejście będzie dużą zaletą, pozostali będą musieli poszukać alternatyw w Google Play..

Aplikacje nie są rozmieszone wyłącznie na ekranie głównym. Wykonując gest pociągnięcia docka z aplikacjami do góry, zyskujemy dostęp do menu z listą wszystkich zainstalowanych aplikacji. Możemy je dowolnie rozmieszczać na ekranach głównych oraz grupować w foldery. Po dłuższym przytrzymaniu palca na ikonce, wyświetlane jest menu kontekstowe, dające szybki dostęp do wybranych funkcji danej aplikacji.

Przeciętne zdjęcia i wyjątkowo mocny głośnik

Główny obiektyw składa się z dwóch kamer. Obie mają po 13 MP i przysłonę f/2.0, a ich wspólna praca ma zaowocować lepszą jakością zdjęć. Kamera została wyposażona w laserowy autofocus z detekcją fazy (PDAF), który sprawnie i najczęściej poprawnie ustawiania odpowiednią ostrość. Zdjęcia są wyraźnie i mają dobre odwzorowanie kolorów, ale w tej cenie oczekiwaliśmy czegoś więcej, zwłaszcza z powodu tego garbu z tyłu. Choć musimy przyznać, że zdjęcia w sztucznym świetle wychodzą naprawdę nieźle.

Wśród opcji aplikacji aparatu, na wierzch wyciągnięto funkcje głębia ostrości, do której wykorzystywana jest druga kamera. Nie jest to jednak efekt, którego oczekiwaliśmy. Główny obiekt nie zawsze jest idealne wyostrzony na tle tła – mieliśmy styczność z pojedynczymi kamerami w smartfonach, które samym oprogramowaniem radziły sobie lepiej w dodawaniu efektu głębi.

Przód należy już do kamery 8 MP, która powinna wystarczyć wszystkim fanom selfie. Dostarczane zdjęcia są jasne, odwzorowanie kolorów jest naturalne, nie mają widocznych szumów i z pewnością sprawdzą się na Instagramie. Zanim jednak zdecydujemy się na sesje, to warto zadbać o dobre warunki oświetleniowe – zdjęcia wykonane w sztucznym czy słabym świetle raczej hitem Instagrama nie zostaną.

Aplikacja aparatu jest uboga w dodatkowe funkcje, dając dostęp tylko do podstawowych trybów – normalny, panorama czy głębia ostrości. Dodatkowo momentami jest nieintuicyjna, zwłaszcza jeśli chcemy dostać się do ustawień. Po włączeniu trybu zaawansowanego, poszczególnymi parametrami zarządzamy za pomocą przesuwanych pierścieni, które powinny być dobrze znane właścicielom dawnych Lumii.

Maskownica głównego głośnika została umieszczona na dolnej krawędzi. Ma on lekkie problemy z niskimi tonami i zapewnieniem lepszej głębi dźwięku, ale gra naprawdę dobrze i bardzo głośno. To jeden z głośniejszych głośników z jakimi mieliśmy do czynienia w smartfonach i jeden z najlepszych w smartfonach do 1500 zł.

Odpowiedzmy na najważniejsze pytanie – tego oczekiwaliśmy?

Mimo kilku niedociągnięć, Moto G5s Plus zrobiła na nas bardzo dobre wrażenie. W nasze ręce wpadł jeden z lepszych smartfonów do 1300 złotych, który zapewnia wysoką jakość wykonania, dobrą wydajność, dopracowany i stabilny system operacyjny oraz wykonuje przyzwoite zdjęcia.

Nie jest jednak tak idealnie, nie ma tak pozytywnego rezultatu, jak w przypadku Moto X Play. Smartfony z logo Motoroli wciąż są dobre, wciąż są warte polecenia, ale przestały się wyróżniać. Najwidoczniej w tym przedziale cenowym, w którym znajdziemy produkty Xiaomi czy Huaweia, można obecnie zaoferować smartfon tylko równie interesujący, a takim jest Moto G5s Plus.

Jeśli szukacie Androida w dobrej kondycji, który nie został znacząco zmieniony nakładką i jesteście w stanie zaakceptować małą ingerencję ze strony Microsoftu, to naprawdę warto sięgnąć po Moto G5s Plus.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.