Zao. Chińczycy mają konkurenta dla FaceApp. Wkleja twarz użytkownika do filmów

Strona główna Aktualności
Chiński deweloper zamiast DiCaprio na filmowym Titanicu, fot. Twitter (Allan Xia)
Chiński deweloper zamiast DiCaprio na filmowym Titanicu, fot. Twitter (Allan Xia)

O autorze

Chińczycy szturmem wdarli się na rynek aplikacji mobilnych do przerabiania zdjęć z wykorzystaniem głębokiego uczenia. Zao to aplikacja anonsowana jako następca FaceApp, pozwalająca wkleić twarz użytkownika do znanych scen filmowych. Pojawiła się w piątek i już zdążyła znaleźć się w TOP 3 rankingu najczęściej pobieranych apek w Państwie Środka.

Deweloperem Zao jest Changsha Shenduronghe Network Technology Co., Ltd., studio należące do dużej chińskiej spółki Momo, oferującej serwis strumieniowania wideo i lokalny portal randkowy.

Aplikacja ma dwa tryby pracy. Może skorzystać z gotowego, pojedynczego zdjęcia albo przygotować całą sesję, opierając się na wbudowanym kreatorze. W tym drugim przypadku efekt końcowy jest lepszy, gdyż uwzględnia naturalną mimikę danej osoby. Obrazową prezentację możliwości Zao zamieścił na Twitterze nowozelandzki deweloper chińskiego pochodzenia Allan Xia.

Jak tłumaczy, podmiana twarzy Leonardo DiCaprio na jego własną zajęła raptem 8 sekund. Z tym że Zao nie może działać na dowolnym filmie, a tylko kilkunastu próbkach, które przygotowali autorzy i na których był wcześniej uczony model SI. Tak czy inaczej, pokaz robi wrażenie. Zwłaszcza mając na uwadze, że Zao jest, jak już zostało powiedziane, aplikacją na smartfon. Wcześniej przygotowanie deepfake'ów wymagało komputera z wydajną kartą graficzną.

Obawy dotyczące prywatności

W Zao całą robotę robi serwer, choć są z tym oczywiście związane pewne obawy w kontekście prywatności. Pierwotnie sam deweloper zastrzegał sobie prawo do wykorzystania zdjęć – jak podaje Bloomberg. Kiedy jednak użytkownicy odpowiedzieli blisko 4 tys. negatywnych opinii w App Store, dodano w polityce prywatności zapis, że dotyczy to tylko rozwoju apki.

Niestety, na nieszczęście wszystkich zainteresowanych, chwilowo aplikację Zao mogą sprawdzić tylko mieszkańcy Azji. Jest dostępna tylko dla tamtego regionu, i to w dodatku jedynie na iPhone'y.

Nie wiadomo zarazem, czy Zao kiedykolwiek wyjdzie poza macierzysty rynek. Na chwilę obecną wątpliwości co do intencji autorów mają sami Chińczycy. W poniedziałek chińskie Centrum Badań Handlu Elektronicznego wezwało władze do zbadania sprawy. "Aplikacja narusza niektóre prawa i standardy ustanowione przez naród i przemysł" – czytamy w oświadczeniu, sygnowanym przez Wanga Zhenga z firmy prawniczej Taihang.

Drugi FaceApp dosłownie

Tak więc wygląda na to, że Zao może zastąpić FaceApp nie tylko na polu użytkowym, ale także w roli bohatera debaty publicznej o bezpieczeństwie przesyłania zdjęć na obcy serwer. Przypomnijmy, w Polsce resort cyfryzacji zdecydował się wziąć FaceApp pod lupę.

Z drugiej strony rzesze ludzi publikują fotki na Facebooku i Instagramie, gdzie firma również rości sobie prawa do wykorzystania tychże, i jakoś nikt nie widzi w tym problemu ;)

© dobreprogramy